W co gracie w weekend? #257 - squaresofter - 6 lipca 2018

W co gracie w weekend? #257

Witajcie nasi drodzy czytelnicy. Piszę wam te słowa sącząc jeszcze ciepłą kawę. Na drugim ekranie komputera leci Bojack Horseman, który moim zdaniem jest serialem z ciekawą koncepcją. Nawiązania do Califronication leją się litrami jak whisky między Bojackiem, a Hankiem Moodym w którego postać wcielił się David Duchovny.

Stało się to o czym pisałem w poprzednim tekście, a mianowicie Squaresofter pozwolił mi dorzucić kilka groszy do swojego W co gracie w Weekend.


Wiedźmin (PC, CD Projekt RED, 2007r.)

Świata najsłynniejszego zabójcy potworów oraz samego Geralta z Rivi nie trzeba dzisiaj nikomu przedstawiać. Odkąd stałem się akcjonariuszem Warszawskiej spółki patrzę na ich produkty trochę inaczej, a wręcz momentami przepełnia mnie duma, że posiadam akcje firmy.

Firmy, która dla wielu ludzi na świecie to wyznacznik dobrej polskiej jakości oraz kawał solidnego grania. Z pierwszą częścią Wiedźmina wiąże się jeszcze jedna rzecz, a dokładnie fakt, że jest to pierwsza gra z gatunku RPG, którą nie tylko ukończyłem, ale i również od niej zaczynała się moja przygoda właśnie z tym typem produkcji growych. Mimo tego, że jest już z nami na rynku od więcej niż dekady, gra nie zestarzała się i dalej potrafi powalić poziomem, który trzymał nas wtedy przy niej.


Batman Arkham Asylum (PC, Rocksteady Studios, 2009r.)

Kolejną kultową produkcją w moim drobnym zestawieniu, które jest dziś dla was dodatkiem w tym tekście są pierwsze przygody Batmana z serii Arkham od Rocksteady. Z faktu, że jestem fanem obrońcy Gotham odkąd ojciec pokazał mi pierwszego Batmana z 1989, gdzie w rolę nietoperza wcielił się Michael Keaton, a w rolę złoczyńcy (Jokera) Jack Nicholson. Od tamtego momentu chłonąłem wszystko jak gąbka z kreskówki Spangebob Kanciastoporty na temat Bruce’a Wayne’a i jego mrocznego, nocnego alter ego.

Co mnie zawsze w tej produkcji rozbrajało to klimat, który dodatkowo zmieszany z ciekawą historią pełną nieoczekiwanych zwrotów akcji czy zadań dodatkowych oraz znajdziek po prostu sprawiał, że nie chciało się opuszczać tego miejsca mimo tego, że był to ośrodek dla obłąkanych, a zarazem i jednocześnie więzienie dla najbardziej niebezpiecznych przestępców w mieście.


Assassin's Creed: Origins (PS4, Ubisoft Montreal, 2017r.)

Fakt, że jestem fanem serii o skrytobójcach w białych orlich kapturach nikomu nie umknie. Na mojej liście znajduje się jeden tytuł, który nawiązuje do Assassin’s Creed: Origins od Ubisoft z zeszłego roku. Nie będę Wam się tutaj rozwodzić o niej specjalnie, bo znając mnie napisałbym o tej serii więcej niż jeden artykuł, a i tak bym tematu nie wyczerpał. Pozwólcie więc szybko wyjaśnić, dlaczego kończę ją w weekend któryś raz z rzędu. Odpowiedź jest bardzo prosta, ponieważ chodzi o trofea. Obecnie mam 47 z 51 trofeów i wiem, że nie muszę, ale miło byłoby zrobić platynę w 3ciej grze mojej ukochanej serii.


Vampyr (PS4, Dontnod Entertainment, 2018r.)

Ostatnią produkcją na liście jest Vampyr, którego kupiłem prawie zaraz po premierze w Gdańskim Empiku. Zaznaczenie miejsca kupna jest tutaj kluczowe, ponieważ w zależności od sklepu wraz z grą dostawaliśmy dodatki. Z faktu, że kubków u mnie w domu więcej niż mieści się pod słowem „dostatek”, postanowiłem wybrać właśnie edycję z vinylem, który był płytą z soundtrackiem. Jest to moja pierwsza płyta tego rodzaju w życiu, a że kocham muzykę z gier i filmów cieszę się, że zacząłem swoją kolekcję od czegoś takiego. O muzyce oraz o grze przeczytacie niedługo u mnie na blogu, ale powiem wam, że jeszcze tak klimatycznego Londynu nie wiedziałem w żadnej innej produkcji. Z listy jest to gra w której mam najwięcej do zrobienia, a jeśli Piotr dalej będzie pokazywać screenshoty z God of War to ta produkcja pewnie pójdzie w odstawkę, bo nie wytrzymam i zanurkuję w świat Boga Wojny aż go nie skończę.

W tym miejscu chciałbym podziękować Piotrowi za możliwość napisania wam kilku słów. Mam nadzieję, że was nie zanudziłem, a mój drobny tekst był miłym dodatkiem do całości tekstu. Trzymajcie się ciepło i jak to mówi jeden z moich ulubionych internetowych twórców Tomek Drabik znany również jako Quaz „GAME ON”.

Improbite


Rzeczywiście mógłbym dalej pisać o najnowszej odsłonie God of War, ale nie mam zamiaru promować patologii na łamach tego cyklu.

Poza tym wpadłem na lepszy pomysł. Zanim jednak zajmę się opisywaną przez siebie grą chciałbym podziękować mojemu dzisiejszemu gościowi za występ we W co gracie w weekend?

Ostatnio gościłem kogoś w tym cyklu we wrześniu ubiegłego roku. Bardzo się cieszę, że wystąpił u mnie wtedy MarBarRastaa a kilka dni wcześniej mogłem napisać wspólnie z Kaszydo o Miku Hatsune. To jedne z lepszych odsłon cotygodniowej zabawy, w której pytam innych graczy o tytuły ogrywanych przez nich gier. Był to dla mnie koniec pewnej epoki, gdyż to właśnie m.in. tamte wpisy i to co stało się po ich publikacji zadecydowały o tym, że zacząłem szukać dla siebie jakiejś bezpiecznej przystani. W poszukiwaniu takiego miejsca zawędrowałem aż tutaj, na Gameplay, nie mogąc się jednocześnie doczekać chwili, aż zacznę pisać teksty wspólnie z innymi graczami.

Brałem niedawno udział w tekstach o czterech najważniejszych grach życia oraz w tym o oczekiwaniach graczy przed E3, więc kwestią czasu stał się występ gości we W co gracie w weekend? również i na tej stronie, a że jestem typem gracza, który uwielbia grać i czytać o grach w równym stopniu i nie mam nic przeciwko graczom, którzy sami proszą mnie o występ u mnie, dlategoż cieszę się, że także moi goście mogą pochwalić się czytelnikom tytułami i wrażeniami z aktualnie ogrywanych przez nich gier.

Jeśli o mnie chodzi, to po ukończeniu kolejny raz Resident Evil 2 i pierwszej odsłony Sonica, postanowiłem, że dziś napiszę o Shenmue II, czyli jednej z najważniejszych gier mojego życia.


Shenmue II (Xbox, Sega AM2, 2003r.)

Wielokrotnie na łamach tego cyklu gościła u mnie wirtualna gwiazda, Miku Hatsune i jej znajomi, którzy poza własnym repertuarem wykonują także piosenki kojarzące się z największymi przebojami Segi, więc nic dziwnego, że co jakiś czas wracam do tytułów niebieskich. Tym razem padło na największe osiągnięcie legendy niebieskich, Yu Suzukiego, który zapewnił sobie sławę takimi produkcjami jak Hang On, Out Run, Ferrari F355 Challenge, seria Virtua Fighter i dualogia Shenmue właśnie.

Postanowiłem wrócić do drugiej odsłony przygód Ryo Hazukiego, żeby pochwalić jej twórców, zanim w internecie pojawią się recenzje remasterów dwóch pierwszych części Shenmue, z których na pewno dowiecie się, że oba tytuły nie są niczym wyjątkowym, bardzo się zestarzały i niepojęte jest, że są na świecie gracze, którzy z ustęsknieniem czekają na trzecią odsłonę tego japońskiego cyklu, bo i tak wiadomo, że zbombi.

Widziałem już opinie 'ekspertów', którzy pisali przykładowo, że grafika w Shenmue II jest słaba, porównując tytuł działający na silniku graficznym z 1999r. do GTAV, które debiutowało na rynku w 2013r.

Kolejnym podobnym 'kwiatkiem' było stwierdzenie jednego z redaktorów Destructoida, że po kolejnej ogranej przez niego Yakuzie zupełnie przeszła mu faza na Shenmue. Szkoda tylko, że ów redaktor zapomniał wspomnieć, że produkcja stworzona przez Yu Suzukiego nazywana przed premierą Virtua Fighter RPG lub Project Berkley stworzyła podwaliny pod wszystkie trójwymiarowe piaskownice istniejące na rynku, wyprzedzając m.in. GTA III. Wszystko to działo się w czasach, gdy w Sedze nikt nawet nie myślał jeszcze o corocznym wydawaniu kolejnych odsłon przygód Kazumy. 

Nie mogę pojąć skąd biorą się takie wyssane z palca tezy? W moich oczach wygląda to zupełnie inaczej.

Zdaję sobie sprawę z tego, że nie trzeba kochać Shenmue i możemy szukać w nich dziury w całym, ale faktem jest to, że oba te tytuły są jednymi z najlepiej ocenianych gier dostępnych na ostatniej konsoli Segi, Dreamcaście, ale to zrozumieją głównie ludzie, którzy bawili się z Makaronem prawie dwie dekady temu.

Dziś opowieść o młodym chłopaku szukającym zemsty na mordercy swojego ojca nie zrobi już na graczach większego wrażenia, gdyż dwadzieścia lat w branży gier wideo to jest przepaść i tego nigdy nie przeskoczymy.

Narzekać możemy na archaiczne sterowanie, kiepski dubbing, słabe i nużące minigry, na to, że Shenmue II przypomina symulator upośledzonego turysty, którego przechodnie prowadzą za rączkę do miejscówki, do której zmierza zagubiony protagonista, na dużą liczbę qte, na to, że Joy ma twarz chomika i na setki innych spraw. Każdy malkontent znajdzie jakiś powód do narzekań, bez względu na to jaką grę mu podsuniemy do krytykowania.  

Nie warto tracić czasu na gry, które nie trafiają w nasz gust.

Shenmue II jest jednak jednym z tych klasyków, które ukształtowały mnie jako gracza, dlatego ja nigdy nie wybaczę Sedze za to, że po klapie finansowej tej dualogii zostawili na lodzie wszystkich posiadaczy Dreamcasta i nie pozwolili jej twórcy na robienie nowych gier, co doprowadziło do tego, że musiał żebrać o pieniądze na swój kolejny projekt tylko dlatego, żeby zadowlić w jakiś sposób graczy, którzy nigdy nie zapomnieli o tym, co dla nich zrobił.

Teraz Sega wyda remastery dwóch części Shenmue, zarabiając na pracy człowieka, którego mieli za nic przez blisko dekadę, co doprowadziło do jego odejścia z firmy, dla której poświęcił wiele lat swojego życia. Nie chcę przykładać do tego ręki. 

Mój Xbox wciąż działa a Shenmue II dalej bawi mnie jak kiedyś. Ja nie gram w Shenmue II, bo granie zostawiam sobie dla gier, które przejdę a potem o nich zapomnę. Ja je chłonę każdym swoim zmysłem. Mnie nie rusza to, że w Uncharted 4 mogę pograć w Crasha, bo w Shenmue i w Shenmue II grałem na automatach w najlepsze gry Suzukiego dawno temu zanim przyszło to do głowy pracownikom Naughty Dog.

Wystarczy porzucić na chwilę wątek główny gry, znaleźć automat z Out Runem i przepaść przy Magical Sound Shower na wiele, wiele godzin. Klimat w grach to coś, co nigdy się nie zestarzeje a ten z Shenmue jest jedyny w swoim rodzaju. Zanim na rynku pojawiło się zapomniane przez niektórych Sleeping Dogs, to właśnie Shenmue II było grą, która jak nigdy wcześniej oddała klimat Hong Kongu w grze wideo. 

Ryo nie ma łatwo, gdyż zaraz po wysiadce ze statku, który dostarczył go na swoim pokładzie do zupełnie obcego mu kraju z jego japońskiej ojczyzny, zostaje okradziony przez portowych rzezimieszków. Po stracie ojca stara się spotkać z jednym mistrzem sztuk walki, ale droga do niego nie będzie usłana różami.

Gdy w dowolnym GTA kradniemy kolejne samochody, w Shenmue II musimy znaleźć pracę i przehulać całą wypłatę na automatach, tfu, znaczy przekupić kogoś kto ma dla nas jakieś cenne informacje a niechętnie udzieli ich za darmo. Gra nie mówi nam wprost czym mamy się zajmować. Zamiast tego daje nam kilka możliwości zarobkowania. Doceniam ten pomysł, bo zarabianie na siebie to jedna z oznak dorosłosći a Ryo musi zapomnieć o tragedii, która go dotknęła i czym prędzej zaaklimatyzować się w nowych realiach. Tylko w ten sposób będzie mógł dalej kontynuować swoją osobistą vendettę.

Już od przeszło dwudziestu lat po pierwszym zetknięciu się z tą serią, która wyprzedziła swoje czasy i była jedną z pierwszych gier, o których śmiało możemy powiedzieć, że była produkcją AAA, zastanawiam się nad tym czy zemsta, nawet ta w słusznej sprawie, to najlepsze rozwiązanie? Tak w zasadzie to to pytanie od zawsze  spędzało mi sen z powiek, dlatego cieszę się, że mistrz sztuk walki, którego szuka młody Japończyk zabierze głos w tej niezwykle ciekawej dyspucie o charakterze etycznym. 

Shenmue II stara się odpowiedzieć również na pytanie co stanowi prawdziwą siłę danej osoby i wyobraźcie sobie, że nie są to jednorożce.

Pewnych niuansów fabularnych nie udało mi się zrozumieć ogrywając ten tytuł dawno temu, ale właśnie dlatego do niego wracam od czasu do czasu, żeby zakochiwać się w grach Segi na nowo i bez końca. Tym dla mnie jest dualogia Shenmue i o tym właśnie chciałem Wam opowiedzieć.


Dziękuję za uwagę. Dorzućcie coś od siebie w komentarzach, jeśli macie na to ochotę.

squaresofter
6 lipca 2018 - 22:10

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
06.07.2018 23:40
1
solitary_sly
9
Chorąży

Platyna w AC: Brotherhood pękła i z marszu zabrałem się za Revelations. Znowu czuję hicior... Tym razem pojawiło się coś w rodzaju "tower defense", gdzie bronimy schronienia Asasynów. Sama mechanika też uległa znacznym poprawom, jest ciut dynamiczniej, walki stały się efektowniejsze (choć dalej rządzi schemat - jeden tłucze, reszta się przygląda), a motyw Desmonda to teraz bardziej logiczna gra FPP... No cóż, jak dla mnie "może być".

W Pro Evolution Soccer jestem dopiero w połowie "International League". Ta gra jest ponadczasowa, kropka. Kiedyś KONAMI coś znaczyło w gamingowym świecie...

post wyedytowany przez solitary_sly 2018-07-06 23:40:46
07.07.2018 00:06
👍
1
odpowiedz
kęsik
82
Legend

Steins Gate 0, 29h 4 endingi zrobione. Wow, strasznie mi się podoba. Nie spodziewałem się, że ta historia z olanej pierwotnie linii czasu tak wciągnie. Na pewno jest mroczniej. Została już chyba ostatnia prosta.

Dark Souls R, 22h, 50 zgonów. Zostało mi już tylko Nowe Londo i DLC. To zdecydowanie najlepsze Soulsy ale także najbardziej irytujące. Tylko dzisiaj chyba ze 4 razy pod nosem powiedziałem sobie jak tej gry nienawidzę. Ehh.... muszę szybko je skończyć bo zwariuję.

Vampyr, 30h, rozdział 5. Ciężka jest ta gra jak diabli. W 3 rozdziale różnica pomiędzy lvl moim a bossem wynosiła 3, w 4 już 8. Najlepsza brońka w grze ulepszona na maksa mnie ratuje. Ta gra jeszcze bardziej mnie utwierdziła w przekonaniu, ze Soulsy to proste gry. Klimat jest mega ale parę irytujących systemów trochę psują odbiór.

Skończone Tales from the Borderlands. Zdecydowanie najlepsza gra Telltale w którą grałem nie licząc TWAU i TWDS1. I nic dziwnego, skoro gra została skazana na porażkę i nawet w trakcie sezonu chcieli ją anulować. Tylko pasjonaci zostali pracować nad nią i to widać. Super klimat i humor, historia o dziwo całkiem porządna i bardzo dobre postaci.

07.07.2018 00:09
1
odpowiedz
SpecShadow
60
Silence of the LAMs

Dungeon Keeper 2 - ostatni z najważniejszych moich tytułów moim backlogu.
Jak to przejdę to będzie super, chillout i w ogóle.
Obecnie jestem gdzieś w połowie (mam już 2 z 4 części obrazka z Rogaczem), niektóre misje nie są trudne ale wymagają pomysłów i dobrej reakcji (dobrze że można ustawić prędkość gry). O dziwo misja gdzie mamy bardzo mocno ograniczony budżet nie była taka trudna, szczególnie druga połowa.
Kiedyś właściwie podziwiałem jak AI radzi sobie sama w grze ale w kampani trzeba ostro ich poganiać by coś osiągnąć.

Prócz tego próbuję spolszczonych modów do Stalkera, obecnie na ruszcie Anomalia Przestrzenna 4.1.
Marzy mi się przejście jakieś Soljanki (seria modów do Stalkera) i jedynie NS2016 jest warte czasu, reszta jest trudna jak diabli (szczególnie OP2 którego próbowałem krótko ale dałem sobie spokój).

Ciągle czekam na Fallout Nevada, czytam masę zachwytów nad modem który dorównuje a czasem wręcz przebija oryginalne Fallouty.

post wyedytowany przez SpecShadow 2018-07-07 00:13:21
07.07.2018 00:11
1
odpowiedz
drenz
52
Generał

Technomancer, októrym była mowa w poprzedniej części jakiś czas temu zakończyłem. Dużo czasu w ten weekend nie będzie, więc na ruszcie będzie pewnie tylko logiczny The Room Two - gra się całkiem dobrze, choć zagadki nie są strasznie trudne. A jak więcej czasu znajdę, to zrobię kolejny progres w survival horrorze Remothered: Tormented Fathers.

07.07.2018 14:55
2
odpowiedz
2 odpowiedzi
MarBarRastaa
7
Legionista

God of War skończony, do platyny wystarczy wyczyścić mapę i zaliczyć kilka misji pobocznych, jednak chyba sobie odpuszczę. Już podczas zaliczania fabuły zaczął mnie nudzić backtracing i momentami trochę na siłę grałem żeby skończyć. Od wczoraj próbuję zbierać to czego mi brakuje do odblokowania pozostałych trofeów, ale jakoś tak nie mam motywacji i chyba nic z tego nie będzie. Mogę poświęcić i 300godz danej grze żeby wpadł platynowy dzbanek, ale pod warunkiem, że sprawia mi to frajdę, w przypadku nowego GoW niestety nie mam tej frajdy, więc raczej nie będę się zmuszał. Co do samej gry, mocne 8.5 ale nic więcej, oczywiście moim skromnym zdaniem.

Wracam więc do Dark Souls Remastered i Dark Souls 3.

Udanego weekendu wszystkim!

07.07.2018 15:15
squaresofter
10
Pretorianin

gameplay.pl

Czyżbyś się zawiódł nowym GoWem? Da się po skończeniu gry wrócić do pierwszej miejscówki?

07.07.2018 17:31
1
MarBarRastaa
7
Legionista

Może nie tyle się zawiodłem, co spodziewałem się o wiele więcej, biorąc pod uwagę wszechobecne w internecie i prasie, ochy i achy na temat tej gry. O wiele lepiej wspominam Horizon Zero Dawn, gdzie po skończeniu fabuły, z przyjemnością robiłem to co brakowało do platynki. God of War to bardzo dobra gra, ale nie wyjątkowa. System walki jest bardzo fajny (mile zaskoczył mnie poziom trudności, gra jest wymagająca), ciekawie też rozwijany wraz z postępem w grze, świetna muzyka, fabuła na plus. ale w ogólnym podsumowaniu czegoś mi tam zabrakło, żebym po skończeniu gry chciał więcej i więcej.

Po skończeniu fabuły, będziesz mógł wrócić wszędzie i wszystko na spokojnie pozbierać czy porobić.

07.07.2018 17:22
2
odpowiedz
2 odpowiedzi
MartaJD
9
Legionista

Dalej gram w Bloodborne, ale już niewiele mi zostało do ukończenia gry. Jeszcze tak naprawdę kilka lokacji i bossów i KONIEC (wczoraj sprawdzałam listę chapterów/lokacji, bo chciałam wiedzieć ile jeszcze do końca gry). Mam na liczniku ponad 35 godzin, może coś koło 40 (dokładnie nie pamiętam) i tak ogólnie myślałam, że będzie dłuższa. Przez jakieś 20-25 godzin miałam raczej spacerek, dopiero od lokacji 'Granica' Koszmaru' gra zaczęła się robić co raz trudniejsza. Im bliżej końca, tym gorzej. Yahargul, to jakaś masakra... Teraz eksploruję 'Koszmar Mensisa'. Dzisiaj robię sobie przerwę, ale jutro do niej wracam. Zastanawiam się nad lochami, ale nie wiem czy chce mi się je robić. Może jeden loch sprawdzę, ale to tylko z czystej ciekawości. Gra jest świetna, ale na pewno nie jest to tzw. MESJASZ. Póki co zasługuje na 9/10. Może będzie 9.5/10, ale to już zależy od zakończenia. Po Bloodborne robię sobie przerwę (ale nie od grania, tylko od tego typu gier) i jak przyjdzie czas, to wezmę się za Dark Souls.

PS: Nowe GoW idealnie mnie przygotowało do Bloodborne.

post wyedytowany przez MartaJD 2018-07-07 17:27:19
07.07.2018 17:47
2
MarBarRastaa
7
Legionista

Walkirie w nowym God of War potrafią doprowadzić do szału. Jednak gra pod względem trudności jest bardzo nierówna. O ie dobrze pamiętam to pisałaś, że zrobiłaś GoW na wysokim poziomie trudności, jestem pełen podziwu i szacun dla Ciebie ;-) Ja na normalnym większych zacięć nie miałem ale póki co pokonałem tylko dwie Walkirie po wielu podejściach i nie jestem w stanie nawet sobie wyobrazić jak można je pokonać na wyższych poziomach trudności. Za stary już chyba jestem na takie gry i palce już nie takie zwinne ;-)

Bloodborne to jest Mesjasz :-p

07.07.2018 21:49
MartaJD
9
Legionista

@MarBarRastaa Zgadzam się. Niektóre Walkirie były strasznie trudne. Toczyłam z nimi bardzo ciężkie boje (z Królową walczyłam ponad godzinę...). Tego nie można powiedzieć o bossach w Bloodborne (oprócz Logariusa i może Paarla). 2-3 podejścia i po walce. W GoW najgorszy był początek. Potem gra robiła się zbyt łatwa, ale potrafiła jeszcze zaskoczyć wysokim poziomem trudności. Czasami usypiała moją czujność. No tak, na GMaC. Dziękuję :). Jak tylko dodadzą NG+ (a mają, bo zostało to ogłoszone na E3), to przejdę ją ponownie na najwyższym poziomie trudności. Potrzeba cierpliwości i wielu podejść haha :P. Już tam stary! Bez przesady ;).

No i tutaj się ze sobą nie zgadzamy ;). Dla Ciebie Bloodborne to Mesjasz, a dla mnie God of War :D. Akurat BB niewiele brakuje do miana mesjasza, bo to znakomita gra, jedyna w swoim rodzaju, ale jak dla mnie miała słabsze momenty.

PS: Muszę zagrać w dodatek haha.

08.07.2018 09:52
1
odpowiedz
Yuri Lowell
11
bimbrownik

95h w Lost Odyssey (Xbox360) i robię zadania poboczne. Dużo łażenia i dużo zaczepiania tamtejszych "ludziów". Do szału doprowadzają mnie małpowate Trooky które mi podkradają przedmioty. I tak, zamiast atakować groźniejszych przeciwników, w pojedynkach biorę się za tych małych gnojków w pierwszym rzędzie. Na obrazku ostatnia sonda magiczna, w części obfitującej w tych małych złodziejaszków.
Będę musiał powrócić do historii bo takie typowe zadania: zanieś list, przynieś to etc. jednak na dłuższą metę nie są dobre. Na dodatek jedno doprowadza mnie do desperacji. W obozie uciekinierów z Gohtza, niejaki Bodonov prosi mnie o przyniesienie mu racji żywnościowej. Biegnę, znaczy się Kaim pędzi a i tak dobiegam za późno.

Miłego weekendu!

https://vimeo.com/188237476

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze