Pilotaż 06 - Lucifer. Szatan Neila Gaimana w telewizji! - fsm - 29 stycznia 2016

Pilotaż 06 - Lucifer. Szatan Neila Gaimana w telewizji!

FSM: Bez owijania w bawełnę. Od pierwszego zwiastuna serialu Lucifer oboje na niego czekaliśmy. Świetny główny bohater - współczesne wcielenie Szatana, w lekko komediowym sosie, przeżywający różne mroczne przygody w Los Angeles? Wyglądało super. Serial w końcu oficjalnie zadebiutował, a wszyscy zainteresowani mogli się zań zabrać. Zabraliśmy się i my!

Klaudyna: Wabikiem dla nas był głównie Neil Gaiman. Bowiem serial Lucifer jest adaptacją komiksu o tym samym tytule, którego jednym z twórców jest właśnie Gaiman.

F: A dokładniej: postać Lucifera pojawiła się w serii Sandman, po czym doczekała się własnego spin-offu w postaci osobnej kolekcji zeszytów. Ale nie będę oszukiwał - Sandmana czytać zaczęliśmy, ale braki sklepowe sprawiły, że nasza kolekcja jest niekompletna, więc komiksowe wcielenie pana diabełka jest mi/nam w zasadzie obce. Skupmy się zatem na tym telewizyjnym.

K: Lucifer bierze wolne. Porzuca piekło (Piekło?), udaje się do Los Angeles i tam prowadzi ekskluzywny klub Lux. Jak to na pana z piekieł przystało jest piekielnie przystojny, czarujący i w łatwy sposób dostaje to, czego pragnie. A jeśli ktoś stawia opór, diabelską sztuczką wyciąga z człowieka najgłębsze tajemnice i pragnienia.

F: Główny bohater to największa siła pilotażowego odcinka. Charyzmatyczny do przesady, odnajduje się w każdej sytuacji, budzi sympatię, czasem agresję (szczególnie ze strony panów) i pożądanie (tu raczej ze strony pań, ale nie wiemy, dokąd zabiorą nas kolejne odcinki :P). Tom Ellis został dobrany wyśmienicie i w zasadzie Lucifera można by oglądać tylko dla tego aktora. Ale jest też druga ważna postać, pani policjantka Chloe, która jest w pewien sposób wyjątkowa.

K: No i masz Ci los. Rozwodzisz się nad postacią Lucifera, po czym na końcu rzucasz zdanie o pani policjantce... czyli muszę ciągnąć temat laski, nie dodając już nic o szelmowskim uroku Toma Elilsa. Sprytnie rozegrane, mężu. Chloe jest wyjątkowa, ponieważ nie reaguje na czar Lucifera. Bierze go za zwykłego kolesia o wielkim ego. Lucifer zaś za wszelką cenę stara się wydobyć z niej sekrety, lecz bez powodzenia. Jak tych dwoje znalazło się na jednej ścieżce?

F: Spokojnie, jeszcze wspomnimy o Tomie Ellisie. Obiecuję! Tymczasem cała fabularna konstrukcja pilotażowego odcinka, choć będąca powodem uśmiechu i miłego uczucia w tym fragmencie mózgu, który odpowiada za prostą rozrywkę, jest jego największą wadą. Pan Lucifer spotkał policjantkę, bo wydarzyło się morderstwo. Źli panowie zastrzelili dziewczynę, której szef piekła pomógł stać się gwiazdą. Chloe prowadzi sprawę, a Lucifer z sobie tylko znanego powodu bardzo pragnie ukarać odpowiedzialnych za zbrodnię ludzi. Więc tak trochę nagle stają się duetem od rozwiązywania spraw kryminalnych. Tak po prostu. I więcej ciężaru historii położone jest właśnie na tzw. crime-drama, niż jakąś oryginalną, obiecującą szerzej zakrojoną intrygę. Ale może się czepiam? Może nie dało się inaczej?

K: Nie wiem co będzie dalej. Ale mogę jedynie domniemywać, że odporność Chloe na Lucifera nie bierze się znikąd. Do Lucifera regularnie wpada skrzydlaty jegomość - Amenadiel, który namawia go na powrót do Piekła. Widać, że Amenadiel nie przepada za naszym bohaterem. To dwa zaanonsowane wątki, które pewnie w przyszłości się rozwiną. A tak poza tym - zgadza się. Zwykły serial kryminalny, ale z panem z mocami.

F: No właśnie. Bo podobało mi się. Miło spędzone 40 minut, zachęcające do kontynuowania. Ale z takim dziedzictwem chciałoby się czegoś więcej. Lucifer w Sandmanie bazuje na opisie tej postaci w Raju utraconym Johna Miltona. Taka zakurzona klasyka! Co prawda komiks inspirował się Davidem Bowie w kwestii wyglądu, a tutaj mamy bruneta, ale cóż. Stara poezja + uznana powieść graficzna + doświadczona ekipa twórców (m.in. Jerry Bruckheimer) powinno dać prawdziwą petardę, tymczasem jest ciut głupkowato, poprawnie i z rewelacyjnym bohaterem. Nie czujesz jakiegoś braku?

K: Trochę tak. Widzieliśmy już niejeden serial. Część produkcji ma coś, co wyróżnia je od pozostałych - klimat, zdjęcia, fabułę, coś co zostaje w pamięci. Lucifer jest poprawny, ale nie znalazłam niczego, co by mnie uwiodło. W zasadzie to ciśnie mi się jedno słowo na usta - płytki. Lucifer wydaje się płytki. Jeśli mielibyśmy kontynuować, to tylko ze względu na łatwo przyswajalną rozrywkę i relaks dla zwojów mózgowych.

F: Ja wierzę gdzieś głęboko, że dalej czai się tam fajny, wieloodcinkowy wątek. Bo nawet czarujący Tom Ellis nie będzie w stanie pociągnąć standardowego serialu, w którym szef piekieł jest tylko trochę nielubiącym ludzkości panem z mocami, jak to sama określiłaś. Ciekawe, że nasze ścieżki się wcześniej z panem Ellisem nie skrzyżowały...

K: Ale! Muzyka mi się podobała. Cage The Elephant, Beck, The Black Keys - wszystko świetnie się wpasowuje.

F: Racja, piosenki są bardzo pasujące do klimatu świata przedstawionego. I tu od razu kolejne skojarzenie. Tom Kapinos, twórca telewizyjnego Lucifera, to gość odpowiedzialny za inny serial, który oglądaliśmy... Jaki?

K: Kojarzy mi się z... Californication?

F: Tak jest! Hulaka Hank Moody to też dzieło pana Tom Kapinosa. Teraz bazą jest komiks, ale znowu mamy fabrykę snów, nocne imprezy, rock'n'roll w głośnikach i charyzmatycznego bohatera. Dobry wzorzec, ale oby odszedł dalej od tego, co już znamy.

K: Taka ciekawostka. Wpisałam sobie Lucifera w googlach, a tam... artykuł na Pudelku. Jak sądzisz, jak sie tam znalazł?

F: Bo pan przystojny aktor jest czymś nowym chłopakiem. Albo jest prawdziwym szatanem i właśnie zdradza sekrety gwiazd :P

K: Nieee. W Stanach chrześnijańska organizacja zbiera podpisy, by zawiesić serial, gdyż... Lucyfer jest pokazany zbyt dobrotliwie, a to szyderstwo z Biblii jest.

F: Ahaha. No tak. Jeśli już pokazywać Szatana to jako chodzącą zarazę i potwora, a nie kolesia w garniturze. Ale to nawet lepiej dla serialu, bo jest rozgłos. Producenci na pewno nie płaczą :)

K: Koleś w garniturze i pewnie wszystkim oburzonym miękną kolana na jego widok... Cóż, to jaki werdykt? Oglądamy dalej? Nie oglądamy? Ja jestem tak po środku. Mogłabym zboczyć do piekła, ale nie wiem, czy mam po drodze.

F: Oglądajmy póki jest na to czas. Do Limitless nie wróciliśmy (i nie zapowiada się, byśmy mieli to zrobić), a Luciferowi chciałbym dać szansę. Niby nie jest fajny, ale jednak jest. Od strony producencko-aktorskiej - bardzo ok (swoją drogą, nie ma tam ani jedne brzydkiej postaci :P), od strony fabularno-zaskoczeniowej - na razie słabo. Ale skoro gdzieś tam w tle jest Sandman, to musi być lepiej!

K: W takim razie zaryzykuję z Tobą. W ostateczności skupię się na ładnych ludziach :P A teraz kolacja raz, raz!


W poprzednich odcinkach: Limitless / The Last KingdomPakt / The Magicians /Master of None

fsm
29 stycznia 2016 - 19:49

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
31.01.2016 10:06
hemik9
76
Pretorianin

A jaki to ma związek z komiksem Lucyfer i Luckiem, Neila Gaimana? Zakochany w ludzkiej kobiecie? Przecież jego jedyną miłością jest on sam, cała reszta jest tylko narzędziem do celu, uwolnienia się od Boga i stworzenia własnego wszechświata.

31.01.2016 10:45
odpowiedz
zanonimizowany166638
152
Legend

Nazywanie Lucyfera postacią Neila Gaimana to lekkie nadużycie. Fakt, Gaiman stworzył go na potrzeby Sandmana i w pierwszym tomie przez chwilę odgrywał swoją rolę. Ale dopiero w solowej serii autorstwa Mike'a Careya (której serial stanowi parodię) przedstawiono jego historię od początku do końca.

O samym serialu wiele powiedzieć nie mogę, bo znajomość z nim zakończyłem na zwiastunie, który wyglądał bardziej jak żart z Simpsonów lub South Parku na temat absurdalnie złych adaptacji, których twórcy w dupie mają materiał źródłowy.

Moja "recenzja" z innego wątku:
Dobra, nieważne. Obejrzałem trailer. Pierdolę.