Biblioteczka Gracza #23 - recenzja książki - Diablo: Pajęczy Księżyc - hongi - 17 lutego 2017

Biblioteczka Gracza #23 - recenzja książki - Diablo: Pajęczy Księżyc

Ostatnia książka z serii Diablo wydana przez wydawnictwo ISA miała być kontynuacją przygód Zayla oraz Humbarta. I tak właśnie jest. Miała ona przebić trzy wcześniejsze książki swoją historią. I tak również jest. Miała mnie porwać i nie puścić aż do ostatniej strony. Czy tak się stało? Dlaczego dopiero teraz piszę o tej książce, gdy lekturę wcześniejszych przygód Zayla skończyłem w październiku zeszłego roku? Odpowiedzi szukajcie dalej, w Biblioteczce Gracza, gdzie opowiem o Pajęczym Księżycu Richarda A. Knaaka. Zapraszam.

Dobra. Ostatnie nic innego nie czytam, tylko książki Knaaka. Są nimi przeważnie książki z uniwersum Diablo. Dlaczego? Bo o StarCrafcie przeczytałem już wszystko, co było wydane po polsku (parę opowiadań zostało), a za świat WarCrafta jeszcze za dobrze się nie zabrałem. Wiem, że niektórych może męczyć kolejna recka odnośnie do książki opartej na twórczości firmy Blizzard, lecz powiem Wam szczerze, że mnie też. Ale jeśli zaczynam coś czytać, to czytam od początku do końca. Z przerwami i odkładaniem lektury na półkę, ale do końca. Dlatego systematycznie staram się poznawać, po kolei, całe uniwersum. Tyczy się to również filmów, komiksów, czy gier. Książki stały się wspaniałym rozszerzeniem tych ostatnich. Choć są mało popularne w Polsce, jednak na świecie widzimy wzrost zainteresowania tymi tytułami. Powstaje ich coraz więcej. Tyle słów tłumaczenia, przejdźmy do książki.

Pajęczy Księżyc jest świetną książką, bardzo wciągającą, pełną zwrotów akcji i charakterystycznych, jak na autora, postaci. Mamy tutaj tajemnice, mamy zagadki, mamy głównych bohaterów – Zayla oraz Humbarta, którzy muszą popracować trochę nad równowagą Sanktuarium. Wszystko za sprawą przypadkowego spotkania w karczmie. Czy aby takiemu przypadkowemu? Nasi bohaterowie spotykają Lady Salene Nesardo, która prosi młodego nekromantę, by ten pomógł jej porozmawiać ze zmarłym mężem. Ta niewielka prośba wybucha w twarz wyznawcy Rathmy i przeciąga go okrutnie po całej Zachodniej Marchii, pozwalając również odkryć prawdę o sobie samym.

Obok nekromanty i pięknej czarodziejki, w książce mamy masę innych postaci. Mamy opętanych władców, opętanych arystokratów oraz opętanych zwykłych ludzi. Nie wszyscy są opętani, ale większość tak. Będą demony, wendigo, oraz upiory. Będzie masa krwi i walki. No i będzie magia. Fantastycznym smaczkiem jest opis królestwa Marchii Zachodniej, które zostało przedstawione w dodatku Diablo 3: Reapers of the Soul. Mamy także postać występującą w tym dodatku, niejakiego generała Toriona, który w grze odgrywa rolę NPC-ta. Czyli Richard A. Knaak znów brał udział w kreowaniu świata Sanktuarium, tak samo, jak miało to miejsce w trylogii Wojny Grzechu. Pajęczy Księżyc powstał w tym samym czasie co wspomniana trylogia. Twórcy gry brali garściami z tych książek i widać to w samej grze Diablo 3 oraz dodatku.

Sama akcja książki dzieje się po wybuchu góry Arreat, po zakończeniu historii przedstawionej w dodatku Diablo 2: Pan Zniszczenia, a długo przed wydarzeniami z D3. Tym razem Knaak przedstawia nam niepowiązanego z grami sługę Diablo, niejakiego demona Astroghę, władcę pająków. Demon ten był również przedstawiony w Trylogii Wojny Grzechu, jako wielki i przebiegły przeciwnik Uldyzjana. Astrogha, nawet powstrzymany przez ludzi, nadal wraz ze sławnym na całe Sanktuarium nekromantą Karybdisem, tworzą spisek, który wpłynie na całą Zachodnią Marchię i ich mieszkańców. Obrzydliwe pająki – dzieci Astroghi – mają w tym wielki udział. A księżyc pająka jest już prawie w pełni, by Astrogha znów mógł kroczyć po ziemi. Czy to się im uda? Czy Zayl powstrzyma napływ zła do świata ludzi? Czy anioły kiwną palcem, by pomóc ludzkości? Te i inne pytania zostawię Wam, gdyż warto sobie odpowiedzieć, czytając Pajęczy Księżyc.

Książka została wydana w 2006 roku na świecie oraz w Polsce. Posiadała tylko 320 stron. Tak więc, jest troszkę krótsza od wcześniejszych książek z serii Diablo. Wydawnictwo ISA postarało się i czytelnicy w tamtym czasie mogli od razu zagłębić się w nowe przygody swoich ulubionych bohaterów. Zayla i Humbarta znam od książki Nawałnica Światła, ale dopiero po przeczytaniu Królestwa Cienia oraz Pajęczego Księżyca mogę bez kozery powiedzieć, że teraz naprawdę znam tych bohaterów. Choć jak zwykle musiałem odstawić książkę na kilka tygodni, bo początek, jak to bywa w twórczości Knaaka, powoli się rozkręca, to druga część już poleciała w trybie przyspieszonym. Nie wiem, dlaczego mam tak z książkami autora, ale po przeczytaniu całości jeszcze nigdy nie byłem rozczarowany. Jednak świat Diablo od pewnego czasu mnie oczarował i mam do niego sentyment. Już może nie cieszy mnie zbieranie i kolekcjonowanie coraz to nowych i legendarnych przedmiotów w grze, ale samą fabułę to wchłaniam bez przepitki.

Podsumowując, Pajęczy Księżyc trzyma w mistrzowski sposób aż do samego końca. W sumie to żałuję, że nie przeczytałem tej książki przed zagraniem w dodatek Diablo 3: Reapers of the Soul. Wtedy Marchia Zachodnia oraz ich bohaterowie byliby o wiele bardziej rozpoznawalni i bliżsi. Jeśli ktoś jeszcze nie grał w dodatek, to najpierw niech zajrzy do tej książki, na pewno się nie zawiedzie. Na tym zakończyły się moje przygoda z Zaylem i Humbartem. Panie Knaak, czekam na kolejne historie. Tym razem nie będę czekał tak długo, by je przeczytać. Biorę w ciemno przed premierą.

hongi
17 lutego 2017 - 10:46

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie komentarze
22.02.2017 11:35
Trollozord
8
Chorąży

Książki na podstawie gier to zawsze kupa

22.02.2017 20:24
odpowiedz
tomaszhongi
8
Legionista

Wiesz Trollozordzie, że muszę się nie zgodzić. Może to nie jest górnolotna literatura pokroju Sienkiewicza, ale coś w sobie ma. Książki o grach nie zapiszą się w kanonie i nie będą wychwalane na zgromadzeniach arystokratycznych troli, gdzieś w podziemiach jakiegoś starego zamku :). Przy koniaku i fajce. To literatura fantasy, dla wąskiego grona odbiorców, ale to z pewnością wiesz.

A ile już książek przeczytałeś ze świata gier, że wyciągasz taką tezę?