Recenzja filmu Midnight Special - najlepszej rzeczy jakiej nie pokazały kina - fsm - 17 lipca 2016

Recenzja filmu Midnight Special - najlepszej rzeczy, jakiej nie pokazały kina

Są filmy, na które czeka się od momentu ujrzenia pierwszego zwiastuna albo od chwili, w której dowiadujesz się, że dany reżyser robi coś nowego. A potem liczysz na normalną premierę w kinie, która nigdy nie nadchodzi. Mijają tygodnie, miesiące, aż w końcu produkcja ląduje na VOD. Oglądasz i wiesz, że stała się krzywda. Taki film obejrzany w kinie byłby jeszcze lepszym doświadczeniem. Tym filmem jest Midnight Special Jeffa Nicholsa, który na razie jest na czubku listy "najlepsze produkcje, jakie nie doczekały się kinowej premiery w Polsce w 2016 roku". Zapraszam na recenzję.

Idealną sytuacją byłoby podejście do seansu bez żadnej wiedzy o filmie, co jest obecnie bardzo trudne. Na szczęście pierwsza zapowiedź zdradza bardzo niewiele i zostawia ogromne uczucie niedosytu. Skoro reklama była taka fajna, to film musi być ekstra! Życzenie spełniło się, co wcale nie jest przecież takie oczywiste. A o czym jest Midnight Special? O ucieczce. To, co mogę zdradzić bez wyrzutów sumienia to fakt, że ośmioletni Alton Meyer został uprowadzony (to wersja oficjalna, medialna) przez znanego z imienia i nazwiska mężczyznę. Duet ma do pomocy zdeterminowanego osobnika i we trójkę, pod osłoną nocy, uciekają przed kimś, przed czymś i w stronę czegoś. Ważna informacja dodatkowa - chłopiec jest jakiś dziwny.

Jeff Nichols to prawdziwy, rozkwitający na naszych oczach, reżyserski talent. Miałem okazję oglądać wcześniej tylko jeden jego film, Take Shelter, który w zupełności wystarczył do wyrobienia sobie początkowej opinii, którą Midnight Special potwierdza. Oba filmy to kameralne dramaty opierające się na aktorskich kreacjach i wyczuwalnej więzi między bohaterami, a w tle pomału kipi Coś Większego, jakaś Tajemnica (duże litery zamierzone). W przypadku MS zostajemy wrzuceni w sam środek opowieści, która już trwa. Mężczyźni są w drodze, policja ich szuka, a stopniowo odkrywane są kolejne karty. Dowiadujemy się skąd wyruszyli, poznajemy przeszłość Altona, towarzyszących mu mężczyzn i doświadczamy rzeczy niezwykłych.

Midnight Special wykorzystuje wcale-nie-tak-oczywisty zabieg opowiadania obrazem. To, co w innych filmach załatwione jest albo dialogiem, albo bardzo dosłowną sceną, tutaj jest jedynie zasugerowane. Przykład? Scena pościgu samochodowego, która tak naprawdę nigdy nie następuje. Reżyser skupiający się na efektownej akcji zaserwowałby widzom zupełnie inne rozwiązanie, co na szczęście nie ma miejsca. Film w niezwykle umiejętny sposób stopniuje napięcie i nie zdradza zbyt wiele, zaś gdy już coś się dzieje, to taka scena potrafi pozytywnie zaskoczyć i wcisnąć widza głębiej w fotel. Nichols prowadzi swoich aktorów z wyczuciem, a Michael Shannon po raz kolejny prezentuje ogromną klasę (nic dziwnego, że panowie współpracują ze sobą przy każdej możliwej okazji).

W Internecie pojawiło się sporo porównań do starych filmów Spielberga i magii, którą obdarowywał widzów w latach 80-tych. Echa klasyków można dostrzec w Midnight Special - świetna kreacja młodego Jaedena Lieberhera, syntezatorowa muzyka, oszczędny montaż i efekty specjalnie, choć uważam, że film Nicholsa broni się sam, bez żadnych porównań. Niektórzy widzowie i recenzenci skarżyli się na porzucenie tajemnicy i niedopowiedzeń na rzecz nie do końca opartej w scenariuszu finałowej efektowności. Według mnie takie potraktowanie opowieści odświeżyło film pod koniec i zapewniło satysfakcjonującą, choć nie do końca oczywistą puentę. Innymi słowy - dopowiedz sobie, widzu, to i owo, wiemy że to lubisz.

Midnight Special to bardzo przyjemna niespodzianka. Film z gatunku tych, które bardzo lubię. Skromny, przekonujący, angażujący do samego końca i z pomysłem. Czekam, aż Jeff Nichols będzie w stanie przyjmować (lub odrzucać) kolejne oferty tak samo, jak to robi obecnie równie utalentowany Denis Villeneuve.

fsm
17 lipca 2016 - 12:31

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie komentarze
20.07.2016 17:11
Longwinter
44
ME Andromeda

już pisałem o tym jakiś czas temu, mi się film bardzo podobał.

20.07.2016 18:19
odpowiedz
4 odpowiedzi
A.l.e.X
97
Alekde

Jest niezły ale równoległe ... to akurat jest dziwny motyw przewodni. Film dobry momentami bardzo dobry, ale fabularnie niestety na tym polu zawodzi.

20.07.2016 22:26
Longwinter
44
ME Andromeda

to jest film o ludziach, jak się chce SciFi to się idzie na Star Trecka :)

21.07.2016 01:05
A.l.e.X
97
Alekde

Star Treka na pewno mi dostarczą czekam na premierę z niecierpliwością / mimo że filmy proste to na każdej z dwóch nowych części bawiłem się znakomicie i zapewne na trzeciej też się będę tak dobrze bawił :)

21.07.2016 12:37
Longwinter
44
ME Andromeda

Ja uwielbiam Star Treck.
Co ciekawsze ma być nowy serial na Netflix.

01.08.2016 00:05
siara000
46
Siarzewski

Jak ktos mowi ze lubi Star Trecka to nigdy nie wiem czy mu chodzi tylko o te 3 nowe filmy Abramsa (ktore sa super) czy o ten pierdyliart telewizyjnych oper medialnych z Petrickiem stewartem?

A co do filmu dzieki za polecenie, jutro wieczorem go obczaje.

fsm -> Pokusilby sie o jakies Top 10 pierwszego polrocza 2016, w kategori filmow/seriali. Bo byc moze umknelo mi pare perelek.

post wyedytowany przez siara000 2016-08-01 00:11:29
21.07.2016 11:37
odpowiedz
claudespeed18
118
Futrzaczek

Chętnie sprawdzę i niechętnie z lektorem ale jeśli będzie trzeba to przetrawię ;)

31.07.2016 23:15
odpowiedz
Scott P.
78
Generał

Co za wspaniała odtrutka na Beznadziejne Stranger Things. Po tym serialu czułem zmęczenie, a tu wręcz przeciwnie zakończenie nasyciło mnie pozytywną energią.
Midnight Special to krótka, prosta, oparta na schematach historia, ale potrafiła wciągnąć. Przedstawiła intrygującą zagadkę, na którą chcemy poznać odpowiedź. Nie wali kawę na ławę i zdradza wszystko w pierwszej minucie bądź pierwszym odcinku. Do tego w filmie cały czas się coś dzieje i mamy jakieś zagrożenie.
Postacie może są jedno wymiarowe, ale to nie chodzące stereotypy i nie spędzamy z nimi ośmiu godzin. Można też założyć że ludzie z Midnight Special mają bogatszą osobowość tylko warunki, w których się obecnie znaleźli spowodowały że są dla widza jednowymiarowi.
Aktorzy to nie zblazowana Winona Ryder, która nie wiem czy gra zrozpaczoną matkę czy po prostu samą siebie. W MS nie widzimy Michaela Shannona czy Kirsten Dunst (której nie poznałem w pierwszej chwili) tylko kochający rodziców chcących uratować swoje dziecko.
No i muzyka może to nic specjalnego, ale wie kiedy i jak ma grać.
Midnight Special posługuje się znanymi motywami, ale robi to w subtelny sposób. Stranger Things tylko potrafi krzyczeć: spójrz na mnie jestem filmem z lat 80-tych a przecież wszyscy kochają tą dekadę, więc kochaj mnie jak inni. A ja na to FU.
PS wreszcie Michael Shannon zagrał w dobrym filmie o Supermenie :P

post wyedytowany przez Scott P. 2016-07-31 23:22:02
Dodaj swój komentarz
Wszystkie komentarze