W co gracie w weekend? #312: The Fruit of Grisaia (ścieżka Amane) The Last of Us i Final Fantasy XI - squaresofter - 16 sierpnia 2019

W co gracie w weekend? #312: The Fruit of Grisaia (ścieżka Amane), The Last of Us i Final Fantasy XI

Witajcie. Cieszę się, gdy czytam Wasze komentarze na łamach niniejszego cyklu, z których wynika, że macie swoje ulubione serie lub gry dające Wam rozrywkę przez pół roku. Proszę o kolejne.

Co do mnie, to mogę się pochwalić ukończeniem pierwszej gry Nintendo od trzech lat. Fire Emblem na GBA dostarczył mi wielu niezapomnianych chwil. Szkoda, że przypomnienie sobie tego, na czym polega magia gier firmy z Kioto trwało tak długo. W każdym razie po ukończeniu tej świetnej gry taktycznej mam trochę więcej czasu na granie, więc skupię się na grach, o których była już mowa we wcześniejszych odcinkach. Są to: The Fruit of Grisaia, The Last of Us i oczywiście Final Fantasy XI.

Wpis zawiera spoilery.

The Fruit of Grisaia – Gdy kończy się erotyka a budzą się ludzkie demony

Informacje

Platforma: PC

Producent: Front Wing

Data wydania: 29 maja 2015r.

Gatunek: Gra erotyczna, visual novel

Historia pewnej nieudanej wycieczki szkolnej powoli się rozkręca. Gehenna bohaterek trwa już osiem dni a do mnie powoli dociera, że nawet gra erotyczna potrafi przedstawić wątek walki o przetrwanie lepiej od najlepszych tytułów z gatunku survival horrorów w historii. Teraz jeszcze bardziej chce mi się śmiać z rebootu Tomb Raidera z 2013r., przed premierą którego autorzy obiecywali pokazanie ciężkiej walki Lary Croft o przetrwanie na nieprzyjaznej wyspie a po zabiciu przez nią pierwszej zwierzyny skończyło się na babskim symulatorze Rambo.

Gry z gatunku survival horror wcale nie są lepsze. Powiem więcej, większość z nich jest w gruncie rzeczy grami na jedno kopyto, bo polegają na zebraniu amunicji lub broni w celu rozprawienia się z tym, czego najbardziej się w nich boimy. Kompletnie pominięte są w nich potrzeby żywieniowe bohaterów. Pierwszą grą, która uzmysłowiła mi absurdalność tego gatunku był bodajże Fallout: New Vegas w trybie hardcore, który zachwycił mnie tym, że przez całą grę musimy walczyć nie tylko z super mutantami i deathclawami, ale również z ciągłym brakiem wody i pożywienia. Jeśli nie dbaliśmy o te dwie podstawowe ludzkie potrzeby kończyło się to na pogorszeniu się stanu naszego zdrowia a w dalszej kolejności na naszej śmierci. Dlatego też te wszystkie survival horrory są dla mnie niedorzeczne, bo do przeżycia w nich potrzebujemy tylko odpowiednio się uzbroić i zmasakrować to, co zagraża naszemu istnieniu.

Każdy może śmiać się z tego, że The Fruit of Grisaia to jakaś japońska budżetówka starająca się trafić do gracza tanią erotyka, ale gdy erotyka idzie spać budzą się demony. Nie pamiętam kiedy ostatnio grałem w jakiś tytuł, który tak dobrze przedstawił jakąś ekstremalną sytuację, w której ludzie nie mający dostępu do podstawowych środków sanitarnych i nie mają praktycznie co jeść, poza tymi kilkoma porcjami ryżu i marchewek, żyją w naiwnym przekonaniu, że ktoś usłyszy ich nieme łkania o pomoc i przyjdzie z odsieczą.

Jeśli pamięć mnie nie myli, to czytałem kiedyś coś w tym samym tonie. Inny Świat Gustawa Herlinga-Grudzińskiego i Archipelag GUŁag Aleksandra Sołżenicyna nie były jednak fikcją literacką. Był to zapis jednych z najbardziej okrutnych doświadczeń ludzkich ubiegłego wieku i do dziś przeraża mnie to, do czego byli wtedy zdolni ludzie bez żadnych hamulców etycznych.

Straszna opowieść o niedoli szkolnej drużyny koszykarskiej jest jedynie wymysłem japońskich scenarzystów, ale gdy jej bohaterkom zaczyna brakować już jedzenia wychodzi z nich prawdziwe ja. Gdy czytam, że kapitan tej drużyny zaczyna powoli decydować o tym, czy ranne w wypadku dziewczyny (w tym jedna ze złamanymi nogami) zasługują w ogóle na jedzenie, skoro nie dają nic z siebie grupie, bo nie pracują, jestem coraz bardziej przerażony. Wymyślone potwory budziły u mnie przerażenie jak byłem dzieckiem. Dzisiaj o wiele bardziej przeraża mnie samolubny człowiek, walczący o własne życie, bez oglądania się na słabszych od siebie.

Powoli odliczam dni w świecie The Fruit of Grisaia do wydarzenia, po którym zrozumiem całą prawdę o Amane i o siostrze Yuujiego. Szkoda tylko, że nie jestem na to przygotowany emocjonalnie.

The Last of Us – Łowcy z Pittsburga, historia dwóch braci

Informacje

Platforma: PS3

Producent: Naughty Dog

Data wydania: 14 czerwca 2013r.

Gatunek: Przgodowa gra akcji, survival horror

Po ukończeniu Fire Emblem mam zdecydowanie więcej czasu na przygody Joela i Ellie, więc przycisnąłem nieco bardziej TLoU. Po przygodzie w mieście Billa udałem się do Pittsburga, ale nie zabawiłem tam długo. Duży wpływ na ten fakt mieli pewnie miejscowi łowcy, polujący na ocalałych tylko po to, aby ich zabić i ograbić ze wszystkiego co cenne. W jedną z takich zasadzek wpadła dwójka bohaterów i tylko zachowaniu zimnej krwi przez Joela para zawdzięcza przeżycie. Z samochodu Billa nie zostało wiele. Po odparciu napastników zrozumiałem, że to co łatwe w produkcji Naughty Dog mam już za sobą. Zaczęły się schody a intensywne wymiany ognia z szabrownikami stały się nieodłączną częścią kolorytu tego świata zapomnianego przez Boga, w którym rządzi prawo silniejszego.

Ellie nareszcie spadły klapki z oczu i po tym, gdy jej starszy kompan powiedział jej jak domyślił się, że wołanie o pomoc ze strony nieznajomego było blefem wyjaśnił jej, że to nic trudnego, bo wcześniej i on bywał w takich sytuacjach po obu stronach barykady. Zarzuciła go niewygodnymi pytaniami dotyczącymi tego, ilu zabił niewinnych ludzi a on jak na prawdziwego twardziela przystało zbył młodą milczeniem.

Ten sojusz z przymusu zaczyna jednak działać, bo o ile brodacz posunięty wiekiem nie chciał początkowo słyszeć o tym, żeby młoda dziewczyna mu pomagała, to zmienił zdanie w tej kwestii, gdy uratowała mu życie w słynnej scenie, gdy był topiony w kałuży przez jednego z prześladowców. Chyba wtedy Joel pierwszy raz pojął, że sam z całym światem nie wygra i postanowił jej zaufać. Dowodem na to był podarowany jej karabin, za pomocą którego miała go osłaniać na jednej z ulic dzielnicy finansowej. To jeden z najtrudniejszych fragmentów TloU i dopóki nie przestałem chować się przed przeciwnikami w okolicznych budynkach a zacząłem z nimi walczyć na otwartej przestrzeni, skąd Ellie mogła ich ostrzeliwać wyszedłem cało z tej potyczki.

Gdy dwójka zrozumiała, że dalsze przebywanie w tak niegościnnej okolicy nie ma większego sensu i postanowili uciec z miasta jednym z mostów i wtedy trafiłem na dwójkę braci, którzy podobnie jak para głównych bohaterów ukrywała się przed bezwzględnymi szabrownikami.

W taki oto sposób rozpoczął się jeden z najmocniejszych wątków w produkcji, do której scenariusz stworzył Neil Druckmann. Zalana piwnica pełna zarażonych to kaszka z mlekiem przy kanałach, w których postanowiła skryć się jakaś rodzina. Jedne nieupilnowane drzwi wystarczyły, żeby napadła na nich zgraja potworów. Ich koniec był marny a będzie jeszcze gorzej, bo The Last of Us to nie jest jedna z historyjek typu I wszyscy żyli długo i szczęśliwie.

Final Fantasy XI - Walka o sławę w Windurście, pierwsza wizyta w Jeuno

Informacje

Platforma: PC

Producent: Square

Data wydania: 17 września 2004r.

Gatunek: MMORPG

Bardzo chciałem zrobić jakieś większe postępy w wątku głównym Final Fantasy XI, ale misja potrzebna do awansu na czwartą rangę wymaga współpracy trzech różnych magów (białego, czarnego i czerwonego) albo kogoś, kto wcześniej wykonał był to zadanie i zdobył pewien kluczowy przedmiot, który jest nagrodą za jego wykonanie. Jest też drugi sposób jego wykonania przeznaczony dla pojedynczego gracza, ale żeby wykonać zadanie poboczne związane z tą misją fabularną gracz musi mieć sławę na odpowiednio wysokim poziomie.

Dzięki temu dowiedziałem się, że MMO Squaresoftu ma w ogóle taki element systemu rozwoju postaci. Gra nie daje nam opcji sprawdzenia naszego aktualnego poziomu sławy, więc musiałem sięgnąć do poradnika, z którego dowiedziałem się, że w każdym mieście startowym możemy porozmawiać z jednym npcem i w zależności od tego, co od niego usłyszymy możemy stwierdzić nasz aktualny poziom sławy.

Poziom tejże uwarunkowany jest wykonanymi przez nas misjami fabularnymi oraz przede wszystkimi zadaniami pobocznymi. Tych drugich mam trochę zaległych, więc skupiam się aktualnie na nich. Dzięki temu dorobię się jakiejś pokaźnej sumki gilów, za które kupię kolejne zaklęcia ze szkoły białej magii. Poznaję też nowe sposoby na szybki zarobek, więc jakby doszło do sytuacji, w której będę spłukany, to już mniej więcej wiem na jakie potwory polować i komu sprzedawać fanty, które z nich wypadają w celu poprawienia sytuacji majątkowej.

Mógłbym oczywiście zagadać z jakimś graczem, żeby mi pomógł w misji fabularnej, ale nie znudziłem się jeszcze światem Vana’diel na tyle, żeby chcieć się z nim jak najszybciej rozstać. Dałem sobie cztery miesiące na przejście wątku głównego Jedenastki, więc najpierw solidnie się do tego przygotuję. Nie zaszkodzi mi, gdy przy okazji wypróbuję nowe trusty, jak ten z Kocią Włamywaczką, o której pisałem już wcześniej. Bardzo podoba mi się, że najważniejsze postacie niezależne mogą nam pomagać w samotnych wędrówkach. Czasem ciężko jest przekonać wysokopoziomowych graczy do udzielenia nam pomocy, więc jest to jakaś forma kompromisu, ułatwiająca zdobywanie doświadczenia w pojedynkę. Na najtrudniejsze walki w towarzystwie innych graczy przyjdzie jeszcze pora.

W swoich eskapadach dotarłem ostatnio do Jeuno, które jest chyba czwartą, najważniejszą lokacją w grze, więc nawet jeśli trafi mi się jakaś misja fabularna w przyszłości, zmuszająca mnie do ponownych odwiedzin tego miejsca, to nie będę musiał przynajmniej zasuwać tam na piechotę.

Najmocniej zależy mi na ukończeniu jednej z dwóch pierwszych opisanych przeze mnie gier i chciałbym dokonać tego w przeciągu dwóch następnych tygodni. Jeśli mi się to uda, to przysiądę bardziej do innych pozycji. Tymczasem, pozostaje mi życzyć Wam wszystkim udanego weekendu, oczywiście nie tylko przy grach.

squaresofter
16 sierpnia 2019 - 21:38

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
17.08.2019 09:40
2
esportstalks
1
Junior

bardzo dobrze się to czyta, gratki

17.08.2019 10:08
SpecShadow
1
odpowiedz
SpecShadow
71
Silence of the LAMs

Teraz jeszcze bardziej chce mi się śmiać z rebootu Tomb Raidera z 2013r., przed premierą którego autorzy obiecywali pokazanie ciężkiej walki Lary Croft o przetrwanie na nieprzyjaznej wyspie a po zabiciu przez nią pierwszej zwierzyny skończyło się na babskim symulatorze Rambo.
piąteczka
też mi się nie podobał ten nowy Tomb Raider między innymi z tego powodu

Wracając do tematu - w weekend ma się poprawić pogoda, zjazd rodzinny i dobra pora na grilla.

Do tego czasu może popykam w ramach testów w Diablo 2 Median moda, zobaczę czym się tak ludzie rajcują.

17.08.2019 10:41
2
odpowiedz
JohnDoe666
3
Konsul

Faktycznie w TLoU to co łatwe już za Tobą, ale moim zdaniem ten tytuł zyskuje z poziomem trudności.
U mnie ten weekend to ciąg dalszy sezonu ogórkowego za kilka dni premiera Control powinna trochę złagodzić tę pustkę, ale puki co nadrabiam klasyki:
- The Last Remnant - chyba utknąłem, w jednym z miast nie mogę znaleść aktywności która ruszy do przodu wątek główny, może mam za słabe postacie więc od kilku godzin trzaskam misje poboczne ale póki co nic to nie dało, pouganiam się trochę na ślepo, może na coś trafię;
- Final Fantasy X - w Finala niewiele pograłem w tygodniu więc mam zamiar nadrobić trochę w weekend;
- Fable Anniversary - mam mieszane uczucia. Na początku bawiłem się super, jednak z czasem gra zaczęła przynudzać. Wątek główny podstawki skończyłem w 12 godzin robiąc przy okazji sporo misji pobocznych (co jest żenujące jak na RPG), została mi jeszcze spora część fabuły dodatku. Grę oczywiście skończę ale nie jest tak dobra jak zakładałem na początku;
Do listy dorzuciłem jeszcze dwa tytuły bo muszę trochę odpocząć od RPG.
- Killzone 2 - a w zasadzie jego końcówka. Kilka miesięcy temu porzuciłem grę ale zostawiłem save'a. Siadłem do konsoli wczoraj i Radec wkońcu padł... za 15 czy 16 razem ale jednak. Naprawdę nawet bossfighty w soulsach mnie tak nie męczyły, ale Killzone 2 zaliczony;
- Alan Wake - słyszałem mieszane opinie na temat gry. Jednak pierwsze chwile nastrajają mnie bardzo pozytywnie. Bardzo lubię dobre fabuły nawet jeśli są liniowe.

post wyedytowany przez JohnDoe666 2019-08-17 10:45:42
17.08.2019 11:08
konewko01
2
odpowiedz
konewko01
3
Konsul

Mój weekend bardzo japoński. Dragon Quest XI w oczekiwaniu na paczuszkę w paczkomacie z Builders 2 :)

17.08.2019 11:11
adam11$13
2
odpowiedz
adam11$13
73
Phantom Thief

U mnie skromnie bo prawdopodbnie skończę jedynie Lego Batman 3. Nie wiem jak to jest, że mimo, że wszystkie te gry Lego są niemalże identyczne i ogólnie cała marka zaczęła mnie nudzić to i tak chętnie sięgam po kolejne odsłony. Mają swój urok.

17.08.2019 12:49
kęsik
👍
odpowiedz
kęsik
94
Legend
Image

Tales of Vesperia: Definitive Edition, 42h. No dostałem wreszcie jakiś szybszy latający środek transportu co jest niewątpliwie plusem. Fabuła się nawet trochę rozkręca, pojawiają się jakieś plot twisty. Ogólnie nie jest źle no ale do moich ulubionych jRPGów mimo wszystko troszkę brakuje. To jak zrealizowane są zadania poboczne to jest po prostu skandal, bez poradnika w łapie to nie ma co grać. Co jest dosyć nieszczęśliwe bo muszę co chwile zerkać do przodu czy zaraz nie ma czegoś do zrobienia. Mam nadzieję że ten kto to projektował nie pracuje już w branży gier.

Kingdoms of Amalur - Reckoning, 22h. No powoli dobijam gdzieś już do miejsca w którym porzuciłem grę 7 lat temu bo coraz mniej kojarzę. Co w sumie może wyjść na dobre bo będzie coś dla mnie nowego. Gram postacią hybrydą, wszystko rozwijam równocześnie więc nie ma problemu żeby się przerzucić na inna broń ale i tak praktycznie cały czas nawalam mieczykiem i od czasu do czasu tylko faebladami. Na razie jest dobrze, oznak znużenia brak. Liczę że to się utrzyma. Wiadomo że technologicznie to Amalur nic specjalnego nie pokazuje ale artystycznie jest bardzo spoko. Świat naprawdę jest bardzo ładny.

My Hero One's Justice, 4h, skończone. No rozczarowanie. Fabuła obejmuje tylko drugą połowę 2 sezonu anime i przez połowę tego story mode gramy bohaterami by potem od nowa te same wydarzenia przechodzić złoczyńcami. Szczerze to nie ma żadnej motywacji do tego żeby drugi raz grać praktycznie to samo tylko z perspektywy tych złych. Sama gra gamepleyowo nic specjalnego nie pokazuje, dużo wolniejsze i bardziej drętwe Ultimate Ninja Storm plus dosyć mało postaci. Ogólnie solidny średniak.

Batman: Arkham Oranges, 9h. Rok temu jak przechodziłem Batmany od Telltale to miałem gdzieś tam w planach ponowne przejście serii Arkham, ale nie było zbytnio czasu, Asylum jest problemem bo mam stare wydanie pudełkowe którego nie można przenieść na Steamka a nie widzi mi się kupować jeszcze raz więc pewnie teraz może się skończyć tak że przejdę tylko Arkham Oranges. Znowu wracając do Batmana od Telltale, Roger Craig Smith jako Batman jest dużo lepszy niż Troy Baker. Co prawda grając w AO mam co chwilę przed oczami pana Ezio z Florencji no ale Troy Baker był w tej roli tragiczny. A Ezio czasami mam wrażenie nawet próbuje naśladować Kevina Conroya. A sama gra to wiadomo, bardzo solidne wykonanie. Walki z bossami tutaj są najlepsze w serii. Klimat świąteczny spoko. Z samą walką są jakieś małe jaja bo pamiętam że od pierwszej części zawsze super mi się walczyło, wszystko perfekt a tutaj teraz timing jakby nie ten, ciężko mi złożyć walkę na jednym combo itd.

post wyedytowany przez kęsik 2019-08-17 12:57:54
17.08.2019 22:16
grish_em_all
👍
2
odpowiedz
grish_em_all
183
Grish

Nie tyle weekend, co cały tydzień upłynął mi pod znakiem Graveyard Keeper. Zachęcony recenzjami i ostatnią promocją na Steam postanowiłem przekonać się na własnej skórze co ta gra oferuje. I się kompletnie uzależniłem :D Na liczniku już 30 godzin i będzie ich przybywać, bo zabawa jest niesamowita. Co mnie kompletnie urzekło, to brak jakichkolwiek limitów czasowych, wszystko można robić we własnym tempie, a jest co robić, oj jest. Nie spodziewałem się takiej złożoności, takiej ilości zależności między jednym a drugim. Żeby ukończyć zadanie A, musisz najpierw odblokować umiejętności B i C, potem zdobyć D, żeby ugotować z niego E, a potem z tego upiec F, połączyć to z G, zanieść to osobie H, która da mi przedmiot I, który muszę zanieść J - a najlepsze jest to, że to wszystko trzyma się kupy! :)

Dla mnie zdecydowanie największe odkrycie i najbardziej pozytywne zaskoczenie w tym roku.

20.08.2019 17:49
Hydraulik333
😉
2
odpowiedz
2 odpowiedzi
Hydraulik333
10
Chorąży

Nie bój się square, Wątek Amane też będzie miał w sobie jedną scenę erotyczną ;)

Chciałem Ostatnio Zagrać w The Last of Us po raz kolejny, jednak nie udało mi się tego zrobić.

The Legend of Zelda: A Link Between World's (3DS) (14-30h) (skończone): No muszę napisać, że gra mnie zszokowała. Końcówka była świetna. Boss był wymagający i również zostawili parę smaczków na koniec. I nie przedłużali niepotrzebnie gry jak to miało (według mnie) miejsce w Wind Waker. I teraz z całego serca uznaję ją (jak na razie xD) za najlepszą grę z serii "The Legend of Zelda'' w jaką grałem. Moja ocena 10/10.

Alan Wake (PC) (8h) (kontynuowana): Poprzednio narzekałem w Alan Wake, że gra nie jest straszna. A już rozumiem o co chodzi. Po prostu grający ma dostać...PARANOI JAK WIDZI TYCH DRWALI. A teraz serio. Pytam się kto pomyślał, aby jako wrogów dać drwali, albo rosyjskich drwali z sierpami... gra nadal nie jest straszna, strzelanie do jakaś masakra, jedyne co ratuje to pomysł i fabuła, która niestety jak na razie nie idzie w ogóle do przodu. Tylko chodzę po tym lesie i strzelam do...drwali. Chciałem trochę dać większą chwilową ocenę, ale większej niż ta co zaraz napisze nie mogę dać. Moja ocena tymczasowa 6.5/10

Star Wars: The Old Republic (PC) (2h) (przerwana): Grałem sithem. I teraz dam szybki opis tej gry. grafika nie powala, nudny system walki, gdzie miecz świetlny?, równie dobrze mogliby tą grę nazwać inaczej, bo star wars to raczej nie jest. Gra ma kilka dobrych plusów. Wybory i dialogi, które wyglądem przypominają grę RPG. To tyle. Moja ocena 4.0/10.

Miłego tygodnia życzę wam :)

20.08.2019 17:59
squaresofter
1
squaresofter
22
W co gracie w weekend?

gameplay.pl

Miałem wczoraj tą scenę, chociaż były też lepsze. Widziałem też dwa zakończenia jej historii i to dobre jest jednym z piękniejszych, jakie przyszło mi przeżyć w grze wideo. Poczułem się jakbym był w niebie.
Co do TLoU to zupełnie nie przejmuj się tym, że nie wróciłeś do tej gry. Ukończyłem ją czwarty raz w niedzielę i przejdę jeszcze pięć razy. Będę grał za nas dwóch.

20.08.2019 18:35
Hydraulik333
😉
1
Hydraulik333
10
Chorąży

Oj chyba wkrótce będę musiał sobie kupić The Fruit of Grisaia.
XD Chyba czas ''dołączyć" do ciebie w TLoU XD (bo robisz mi co raz większego smaka)

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze