Najlepszy film romantyczny tych walentynek – recenzja Deadpoola - Czarny Wilk - 12 lutego 2016

Najlepszy film romantyczny tych walentynek – recenzja Deadpoola

Pomimo naprawdę świetnej kampanii reklamowej i sympatii do komiksowego oryginału, do samego końca byłem mocno sceptycznie nastawiony do filmu poświęconego Deadpoolowi. Powody tego były aż dwa – po pierwsze, z uporem godnym lepszej sprawy będę powtarzał, że jest to bardzo trudna do dobrego odwzorowania postać i w komiksach „pyskaty najemnik” znacznie częściej żenuje niż śmieszy. Po drugie, za całą operację odpowiada studio Fox, któremu filmy na bazie komiksów czasem wychodzą (X-Men: Pierwsza Klasa, X-Men 2), czasem nie (X-Men: Ostatni Bastion), a czasem są one wybitnie złe – i pod ten ostatni przypadek łapie się też poprzednia próba przeniesienia Deadpoola na duży ekran w filmie X-Men Geneza: Wolverine. Próba, o której wszyscy chcielibyśmy zapomnieć. Na szczęście, mogę z radością donieść, że tym razem Ryan Reynolds dopiął swego i w końcu zaliczył występ w ekranizacji komiksu, której nie musi się wstydzić. Deadpool jest brutalny, wulgarny i zabawny – czyli taki, jakim chcemy go widzieć.

Brutalny, wulgarny i zabawny? A co z "przystojny"?

Pierwsza rzecz, jaka najpewniej zaskoczy osoby kojarzące Wade’a tylko z memów internetowych, to fakt, że wzorem tych lepszych komiksów o nim, potrafi być on poważny. To facet, który uważa się za niezniszczalnego, ma mocno pokręcone poczucie humoru i do tego łamie czwartą ścianę (a nawet i szesnastą) na porządku dziennym, ale nie jest przy tym płaskim generatorem żartów – jak najbardziej potrafi po ludzku się wkurzyć albo może mu na kimś bardzo zależeć. Wspominam o tym już na początku, gdyż tego najbardziej obawiałem się po filmie – że dostaniemy najczęściej spotykaną, najszerzej znaną, a przy tym najmniej interesującą wersję Deadpoola, która po pierwszych trzech minutach spotkania przestaje śmieszyć a zaczyna żenować. Zamiast tego mamy porąbanego antybohatera, który pod maską rzucanych z częstotliwością karabinu maszynowego żarcików skrywa okazyjnie wyzierającą na światło dzienne osobistą tragedię. I takie wcielenie tej postaci bardzo mi się podoba.

Porąbanego? Sam jesteś porąbany!

Fabuła filmu jest wyjątkowo prosta i nawet to, że zastosowano tu dwie przeplatające się linie czasowe nie maskuje tego faktu. Połowa obrazu dziejąca się w teraźniejszości to Deadpool w klasycznym czerwonym kubraczku (chyba jeszcze żaden kostium wyciągnięty bezpośrednio z komiksów bez żadnych poważniejszych przeróbek nie prezentował się tak dobrze na ekranach kin) uganiający się za przestępcami, druga połowa to retrospekcje pokazujące, jak dokładnie Wade Wilson stał się tym, kim się stał i dlaczego w ogóle ściga wspomnianych przestępców. Opowieść jest prosta i przewidywalna, ale też nie wirtuozerii scenariuszowej się od tego filmu oczekuje. Historyjka pokazuje nam skąd wziął się Deadpool i daje mu bardzo duże pole do popisu w kwestii zabijania i żartowania, zatem w pełni spełnia swoje zadanie.

Nie słuchajcie go, scenariusz mojego filmu jest cudowny!

Twórcy zrobili całkiem niezły użytek z podwyższonej kategorii wiekowej. Tu i ówdzie dojrzeć można nagi fragment kobiecego ciała (ale nie ma tego jakoś zatrważająco dużo, więc jeśli ktoś tylko po to chce się wcisnąć na seans mimo niespełniania kryterium wiekowego, to się rozczaruje), ale to że nie jest to film dla młodszej gawiedzi widać przede wszystkich w dość brutalnych sposobach eksterminowania wrogów przez pyskatego najemnika i w dowcipach, które bywają bardzo wulgarne. Jeśli chodzi o te pierwsze, to w filmie znajdziemy wiele całkiem przyjemnie zrealizowanych scen akcji, ale wyraźnie mniejszy budżet niż w typowym blockbusterze można odczuć w braku naprawdę imponujących i walących ze wszystkich stron efektami sytuacji. Kilka większych wybuchów i komputerowy Colossus to max, jaki wyciśnięto ze skromnych funduszy.

Ej, dlaczego dałeś tu zdjęcie tego harcerzyka zamiast moi?

Dowcipów natomiast w filmie znajdziemy zatrzęsienie – momenty, gdy klimat robi się poważny są krótkie i zazwyczaj napięcie zostaje rozładowane przez jakąś puentę w wykonaniu głównego bohatera. Inna rzecz, że nie wszystkie żarty są faktycznie zabawne – twórcy raczej podeszli do tematu z założeniem, że jeśli rzuci się dwadzieścia żartów w ciągu jednej minuty, to przynajmniej jeden rozbawi widownię i będzie dobrze. Na pewno na plus wyróżniają się meta-nawiązania – Deadpool komentujący, że budżetu filmu starczyło tylko na pojawienie się dwóch członków X-Men czy nabijający z tego że profesora Xaviera gra dwóch aktorów naraz to jasne punkty filmu. Sporo znajdzie się też żartów mocno przaśnych, ale bez nich Deadpool nie byłby Deadpoolem, więc nie wypada tego krytykować. 

Jeśli chodzi o wyświetlane w kinach napisy, to poza paroma literówkami i od czasu do czas skopanego przy tłumaczeniu dowcipu (co przy liczbie wszystkich gagów nie stanowi jakiegokolwiek problemu) nie mam większych zarzutów. Mam za to jedną wielką pochwałę – w końcu pojawił się tłumacz, który ogarnia, że X-Men to już jest liczba mnoga od słowa X-Man i konstrukcje w stylu „X-Menów” czy równie popularnych u konkurencji „Avengersów” nie mają racji bytu. Nie zliczę, jak wiele razy mnie to mierzwiło podczas seansów komiksowych.

Ryan Reynolds okazał się naprawdę udanym Deadpoolem i w zasadzie zdominował swój własny film, ale kilka postaci z drugiego planu również wypadło udanie. Na plus wyróżnia się Ed Skrein robiący za głównego antagonistę, niejakiego Ajaxa. Z dość przeciętnie nakreślonego złoczyńcy wycisnął całkiem sporo, wystarczająco by wypaść lepiej od tych wszystkich Ronanów, Red Skulli, Malekithów i innych całkowicie zmarnowanych „głównych złych” z filmów Marvela. Sympatycznie wyszedł też Colossus, w którego wcielił się Stefan Kapičić. Zawsze było mi szkoda, że postaci tej tak mało było w filmowych X-Men, więc miło, że dostał swoje pięć minut tutaj – nawet jeśli robił głównie za poczciwego Rosjanina o niewielkim rozumku,  z którego można sobie pożartować.

Oj już tak mi nie słodź bo się zawstydzę

Bez większego szału wypadła natomiast Morena Baccarin robiąca za obiekt westchnień Wade’a i nie wykraczająca zanadto poza ten schemat mimo podstaw na pokazanie się z nieco lepszej strony (niby poczucie humoru jak u Wade’a, a jakoś rozśmieszyć nie daje rady) oraz Brianna Hildebrand, tak bardzo typowa młoda gniewna, że aż jej typowość staje się obiektem regularnych żartów. Najwięksi maniacy ucieszą się na widok kilku cameo – Roba Liefelda, Weasela czy agenta Boba. No i Stan Lee zalicza tym razem jeden ze swoich najlepszych występów gościnnych.

Moje kochanie xoxo <3


Deadpool nie jest filmem, akcje z którego roztrząsa się jeszcze na długo po wyjściu z kina i który zapamiętuje się na długie lata. Nic z tych rzeczy. To bardzo solidnie zrealizowane kino rozrywkowe, które łączy w sobie skondensowaną dawkę brutalnej akcji z jeszcze bardziej skondensowaną dawką średnich lotów humoru i regularnym puszczaniem oka do widzów. Arcydzieła nie stworzono, ale i tak wyszło znacznie lepiej niż się spodziewałem – i dość dobrze, by nie żałować czasu ani pieniędzy przeznaczonych na seans. Idealna pozycja na wieczór walentynkowy z drugą połówką, która podziela z Wami zamiłowanie do facetów w obcisłych, kolorowych kombinezonach spędzających większość życia na ganianiu innych facetów w obcisłych, kolorowych kombinezonach. Na pewno lepsza niż Jeszcze Jedna Polska Komedia Romantyczna Z Tymi Samymi Aktorami.

PS. Jest scena po napisach, warto wysiedzieć do końca!

Czarny Wilk
12 lutego 2016 - 21:40

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
13.02.2016 15:01
VenomP23
👍
2
VenomP23
37
Pretorianin

Dobra recka, zaskakująco stonowana. Osobiście uważam, że Deadpoolowi należą się jednocześnie większe zachwyty i ostrzejsza krytyka. Oto super-but-not-a-hero jakiego bowiem wyczekiwałem od dawna! Dwugodzinna masturbacja siarczystymi żartami, bijatykami, seksem i popkulturową sieczką. Nieskrępowana zabawa, chimifuckinchangas!

Tak z głowy i na gorąco po seansie - UWAGA NA SPOILERY:

Zachwyty:
+ Odwaga na stworzenie takiej historii -0 myślę, że ostatecznie timing powstania Deadpoola jest idealny (szczyt boomu komiksowych ekranizacji), ale i tak kudos, że studio pociągnęło za spust.

+ Ryan Reynolds i kapitalny strój - to już jest życiowa rola Reynoldsa, spokojnie naznaczy jego karierę. Świetna gra głosem, dystans, autoironia względem siebie. Kreacja Deadpoola to bez żadnych wątpliwości największy atut filmu.

+ napisy początkowe - pierwsze minuty filmu, czyli tzw. haczyk, który ma widza przekonać do reszty - strzał w dziesiątkę - jest humor, ironia, akcja i tempo.

+ "ludzka" strona historii - wątek romantyczny (pomimo mdłej Moreny, osobiście nie jestem jej fanem) to faktycznie jedna z lepszych miłosnych historii na walentynki. Dwójka spaczonych, ale pozytywnie zakręconych ludzi, która dopełnia się jak ta wspomniana koślawa układanka.

+ Ajax - karykatura, a jakże, ale Ed Skrein posiada tonę ekranowej charyzmy.

+ robili co mogli przy stosunkowo niskim budżecie, co wyraźnie czuć (brak końcowej strzelaniny wynikł z braku pieniędzy. Scenarzyści mówili, że to właśnie dlatego Deadpool "zapomniał" swoich broni z taksówki). Bardzo na plus jeśli chodzi o akcję: świetny, intensywny podkład dźwiękowy Junkie XL (Mad Max Fury Road, pora zapamiętać ten pseudonim, wróci jeszcze w Batman v Superman razem z Hansem Zimmerem), brutalność (of course) i choreografia (jeśli dobrze kojarzę to człowiek od serialowego "Daredevila" pracował nad walkami) choć często ucieka się do mocno dynamicznego montażu. Czuć jednak że eksplozje i ogólny wygląd to niższy stopień zaawansowania. Następnym razem już kasa posypie się odważniej.

+ humor i meta-nawiązania - tak jak wspomniano w recenzji, żartowanie z liczby członków X-Men i McAvoy/Stewart to perełki, a na plus także rozliczenie się z Deadpoolem z Originu i zaszytymi ustami (kilkukrotnie wracający gag)

+ masa popkulturowych nawiązań, tak do Batmana jak i Avengers i Spider-mana, ale też Liam Neeson i seria Taken. Cała paleta różnych humorów.

Zarzuty:
- brak fabuły, tzn mamy tu tylko wątek miłosny, origin i historię zemsty (duży plus jednak za nielinearną konstrukcję na początku, inaczej film byłby przez 1/3 względnie "normalny" a potem odlot. A tak utrzymali wysokie tempo i logikę historii.). Żebyśmy się dobrze zrozumieli, nie robię z "braku fabuły" specjalnego zarzutu, bo tak jak pisze Czarny Wilk ona spełnia swoje zadanie katalizatora żartów, ale w filmie brakuje też kontekstów - skąd postacie czerpią informacje, jak faktycznie działa ten program, dlaczego końcówka filmu dzieje się na statku/transportowcu, itd. itp. Jest bardzo prosto, wręcz niedorzecznie prosto, ale na "lepszą" historię przyjdzie czas w sequelach.

- niewykorzystany potencjał TJ Millera - jego Weasel to faktycznie w zasadzie jest cameo, a powinien/mógł mieć większą rolę -aktor wprawdzie sam mówił, że celowo jest stonowany i stanowi kontrast dla Wilsona, ale myślę, że część z jego improwizacji i wygłupów jeszcze zobaczymy w wersji Directors Cut.

- film nie demontuje "origin story", a jest wręcz bardzo wierny ramom tego podgatunku (łącznie z klasyczną sceną szycia kostiumu). Myślę, że twórcy spokojnie mogli jeszcze silniej docisnąć gaz do dechy i odważniej wykorzystywać łamanie czwartej ściany i naśmiewanie się z współczesnego Hollywood. A tak rzeczywiście jest to nieszablonowa, przewrotna "super-hero-story" ale głównie z racji na postać Deadpoola i kategorię R. Jeśli chodzi o dekonstrukcję fabularną superbohaterskiego mitu to wciąż wyróżnić można raczej "Watchmen" i ... "Iniemamocnych" Pixara. Z drugiej strony to też jednak atut, bo "Deadpool" nie przekracza granic autoparodii, tzn cały czas jest zwarty i paradoksalnie realistyczny. Pod tym kątem łatwiej będzie go w końcu dopasować do X-Men - a teraz to już pewnik, kwestia czasu.

Kilka "ale/uwag" do tekstu:
- erotyka: faktycznie nie jest jej dużo, wykorzystali ją z umiarem i to na plus. Ale jest też scena w strip-clubie (faktycznym strip-clubie w Vanocuver, nie na planie, Stan Lee kozak) w której są i piersi na prawo i lewo, i waginę też można dostrzec. Zresztą penisa pokazywał i Reynolds, nie trzeba było specjalnie się dopatrywać. Sceny seksu także na plus, bo odważne, dosadne, ale nie wyuzdane.

- twórcy faktycznie podeszli z założeniem ilości i różnorodności żartów, scenarzyści Rhett Reese Paul Wernick mówili w wywiadach, że sięgnęli po paletę jak najróżniejszych humorów i cieszyli się jeśli 7/10 zaprezentowanych żarów rozbawi widza (dla każdego może to być inna siódemka). Nie wiem czy taki odsetek osiągnęli, ale ja na pewno ubawiłem się z więcej niż połowy żartów. Na głos śmiałem się co prawda kilka razy tylko, ale słowo daję, że przez 90% filmu siedziałem z uśmiechem na twarzy. Pod koniec autentycznie bolały mnie mięśnie twarzy. A co do różnorodności humoru to chyba jednak na plus, bo bywało czerstwo, ale każdy mógł wyciągnąć coś dla siebie. Przykładowo: pojawił się gag z meblami, dla mnie i większości raczej niezrozumiały, ale była u mnie na sali grupka osób, która miała z tego potężny ubaw. I w szerszej perspektywie to jest cool.

- napisy z ograniczonymi przekleństwami - często pojawia się kwestia tłumaczenia - ja nie mam w zasadzie żadnych uwag co do jakości tłumaczenia bo rzadko się napisami posiłkowałem. A to dlatego, że zraziły mnie na początku kiedy unikano lub łagodzono przekleństwa. Nie lubię takiego zabiegu, jak pada "fuck" to ma być "k**a", "fucking" --> "pie****ony", a nie "pieprzony". To taka rzecz, która mnie osobiście irytuje. Wiem, że później już przekleństwa się sypały i jak już zerkałem na napisy to było wszystko okej.

- "Na pewno lepsza niż Jeszcze Jedna Polska Komedia Romantyczna Z Tymi Samymi Aktorami." Jeszcze niedawno zgodziłbym się w ciemno, ale niedawno "Listy do M 2", a teraz "Planeta Singli" zbierają naprawdę dobre, zaskakująco pozytywne recenzje. I to zewsząd, od osób po których bym się tego nie spodziewał. Więc to brzydkie uogólnienie na koniec recenzji bym wyrzucił, nie ma co demonizować :)

spoiler start

- PS - to nawet dwie sceny po napisach, całkiem zabawne, szczególnie, że Deadpool 2 już dostał zielone światło. A do roli Cable Tim Miller chce ponoć Jona Hamma. Jestem zaintrygowany.

spoiler stop

20th Century Fox znalazł swojego następcę Wolverine'a i teraz już kasy nie braknie. Jeszcze za Gambita trzymam kciuki i będzie gitara.

I na koniec - wersja Directors Cut. Byłem początkowo zły, że od razu pojawiły się doniesienia, że powstanie, ale teraz jestem jej ogromnie ciekaw. To może być zaledwie 7 minut więcej (Tim Miller mówił, że mniej więcej o tyle różnił się pierwsza wersja od "final cut") ale mają też ponoć sekwencję w Meksyku. Mam nadzieję, że wykorzystają maksimum materiału i to nie tylko wulgarność podkręcą, ale i postacie i fabułę rozbudują.

post wyedytowany przez VenomP23 2016-02-13 15:07:54
13.02.2016 22:01
sekret_mnicha
👍
odpowiedz
1 odpowiedź
sekret_mnicha
201
fsm

GRYOnline.plTeam

Seans zaliczony. Odczucia mam bardzo podobne, więc swojej recenzji pisał na GP nie będę, żeby nie powielać pozytywnych opinii. Za jakiś czas natomiast spróbuję ukręcić coś w stylu "wszystkie nawiązania i easter-eggi".

Filmowy Deadpool wyszedł ekstra. Wszystko było na swoim miejscu. Niespecjalnie mam się do czego przyczepić, bo tak naprawdę wszystko zrobiono tu jak należy. Komiksy z DP przeczytałem tylko 2 (ale oba mi się strasznie podobały) i całość oceniam jako nieszczególny znawca. Umiem jednak docenić nawałnicę popkulturowych żartów, przemoc, zabawne dialogi, odpowiednio dawkowane przekleństwa i ogólny klimat. No i sprytny plan, by niezwykle prostą historię poszatkować chronologicznie dla polepszenia odbioru filmu, udał się wyśmienicie. Takiego Deadpoola nam trzeba. Oklaski i podziękowania dla Ryana.

16.02.2016 12:07
Czarny  Wilk
Czarny Wilk
80
Bo jestem czarny

GRYOnline.plTeam

Mój ulubiony easter egg to wepchnięcie do filmu Helicarriera w taki sposób że łatwo można nie ogarnąć że to Helicarrier mimo że odgrywa jako lokacja olbrzymią rolę :D

14.02.2016 06:42
odpowiedz
1 odpowiedź
Kharman
168

Mierzwiło cię mówisz...

16.02.2016 11:55
Czarny  Wilk
Czarny Wilk
80
Bo jestem czarny

GRYOnline.plTeam

We włosach

14.02.2016 13:09
odpowiedz
Bazylisheq
103
Konsul

Filmy coraz głupsze, widownia coraz większa...

14.02.2016 13:45
👍
odpowiedz
Malaga
82
ma laga
9.5

świetnie się bawiłem na seansie.

Pomimo pełnej sali kinowej dało sie odczuć że dużo osób w wieku mocno licealnym nie łapie żartów Deadpoola, bo większość zabawnych kwestii Wade'a spotykało się z zerową reakcją publiczności, oh well...ich strata :)

ps. czołówka to mistrzostwo świata :)

post wyedytowany przez Malaga 2016-02-14 13:45:59
16.02.2016 12:06
Czarny  Wilk
odpowiedz
1 odpowiedź
Czarny Wilk
80
Bo jestem czarny

GRYOnline.plTeam

@VenomP23: Przede wszystkim, dzięki za tak długi i merytoryczny komentarz, miło czasem takie rzeczy pod swoim tekstem zobaczyć ;) Co do uwag:
- erotyka: faktycznie nie jest jej dużo, wykorzystali ją z umiarem i to na plus. Ale jest też scena w strip-clubie (faktycznym strip-clubie w Vanocuver, nie na planie, Stan Lee kozak) w której są i piersi na prawo i lewo, i waginę też można dostrzec. Zresztą penisa pokazywał i Reynolds, nie trzeba było specjalnie się dopatrywać. Sceny seksu także na plus, bo odważne, dosadne, ale nie wyuzdane.
Mnie jakoś ta scena w strip-clubie wcale nie wydała się jakoś nadmiernie epatująca nagością - było sporo nagich ciał, ale że nie było tam żadnej sceny seksu, to nie wydało mi się to przesadzone
- żarty - ogólnie bawiłem się też nieźle, ale na przykład jak słusznie zauważył ktoś na Avalonie, tak naprawdę poza FRANCIS!'-em zabrakło czegoś, co na dłużej zostałoby w pamięci i co geeki jak my moglibyśmy używać w różnych sytuacjach i co na stale weszłoby w kanon popkulturowych powiedzonek.
- nie zwracałem większej uwagi na nadmiar/niedomiar przekleństw w napisach. Kilka razy na pewno mi jakieś brzydkie słówko mignęło.
- nie wierzę, że jakakolwiek polska komedia romantyczna może się udać. I recenzje też mnie nie przekonują, bo średnio raz na rok na walentynki pojawia się jakaś z dobrymi recenzjami, która jak człowiek się odważy obejrzeć okazuje się takim samym krapiszczem jak wszystkie inne. Nie dam się tu przekonać, Polacy nie umieją w romantyczne komedie i już ;)

23.02.2016 12:56
VenomP23
VenomP23
37
Pretorianin

W wolnej chwili zapraszam do mojej obszernej, spoilerowej recenzji tutaj:

http://naekranie.pl/recenzje/deadpool-recenzja-spoilerowa

16.02.2016 14:04
odpowiedz
1 odpowiedź
zielele
100
Generał

Czarny Wilk -> z tym, że tutaj 3/5 scenarzystów to zagraniczne nazwiska, więc film nie taki polski :D

16.02.2016 18:08
Czarny  Wilk
Czarny Wilk
80
Bo jestem czarny

GRYOnline.plTeam

Okej, w takim układzie jestem w stanie uwierzyć że nie jest kalką od kopii od n-tego krapiszcza ;)

18.02.2016 14:15
NewGravedigger
odpowiedz
NewGravedigger
130
spokooj grabarza
8.0

Po seansie mogę napisać, że film dobry, taki na ósemkę.

Z pewnością nie jest to dycha. Ogólnie pierwsze 30-40 minut jest świetne - mniej więcej do momentu jego powrotu do mieszkania po akcji. Plus momenty poszukiwania Francisa (nie wiem co jest bardziej seksistowskie, uderzyć was, czy oszczędzić?! :D )
Potem film niestety staje się trochę głupawy i momentami nachalny, plus staje się takim zwykłym kinem akcji.

A już końcowa scena walki jest zrealizowana kiepsko, bardziej mnie interesowała walka C z babą, niż Samego DP. Raziło mnie też to, że pomimo regeneracji tkanek i kategorii R praktycznie wszelkie kule mijały go daleka. Noż kurna, przecież on nie jest kuloodporny, nie ma też zwinności Spidermana. W pierwszej walce po wychyleniu się dostał kulę w dupę by potem swobodnie biegać sobie pomiędzy 15 ziomkami. Kiepsko.

Plus polskie tłumaczenie jest momentami tragiczne. Tu mam wrażenie, że oglądałem zupełnie inny film bo w kilku momentach zupełnie co innego było napisane, niż wynikało z kontekstu.

Arcydzieła nie stworzono, ale i tak wyszło znacznie lepiej niż się spodziewałem – i dość dobrze, by nie żałować czasu ani pieniędzy przeznaczonych na seans. TAK

post wyedytowany przez NewGravedigger 2016-02-18 14:23:08
20.02.2016 06:59
Roniq
odpowiedz
Roniq
74
Senator

Film jest wspaniały. Banan na twarzy od początku do końca seansu.

Mam nadzieję, że skoro Deadpool tak dobrze się ogląda i zarabia na siebie pieniądze, wytwórnie zauważą, że wypuszczenie filmu z kategorią wiekową R nie oznacza niskich przychodów. PG-13 skrzywdziło by ten film niemiłosiernie.

20.02.2016 10:58
Czarny  Wilk
odpowiedz
Czarny Wilk
80
Bo jestem czarny

GRYOnline.plTeam

@Roniq: Już zauważyli. Coraz głośniej krążą plotki o R-ce dla trzeciego Wolverine'a. Tak jakby to brak krwi był największym problemem dwóch poprzednich.

23.02.2016 13:02
Nazgrel
odpowiedz
Nazgrel
164
Ogniu krocz za mną

[8] "Noż kurna, przecież on nie jest kuloodporny", właściwie to jest, regeneruje się tak samo błyskawicznie jak Wolverine.

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze