Detektyw - recenzja finału drugiego sezonu (ze spoilerami) - promilus - 13 sierpnia 2015

Detektyw - recenzja finału drugiego sezonu (ze spoilerami)

Moja opinia dotycząca dwóch sezonów "Detektywa" nie jest szczególnie popularna, więc może od niej zacznę, by juz później do tego nie wracać. Właśnie zakończona historia moim zdaniem jest lepsza od tego, co zostało pokazane rok temu. Ten sezon ma swoje minusy i daleko mu do czegoś wybitnego, ale nadal jest ciekawszy od historii Rusta i Marty'ego. Największą różnicę na korzyść Colina Farrella i spółki widać w zakończeniu.

Ostatni, wyjątkowo półtoragodzinny, odcinek zaczyna się prezentacją tego, co twórcy Pizzolatto ewidentnie nie wychodzi - mowa o dialogach, tak łamanych i pretensjonalnych, że czasem aż śmiesznych. W pierwszym sezonie były to monologi Rusta, teraz podobne rzeczy wygadywane są przez kilka osób. W otwierającej scenie Ray i Ani odbywają oczyszczającą rozmowę - każde z nich opowiada o swojej traumie z przeszłości. Niewiele później Frank ma równie kiepsko napisaną wymianę zdań ze swoja żoną. Na szczęście wraz z upływem czasu odcinek robi się coraz lepszy.

Cała zagadka morderstwa, a właściwie układu trzymającego władzę, zostaje rozwiązana gdzieś po pierwszym kwadransie. Tutaj warto się na chwilę zatrzymać. Historia, jaką wymyślił Pizzolatto, jest moim zdaniem zbyt skomplikowana. To nie kryminał w stylu "kto zabił?" - i całe szczęście. Jednak liczba zaangażowanych w przestępczą działalność jest na tyle duża, że można się w tym pogubić. Twórca zdaje sobie z tego sprawę, bo w pewnym momencie wkłada w usta bohaterów teksty tłumaczące, co sie właśnie stało i kto jest kim w tej intrydze. Nie przeszkadza to jednak znacząco w oglądaniu serialu, bo w "Detektywie" nigdy nie chodziło o zagadkę, a o samych bohaterów i klimat całej opowieści.

Po samym rozwiązaniu kryminalnej historii następuje godzinna opowieść o zemście i ucieczce. Ray, Ani i Frank doskonale zdają sobie sprawę ze swojego położenia. Już nie walczą o skazanie winnych, a o własne życie, bo na sprawiedliwość w świecie drugiego "Detektywa" nie mogą liczyć.  Kolejne powiązania mafiozów, władz i policji przypominają polski "Układ zamknięty". To sieć wzajemnych kontaktów i haków nie do rozerwania. I nawet jeśli ktoś naruszy tę strukturę, to zostanie ona szybko odbudowana i zaatakuje ze zdwojoną siłą. Ciężko nie kibicować Frankowi i Rayowi, gdy atakują dom rosyjskiego mafioza, wybijają jego ochronę, a na koniec mordują szefa. W tym momencie serial przypomina gangsterskie kino z charakterystycznymi dla gatunku one-linerami. To z jaką łatwością udaje im się pokonać przeciwnika i przy okazji wzbogacić się o kilka milionów zwiastuje, że coś później pójdzie nie tak.

I bardzo dobrze! "Detektyw" nie miał prawa się skończyć inaczej jak triumfem "układu". Pokonanie go było nierealne. Twórcy mogli oszczędzić życie bohaterów i jedynie skazać ich na emigrację, ale zdecydowali się na jeszcze mocniejszy krok. Frank i Ray zginęli, bo każdy z nich w krytycznym momencie dał za wygrana swoim słabościom. Ray umiera z powodu syna, którego tak bardzo chciał jeszcze raz zobaczyć, a Frank decyduje się na niemal samobójczy krok z powodu pieniędzy, których nie chciał oddać. Można by rzec, że obydwaj giną w pięknych okolicznościach przyrody. Velcoro ucieka po lesie, chowając się za sekwojami, by ostatecznie zrezygnowany wyskoczyć wprost na przeciwnika. Frank ginie po długim marszu na pustyni, mając po drodze liczne halucynacje. Z całej czwórki nie umiera tylko Ani, która z kolei zostaje skazana na wieczną ucieczkę i ukrywanie się wraz z żoną Franka.

W mieście Vinci bez zmian - ludzie z układu dalej się bogacą. Niektórzy zginęli, ale nie wywarło to wielkiego wpływu na pozostałych. Ray nadal uznawany jest za zabójcę Woodrugh, a Ani poszukiwana przez policję. Tylko Paul doczekał się właściwego upamiętnienia. I chociaż w epilogu dziennikarz dostaje informacje o przestępczej działalności władz i policji w Vinci, to coś mi mówi, że zginie zanim zdąży cokolwiek napisać.

Drugi sezon "Detektywa" spotkał się z tak mocną falą krytyki, chyba głównie dlatego, bo nie ma w nim drugiego Rusta. Może błędem jest, że twórcy nie zdecydowali się na zupełnie nowy tytuł, bo drugi sezon kompletnie nie jest powiązany z pierwszym. O ile w takim "American Horror Story" historie były zupełnie różne, to powtarzali się aktorzy. Tutaj jest to zupełnie coś nowego. Może ludzie od marketingu w HBO stwierdzili, że nie ma co promować nowego serialu skoro "Detektyw" tak dobrze się przyjął? To już wiedzą tylko oni. Myślę, że gdyby jednak zdecydowali się na nową markę, to i niezadowolonych widzów byłoby mniej. Nadal serial ma swój specyficzny klimat, a tacy aktorzy jak Colin Farrell i Vince Vaugh grają lepiej niż sądziłem. Podobno będzie trzeci sezon i też pewnie nie będzie w nim Rusta. Hejt powróci.

promilus
13 sierpnia 2015 - 18:14

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
14.08.2015 12:46
👍
Dr_Wycior
9
Pretorianin

Ciężko się nie zgodzić. Najlepiej poprowadzoną postacią w moim rankingu pozostaje Woodrough.

16.08.2015 16:12
GhostRaider
odpowiedz
GhostRaider
51
Pretorianin

A myślałem, że to tylko ja mam wrażenie, iż cała historia jest aż nazbyt skomplikowana i za dużo nawtykali nazwisk, i postaci.

16.08.2015 16:22
👍
odpowiedz
zanonimizowany561661
45
Senator

Podobał mi się drugi sezon "True Detective" podobnie zresztą jak pierwszy. Osobiście mam w nosie to czy ktoś spodziewał się czegoś innego, czy czegoś nie zrozumiał, dla mnie to był dobry serial, a właściwiej film epizodyczny, czyli zamknięta historia w odcinkach.

16.08.2015 16:24
Cainoor
odpowiedz
Cainoor
209
Mów mi wuju

Mi tez sie serial podobał. Może ciut mniej niż pierwsza seria, ale nadal oglądałem premierowe odcinki na HBO Go. I tylko żal Franka i Reya... polubiłem chłopaków.

16.08.2015 17:08
Pan P.
odpowiedz
Pan P.
136
022

Jedyne, co nieszczególnie przypadło mi do gustu to ilość dłużyzn w czasie dialogów. Ci bohaterowie gapią się na siebie z marsowymi minami, jakby wymieniali się objawieniami na bóg wie jak ważne tematy. Irytujące i sztuczne.

Niemniej, sama historia jest doskonała. Nie kumam kubłów pomyj, które się na TD2 leją. Bardzo podobało mi się to, jak w połowie sezonu kompletnie zmienił się wektor śledztwa i nagle wyszło, że początkowe zawiązanie akcji to bzdet i ledwie kropla w morzu układów i przekrętów. Plus, fajnie oddany chaos informacyjny i swego rodzaju fragmentaryczność oglądu rzeczywistości. Bardzo mi się podobało to, że widzowie wiedzą tylko tyle, co bohaterowie, a w tle intryga postępuje sama - bez wszechwiedzącego i wszechobecnego narratora, który wyjaśniałby każdy szczegół intrygi.
No i sam morał też dobry – jak się wdepnie po pas w gówno, to wcale nie tak łatwo z niego wyleźć.

17.08.2015 18:53
Stalin_SAN
odpowiedz
Stalin_SAN
56
Valve Software

Podobał mi się 2 sezon TD, nawet bardzo, jednak uważam mimo wszystko sezon pierwszy za o wiele lepszy, a wcale nie chodzi mi o Rusta (choć był genialny) tylko o ten genialny mroczny klimat Luizjany i wątek okultystów, jarają mnie takie rzeczy, TD2 choć został nakręcony spoko to przedstawiał historię, która przewinęła się już w filmach/serialach dziesiątki razy. Po prostu pierwszy sezon był bardzo unikalny pod wieloma względami, TD2 jest bardziej pospolity pomimo, że dobrze nakręcony, dla tego uważam, że ludzie tak się nad nim pastwią.

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze