W co gracie w weekend? #313: Yakuza 0 Miku Hatsune Umineko i Final Fantasy XI - squaresofter - 25 sierpnia 2019

W co gracie w weekend? #313: Yakuza 0, Miku Hatsune, Umineko i Final Fantasy XI

W poprzednią niedzielę udało mi się ukończyć czwarty raz The Last of Us. Zebrałem wszystkie znajdźki w grze Naughty Dog, więc jedyne co mi teraz pozostało to przejść ten jeden z najlepszych survival horrorów na najwyższych poziomach trudności. Nie będę jednak rozpisywał się na ten temat szerzej. Widziałem też finał historii Amane w The Fruit of Grisaia. Nie pamiętam kiedy ostatnio przeżyłem coś równie pięknego w grze komputerowej.

Planowałem napisać w tym tygodniu o Apex Legends, ale zanim zaczął się weekend moją uwagę przykuły inne produkcje. Są to ogrywane wcześniej: Yakuza 0, Hatsune Miku Future Tone, Umineko oraz Final Fantasy XI.

Wpis jak zwykle zawiera spoilery. Inaczej jednak nie mógłbym ustosunkować się należycie do powyższych tytułów. Jeśli macie ochotę dodać coś od siebie, to zapraszam do komentarzy.

Yakuza 0 - Brakedance Majimy, Chodzący Wzwód, randki na telefon i Kazuma w okularach

Informacje

Platforma: PS4

Producent: Sega CS1

Data wydania: 24 stycznia 2017r.

Gatunek: Przygodowa gra akcji

W japońską produkcję gangsterską gram od dawna. Próbuję jednak wycisnąć z niej ile się da, więc wątek fabularny popycham do przodu bardzo powoli. Dowiedziałem się nieco więcej o Majimie, który sprawiał wrażenie pokornego cielaka wobec swojego zwierzchnika, wykorzystującego go do granic możliwości. Sagamie nie wystarczała jednak kasa, którą dla niego zarabiał, więc wymyślił kolejny sposób na jego upodlenie. Jedną z podstawowych zasad panujących w japońskiej Yakuzie jest bezwzględnego posłuszeństwo. Dla tych, którzy nie wykonują ślepo rozkazów nie ma w niej miejsca. Obiecał mu pomoc w powrocie do rodziny jeśli zabije dla niego wskazany cel.

Cały ten wątek bardzo przypomniał mi poszukiwanie niektórych kluczowych postaci w Shenmue. W obu przypadkach finał takich miejskich eskapad był mocno zaskakujący. Aby znaleźć osobę, którą bohater z przepaską na oku miał zlikwidować musiałem udać się do lokalu, w którym ludzie randkują ze sobą przez telefon. Gdy znalazłem już dziewczynę, która wiedziała coś o poszukiwanej przeze mnie osobie wpadłem wreszcie trop i dopiero wtedy akcja nabrała tempa. Wizyta u pewnego masażysty to Yakuza w najczystszej postaci. Widowiskowe walki i wydarzenia na ekranie trzymające w napięciu. Po prostu żyć i nie umierać.

Po tej akcji chyba pierwszy raz żałuję, że Yakuza 0 ma dwóch bohaterów, bo gdy chciałem zobaczyć co wydarzy się dalej z Majimą wróciłem z powrotem do Kamurocho i historii Kazumy. Oda wytłumaczył mi w jaki sposób jego firma przejmuje upatrzone wcześniej nieruchomości i o dzikich lokatorach wynajmowanych przez właścicieli takich gorących lokali, robiących wszystko, aby podnieść ich cenę przy ewentualnych negocjacjach dotyczących zakupu.

Chciał zrobić ze swojego nowego pupila handlarza nieruchomościami, więc musiałem zaopatrzyć się w nowe wdzianko, w którym protagonista nie wyglądałby już jak gangster. Osobiście nie widzę zbyt wielkiej różnicy i nowy Kiryu dalej ma ten swój wyjątkowy szyk japońskiego półświatka, ale zostawmy już ten wątek. Grunt, że zaimponowałem Odzie swoimi manierami przy stole z naszym klientem i teraz w końcu zajmę się ‘uczciwą’ pracą.

Wymuszenia rozbójnicze, tortury, lewe interesy, pornografia, zboczeńcy chadzający po ulicach, zadania zahaczające o handel żywym towarem, inne atrakcje japońskiego półświatka oraz dwójka protagonistów, którzy mają własne zasady postępowania tworzą iście wybuchową mieszankę. Chcę więcej tego świństwa.

Hatsune Miku: Project DIVA Future Tone - Ekstremalnie satysfakcjonująca rozgrywka

Informacje

Platforma: PS4

Producent: Crypton Future Media + Sega

Data wydania: 10 stycznia 2017r.

Gatunek: Gra rytmiczna

Nie miałem zamiaru odpalać tytułu Segi w najbliższym czasie, ale dosyć niedawno widziałem materiał z TVGry.pl o japońskich grach ocenzurowanych na Zachodzie i byłem mocno zdziwiony, że jedna z piosenek Miku Hatsune została poddane takiemu zabiegowi, żeby nie urazić sąsiadów z Korei Południowej. Później przypomniałem sobie jednak co wyrabiali podczas II Wojny Światowej Japończycy, więc nawet całkiem niewinny tekst Senbonzakury może zostać odebrany przez kogoś jako posiadający wyraźny wydźwięk nacjonalistyczny.

Tak się dzieje zawsze, gdy próbuje się mieszać politykę z czyjąś twórczością. Kurousa tworząc ten utwór zrobił to z dwóch powodów: Z miłości do muzyki i do Miku Hatsune, która jest jej wirtualnym awatarem, a że jest dumnym Japończykiem, więc piosenka chwali po prostu to co japońskie.

Próbę szukania w tekście tej piosenki jakiegoś negatywnego przekazu politycznego uważam za czyste szaleństwo. Jest to i tak mały pikuś przy innych kawałkach vocaloidów, w których wirtualne gwiazdy robiły już za seryjnych morderców ćwiartujących swoje ofiary piłą łańcuchową. Sega i Crypton Future Media nigdy nie pozwolą na pojawienie się takich mrocznych utworów w grach z Miku Hatsune. Jest to jednak także dowód na to, że firma, tworząc swoje oprogramowanie komputerowe do syntezy głosu, nie ma absolutnie żadnego wpływu na to co zrobią z nim jego posiadacze.

Cały ten ‘problem’ to szukanie dziury w całym. Najlepiej pokazują to przeróbki Senbonzakury Wangeki Band, Lindsey Stirling a nawet japońskiej armii. Na vocaloidy nie ma mocnych.

Powyższe przemyślenia sprawiły tylko tyle, że trochę zatęskniłem za rozśpiewaną i roztańczoną wirtualną gwiazdą. Chciałem odpocząć od tych wszystkich kłótni graczy, którzy ostatnio płaczą w internetach, bo im Sony Spider-Mana ukradło. Muzyka Miku Hatsune jest do tego idealna. Ostatnio w ucho wpadł mi kawałek The Two of Us – Futaride, który strasznie męczyłem w japońskiej grze rytmicznej Segi. Wbiłem perfecta na wszystkich łatwych poziomach i postanowiłem zmierzyć się z poziomem ekstremalnym, który od lat daje mi w kość bardziej niż wszyscy bossowie, z którymi mierzyłem się w grach From Software.

Po szybkim sprawdzeniu statystyk wyszło, że nie ukończyłem nawet pięciu procent wszystkich utworów na tym koszmarze. Z wspomnianą piosenką jednak mi się udało. Składa się ona z dwóch części. Pierwsza jest dosyć spokojną balladą, ale mi podoba się dopiero od refrenu, kiedy do letargicznych dźwięków dołącza cały ten drum and bass i utwór przyśpiesza do zawrotnej prędkości, przy której ciężko ogarnąć te wszystkie nutki pojawiające się na ekranie. Wtedy też zaczyna się trudna walka, której ceną jest przeżycie. Nie jestem jakimś tam mistrzem w grach z Miku, dlatego cieszę się z każdego utworu zaliczonego na najwyższych poziomach trudności. Nie jest to wcale takie  proste.

Umineko no Naku Koro ni: Rondo of the Witch and Reasoning - Rechot Złotej Wiedźmy, pojedynek dwóch Beatrice i złudna nadzieja na przetrwanie

Informacje

Platforma: PS3 (gra ogrywana na PC w postaci moda)

Producent: Alchemist + 07th Expansion

Data wydania: 26 grudnia 2010r.

Gatunek: Dojin soft, visual novel

Po załatwieniu spraw z Muv-Luv i po obejrzeniu trzeciego zakończenia w The Fruit of Grisaia wróciłem do wiedźm z Umineko, z którymi zostanę już chyba do końca roku. Ciężko się oderwać od tego remake’u. W pierwszym kwartale tego roku, gdy ukończyłem jedenastokrotnie odświeżoną wersję Resident Evil 2, wydawało mi się, że tego genialnego survival horroru nic nie jest w stanie pobić. Przebudowano w nim sporo w stosunku do oryginału. Nie jestem jednak jakimś purystą, który karciłby owy tytuł, bo nie był dokładną kopią oryginału z dodaną lepszą grafiką. Młodszym pracownikom Capcomu też należą się pochwały za ich pracę i pomysły!

To było jednak zanim wsiąkłem na dobre w Umineko w nowych szatach i zanim usłyszałem rechot Beatrice. Nie przypominam sobie gry wideo, w której antagonista znęcałby się psychicznie nad swoimi ofiarami w tak wyrafinowany sposób. Jestem pewien, że gdyby zapytać ją o to, kto z Ushiromiyów jest najlepszy, to stwiredziłaby, że ten najlepiej przypieczony. Kłamstwa dające złudną nadzieję na dobry los, przedmiotowe traktowanie swoich sług, brak szacunku do starszych, mącenie w głowie i ten jej przeklęty śmiech sprawiają, że włos jeży się na głowie.

Choćby cały świat graczy uważał, że Wiedźmin 3 jest najlepszą grą w historii elektronicznej rozrywki a wiedźmy wymyślone przez CD Projekt RED są najstraszniejszymi potworami, bo jedzą dzieci i chcą pożreć Ciri to i tak bledną przy knowaniach Złotej Wiedźmy Bezkresu. Nie są bohaterami dynamicznymi, którzy mają jakieś tajemnice i nie przechodzą przemiany wraz z rozwojem wątku głównego w polskim rpgu. To my musimy urosnąć w siłę, żeby się z nimi zmierzyć.

Wiedźmy z Umineko są o kilka poziomów wyżej, szczególnie w kwestii konstruckji charakterologicznej oraz przede wszystkim posiadanej  mocy. Nie obowiązuje ich ten słynny sofizmat mówiący o tym, że gra wideo nie może mieć fabuły lepszej od książki. When They Cry 3 to też książka, tyle, że doskonale udźwiękowiona i opatrzona niezwykle sugestywnymi obrazami podkreślającymi wagę konkretnych wydarzeń i sytuacji.

Trzeci epizod tej wyjątkowej powieści dźwiękowej juz niedługo przypomni mi w jakim dużym błędzie byłem uważając Beatrice za najpotężniejszą wiedźmę w tej historii i jej głownego antagonistę. Oczywiście, że nie ma ona za nic ludzkiego życia, ale już jej wymiany z Shannon pokazują, że wystarczy kochać szczerą miłością, żeby dotknąć ją do żywego. Postać jej mentorki jest wstępem do wszystkich dwuosobowych potyczek logiczno-magicznych, który od teraz w Umineko będzie sporo. Będą to walki o być albo nie być konkretnych bohaterów, ale przede wszystkim o zachowanie ich własnej tożsamości i obronę przekonań.

Ten odcinek jest chyba pierwszym z tych ukazujących, że tytuły przyznawane czarownicom nie są wieczne. Mogą je one odbierać innym lub je tracić a epitafium pod obrazem Beatrice zostało tam umieszczone właśnie w tym celu. Nie mogę się doczekać, gdy złotowłosa Beatrice pierwszy raz poczuje na własnej skórze, że nawet jej działania mają swoje konsekwencje oraz to, że dowlona wiedźma jest w stanie poświęcić swoje wszystkie towarzyski obdarzone nadnaturalnymi zdolnościami dla zabicia nudy. Jednowymiarowe wiedźmy, wiedźmy prostolinijne, przewidywalne, bez własnych ambicji to naprawdę nudne wiedźmy i nie warto tracić na nie czasu. Jakie to szczęście, że ogrywam tytuł, w którym wiedźma potrafi nie tylko zjeść człowieka, ale dzierżyć oręż wykutą przez najlepszych kowali z mitów nordyckich/greckich, dowodzić flotą oblężniczą albo rzucić w inną wiedźmę galaktyką.    

Final Fantasy XI - Polak o japońskim sercu

Informacje

Platforma: PC

Producent: Square

Data wydania: 17 września 2004r.

Gatunek: MMORPG

Miło będę wspominał swoje ostatnie eskapady po Van’diel. Żeby popchnąć do przodu wątek główny FFXI i awansować na czwartą rangę w Windurście muszę najpierw wykonać kilka zadań pobocznych i pewnie nawet bym ich nie zapamiętał, gdyby nie to, że część z nich robiłem z innymi graczami.

Pierwszego z nich spotkałem w ogrodach Jeuno. Udałem się tam, gdyż osiągnąłem pięćdziesiąty poziom rozwoju postaci. Jest to pierwszy limit poziomów w Jedenastce. Przejrzałem poradnik i dowiedziałem się, że boss, którego muszę pokonać w jednym z tych wspomnianych zadań ma bodajże sześćdziesiąty poziom. Nic bym mu nie zrobił. Znalazłem więc npca w owym mieście, który zleca zadania pozwalające znieść ten limit poziomów (limit break quests – nazwa zaczerpnięta od ataków specjalnych z FVII i FFVIII). Każde takie zadanie podnosi o pięć maksymalny poziom postaci, aż do dziewięćdziesiątego dziewiątego włącznie.

Gdy tylko to przeanalizowałem zrozumiałem wnet, że są to zadania ważniejsze od samej fabuły, bo bez nich nie podskoczyłbym nawet najgroźniejszym przeciwnikom w tym japońskim MMORPGu.

Wiedziałem o tym wszystkim zanim ze sobą porozmawialiśmy, więc po tym jak zaczął mnie sprawdzać zagadałem z nim i szybko udaliśmy się do jednego z lochów, w którym zostałbym zjedzony na śniadanie przez panoszące się tam potwory. Chyba nie do końca spodobało mu się, ze pomaga takiemu słabeuszowi. Biały mag nie jest zbyt dobrym dpsem. Doceniam jednak to, że znalazł tych kilka minut, aby mi pomóc. Dzięki niemu wykonałem przynajmniej część tego zadania.

Próbując wykonać je do końca błąkałem się w okolicach Jeuno po Sauromugue Champaign, szukając wejścia do kolejnego lochu. Tamtejsza okolica posiada kilka charakterystycznych wież, ale przede wszystkim ma też skarpę, na którą próbowałem kiedyś wejść, ale nigdy mi się to nie udało. Łaziłem tam więc bez celu, aż przez przypadek trafiłem na jakiegoś gracza dosiadającego swojego wierzchowca. Nie ruszał się wcale z tamtego miejsca, więc swoim zwyczajem pokłoniłem mu się nisko i pobiegłem dalej otoczony swoim trustami tak na wszelki wypadek, gdyby jakiś potwór chciał mnie zaatakować.  Gdy byłem już daleko napisał do mnie, że był zaskoczony (używałem niewidzialności utrudniającej wykrywanie przez agresywne potwory), więc odpowiedziałem mu, że też jestem zaskoczony, bo w życiu nie widziałem innego gracza FFXI na wierzchowcu.

Nasza dalsza rozmowa potoczyła się już gładko. Pytał się mnie o to co porabiam, więc streściłem mu swoją sytuację, narzekając, że strasznie żałuję, że nie mam wyższego poziomu, bo mógłbym przynajmniej pomóc innym graczom z wysokim poziomem, którzy są zazwyczaj zajęci własnymi sprawami a on na to, że może mi pomóc. Wezwał jeszcze na pomoc kumpla i obaj przeprowadzili mnie do wskazanych w zadaniu przedmiotów jak po sznurku. Musiałem tylko schować się przed przeciwnikami, którzy zabiliby mnie jednym ciosem za pomocą zaklęć skradania się i niewidzialności.

Nigdy nie zapomnę momentu jak mnie spytał z jakiego kraju jestem i odpowiedziałem mu, że jestem Polakiem, ale sercem jestem Japończykiem. Wiedziałem, że jest z Japonii, więc zaczął się śmiać.

Cieszę się, że mogę przeżywać Final Fantasy XI z innymi graczami. Jeśli jest coś lepszego od Jedenastki to jest to Jedenastka ogrywana wspólnie z graczami z całego świata. Od zawsze lubiłem grać w gry przeznaczone dla pojedynczego gracza, ale po tych blisko stu godzinach spędzonych z pierwszym mmo Kwadratowych już nigdy więcej nie będę krytykował kontrowersyjnego pomysłu zamiany jednej z najlepszych serii jrpgów turowych w mmo. Bez tej gry nigdy nie powstałby Final Fantasy XII, a więc jedna z kilku moich ulubionych odsłon tego cyklu, która czerpie garściami z najlepszych pomysłów z Jedenastki.

To by było na tyle, kupo!

squaresofter
25 sierpnia 2019 - 15:40

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
25.08.2019 21:58
Yuri Lowell
2
Yuri Lowell
23
Brave Vesperia

Pozdrawiam wakacyjnie. Ze mną nadal Utawarerumono (PS Vita).

25.08.2019 22:22
kęsik
📄
odpowiedz
1 odpowiedź
kęsik
94
Legend

Tales of Vesperia: Definitive Edition, 55h. Zacząłem ostatni akt. Fabuła ma momenty ale ogólnie sztampa. Faza ratowania świata przed wielkim złem oficjalnie rozpoczęta. Dalej nie mogę zrozumieć kto wpadł na pomysł żeby zadania poboczne zrealizować w tak fatalny sposób. Nie mogę tego przeboleć po prostu. Minigierka z pieskiem na snowboardzie trochę drewniana, w Cold Steelu była lepsza :)

Kingdoms of Amalur - Reckoning, 37h. Oficjalnie jestem już za momentem w którym skończyłem grać 7 lat temu, wszystko jest dla mnie nowe. Szkoda tylko, że akurat na 5 nowych dla mnie lokacji tylko 1 mi się spodobała. Reszta miała jakiś dziwny design. Pierwszy raz spotkałem się z zadaniem głównym które polegało na tym żeby oblecieć cały region i w coś tam uderzyć. Dotychczas raczej zadania główne były raczej bardziej skupione w konkretnym miejscu. Doprowadziło to do jeszcze większego rozmycia fabuły, już powoli zapominam po co ja biegam w tym świecie.

Need for Speed - Hot Pursuit 2010, 10h. Przy okazji zapowiedzi nowego NFSa (który zapowiada się świetnie) obudziła się moja potrzeba prędkości. Jednak zamiast włączyć jakąś ulubioną cześć serii ja jednak trochę striggerowany przez naszego kolegę Hydro włączyłem część która cieszy się dużą renomą no ale nie u mnie. Hydro pisał jakieś głupoty że to najładniejszy NFS. No nie bardzo. Każdy NFS który wyszedł później wygląda lepiej. Nie wiem jak można takie głupoty pisać. Model jazdy strasznie słaby. Otwarty świat niby jest w grze ale jest on kompletnie bezużyteczny. Nie no sorry, ja wiem że to może i jest wierne odwzorowanie starych NFSów ale dla fanatyka Most Wanted i Carbona to ten HP 2010 jest taki se. No i już widzę, że nawet po zrobieniu wszystkich eventów na złoto nie da się odblokować wszystkich aut i wbić maksymalnego levelu czyli ohydny grind.

Batman: Arkham Oranges, 16h. Ale mnie ta gra wnerwiła wczoraj. Gram sobie i tu nagle wbrew mojej woli gra wrzuciła mnie na liniowy segment prowadzący bezpośrednio do końca fabuły. Nienawidzę czegoś takiego. Ja jestem z tych co najpierw czyszczą całą mapę, robią wszystko i potem kończą fabułę. Tutaj gra mi na to po prostu nie pozwoliła. Solidna rzemiślincza robota ale nie tak dobre wykonanie jak trylogia Rocksteady.

Jezu, ale ja w starocie gram. To pokazuje jaka jest tragedia z nowymi grami. Pierwsze 3 miesiące tego roku kosmicznie dobre ale potem nadeszła jakaś drama, jeszcze gorsza niż rok temu. Epic nie pomaga bo kilka ciekawych gier wyleciało na następny rok no ale co robić.

post wyedytowany przez kęsik 2019-08-25 22:26:32
26.08.2019 10:39
2
volf7
81
Meh

To pokazuje jaka jest tragedia z nowymi grami. Pierwsze 3 miesiące tego roku kosmicznie dobre ale potem nadeszła jakaś drama, jeszcze gorsza niż rok temu. Epic nie pomaga bo kilka ciekawych gier wyleciało na następny rok no ale co robić.
1. Z powodu uprzedzeń ogranicz się wyłącznie do jednej platformy sprzętowej i następnie na tej jednej platformie sprzętowej odetnij się od sklepu który oferuje ostatnio najciekawsze premiery.
2. Narzekaj że na tym skrawku gamingowego świata który ci został nie wychodzą fajne nowe gry.
3. ????
4. Brak profitu ;)

post wyedytowany przez volf7 2019-08-26 10:40:13
26.08.2019 07:12
1
odpowiedz
JohnDoe666
3
Konsul

U mnie w ten weekend czasu na granie było raczej niewiele i praktycznie 99% tego czasu zabrała gra która wskoczyła do mojego grafiku zupełnie okazjonalnie, mianowicie:
- Call of Duty: Modern Warfare Alfa - tak, ta multiplayerowa alfa wciągnęła mnie bez reszty i sprawiła że pierwszy raz od bardzo dawna czekam na nowego CoDa;
- Alan Wake - w ten weekend niewiele czasu poświęcałem innym tytułom niż CoD ale Alan się załapał na jakieś 2 godzinki. Z każdą godziną gra podoba mi się coraz bardziej. W tym tygodniu mam zamiar dać jej trochę więcej czasu;
- Final Fantasy X - choćbym był bardzo zajęty i miał tonę innych rzeczy do zrobienia to na godzinkę Finala zawsze znajdę czas.

26.08.2019 08:43
solitary_sly
2
odpowiedz
2 odpowiedzi
solitary_sly
19
Chorąży

Wygrałem wszystko co się dało w Pro Evolution Soccer więc z marszu wziąłem się za drugą część. Też gram Argentyną i na razie rozgrywam International League.

Na PS4 odpalam sobie Wasteland 2 i jestem dopiero w Agrocentrum. Czuć rękę Fargo i Avellone'a. Już wiem że spędzę z tą grą setki godzin.

Na emulatorze SNES-a nie mogło oczywiście też zabraknąć nowej Zeldy. A Link to the Past - obecnie jestem w mrocznym świecie i staram się jakoś przetrwać;P

Pozdrawiam gorąco!

26.08.2019 11:33
squaresofter
1
squaresofter
22
W co gracie w weekend?

gameplay.pl

Kiedyś miałem plan, żeby nadrobić zaległe Zeldy. Wychodzi na to, że zrealizujesz go za mnie.

26.08.2019 14:05
solitary_sly
1
solitary_sly
19
Chorąży

Wiesz, teraz masz trochę gier do ogrania, w tym dwie kobyły - Yakuza 0 i FFXI... W to się nie da grać z doskoku, a Zeldy też trochę czasu zajmują. Ja jakbym miał się wziąć za resztę Yakuzy to bym oszalał:D Na razie skończyłem na Kiwami i trochę mnie ciągnie do "dwójki", ale póki co mam w co grać. Zelda jest świetna, nic a nic się te gry nie zestarzały.

28.08.2019 18:08
😍
2
odpowiedz
6 odpowiedzi
Ogame_fan
102
Golden Deer
Image

Teraz Control ale już nie mogę się doczekać piątku żeby odebrać swoją kolekcjonerke Astral Chain :D

Ogólnie całkiem fajny ten Control, na pewno lepszy niż Quantum Break czy Alan Wake. Smutne to że najlepsza swoją grę Remedy zrobiło po uwolnieniu się od MS.
Sony by ich mogło w końcu przygarnąć do swojej rodziny i dac kasę i swobodę.

28.08.2019 18:34
kęsik
😜
kęsik
94
Legend

Sony by ich mogło w końcu przygarnąć do swojej rodziny i dac kasę i swobodę.

Najlepiej jakby Sony przygarnęło do siebie wszystkich istniejących deweloperów nie?

28.08.2019 18:49
squaresofter
squaresofter
22
W co gracie w weekend?

gameplay.pl

@Ogame_fan
Bardzo ciekawa propozycja. Max'a Payne'a do dzisiaj uznaję za jedną z najbardziej przełomowych strzelanin trzecioosobowych ever, z bardo dobrym scenariuszem, kapitalnym klimatem i protagonistą-narratorem, komentującym dla nas wydarzenia na ekranie, ale skoro bawimy się w myślenie życzeniowe i Sony ma kogoś kupić, to niech kupi Atlusa, Platinum Games (lub Capcom) i Sqaure Enix.

post wyedytowany przez squaresofter 2019-08-28 18:51:23
28.08.2019 18:50
JohnDoe666
3
Konsul

Jak dla mnie mogliby przygarnąć wszystkich ;).
A tak bardziej serio to Remedy świetnie do nich pasuje profilem. Tytuły single player często dość liniowe mocno nastawione na fabułę. Czy jest studio które bardziej pasuje do Sony?
Swoją drogą to podobno jakiś czas temu się lekko obwąchiwali i więc kto wie co przyszłość przyniesie.

post wyedytowany przez JohnDoe666 2019-08-28 18:52:11
28.08.2019 20:11
Ogame_fan
102
Golden Deer

Kesik
Tych utalentowanych jak najbardziej. Czemu by nie?

Insomniac tylko na dobre wyjdzie to że są w rodzinie PlayStation, tak smaonjak wyszło Sucker Punch, Guerilli czy Naughty Dog.
Sony inwestuje w świetne projekty i nie wpieprza się w gry które wydaje. Dlatego Remedy jak najbardziej mogło by trafić do Sony WW Studios.

Tak jak Platinum rozwija skrzydła pod banderą Nintendo, i mogą realizować swoje pomysły bez problemu. Oni mogliby spokojnie trafić na Nintendo i robić gry tylko dla nich.

29.08.2019 00:06
kęsik
😜
kęsik
94
Legend

Dlatego Remedy jak najbardziej mogło by trafić do Sony WW Studios.

Może Sony nie chce gier które na zwykłym PS4 spadają z klatkami poniżej 15? :D

30.08.2019 08:06
👍
1
Ogame_fan
102
Golden Deer

Remedy ze wsparciem Sony i jedna platforma docelową już by dało radę z optymalizacja. Skoro Horizon czy Uncharted 4 które wyglądają lepiej, działają idealnie to znaczy że można. Remedy robi dopiero pierwsza docelowo multiplatformowa grę od lat. Stąd i są problemy, a i pewnie terminy i umowa z wydawca gonila, dlatego będą optymalizować po premierze.

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze