Pink Floyd - The Division Bell - 20th Anniversary Box Set - Unboxing(23). - Bartek Pacuła - 7 lipca 2014

Pink Floyd - The Division Bell - 20th Anniversary Box Set - Unboxing(23).

Floydzi wydają nową płytę. Tak – to nie jest żart. Panowie (nie wiem czy patrząc na wyciągi bankowe, czy po prostu z sentymentem na przeszłość) postanowili opublikować  niewydawany materiał, zatytułować go The Endless River i pokazać światu za parę miesięcy. Zbiegło się to z czerwcową rocznicową premierę ostatniego (jak się okazuje – do czasu) studyjnego krążka, czyli The Division Bell. Został on wydany w formie winylowego remasteru oraz w kolekcjonerskim boksie, który prócz rzeczonego winyla zawiera również kilka innych bardzo ciekawych rzeczy. Więc jak wypada to pudło i czy Floydzi poprawili się od czasu wydania mocno średnich edycji Immersion Box Set?

Okładka kolekcjonerskiego wydania.

Moim pierwszym unboxingiem na Gameplay’u było właśnie odpakowywanie edycji kolekcjonerskiej The Wall. Chociaż samo wydanie miało swoje jasne strony (jak mnogość dodatkowych płyt z różnymi niezwykle interesującymi bonusami), to nie zachwycało jakoś szczególnie. Obfitowało w masę różnych pierdół i rzeczy, które były tylko zapychaczami i niczym więcej (np. podkładki pod piwa czy kulki, które stały się od tej pory dla mnie synonimami bezsensownych gadżetów muzycznych). Jednak od wydania Immersion Box Set minęło już parę lat, a The Division Bell 20th Anniversary Deluxe Box miało zostać wydane jako samodzielna rzecz (przypominam, że w podobnym momencie wyszły aż trzy pudła Immersion Box…). Czy to oraz niezbyt pochlebna reakcja fanów sprawiły, że rocznicowa kolekcjonerka The Division Bell została wydana lepiej. Otóż – tak. I to zdecydowanie.

Gdy bierzemy do rąk pudło zawierające wszystkie elementy zestawu nie sposób się nie „napalić”. Jest ciężkie, dobrze wykonane, z cudowną wersją wspaniałej i ikonicznej okładki. Całość obiecuje naprawdę wiele i sprawia bardzo fajne wrażenie.

Przykładowe strony z książki.
I kolejne.

Gdy wysuniemy górną część pudełka naszym oczom ukazuje się spora książeczka. W środku znajdują się teksty piosenek oraz bardzo dobre fotografie/grafiki, które ogląda się z niekłamaną przyjemnością. Sama książeczka nie jest wydana źle – ładny, dobrej jakości papier, przyjemny druk, super okładka  – lecz niestety została ona „wyposażona” w miękką okładkę. Niby detal, ale psuje ogólne wrażenie, szczególnie, że twarda oprawa nie mogłaby być wiele droższa, natomiast sam box trochę kosztuje.

Na szczęście po tym drobnym zgrzycie jest już tylko lepiej. Ostatnio w każdej kolekcjonerce (np. Led Zeppelin) musi się znaleźć miejsce dla artu, który można powiesić na ścianie. Floydzi również postanowili włączyć grafikę w skład tej edycji, ale poszli na całość, bo sprezentowali nam aż… pięć. I to wyjątkowych, bo każda z nich jest autorstwa legendarnego studia Hipgnosis, a część z nich nigdy wcześniej nie była publikowana. Wszystkie zostały wydrukowane na znakomitym papierze o wymiarach 26 cm x 26 cm i prezentują się fenomenalnie. Każdą z nich mógłbym z czystą przyjemnością powiesić u siebie na ścianie i każda wyglądałaby na niej znakomicie.

Tajemnicza koperta, a w niej...
...przyjemne dla oka pocztówki.

Następnym elementem, który znajduje się w tej edycji to mała czarna koperta zawierająca pięć pocztówek (?) z różnymi grafikami. Chociaż robią one zdecydowanie mniejsze wrażenie niż duże arty, to i tak są naprawdę przyjemne dla oka.

Winyl nr 1.
Winyl nr 2.

Pudła Immersion Box postawiły na srebrny krążek jako nośnik danych, rocznicowa edycja The Divison Bell promuje za to winyl. Po tych „pocztówkach” bowiem rozpoczyna się prawdziwa uczta dla fanów czarnego (no – nie do końca) krążka. Dostaliśmy bowiem dwa 7-calowe single (z High Hopes oraz Take it Back jako strony A), z których jeden jest fioletowo-różowawy, a drugi przeźroczysty. Na żywo prezentują się one po prostu znakomicie.

Winyl nr 3.
Widoczne wzorki. Na żywo, wierzcie na słowo, wyglądają one ślicznie.
Trzy single razem - porównanie wielkości.

Jeszcze lepiej wygląda kolejny winyl – tym razem singiel 12-calowy (również z High Hopes). Jest on, jak widać na zdjęciu niebieski. Nie na tym polega jednak jego wyjątkowość. Otóż muzyka została na nim zapisana tylko na jednej stronie, druga zaś została wykorzystana jako miejsce na pięknie wyglądające wzorki. Czegoś takiego dawno nie widziałem – tym bardziej cieszy fakt, że Floydzi na coś takiego wpadli i wykorzystali.

Plakat.
Kody do pobrania albumu w formie pliku.

Kolejne elementy pudełka, chociaż już nie tak spektakularne, również są bardzo udane. Mówię tu o plakacie (chociaż zwykle na plakaty narzekam, to ten jest naprawdę przyjemny i nie zabiera wiele miejsca w pudle, więc na pewno nic ciekawszego nie padło jego ofiarą) oraz o kodzie uprawniającym do pobrania albumu w jakości mp3 oraz HD (96/24). W moim pudle były dwa takie kody, wydawca zaś na swojej stronie pisze tylko o jednym. Pomyłka? Na pewno – tylko czyja?

Danie główne, czyli najnowszy remaster The Division Bell.

Prawie na samym końcu znajduje się rzecz najważniejsza – czyli winylowy remaster The Division Bell A.D. 2014. Został on wykonany naprawdę porządnie – piękny karton gatefold z świetnymi „twarzowymi” okładkami z każdej strony. Jakości samego remasteru nie miałem niestety póki co jak ocenić, ale i na to przyjdzie pora.

Płyty CD oraz BRD z zagłębieniu.

Na samym dnie pudła (dosłownie, bo jest tam zagłębienie, w które dopasowane są ostatnie dwa elementy) znajdują się płyty – CD oraz BRD. Na srebrnym krążku znaleźć można „normalny” album The Dvision Bell (niestety w remasterze z 2011 roku, który wszyscy już doskonale znamy), a na niebieskim filmik do utworu Marooned oraz sam album w dwóch wersjach: 5.1 oraz HD (obie wersje charakteryzują się przyzwoitą, ale niestety wcale nie topową gęstością 96/24).

Dodatki, których nie ma w „normalnej” edycji:

Dodatkowa płyta DVD dodawana do zamówienia z WB...
...oraz enigmatyczne pudełeczko...
...które zawiera, niestety, podkładki pod piwo. Ktoś sobie u Floydach lubi chyba coś wypić ;)

To pudło, które dotarło do mnie zostało zamówione z Wielkiej Brytanii z oryginalnego sklepu Floydów. Z tego tytułu (tak mi się wydaje) prócz pudełka zostały również dodane trzy bonusy: koszulka z okładką rocznicowego wydania The Division Bell, płyta DVD oraz… TAK! – podkładkami pod piwo. Floydzi są ewidentnie skrzywieni w tym kierunku, na szczęście nikt nie katował nas tymi podkładkami w podstawowej edycji kolekcjonerskiej.

Wizualizacja całości.

Immersion Box Set był zawodem na prawie całej linii. Kolekcjonerka The Division Bell na szczęście zaciera to nieprzyjemne uczucie serwując nam przemyślane i znakomicie wykonane rzeczy. Chociaż nominalnie kosztuje ona ponad 600 zł, to w Saturnie (chociaż są ludzie, którzy z jakiś powodów hejtują Saturn oraz mnie, jako fana tego sklepu) można ją nabyć za ok. 500 zł, co jest naprawdę dobrą ceną.  Dla fanów Floydów oraz tego albumu jest to pozycja obowiązkowa. Świetne winyle (aż pięć!), genialne grafiki i parę innych super dodatków. Także spójrzcie jeszcze raz na ten tekst, a potem lećcie do sklepu po to pudło. Bo naprawdę warto.

Mój fanpage Music to the People

Poprzednie teksty o Floydach:

Historia Pink Floyd

Unboxing The Wall Immersion Box Set

Recenzja biografii Floydów

Relacja z koncertu Watersa z Warszawy (21.08.2013)

Poprzednie Unboxingi:

Judas Priest – The Complete Albums Collection

Led Zeppelin – Led Zeppelin I Super Deluxe Box Set

Bartek Pacuła
7 lipca 2014 - 10:21
Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
07.07.2014 14:15
HubertT
HubertT
45
Łowca Androidów

Dzięki! Chyba kupię pierwszą od lat edycję kolekcjonerską.

07.07.2014 22:13
odpowiedz
darth16
24
Pretorianin

Myślę, że się nie zawiedziesz. Szczególnie jeśli masz gramofon ;) Bo wtedy odpływ gwarantowany.

08.07.2014 00:09
odpowiedz
zanonimizowany5018
15
Legend

Ten album to legenda. Coraz więcej osób to rozumie, choć dotąd zdarza mi się być ofiarą linczu, gdy twierdzę, że "The Division Bell" to mój ulubiony album Pink Floyd. To krążek moich czasów. Przemawiają przeze mnie z pewnością sentymenty, ale nawet oprócz nich uważam, że to kawał wspaniałej i ponadczasowej muzyki. Dziwię się, gdy ludzie nie dopuszczają "The Division Bell" to grona największych nagrań tego zespołu.

08.07.2014 08:55
odpowiedz
Madniel
33
Centurion

Division Bell to najlepszy album Pink Floyd obok DSOTM I WYWH

08.07.2014 09:13
odpowiedz
darth16
24
Pretorianin

Ja mam niestety tak samo - THB uwielbiam (i nie tylko za "High Hopes", ale za wiele innych rzeczy również), a ludzie patrzą się na mnie jakbym był upośledzony. A może nawet jestem, bo uwielbiam również "Animals" ("DOGS"!!!) ;) Tak czy siak - nie dawajmy się stłamsić :)

09.07.2014 21:47
👍
odpowiedz
zanonimizowany5018
15
Legend

Wow! Nie przypuszczałem, że tyle osób podziela moje zdanie, co do The Division Bell. To piękna sprawa. Fajnie, że jesteście :)

10.07.2014 19:28
odpowiedz
darth16
24
Pretorianin

Wbrew pozorom nie ma nas tak mało ;) Tylko inni krzyczą głośniej. Szczególnie ci, którzy odsłuchali TYLKO TDSOTM albo The Wall.

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze