Satoru Iwata krytykuje AppStore dostrzega problemy branży i wspomina jej historię (GDC 2011) - K. Gonciarz - 3 marca 2011

Satoru Iwata krytykuje AppStore, dostrzega problemy branży i wspomina jej historię (GDC 2011)

Iwata to jeden z nielicznych japońskich developerów, którzy wygłaszają swoje przemówienia po angielsku, bez pomocy tłumacza.

Przemówienie Satoru Iwaty było najbardziej uroczystym wykładem na Game Developers Conference – największa sala, najwięcej sluchaczy, największe oczekiwania. 25. urodziny GDC stały się okazją dla Satoru do spojrzenia w przeszłość i przyszłość gier wideo. Jego prezentacja przerwana była przez wystąpienie Reggiego Fils-Aime'a, który sprzedawał marketing 3DS-a (trochę nie na miejscu, jeśli mam być szczery) – w tym artykule pominę ten fragment i strzeszczę dla Was idee, z którymi prezes Nintendo pozostawił dziś świat developerów gier wideo.

 

Żyjemy w czasach większego ryzyka, mniejszej stabilności. Nikt nie może czuć się na rynku bezpieczny” - zaczyna. Istotnie, wtajemniczeni wiedzą, że Nintendo posiada gigantyczne rezerwy finansowe, które nie są w żaden sposób inwestowane. Dla ekonomistów to głupota, dlla Iwaty patent na wypadek kataklizmu, którym mogłoby być niepowodzenie nowej platformy. Jedna rzecz pozostała jednak niezmieniona: treść wciąż jest najważniejsza. Bez dobrych gier nie da się w tej branży nic zrobić.

Kiedyś było inaczej

Poziom specjalizacji developerów był kiedyś dużo niższy. W zasadzie umowną kwestią było, czy dana osoba zajmowała się designem, dźwiękiem, programowaniem czy grafiką. „A przecież wciąż był problem sprzątania po obiedzie czy wynoszenia śmieci – to też robiliśmy sami” - mówi Iwata wspominając swoją karierę w HAL Laboratories, niewielkim studio które zwróciło kiedyś uwagę Hiroshiego Yamauchi, ówczesnego prezesa Big N. „Myślałem wtedy, że jestem lepszy w tworzeniu gier od pana Miyamoto” - dodaje, wywołując porozumiewawczą salwę śmiechu.

 

Kult Mario wg Iwaty wynika z ciągłej zmienności tej postaci - zawsze była na czasie, w kolejnej innowacyjnej grze.

 

Dziś w grach do góry poszedł poziom graficzny, poziom kosztów i ilośc dostępnej pamieci. Te zmiany wymusiły zmiany polityki firmy, która przecież jako pierwsza postanowiła obrać za cel znaczące poszerzenie światowej bazy graczy. Dziś działalność Nintendo w tym polu wspierana jest przez potężny dział badań rynkowych, które przeprowadza ankiety na wielkich grupach statystycznych, próbując odpowiedzieć na trudne pytania. Ile osób średnio używa domowej konsoli? Jakie są ich preferencje, zachowania społeczne, kim oni tak naprawdę są?

 

Struktura społeczności graczy w Stanach Zjednoczonych. Na osi X - wiek. Niebieski: ludzie, którzy grają na dedykowanych platformach do gier przynajmniej raz w roku.

 

Fundusz Socjalny

Sieci społecznościowe a gry społecznościowe to wg Iwaty zupełnie różne koncepcje. Przede wszystkim z tego względu, że gry „są” społecznościowe od kilku dobrych dekad. Sam wskazuje przykład Spacewar, jednej z pierwszych gier w historii, która graczom dała możliwość współzawodnictwa. Ludzie grali przez sieć zanim w grach pojawiła się grafika – mówi. Atari 2600 trafiając do sklepów sprzedawane było w zestawie z dwoma kontrolerami. Tetris na Game Boya umożliwiał linkowanie dwóch konsolek przez kabel. Pokemony wzniosły kolekcjonerską współpracę na poziom wyższy niż kiedykolwiek wcześniej. „Nie chcę przypisywać Nintendo wszystkich zasług” - wyjaśnił prezes tej firmy, punktując Call of Duty, Xbox Live, World of Warcraft i inne przedsięwzięcia jako kamienie milowe w rozwoju społecznościowych doświadczeń.

Musiszmieć

„Zachodni rynek wymyślił taki termin jak must-have, gry które aspirują do większości populacji graczy na świecie” - kontynuuje Satoru. Game Boy, WoW, Mario, Tetris, The Sims – to wszystko fenomeny wykreowane de facto przez graczy. To oni nadali wartość rzeczom, które przygotowali developerzy.

 

We wskazywaniu must-have'ów, Iwata nie ogranicza się do dzieł Nintendo.

 

Jaka jest anatomia uniwersalnego hitu? Musi być w stanie przemówić do każdego. Tu Satoru wspomina znaną anegdotę o serii Kirby. Prototyp pierwszej części na GB powstał właśnie w HAL, firmie prowadzonej przez Iwatę. Nintendo postanowiło zostać wydawcą i przydzieliło Shigeru Miyamoto jako doradcę dla młodych developerów. Zarządził on zmianę tytułu. To, co dziś znamy jako Kirby, oryginalnie nazywało się... „Tinkle Poko”. Nienajlepszy tytuł, jak mówi sam Iwata. „Proces tworzenia gry jest tak samo ciężki dla wszystkich. Nam też brakuje ludzi, środków, czasu. Jeśli da się udoskonalić ten proces, my tego nie umiemy.”

Przyszłość

Następnym must-have'em światowego rynku jest według Iwaty 3DS. Jakżeby inaczej. W tym momencie prezesa Nintendo zastępuje na scenie Reggie Fils-Aime (prezes Nintendo of America), którego wystąpienie omówię przy innej okazji. Iwata po powrocie na środek ogłasza, że trwają prace nad nową grą z Mario w roli głównej, właśnie na 3DS-a. „Szczegóły na E3” - dodaje ku zawodowi calej sali.

 

Charyzmatyczny Reggie Fils-Aime opowiada o sieciowych funkcjach 3DS-a.

Problemy rynku gier

Przyszłość branży rysuje się dla Satoru w niejednoznacznych barwach. Widzi on kilka problemów, z którymi społeczność twórców gier będzie musiała się zmierzyć:

  • kryzys rzemiosła; nie ma dziś kultury dopracowywania gry na dziesiątą stronę – bo to się nie opłaca. Każdego cisną terminy, o grze trzeba myśleć bardziej ekonomicznie niż idealistycznie. „To nie krytyka lenistwa developerów, ale wskazanie na okoliczności w których pracują” - wyjaśnia Iwata. „Bez względu na talent zespołu i nakłady finansowe, najmniejsze detale często nam umykają”.

  • praca zespołowa; w czasach, kiedy nie było specjalistów i każdy musiał znać się na wszystkim, w projektach łatwiej było o synergię i pełne zrozumienie się poszczególnych działów. Dziś artystyczne dylematy przesłonięte bywają przez strukturę organizacyjną i konkurencję pomiędzy komórkami, z których każda inaczej widzi priorytety całego projektu. „Skąd weźmiemy następne pokolenie największych twórców gier, skoro nie będą mieli okazji się rozwinąć?” - pyta ze smutkiem prezes Ninny. Na całe szczęście mamy scenę niezależną.

  • segmentacja rynku; kiedyś nie było współcześnie rozumianych gier mobilnych i społecznościowych, dziś to ponad połowa społeczności developerskiej. „Aby wszyscy mogli przeżyć na tym rynku, nie możemy go przesycić – zbyt łatwo jest w dzisiejszym świecie utonąć pomimo produkowania dobrej treści”. Iwata krytykuje niskie ceny, niskie marże studiów developerskich, rozdawanie gier za darmo. „Czy dobre gry wciąż są naszym priorytetem?” - pyta. Choć nie mówi tego wprost, czuć w tym wyraźną krytykę AppStore'a, Android Market i podobnych serwisów. „Cyfrowi wydawcy idą w masę – bardzo nisko zawieszają poprzeczkę jakości, bo chcą mieć jak najwięcej aplikacji i jak najwięcej sprzedanych sztuk. Na tym zarabiają, ale cierpią na tym developerzy i same gry, które są robione bez priorytetu jakości”.

Nadzieją na przyszłość są wskazane przez Satoru wyznaczniki dobrego, uniwersalnego hitu:

  • od razu musi być wiadomo, o co w grze chodzi; przy pierwszym rzucie oka!

  • Gra musi być łatwa do wytłumaczenia w kilku słowach, do opisania znajomym; „Bo rekomendacja przyjaciela jest silniejsza od jakiejkolwiek reklamy”.

 

Iwata to doskonały mówca: jego słowa trafiają prosto w serce.

 

Słowem, z którym Satoru pozostawił wszystkich zebranych, jest INNOWACJA. Jak rozumie ja Nintendo? „Zadajemy sobie pytanie – co niemożliwego możemy zrobić?”. Wyjdź od dobrego pomysłu, który chcesz zrealizować, który wynika z Twojej pasji. Potem zastanów się, jak go sprzedać. „Odwrócenie tego procesu jest niepokojące” - mówi. I kończy pięknymi słowami.

Tyle razy uczyniliśmy niemożliwe możliwym. Dlaczego teraz mielibyśmy przestać?


K. Gonciarz
3 marca 2011 - 07:25

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
03.03.2011 08:33
Likfidator
111
Senator

Przemówienie na pewno było ciekawe. Jednak nie powiedział nic odkrywczego. Zawsze miło jest wspominać stare dobre czasy, ale niestety czas nie stoi w miejscu i zasady są brutalne, albo dopasujesz się, albo szukaj innej pracy.

To z czym się nie zgadzam to krytyka AppStore i temu podobnych. Zasady na jakich ten sklep funkcjonuje zmuszają developrów do produkcji bardzo dopracowanych gier. Duża konkurencja zaś wymusza niższe ceny. Z punktu widzenia klienta AppStore jest rewelacyjny. Za 1$ może kupić wiele naprawdę świetnych i dopracowanych tytułów. Zaś najdroższe tytuły premium są w cenie 9,99$.
Dla małych developerów AppStore jest świetnym miejscem na start. Wiele zespołów, czy nawet samotne osoby mogą wydawać aplikacje i z tego żyć. Koszt wejścia na konsole Nintendo jest o wiele wyższy, a koszty wypromowania tytułu są o wiele wyższe.

Niechęć do AppStore może wynikać z tego, że jest to bezpośredni konkurent DS/3DSa i w przeciwieństwie do PSP jest to bardzo silny konkurent.

03.03.2011 09:12
Crash8462
odpowiedz
Crash8462
52
wersja wakacyjna

Jednej rzeczy w polityce PR Nintendo nie rozumiem. Już kiedyś w GTTV Reggiego Fils-Aime, a teraz Satoru Iwata, krytykował małe produkcje na AppStora, tudzież Androida, zarzucając im niską jakość. Problem polega na tym, że swego nie widzą, a cudze krytykują. Ile to przecież gier na Wii (z licencją od samego N) jakością prezentuje podobny poziom, co wspomniane popierdółki ze smartphonów, tylko kosztują trzy razy więcej. O tym zdają się zapominać.

Ceny są za niskie i to zabija rynek? Takiej bzdury już dawno nie słyszałem. To właśnie wysokie ceny wstrzymują napływ nowych graczy. Wspominał o tym choćby Riccitello, CEO z EA, w kontekście Wii. Dziś konsola nie jest warta swej ceny, a jej obniżka mogłaby spowodować kolejne boom. Od bodajże 2008 roku mamy stagnację na rynku jeśli chodzi i liczbę hardcorowych odbiorców. Fakt, trochę przez brak innowacyjności, ale ceny to jeden z ważniejszych współczynników.
Przemówienie jak najbardziej interesujące, ale podszedłbym do niego z dużą rezerwą. Opowiedziane z jednej perspektywy.
A w tym krytykanctwie dostrzegałbym raczej nieporadność, czy wręcz obawy przed dynamicznie zmieniającym się rynkiem. Nintendo ma problem, a szefostwo się spięło.

03.03.2011 09:38
odpowiedz
Lutz
173
Legend

To chyba generalnie japonski syndrom, ich prekursorska rola w elektronicznej rozrywce drastycznie zmalala, nawet nie tylko rozrywce. Generalnie elektronika z japonii ma coraz mniejszy udzial w globalnym rynku. Nastawienie Iwaty doskonale obrazuje niechec japonczykow do zmiany podejscia.
Sami sie na tym przejada, wczesniej czy pozniej.

03.03.2011 10:16
Scott P.
👎
odpowiedz
Scott P.
96
Generał

Musze się zgodzić ze wszystkim, co powiedzieli moi przedmówcy i to Oni bardziej nadają się na wykładowców niż Pan Satoru Iwata. Z całym szacunkiem Panie Satoru Iwata proszę zejść ze sceny i nie robić wstydu.

03.03.2011 10:30
odpowiedz
zanonimizowany575374
62
Generał

Likfidator - Zasady na jakich ten sklep funkcjonuje zmuszają developrów do produkcji bardzo dopracowanych gier.
Niestety się nie zgodzę. Kolega ma iPhone i strasznie lubię u niego popykać w AngryBirds. Ma też tego jRPGa od Square. Ma kilka innych tytułów i się zgodzę tutaj z Panem Iwatą. Na AppStore jest tyle gier, programów, a na palcach jednej ręki mogłem wyliczyć to co było fajne na iPhonie mojego kolegi. AngryBirds i ten jRPG. Całą reszta to za przeproszeniem kupa. Nawet gry z DSa które były czysto casualowe robiły lepsze wrażenie.

Crash8462 - Problem polega na tym, że swego nie widzą, a cudze krytykują. Ile to przecież gier na Wii (z licencją od samego N) jakością prezentuje podobny poziom, co wspomniane popierdółki ze smartphonów, tylko kosztują trzy razy więcej.
Tu też się nie zgodzę. Ja się bym zapytał, ile to gier z licencja Nintendo było po prostu rewelacyjnych? Ile gier od Nintendo było rewelacyjnych? Na każdą platformę wychodzi crap :)
Że tak sie zapytam jak każdego. Miałeś Wii, że twierdzisz, że gry z smartfonów mają podobny lub lepszy poziom niż gry z Wii?

Lutz - To chyba generalnie japonski syndrom, ich prekursorska rola w elektronicznej rozrywce drastycznie zmalala, nawet nie tylko rozrywce.
Hmmm, czy ja wiem? Co generację, coś nowego wprowadzali :) Kiedy wyszedł DS i Wii, to już w ogóle zmienili wiele w grach. No i jak będzie kolejna generacja to też mogą znów coś wymyślić. Od lat konkurencja od nich kopiuje.

Hmmm, teraz wyszedłem na bota Nintendo :D

03.03.2011 10:57
Crash8462
odpowiedz
Crash8462
52
wersja wakacyjna

Endex ---> ja nie twierdzę, że gry Nintendo są złe, wręcz przeciwnie. Tytuły od N niemal w większości są rewelacyjne. Mówię o grach na Wii (co oznacza, że mają licencję i aprobatę N).

Na każdą platformę wychodzi crap :)
Ale nie każdy krzyczy jak N. Stwierdzam tylko hipokryzję i brak obiektywizmu.

03.03.2011 12:56
dekota
odpowiedz
dekota
113
Generał

Świetny artykuł!

03.03.2011 17:33
odpowiedz
krzychu2k7
39
Konsul

"przedawał marketing" - masło maślane, może "uprawiał"?

A co do tekstu - gość jest dla mnie tak wiarygodny, jak ten gość co Nintendo 3ds reklamował.

03.03.2011 20:14
odpowiedz
Morison6
18
Chorąży

Po co robić fajną, przyzwoicie wykonaną i wyglądającą grę kosztującą 10$ jak można zrobić 10 nędznych popierdółek po 1 $ i sprzedać ich 100 razy więcej.
O takiej jakości mówi ten japoński gość.
Masowa konsumpcja niszczy rynek, drogie perełki nikną w zalewie szajsowatej taniej papki dla nie wymagających. Najbardziej jednak w takiej sytuacji cierpią średniaki, zwykła przeciętność niesie niestety i wysoki koszt produkcji/ceny i mizerną popularność zwaną tutaj "must have" i tu znajduje się cały japoński rynek z Nintendo na czele.

03.03.2011 20:27
dzony600
odpowiedz
dzony600
41
ru ru ru rurkowców

Endex - na AppStore jest wiele świetnych gier, ale trudno o nich wiedzieć, skoro na iPhonie gra się na telefonie kolegi raz na rok. Zresztą nie ma co narzekać, bo nawet jeśli duża część to popierdółki nie kosztują dużo. Są sprawiedliwie wycenione, nie tak jak na PSP czy DS, że nie ważne czy gra jest wielka czy to jakiś crap, zawsze kosztuje tyle samo.

04.03.2011 00:23
odpowiedz
zanonimizowany575374
62
Generał

dzony600 - na AppStore jest wiele świetnych gier, ale trudno o nich wiedzieć, skoro na iPhonie gra się na telefonie kolegi raz na rok.
Nie da się pisać spokojniej? Prowokuj se kumpli nie mnie.
Raz na ruski rok se nie pogrywam, często zasiadam do AngryBirds nie na ruski rok. Kolega ma strasznie wiele gier na iPhonie. Powiem Ci, że ta gra od Epic to też crap jak dla mnie. Dobra grafika, ale co poza tym? Syf i tyle. Gry gameloftu też mnie nigdy nie rajcowały. Kopie gier, w dodatku znaaaacznie gorsze od tego co kopiują.
Ceny tu są plusem, ale nie dzięki. Wole już zapłacić za nową Zeldę czy Mariana i się cieszyć grą niż wkurzać, że gram w szit.
PS. Nie zapominajmy o jednym. To moje zdanie :) Nie każdy musi się zgadzać. Ja jedynie mogę brać pod uwagę zdanie innych np. Crasha.

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze