W co gracie w weekend? #256 - squaresofter - 30 czerwca 2018

W co gracie w weekend? #256

Witajcie. W zeszłym tygodniu zrobiłem sobie przerwę od pisania, więc miałem zdecydowanie więcej czasu na granie i obejrzenie drugiej serii Nanatsu no Taizai, która była chyba nawet lepsza niż pierwsza a w ten weekend bardziej interesuje mnie jutrzejsze spotkanie ze znajomymi, więc najlepiej by było jakbym nic nie pisał, ale jestem zbyt dużym grafomanem, żeby przepuścić kolejną okazję do napisania o grach. Za bardzo to lubię. Zatem zacznijmy naszą cotygodniową zabawę. W co gracie w weekend? U mnie dzieje się sporo w tej materii. W ten weekend zamierzam pograć w następujące gry: God of War 2018, Hatsune Miku Project DIVA Future Tone, The Labyrinth of Grisaia, Dark Souls III, Sonic The Hedgehog oraz Resident Evil 2. Życzę przyjemnej lektury, która jest przeznaczona tylko i wyłącznie dla osób pełnoletnich, którym nie przeszkadzają spoilery. 


God of War (PS4, SIE Santa Monica Studio, 2018r.)

W dalszym ciągu kontynuuję swoją przygodę z Kratosem i Atreusem. Im dalej w las, tym ciekawiej. Pływałem już po Jeziorze Dziewięciu, spotkałem gigantycznego Węża Świata, Jormunganda, oraz pewną tajemniczą wiedźmę, która zna prawdziwą tożsamość protagionisty i zna motywy jego przenosin z Grecji i osiedlenia się w zupełnie innym świecie, z dala od konowań bogów.

Czy aby na pewno Kratos dobrze zrobił? Fabuła w najnowszej odsłonie God of War jest prowadzona specjalnie w taki sposób, aby nie powiedzieć graczowi wszystkiego, ale jednocześnie rzuca w naszym kierunku jakieś strzępki informacji, które mają nas zachęcić do dalszej gry.

Produkcja Santa Monica Studio wciąga mnie coraz bardziej z każdą kolejną godziną i prawie zawsze staram się schodzić z głównej ścieżki łabularnej, żeby poszukać jakichś zabłąkanych dusz, uwolnić z okowów jakiegoś smoka, poszukać bezczelnie poukrywanych skrzydlatych szpiegów Odyna czy rozwiązać jakąś prostą zagadkę, aby otrzymać w nagrodę surowce niezbędne do polepszenia ekwipunku duetu głównych bohaterów, którzy doskonale się uzupełniają.

Umiejętności spartiaty ukrywającego przed całym światem swoją prawdziwą tożsamość znamy doskonale, ale nawet mały Atreus potrafi wskoczyć przeciwnikom na głowę, co otworzy nam drogę do ich szybkiej eksterminacji. W takich chwilach przypomina mi się Banjo-Kazooie, w którym pewien misiek i nieznośne ptaszysko stworzyli jeden z najlepszych duetów w historii elektronicznej rozrywki.

Atreus może i jest mały i boi się swojego ojca, ale jego teksty na temat samolubstwa Kratosa rzucane pod nosem, gdy nie chce pomagać potrzebującym to jest zdecydowanie to, co sprawia, że warto ograć ten tytuł do końca, tym bardziej, że gdziekolwiek bym nie poszedł uczę się jakiejś nowej zdolności, którą moge wykorzystać w dalszej eksploracji a więc poczucie świeżości podczas rozgrywki jest tu bardzo dobrze odczuwalne. Podobnie było w pierwszym Metroid Prime, w którym Samus co chwila zdobywała kolejne usprawnienia swojego kombinezonu. 


Hatsune Miku: Project DIVA Future Tone (PS4, Crypton Future Media + Sega, 2017r.)

Zatękiniłem trochę za wokaloidami, a że włączyłem specjalnie Hatsune Miku: Project DIVA F na PS3 w swoje urodziny tylko po to, żeby wysłuchać ich życzeń urodzinowych na moją cześć, więc postanowiłem się odwdzięzzyć Rin Kagamine i wspomnieć co nieco o jednej z najlepszych jej piosenek.

Melancholic opowiada o dziewczynie, która popadła w melancholię, bo ktoś skradł jej serce. Poniżej możecie zobaczyć zapis moich poczynań w Future Tone albo ewentualnie posłuchać tego utworu z tłumaczeniem na język angielski (pozycja nr2 na playliście).

Ten kawałek towarzyszy mi już od kilku lat i wciąż pozostaje jednym z moich ulubionych. Wersja na PS4 ma znacznie lepszą grafikę niż utwór z Divy F, która przecież była portem z PSP na PS3, ale to w gruncie nieważne.

Najważniejsze, że żywa paleta barw i ruchome elementy latające wokół wokaloidki z kokardą we włosach nadają trochę dynamiki temu wideoklipowi, w którym Rin tańczy i śpiewa na bardzo małej przestrzeni. Ten zabieg świetnie ukrywa ten fakt. Na pewno pogram trochę w tą japońską grę rytmiczną, tym bardziej, że w ostatnich dniach starałem się zaliczyć kilka swoich ulubionych piosenek na ekstremalnym poziomie trudności i niezbyt dobrze mi to wychodziło, a że jestem perefekcjonistą z natury, to nie odejdę od tego tytułu, dopóki nie zobaczę przynajmniej jednego perfecta za zaliczenie dowolnego wideoklipu.


The Labyrinth of Grisaia (PC, Frontwing, 2017r.)

Postanowiłem trochę zaszaleć z okazji urodzin oraz imienin i wydać trochę zbędnej gotówki. Poza Borderlands 2 GOTY skusiłem się na dwie części japońskiej visual novel dla dorosłych wchodzących w skład serii Grisaia. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że nie mam zupełnie miejsca na dysku, więc wyrzuciłem  z niego wszystko, łącznie z Baldurami, Deus Exem, Commandosem i System Shockiem 2, bo i tak przecież nigdy ich nie ukończę za względu na notoryczny brak czasu. Okazuje się, że ściągać gier też nie umiem, bo wykorzystałem praktycznie wszystkie 10 szans od Denpasoftu na ściągnięcie The Labyrinth of Grisaia, która kontynuuje wątki pięciu głównych bohaterek z pierwszej częsci goszczącej już na łamach tego cyklu.

Mocno zdziwił mnie fakt, że wszystkie scenariusze w grze są dostępne od początku i nie musimy nic przechodzić ani podejmować żadnych decyzji w trakcie gry, żeby naprowadzić Yuujiego na ścieżkę konkretnej bohaterki. 

Przejrzałem więc je szybko, bo i tak wiadomo, że najbardziej interesują mnie dalsze perypetie niezbyt rozgarniętej tlenionej blondynki Michiru, której włosy upodobał sobie pewen mały kotek. Na razie największym szokiem jest jej wygląd. Długo musiałem czekać na to, aby zobaczyć jej prawdziwy kolor włosów, ale po zobaczeniu jej całej spoconej w palcie w piękny słoneczny dzień wiem, że ona mnie nie zawiedzie.

Zajmę się jej historią kiedy indziej, gdyż pomimo tego, że Labirynt przypomina bardziej zbiór minihistoryjek zamiast prawdziwej gry, to i tak muszę koniecznie sprawdzić historię protagonisty, której scenarzyści zapomnieli opowiedzieć przy okazji pierwszej części a jej poznanie jest niezbędne do tego, aby zrozumieć cokolwiek z ostatniej części tej obrazkowej trylogii.

W grze dostępne są jeszcze jakieś mikrohistoryjki, jednak najbardziej ze wszystkiego w grze moją uwagę przykuł tryb zwany Stacja Masturbacyjna Profesora Dave'a dająca dostęp do pobocznych scen erotycznych z postaciami drugorzędnymi a nawet z dziewczynami, których nigdy wcześniej nie widziałem. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, że historia w nich zawarta nie skupiała się na odpowiedziach na złożone pytania natury egzystencjalnej typu: Czy chcesz się pieprzyć? Też mi coś. No jasne, że chcę, ale dawanie seksu na tacy w Grisaii już na samym początku gry jest niczym gra w rpga postacią z maksymalnym poziomem od samego początku albo gra w Battlefield Bad Company 2 po zinstalowaniu dodatku Vietnam, który natychmiast odblokowuje wszystko w grze, czyli jest bezsensem. 

Jestem oburzony tym, że z symulatora randkowego gra zamieniła się w symulator burdelowy. Gdyby nie to, że wśród dziewczyn nie była dostępna dyrektorka Akademii Mihama, Chizuru, i asystentka szefowej Yuujiego, Chiara, to zażądałbym zwrotu pieniędzy. No nic, muszę jakoś żyć dalej ze swoim bólem w sercu (albo w tyłku). Życie toczy się dalej. 


Dark Souls III (PS4, From Software, 2016r.)

MarBarRastaa pisał niedawno w komentarzach do w co gracie o swojej próbie zdobycia platyny w ostatniej grze, za którą odpowiada Hidetaka Miyazaki, więc postanowiłem skorzystać z okazji i wrócić do tej produkcji.

We dwóch umiera się raźniej. To zasada, którą wyzanaję jeszcze od pierwszej produkcji, która przyniosła międzynarodowy rozgłos temu zdolnemu japońskiemu developerowi, czyli od Demon's Souls. W tej kwestii nic nie zmieniło się ani na jotę od niemal dekady.

Dawno nie grałem w Dark Souls III, więc nawet pomimo tego, że spędziłem z tym tyłym do tej pory ponad 175 godzin, to nie pamiętałem z niego praktycznie nic a jak to w takich grach bywa dochodzimy w nich do czegokolwiek w bradzo prosty sposób...umierając. Na nic zdało się umówienie na wspólną grę, bo gdy tylko spotkalismy się w pewnej wiosce zosatałem zaatakowany przez innego gracza, a że nie pamiętałem nawet jak szybko zmieniać czary, to mój mag został zmasakrowany przez najeźdźcę równie szybko co mój kolega, który zamiast trzymać się blisko mnie zaczął się szwędać gdzieś w pobliżu chmary przeciwników.

Po tej kooperacyjnej katastrofie postanowiłem zmienić strategię. To, że chwilę póżniej wbiegłem jak idota w grupę silnych przeciwników, aby spaść w przepaść, próbując uniknąć ich kolejnych ataków jeszcze bardziej utwierdziło mnie w przekonaniu, że tak dalej być nie może. Zacząłem ciskać w demony różnymi dostępnymi mi zaklęciami, aby przypomnieć sobie ich słabe i mocne strony oraz zadecydować, którego z nich opłaca się użyć w danej sytuacji.

Gdy spotkaliśmy się jeszcze raz w moim świecie i jak zwykle zostałem zaatakowany przez innego gracza, tytm razem kategorycznie zaznaczyłem, że chcę walczyć z niechcianym gościem sam na sam. To było konieczne, żebym znowu uwierzył w siebie. Fajnie jest unieszkodliwiać innych graczy w grupie, ale tylko jeśli mamy świadomość, że od wyniku naszego pojedynku zależy to, czy pogramy dalej ze znajomym potrafi lepiej zmobilizować do bezkompromisowej walki na smierć i życie. Wynik mojej potyczki możecie zobaczyć na poniższym filmiku.

Potrzebowałem tego zwycięstwa jak ryba potrzebuje wody. 

Mój plan dotyczący Dark Souls III jest bardzo prosty. Chcę zobaczyć trzecie zakończenie w grze. Poczytałem trochę o nim i muszę naprawdę uważać, żeby czegoś nie spartolić podczas gry, tym bardziej, że gry From Software od zawsze używają automatycznego zapisu gry, więc jeśli zrobimy coś nie tak podczas przechodzenia gry, to musimy zaczynać ją od nowa.

Kilka razy coś podobnego spotkało mnie już w Dark Souls, w którym nie udało mi się uratować jednej kapłanki i nie mogłem kupić od niej jednego cudu. Po rozpoczęciu kolejnej gry zabiłem za szybko jej pomocników i nie chciała już ze mną rozmawiać, co zmusiło mnie do ponownego rozpoczęcia Dark Souls. Nie lubię tracić niepotrzebnie dziesiątek godzin na zrobienie jakiejś prostej czynności w danym tytule i powtarzania wszystkiego od nowa przy okazji jakiegoś nieprzemyslanego błędu, więc tutaj zamierzam studiować wnikliwie poradnik zanim poczynię jakiekolwiek postępy fabularne. Zamierzam też zdobyć wszystkie niezbędne przedmioty za awanse w poszczególnych przymierzach z wyjątkiem przymierza Rozalii, do którego nie wolno dołaczyć, bo Sirris się na nas obrazi i możemy zapomnieć o zakończeniu zwanym uzurpacja płomienia.

Chciałbym też zobaczyć dodatki, ale nawet nie wiem czy je zainstalowałem po tym jak je kupiłem rok temu. Chciałbym sprawdzić swoje umiejętneości w jakichś epickich starciach a z tych przecież słyną rozszerzenia gier From Software.


Sonic the Hedgehog (PS3, Backbone Entertainment, 2007r.)

Po niedawnej nieudanej sesji w Uncharted 3, po której dotarło do mnie, że chyba za bardzo się staram zauważyłem jakiegoś gracza szukającego partnera do wbicia brakujących trofeów multiplayerowych w Sonic the Hedgehog 2, więc postanowiłem wrócić do tego magadrive'owego klasyka. Zebrałem wszystkie szmaragdy chaosu, stałem się Super Soniciem oraz udało mi się zaliczyć kolejny speedrun do kolekcji w grach wideo. Przeszedłem drugą część przygód naddźwiękowego jeża poniżej godziny co nie było specjalnie trudne z możliwością zachowywania stanu gry w dowolnym momencie gry.

Zapewniam Was, że ukończenie Ico poniżej dwóch godzin, Uncharted 4 na miażdzącym poziomie trudności poniżej sześciu godzin albo Resident Evil poniżej trzech godzin było znacznie, znacznie trudniejsze.

Po moim wyczynie pomyślałem, że warto byłoby zaliczyć speedrun również i w pierwszej części jego przygód. Ogrywałem już gry z Soniciem w tamtym roku, ale te gry mają w sobie coś, że chce się do nich ciągle wracać a skoro nie mogę w chwili obecnej ograć dwóch części Sonic Adventures na Dreamcaście, bo nie naprawiłem jeszcze konsoli niebieskich i zapomniałem kupić tych gier, to zaspokojenie mojego wiecznego głodu gier Segi, ogrywając pierwszego Sonica jest oczywiste. Na razie radzę sobie jako tako, sprawdzając czasy z poradnika po każdej ukończonej planszy. Jestem w połowie tej legendarnej platformówki i z tego co się orientuję, to dam radę ukończyć ją poniżej czterdzioestu minut, tym bardziej, że powtarzam poszczególne plansze od początku, jeśli przechodzę je zbyt wolno albo nie umiem gdzieś wskoczyć za pierwszym razem, tracąc cenne sekundy.


Resident Evil 2 (PSone, Capcom, 1998r.)

Ostatnio pisałem we w co gracie w weekend o tym jak to bardzo czekam na remake Resident Evil 2 a o samym klasycznym survival horrorze napisałem naprawdę niewiele, ale postanowiłem, że to się zmieni następnym razem. Staram się włączać grę Capcomu przy każdej możliwej okazji i gdy większość graczy powie Wam o tym jak to bardzo zestarzał się Resident Evil 2 ja napiszę coś zgoła innego. Ten tytuł jest jak wino, im starszy, tym lepszy.

Po pokazaniu całemu światu na E3 postępów prac nad odświeżoną wersją jednej z najlepszych produkcji dostępnych na pierwszym PlayStation wszyszcy gracze bardzo szybko zapomnieli jak wiele złego zrobili Japończycy próbując upodobić jedną z najlepszych serii survival horrorów dostępnych na rynku do szmiry wzorowanej na niezbyt dobrych filmach akcji pewnego słabego amerykańskiego reżysera, który miał takie pojęcie o materiale źródłowym jak polscy piłkarze o grze z pełnym zaangażowaniem na ostatnich trzech Mistrzostwach Świata w piłce nożnej, w których występowali.

Ja wciąż pamiętam jak oficjele capcomowscy próbowali nam wmówić, że na rynku nie ma miejsca na gry z gatunku survival horror. Każdy jednak gracz, który wałęsał się po opuszczonych korytarzach Królowej Zenobii w Resident Evil Revelations i poznał rodzinkę Bakerów z piekła rodem przy okazji Resident Evil 7 doskonale zdaje sobie sprawę jakie są najmocniejsze elementy tej serii. Jest to tym ważniejsze, bo żyjemy w czasach gdy EA uśmierciło cykl Dead Space i nie mamy już możliwości śledzić kolejnych upiornych wojaży kosmicznych Isaaca Clarka.

Tak przynajmniej mi się wydawało, bo są jeszcze gracze, którzy pamiętają te wszystkie ujęcia ze statycznych kamer na posterunku policji w Raccoon City i ścieżkę dźwiękową, która robiła kapitalną robotę, tworząc klimat grozy nie do zapomnienia.

Muzyka z holu głównego i z miejsc do zapisywania postępów w grze na maszynach do pisania to kwintesencja Resident Evil 2. Cieszę się, że nikt mi nie każe za nią dodatkowo płacić tak jak to ma miejsce przy okazji remake'u. Capcom może sobie wsadzić tą całą nowoczesną grafikę w rzyć, jeśli nie odda w jakiś sposób hołdu oryginalnej warstwie dźwiękowej. Resident Evil 2 bez tych muzyczek to nie to samo. Właśnie tego najbardziej brakowało mi najnowszych odsłonach serii, gdzie przytłaczające fragmenty muzyczne zastąpiono muzyką rodem z hollywódzkich filmów akcji.

Kilka lat temu przeszedłem RE2 Leonem, więc teraz stram się przeżyć jako Claire Redfield, do której powoli dociera, że szukanie brata w mieście pełnym żywych trupów nie było chyba najlepszym pomysłem. Wszędzie na posterunku pałętają się ożywione ciała policjantów, którzy przegrali z plagą korporacji Umbrella. Zainfekowane dobermany i lickery próbujące urwać mi głowę to dla mnie chleb powszedni. Rozbity helikopter na dachu komisariatu, szef policji, Irons, który wydał niezrozumiały rozkaz o przeniesieniu zapasów policyjnych w różne miejsca na posterunku na dzień przed feralnym atakiem nieumarłych, bezbronna Sherry starająca się odnaleźć ojca, kolejny tyrant zrzucony z helikoptera w celu eksterminacji pozostałych ocalałych, próba ustalenia tego, co się tak naprawdę wydarzyło na komisariacie i niezbyt częste rozmowy z Leonem przez krótkofalówkę, który podobnie jak młoda dziewczyna stara się wydostać z tego koszmarnego więzienia, to coś bez czego nie wyobrażam sobie Resident Evil 2 i mam nadzieję, że ludzie zaangażowani w zrobienie tego projektu od nowa nie zapomną o tym, co uczyniło niegdyś ten tytuł legendą gatunku survival horror.

Cieszę się na widok każdego kolejnego klucza, amunicji do pistoletu, kuszy i granatnika a znajdywane notatki policyjne zabitych funkjonariuszy dają mi nadzieję, że choć im się nie udało uciec z Raccoon City, to chociaż mi się uda i ich starania nie pójdą na marne. Udało mi się zdobyć plecak zostawiony mi wcześniej przez Leona, więc teraz jest mi zdecydowanie łatwiej poruszać się w oklicach podziemnego magazynu broni i parkingu policyjnego, który ma mi posłużyć jako furtka do wydostania się z tego niezbyt gościnnego miejsca.


Nie ponoszę odpowiedzialoności za ewentualną śmierć osób, które umarły po usłyszeniu mojego śmiechu.

squaresofter
30 czerwca 2018 - 01:09

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
30.06.2018 09:47
2
Czarny Wilk
67
Bo jestem czarny

GRYOnline.plTeam

Street Fighter V dostał kolejną dużą aktualizację zawartości, tym razem mocno ulepszającą tryb survival, więc łatwo zgadnąć, przy jakim tytule spędzam weekend ;)
Prócz tego strasznie wciągnął mnie mobilny Westworld. To ten klon Fallout Shelter, który w każdej chwili może zniknąć z powierzchni Ziemi w wyniku pozwu złożonego przez Bethesdę, bo gra jest dość bezczelną zżynką. W każdym razie bawi, choć jest to tytuł raczej tylko dla fanów serialu.

30.06.2018 11:38
2
odpowiedz
drenz
52
Generał

Jestem gdzieś bliżej końca Technomancera. Gra bardzo solidna. Wypominany w recenzjach i opiniach backtracking nie jest znowu tak irytujący o ile z głową przyjmuje się i rozwiązuje zadania. Jak ktoś latał z pojedynczymi zadaniem to się nie dziwie, że tyle razy wracał do poszczególnych lokacji. Jedynie od obozu mutantów z racji mniejszej ilości zadań jest bardziej widoczny ten backtracking - Wcześniej zdecydowanie nie jest to minus. Dla mnie jest nim jeden błąd, który 3 razy mi się pojawił - jak znika mi z ekwipunku odnowa życia, co wydłużało mi nieźle walki ;). Ogólnie jest to dla mnie taki Gothic na Marsie.

Poza tym ogrywam świeżo zakupione na steamowej wyprzedaży gry. Na pierwszy ogień przeszedłem bardzo sympatyczne Northmark: Hour of the Wolf. Teraz też zacząłem Hatred, które idealnie będzie się sprawdzać jako przerywnik lub tytuł na krótkie posiedzenia i dziś przysiądę do logicznej The Room Two.

30.06.2018 12:09
2
odpowiedz
SpecShadow
60
Silence of the LAMs

Odkurzyłem Shadowrun: Dragonfall który, ku mojemu zaskoczeniu, nie przytłacza mimo że to zupełnie obcy mi system.
Niedawno na GOGu pojawił się Metal Fatigue który kupiłem z miejsca i na razie raczkuję, o dziwo początki jeszcze gorze niż te 10+ lat temu...

30.06.2018 12:40
👍
1
odpowiedz
kęsik
82
Legend

Ni no kuni 2 wreszcie skończone. 43h na liczniku. Wszystkiego nie zrobiłem bo już nie chciało mi się szukać przedmiotów do zadań cholera wi gdzie. Ogólnie całkiem spoko gra ale chyba za dużo się nasłuchałem jaka ta jedynka była super bo lekkie rozczarowanie czułem. Za kolorowe to jakieś, jak jakieś muminki czy coś. 7,5 mogę dać.

The Awesome Adventures of Captain Spirit bardzo fajny prolog do LiS 2. Małe, śmieszne, ciekawe. Bardzo miła słodka rzecz.

Steins Gate 0 na liczniku 23h, dwa zakończenia zrobione. Świetna gra, nie wiem czy nie lepsza niż oryginał. Jest na pewno dużo bardziej mroczna. Boję się tylko, ze granie w grę najpierw wpłynie negatywnie na mój odbiór animu.

Przez remaster Soulsów idę ja burza. Na liczniku 16h, 35 zgonów, idę właśnie na Seatha. Remaster ma chyba więcej bugów i błędów niż podstawka nie wiem jakim cudem. Zdolni polscy programiści coś pokpili sprawę. Szkoda, że to tylko biedny remaster i nie przenieśli gry na silnik trójki bo grając w to po DSIII to trochę drewno.

Vampyr rozdział 4, 25h. Heh, jak ktoś szuka trudnej gry to zapraszam tutaj. Mówią, że Soulsy to trudne gry. No grając równocześnie w Vampa i DS mogę powiedzieć, że Soulsy to są easy, W duszach nigdy nie było czegoś takiego, że przez 2 godziny nie mogłem bossa zatłuc. W Vampyrze jeżeli chce się grać bez zabijania ludzików to jest dramat. Całą grę będziesz miał za niski lvl i nic nie da się z tym zrobić. Fajnie się gra, klimat i świat robi swoje ale mechanika rozgrywki i jej systemy mimo że są niewątpliwie intrygujące to jednak potrafią na dłuższą metę być trochę irytujące.

W ramach nadrabiania zaległości postanowiłem rozliczyć się z "grami" Telltale. Na pierwszy ogień Tales from the Borderlands, które słyszałem że są jedną z najlepszych ich gier. Wstrzymywałem się z graniem bo czekałem aż nasi dzielni tłumacze z bożej łaski wydadzą spolszczenie ale oni będą to 5 lat tłumaczyć z jakiegoś powodu więc olałem czekanie. Prawie cały pierwszy epizod za mną i rzeczywiście bardzo fajna pozycja się szykuje.

PS. Ehhh dalej forum zbugowane. Klikam odpowiedz i nic się nie dzieje...

post wyedytowany przez kęsik 2018-06-30 12:46:37
30.06.2018 13:05
2
odpowiedz
2 odpowiedzi
MartaJD
9
Legionista

Witam :).

Po dosyć długiej przerwie postanowiłam wrócić do grania i wybrałam Bloodborne. Co to jest za gra... Im dalej, tym lepiej. Czasami nie mogę się od niej oderwać, ale przerwy są wskazane, bo jest cholernie stresująca haha. Trochę się dziwię, bo wiele osób mówiło, że Bloodborne miażdży poziomem trudności, ale póki co nie jest, AŻ tak źle. Nie wiem co będzie dalej, ale przegrałam już 10 godzin i raczej nie odbijałam się jak piłka. Ginąć, ginę, to normalne, ale raczej nie przez to, że gra jest za trudna czy tam niesprawiedliwa - po prostu zdarzają mi się głupie błędy, brak cierpliwości albo chwila nieuwagi. Bloodborne wymaga pełnego skupienia. Oczywiście bossowie potrafią napsuć krwi, ale Bestia Kleryka i Gascogine do najtrudniejszych nie należeli. Bestia żądna krwi, to już inna bajka... Teraz jak w nią gram, to widzę jak bardzo pomogło mi God of War na poziomie Give Me a Challenge. GoW w początkowej fazie było znacznie trudniejsze, niż Bloodborne i z pewnością w GoW zginęłam więcej razy (były takie momenty, które zatrzymywały mnie na 30-40 minut, a i nawet czasem na godzinę...). Valkyrie póki co też uważam za trudniejsze, bo z niektórymi toczyłam bardzo długie i ciężkie boje. Czemu w poście o Bloodborne wrzuciłam nowe God of War? Bo dużo osób pisało, że są do siebie w jakimś stopniu podobne i że jeżeli dałam radę z God of War na GMaC, to z palcem w... poradzę sobie z Bloodborne. Przyznaję, że to 'doświadczenie' bardzo mi pomaga, ale biorę pod uwagę fakt, że jestem dopiero na początku i nie wiem co będzie dalej... Jestem tego bardzo ciekawa. Teraz wylądowałam w jakiejś wiosce, nie mam zielonego pojęcia gdzie ja jestem (wrzucił mnie tam potwór, którego niestety nie udało mi się pokonać). Dzisiaj zapewne ruszę dalej i oczywiście będę chciała się stamtąd wydostać.

post wyedytowany przez MartaJD 2018-06-30 13:08:42
30.06.2018 13:31
1
squaresofter
10
Pretorianin

gameplay.pl

Zapewniam Cię, że Bloodborne ma ciężkie momenty. Jednak najlepsze w tym wszystkim jest to, że one związane są często z jakimiś miejscówkami niż z samymi walkami z bossami. Co do tych ostatnich to też wszystko nie jest takie oczywiste jakby się to mogło wydawać, bo potrafiłem pokonywać niby ciężkich bossów za pierwszym razem tylko po to, by męczyć się niemożebnie z przeciwnikami, których nikt nie wymieniał w gronie tych najtrudniejszych.

30.06.2018 15:12
1
MartaJD
9
Legionista

@squaresofter No na pewno. Pamiętam, że na początku słabo sobie radziłam z jednym większym przeciwnikiem (jeszcze nie ogarniałam visceral attack) i zabił mnie chyba więcej razy niż Bestia Kleryka i Gascoigne razem wzięci. Mogłam go zostawić, ale wracałam do niego, bo miał moje tętnienia. Normalni przeciwnicy są niebezpieczni w grupie, ale osobno, to raczej nie sprawiają problemów (no chyba, że stracę koncentrację albo gdy zacznę się śpieszyć). Zapamiętuje ich ruchy/ataki i często wyczekuję, daję im się 'wyszaleć', żeby potem móc zaatakować. Chociaż wczoraj odkryłam, że Bloodborne, to gra, która często wymaga bycia agresywną (zdałam sobie z tego sprawę w trakcie walki z Bestią żądną krwi, po prostu za dużo się cofałam). Odzyskiwanie życia poprzez atakowanie, to fajna sprawa, ale trzeba uważać. Są w grze przeciwnicy, których się obawiam, z którymi nienawidzę walczyć (np. z wilkami, jak je widzę, to czuję się niepewnie).

post wyedytowany przez MartaJD 2018-06-30 15:12:50
30.06.2018 13:42
3
odpowiedz
MarBarRastaa
7
Legionista

W końcu po niespełna 230 godzinach wpadła platyna w Dark Souls 3. Stało się to w połowie czwartego przejścia gry na NG++. Na ogół jak w jakiejś grze zrobię 100% to już do niej nie wracam, w tym przypadku ku mojemu zaskoczeniu gram dalej. Właśnie kończę czwarte przejście i w zasadzie mógłbym już zaczynać NG+++ ale nie chcę, bo mam zamiar zrobić oba dodatki (które już kiedyś "liznąłem" ale byłem jeszcze za cienki w barach) a już wystarczająco sobie podniosłem poziom trudności przez to, że będę je robił na NG++.

Co do co-op w Soulsach to tak to jest jak się gra z kimś spontanicznie, raz na jakiś czas, że nie ma wspólnej taktyki i pomysły na przejście danej lokacji lub bossa i wszystko jest jedną wielką improwizacją. Inaczej sprawa wygląda kiedy się spędzi z tą samą osobą w co-op wiele godzin. Dla przykładu w moim czwartym przejściu gry, od Katedry Głębin towarzyszy mi Mag, który w połączeniu z moim Rycerzem zrobionym na typowego tanka-rzeźnika świetnie się uzupełnia. Kiedy trzeba ja odciągam od niego wrogów a on atakuje z dystansu czarami, kiedy trzeba on jest blisko mnie i leczy a ja swoją maczetą ubijam kolejnych wrogów. Sposobów na zabijanie kolejnych wrogów we dwoje jest mnóstwo. Dodam, że kolega ma 16 lat co przy moich 40 wiosnach tworzy wybuchową mieszankę, młodzieńczej fantazji z doświadczeniem starego konia. Nikt z nas nie jest lepszy, nikt nie jest gorszy. Każdy z nas ma swoje plusy i minusy. Zdajemy sobie sprawę że w pojedynkę jesteśmy silni, jednak to co osiągamy poprzez wspólne wędrówki jest o wiele potężniejsze, o czym już wielu śmiałków przekonało się podczas naszej wędrówki.

Jako, że Soulsów dalej mi było mało postanowiłem kupić remaster Dark Souls i niestety się rozczarowałem. Gra się mocno zestarzała i remaster na takim poziomie wiele tu nie wnosi, podciągnięta rozdzielczość i tyle. Cena nieadekwatna do jakości. Pograłem kilka godzin, pokonałem dwóch bossów i gra powędrowała na półkę. Wrócę do niej, ale nie teraz. Gra się fajnie, jest klimat, ale różnica między tym remasterem a DS3 czy Bloodborne to przepaść. O wiele lepiej ją zapamiętałem z czasów kiedy kiedyś grałem w nią na X360. Tak więc nagram się jeszcze w DS3, przejdę dlc i jak za jakiś czas poczuję głód soulsów to wtedy dam Dark Souls Remastered kolejną szansę.

Od wczoraj gram w God of War i jestem oczarowany. Mechaniką, grafiką i zmianami w serii, które dla mnie są na plus. Lokacje są przepiękne, zaglądam gdzie się da i nigdzie się nie spieszę. Moja PS4Pro momentami robi hałas jak suszarka. Sony w exach wyciska ze swoich konsol chyba więcej niż fabryka dała.

Reasumują u mnie w ten weekend i zapewne kolejny tylko God of War, Dark Souls 3: The Ringed City & Ashes of Ariandel & PvP & Co-Op i co się tylko da w tej grze jeszcze robić.

Z planszówek Blood Rage, pod warunkiem, że znajdę chętnych do grania...

Udanego weekendu wszystkim!

30.06.2018 15:30
2
odpowiedz
adam11$13
62
Phantom Thief

Ze względu na obronę licencjatu za parę dni, troszeczkę zaniedbałem gierki, ale i tak jest kilka ciekawych pozycji, w które się zagrywam w przerwach między nauką i analizą swojej pracy dyplomowej :P

Głównym kąskiem jest Vampyr, którzy na początku... mnie całkowicie zanudził. Na szczęście im dalej tym lepiej. Klimat i główna oś fabularną robią swoje. Niestety sam gameplay to porażka. Walka jest drewniana i frustrująca, a ciągłe chodzenie po klaustrofobicznych i bliźniaczo-wyglądającyh uliczkach Londynu z wciąż respawnującymi się wrogami potrafi zmęczyć. Poza tym wiem, że to RPG i w ogóle... ale serio nudzi mnie ta ciągła gadanina z każdym mieszkańcem o ich życiu i o wydarzeniach w mieście. Przynajmniej dzięki temu nie mam żadnych skrupułów by wymieniać ich życie na dodatkowe punkty doświadczenia ;)

Inną pozycją, którą sobie spokojnie ogrywam jest... uwaga... Kirby And The Amazing Mirror na GBA. Mechanika tej gry jest przecudowna! To moja pierwsza gra z Kirbym, ale na pewno nie ostatnia. Mimo, że nie do końca podoba mi się chaotyczny layout poziomów to jednak ta mała, różowa kulka sprawiła, że coraz bardziej wgłębiam się w magię Nintendo. Niesamowite, że Kirby na Gameboya wciągnął mnie bardziej niż Vampyr.

Tak to jeszcze co jakiś czas odpalam pojedyncze mecze/rozgrywki w Battlefroncie 2 i H1Z1 Battle Royale w celu "przeproszenia" się z grami multiplayer.

30.06.2018 16:36
2
odpowiedz
1 odpowiedź
Czarny Ivo
8
Legionista

Świetny wpis. Ja jestem z kolei bardzo nagrzany na remake dwójki, ale oryginał ogram sobie jakoś tuż przed premierą żeby być na bieżąco z pierwowzorem.

Obecnie strasznie mało gram. Od czasu do czasu pykam sobie w Professor Layton and the Curious Village. Jak zwykle przemiła atmosfera ocieplana przeuroczą i pełną taktu osobą profesora. Dużo zagadek i mam wrażenie trochę trudniejszych niż w ogrywanym w tym roku Miracle Mask, albo po prostu jeszcze mi się mózg nie rozgrzał. Potrafię czasem bez problemu rozłożyć zagadkę za 50 pkt by zaraz całkiem zawalić taką za 10 =/

Oprócz tego dziś pogram trochę w pierwsze niechlubne Żółwie Ninja na NESa. Straszna padaka, ale niestety mam do niej jakiś tam sentyment z dzieciństwa, więc fajnie byłoby mieć ją zaliczoną. Będzie mi sprzyjał kumpel z takimi samymi pobudkami jak ja, a także piwko i oczywiście pizza (cowabunga!)

Myślę też, że nadszedł czas w końcu przejść Resident Evil Remake. Mam go od dawna na GameCube'a a jakoś jeszcze nie ograłem... i mi wstyd. Jako fan serii czuję, że zawiodłem.

Pozdrawiam.

post wyedytowany przez Czarny Ivo 2018-06-30 16:39:12
02.07.2018 10:31
squaresofter
10
Pretorianin

gameplay.pl

Rzeczywiście powinieneś się wstydzić za to, że nie ograłeś jeszcze remake'u Resident Evil.

30.06.2018 20:09
1
odpowiedz
Yuri Lowell
11
Brave Vesperia

Blisko już 65h w Lost Odyssey (Xbox 360). Drużyna musiała się rozdzielić ale (co widać na obrazku) wszyscy są już razem. Przede mną 4 dysk i najwyraźniej zbliża się powoli finał historii. Bardzo dobrej historii zreszta, która potrafi zaskoczyć zwrotami sytuacji. A przy okazji dobra zabawa a chwilami potrafi ścisnąć za gardło. Zdecydowanie, ten typ gier wybitnie przypadł mi do gustu.
Pozdrawiam weekendowo "wcgww"!

30.06.2018 20:36
2
odpowiedz
TataLeona
5
Pretorianin

Po ograniu ostatnio Far Cry 5, The order 1986 i Horizona ZD odpaliłem w weekend Harvest Moona BtN na konsolce przenośnej i bawie sie fenomenalnie. Kocham PS Vita za to że daje mi możliwość powrotów do takich niezapomnianych tytułów i odskocznie od tych wszystkich "nowości". A co do Harvest moona BTN to kocham tą grę za pomysł, klimat oraz tą muzykę przy każdej z pór roku. Zawsze takie gry są w stanie mnie zatrzymać na dłużej niż kolejne AAA na PC czy konsoli :-)

post wyedytowany przez TataLeona 2018-06-30 20:37:57
02.07.2018 10:33
1
odpowiedz
JackieR3
10
Generał

Przez te mistrzostwa nie ma czasu na granie.A Assasin's Creed 2 czeka na zainstalowanie.

02.07.2018 22:06
1
odpowiedz
solitary_sly
9
Chorąży

Pro Evolution Soccer na poczciwego Szaraka. Gra się broni po tylu latach... Zacząłem ligę Argentyną i póki co wygrywam skromnie po 2-1, 2-0, a z Anglią zremisowałem 1-1. Nie zapomniałem jak się strzela bramki Batistutą, coś pięknego.

W AC: Brotherhood natomiast muszę dobić do 100% w misjach pobocznych, znaleźć resztę flag i potem zostaną same pierdoły, żeby platynowy dzbanek zadźwięczał. Potem z marszu biorę się za Revelations, bo aż ciekaw jestem dalszego rozwoju fabuły.

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze