Upadek dem – dlaczego twórcy gier nie wypuszczają już wersji demonstracyjnych? - Czarny Wilk - 19 czerwca 2018

Upadek dem – dlaczego twórcy gier nie wypuszczają już wersji demonstracyjnych?

Jeszcze w poprzedniej dekadzie wersje demonstracyjne gier były czymś w branży całkowicie naturalnym, a dla wielu graczy stanowiły podstawę podejmowania decyzji zakupowych. Twórcy ochoczo udostępniali niewielkie fragmenty swoich gier, uważając, że w ten sposób dotrą do większej liczby odbiorców. Sytuacja jednak zmieniła się wraz z cyfrową rewolucją i dema zaczęły pojawiać się coraz rzadziej. Obecnie taka forma promocji tytułów niemalże nie istnieje, a gdy już się zdarza, to najczęściej na długo po premierze pełnej gry, jako próba ratowania podupadającej sprzedaży. Co sprawiło, że twórcy zmienili swoje nastawienie do tak lubianych przez graczy „demek”?

Dobre dla graczy nie znaczy dobre dla deweloperów

Jednym z głównych powodów tego, że publikowanie dem stało się bardziej wyjątkiem, niż regułą, jest fakt, że okazały się one nie do końca spełniać swoją główną funkcję marketingową. A przynajmniej nie robiły tego równie efektywnie, co inne formy promocji, ze zwiastunami i filmami z rozgrywki na czele. Materiały filmowe pozwalają twórcom bardzo precyzyjnie pokazywać najlepsze, najbardziej dopracowane fragmenty gier, chowając przy tym to, co wygląda gorzej. Skutecznie generować tzw. „hype”, starannie decydując, co gracz ma zobaczyć przed premierą.

Dema tymczasem, jeśli nie chce się ryzykować fali oskarżeń o kłamstwo, muszą odzwierciedlać stan faktyczny gry, ze wszystkimi jej plusami i minusami. Efekt tego taki, że osoba zainteresowana danym tytułem po wypróbowaniu wersji demonstracyjnej może dojść do wniosku, że gra jednak nie jest warta zakupu, bo jednak granie w nią nie sprawia jej tak wiele przyjemności, jak się spodziewała. Niekoniecznie musi to być spowodowane niską jakością samej produkcji czy jej wadami – równie dobrze może to być też zwyczajnie kwestia jej gustu. W końcu nie każdemu podobają się te same gry.

Detroit: Become Human to jedna z nielicznych gier z tego roku, jakie otrzymały przed premierą wersję demonstracyjną.
Analitycy wskazuję, że wersje demonstracyjne potrafią bardziej zaszkodzić sprzedaży gry, niż jej pomóc. Taki wniosek przedstawił m.in. Jesse Schell podczas prezentacji na DICE 2013.

Demem tym trudniej zachęcić jest do zakupu pełnej wersji, gdyż aby nie zniechęcić gracza wysokim poziomem trudności, zazwyczaj zawiera ono początek zabawy. A ten często bywa dość nudnawy – w końcu gracza trzeba zaznajomić z interfejsem, nauczyć podstaw rozgrywki, wprowadzić w świat. Wiele tytułów rozwija skrzydła dopiero po tym, jak się przebijamy przez prolog. A oddanie graczom zbyt dużego fragmentu tytułu, by po prologu mógł nacieszyć się właściwą rozgrywką, także nie jest najsensowniejszą taktyką, gdyż może się okazać, że zaspokoi się on nim dość, by nie czuć potrzeby przedłużania zabawy ciągiem dalszym. To jest jeden z paradoksów dem – muszą być dość dobre, by zachęcić do zakupu pełnej wersji, ale jednocześnie nie mogą być zbyt dobre, gdyż wtedy graczowi do szczęścia w zupełności wystarcza darmowa próbka. Zbalansowanie tego wszystkiego nie należy do zadań łatwych.

Teoretycznie rozwiązaniem problemów w rodzaju konieczności zaprezentowania najlepszego, co gra ma do zaoferowania, przy jednoczesnym utrzymaniu niskiego poziomu trudności i ograniczeniu zawartości tak, by wciąż chciało się zagrać w pełną wersję, jest zbudowanie dema od zera, z zawartością odmienną od pełnej wersji. Bonusowy poziom czy mocno przebudowany fragment kampanii załatwia sprawę. Takie podejście wymaga jednak o wiele większych nakładów pracy, a wciąż nie gwarantuje obejścia tego, że graczowi rozgrywka zwyczajnie może się nie spodobać - czego w przypadku znacznie prostszego do zrobienia i bezpieczniejszego zwiastuna bądź fragmentu z rozgrywki odbiorca stwierdzić nie może. Stąd ciężko się dziwić, że deweloperzy wybierają rozwiązanie tańsze, łatwiejsze i dające pewniejsze rezultaty.

Doom w końcu demko otrzymał, ale stało się to tygodnie po jego premierze.

Dema kontra piractwo

Jedną z częstszych wymówek piratów komputerowych ściągających nielegalne wersje oprogramowania jest twierdzenie, że oni pobierają gry jedynie po to, by sprawdzić, jak będą one działać na ich komputerze bądź by przekonać się, czy są one faktycznie dość dobre, by je kupić. Wydanie przez deweloperów wersji demonstracyjnej skutecznie wytrąca ten argument z ich rąk.

Bywa jednak, że wersja demo okazuje się bardzo cenną pomocą dla piratów. Tak było choćby w przypadku Resident Evil VII, gdzie zarówno wersja demonstracyjna, jak i „pełniak” zabezpieczone zostały w ten sam sposób, za pomocą Denuvo. Ponieważ demko ukazało się kilka tygodni przed premierą pełnej wersji gry, piraci otrzymali dodatkowy czas na rozpracowanie zabezpieczeń i w efekcie gra została bardzo szybko złamana. W innym wypadku tytuł pozostałby zapewne nieosiągalny dla piratów dłużej, w tym podczas kluczowych dla sprzedaży kilku tygodni od premiery.

Beta refund

Jeśli bliżej przyjrzymy się zmianom, jakie w ostatnich latach zaszły na rynku gier, zauważymy, że choć dema niemal wymarły, to nie jest tak, że powstała niczym niewypełniona próżnia. W miejscu wersji demonstracyjnych pojawiło się sporo innych inicjatyw, które bardziej bądź mniej skutecznie je zastępują.

Szczególnie popularne stały się zamknięte i otwarte betatesty głośniejszych gier, twórcom pozwalające sprawdzić kod sieciowy swoich produkcji w warunkach silnego obciążenia, a graczom wypróbować wcześniej daną produkcję. Na kilka tygodni przed premierą twórcy ogłaszają, że przez kilka dni będzie można testować wycinek ich gry. Taka okazja trwa jedynie kilka dni i zazwyczaj skupiona jest na aspektach sieciowych (choć to nie reguła, czego przykładem choćby bety NiOha), ale w zamian oferuje całkiem spory wycinek zawartości gry, zdecydowanie większy od klasycznych dem.

Liczne otwarte betatesty pozwoliły zainteresowanym dokładnie wypróbować NiOha przed premierą.

W przypadku Steama dema z powodzeniem zastąpił program zwrotów – dowolny zakupiony produkt możemy w ciągu dwóch tygodni od nabycia zwrócić bez podawania żadnego powodu. Warunek jest taki, że nie możemy w niego grać dłużej niż przez dwie godziny. To zazwyczaj wystarczający czas, by zorientować się, czy dany tytuł przypadł nam do gustu. Typowe dema zresztą rzadko kiedy oferowały dłuższą zabawę. Nie jest to może najwygodniejsze rozwiązanie, gdyż grę najpierw trzeba kupić, ale za to swoim zasięgiem obejmuje każdą jedną produkcję dostępną na platformie dystrybucji Valve.

Oprócz tego, Electronic Arts w ramach zachęty do swojego abonamentu często oferuje wersje trial swoich gier. Zazwyczaj są to pełne wersje gier ograniczone dziesięciogodzinnym limitem czasowym. Triale czasem pojawiają się także w przypadku gier konsolowych, choć zdarza się to raczej rzadko i najczęściej wiąże się z dużo większymi ograniczeniami - czy to w kwestii zawartości, czy czasu, jaki możemy spędzić z grą. Już po premierach wydawcy od czasu do czasu decydują się również na darmowe weekendy, podczas których możemy testować dane produkcje bez większych ograniczeń przez dwa czy trzy dni. Choć żadna z tych inicjatyw nie jest pełnoprawnym substytutem dem, to wszystkie razem całkiem skutecznie wynagradzają ich brak.

To nie jest branża dla starych dem

Więc tak – dem już nie mamy, gdyż twórcom ich tworzenie jest nie na rękę, a lukę skutecznie wypełniono innymi formami dawania graczom spróbować gry przed zakupem. Zastanawiam się jednak, czy nawet, gdybyśmy wciąż byli zasypywani wersjami demonstracyjnymi, to czy w ogóle byśmy w nie poza nielicznymi wyjątkami grali?

W ramach abonamentu Electronic Arts dostajemy m.in. dostęp do rozbudowanych triali najważniejszych gier tego producenta.

Kiedyś granie w wersje demonstracyjne z czasopism czy nawet z sieci było dla mnie ważną częścią grania w gry w ogóle, gdyż do pełnych wersji miałem mniejszy dostęp niż dziś. W czasie dominacji gier pudełkowych powiększanie kolekcji nie odbywało się równie szybko co teraz, gdy premierowe tytuły są wprawdzie dość drogie, ale za to dość szybko tanieją na wyprzedażach cyfrowych, na których możemy je kupować często za raptem kilka złotych. Do tego regularnie pojawiają się w ekstremalnie atrakcyjnych cenowo paczkach w rodzaju tych organizowanych przez Humble Bundle, a wydawcy często decydują się na rozdawanie za darmo naprawdę świetnych, choć nieco starszych gier

Efekt tego wszystkiego jest taki, że podczas gdy kiedyś zakup każdej pełnej gry był dla mnie wyczekiwanym wydarzeniem, dziś moje półki – zarówno fizyczne, jak i wirtualne, w rodzaju tych na Steamie, PS Store czy GOG.com – uginają się od setek gier, w które nie mam czasu zagrać. Myślę, że gdyby dema wróciły, to szkoda by mi było czasu na ogrywanie wielu wersji demonstracyjnych, kiedy „kupka wstydu” tytułów ugina się od naporu pełnych gier.

Jasne, czasem zdarzają się gry, które bardzo chciałbym wypróbować przed zakupem, ale są to raczej wyjątki. W większości wypadków dzięki filmom przedpremierowym oraz recenzjom doskonale wiem, czego się spodziewać po danym tytule. A że zakupy w większości wypadków robię długo po premierze (bo i tak mam te kilka setek innych gier do ogrania…), to i same produkcje kosztują już wtedy dzięki cyfrowej rewolucji tak niewiele, że nawet ewentualne niewstrzelenie się w mój gust specjalnie nie boli. Może więc demek już nie ma również dlatego, że… zwyczajnie nie są już nam one potrzebne.

Czarny Wilk
19 czerwca 2018 - 13:04

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
19.06.2018 14:01
Montinek
24
Legionista

Dobry artykuł, słuszne obserwacje ;) Sam długi czas byłem przekonany, że tęsknię za demami, podczas gdy w rzeczywistości chyba tęsknię za czasami, kiedy dema jeszcze sprawdzały się w swojej roli prezentowania gier. Większość informacji człowiek czerpał z czasopism, zwiastuny w sieci (a co dopiero długie nagrania z rozgrywki) ukazywały się stosunkowo rzadko i takie demko często jako jedyne pozwalało zobaczyć grę w ruchu. Obecnie nawet jak wykroją jakiś początkowy poziom na potrzeby wersji demonstracyjnej, to niekoniecznie chce mi się w to grać, skoro ten sam fragment twórcy pokazali już na wszystkie możliwe sposoby na oficjalnych materiałach.
PS Największy sentyment mam do czasów płytek z demami z Oficjalnego Polskiego Magazynu Playstation - jak raz na ruski rok wydało się te dwadzieścia-coś złotych, to grania było co najmniej na miesiąc... A przy okazji można było poczytać przetłumaczone (niekiedy niezdarnie, ale miało to swój urok) recenzje z brytyjskiego OPSM ;)

19.06.2018 14:44
odpowiedz
ameba_chica
17
Pretorianin

pewnie dlatego że jeśli gracz zagra w crapa którego wypuścili to nie kupi pełnej wersji :P

19.06.2018 15:28
odpowiedz
Czarny Wilk
67
Bo jestem czarny

GRYOnline.plTeam

Również najmilej wspominam właśnie demka z OPSM-a :) To było wówczas okno na świat gier na PS1, których ceny sprawiały, że większość tytułów pozostawała niestety daleko poza moimi możliwościami finansowymi. Jakbym podliczył czas spędzony przy pierwszej konsoli Sony, to nie zdziwiłbym się, jakby wyszło, że więcej zagrywałem się demkami, niż tymi kilkoma pełniakami na krzyż, na jakie udało się uciułać albo uzyskać z wymiany od znajomych.

19.06.2018 17:45
odpowiedz
Cobrasss
130
Senator

Podobnie jak z samymi czasopismami tych nie ma za wiele no bo teraz niemal wszystko jest w zasięgu ręki przeglądając internet.

19.06.2018 17:48
😁
1
odpowiedz
Predi2222
100
CROCHAX velox

bo może dostrzec że darmowe demo przedstawia jakąś gównianą i przez to gracz nie kupi pełniaka za 250 zł

takie trochę januszowanie twórców :)

20.06.2018 22:04
👍
odpowiedz
.kNOT
170
Progresor

Pojawiło się demo Captain Toad: Treasure Tracker! Ściągam...

20.06.2018 22:23
odpowiedz
DanuelX
77
Kopalny

Było tylko jedno demo które zachęciło mnie do kupna pełniaka - Thief 1. Cała reszta to był paździerz dobry gdy byłem gówniarzem bez własnej kasy.

20.06.2018 23:32
odpowiedz
2 odpowiedzi
zanonimizowany579358
105
Senator

To już jest decyzja twórców albo wydawcy. Kiedyś dema były jedną z niewielu form dotarcia z grą do szerszej publiczności. W czasach kiedy internet nie był powszechny, jedynym źródłem wiedzy o grach były czasopisma do których dołączane były płytki z grami, programami i demami właśnie. Dzisiaj w dobie internetu wydawca sporo pieniędzy pakuje w marketing, więc i bez takiego dema większość zainteresowanych i potencjalnych nabywców dowie się o istnieniu danego tytułu. Są też serwisy o grach i każdy z 50 razy usłyszy o danej produkcji nim ona wyjdzie. Jeszcze przed premierą każdy zainteresowany potencjalnym zakupem może obejrzeć gameplaye. Poza tym są otwarte bety, triale, możliwość zwrotu gry po kilku godzinach. Przy tym wszystkim znaczenie dem znacząco zmalało i tylko mniejsze tytuły najczęściej je otrzymują.

post wyedytowany przez zanonimizowany579358 2018-06-20 23:34:25
21.06.2018 12:00
Brucevsky
98
Playing with writing

gameplay.pl

"Kiedyś zakup każdej pełnej gry był dla mnie wyczekiwanym wydarzeniem, dziś moje półki – zarówno fizyczne, jak i wirtualne, w rodzaju tych na Steamie, PS Store czy GOG.com – uginają się od setek gier, w które nie mam czasu zagrać. Myślę, że gdyby dema wróciły, to szkoda by mi było czasu na ogrywanie wielu wersji demonstracyjnych, kiedy „kupka wstydu” tytułów ugina się od naporu pełnych gier."

Myślę, że to perfekcyjny wniosek i podsumowanie tematu. Dema są dzisiaj ryzykowne i nieopłacalne dla twórców, a i zainteresowanie nimi jest dużo mniejsze niż kiedyś. Mamy setki tytułów do ogrania, dziesiątki premier w miesiącu. To już nie te czasy, gdy płyta z demami stanowiła dla nastoletniego posiadacza konsoli czy PC jedyne źródło nowych gier na najbliższe tygodnie, bo kolejny zakup rodzice ufundowali za miesiąc czy dwa. Ja za demami nie tęsknię, bo zwyczajnie nie mam na nie czasu i pewnie bym go nie znalazł, gdy lista zaległości pęcznieje i pęka w szwach.

22.06.2018 23:30
zanonimizowany579358
105
Senator

Jest w tym trochę prawdy, choć jeśli jakaś gra wydaje mi się interesująca i posiada demko, triala, bądź otwartą betę na krótko przed premierą to z chęcią korzystam. Dzięki temu, że zagrałem w demko zakupiłem Factorio, tak jak niedawny darmowy weekend przekonał mnie do kupna Cities Skylines, choć zwykle nie gram w tego typu gry, ale po przetestowaniu bardzo mi się spodobały. Z drugiej strony w otwartej becie ograłem sobie For Honor na tyle, iż nie miałem ochoty na zakup gry. Na początku mi się podobało, system walki zrobił wrażenie, ale po kilku godzinach zacząłem się już nudzić. Także mimo, iż tak jak każdy też mam swoją kupkę wstydu to gdy jest okazja by spędzić z danym tytułem trochę czasu to staram się z niej skorzystać, choćby po to by stwierdzić, że dana produkcja mnie totalnie nie interesuje, jak chociażby Fallout 4.

21.06.2018 12:08
odpowiedz
not2pun
43
Generał

ja kupiłem Andromede po zagraniu w demo
jakby nie to demo to bym uwierzył w heyt i by mnie ta gra ominęła

za to te lets-pleye działają na mnie tak, ze jak już obejrzę grę, to mi się jej nie chce kupować i powtarzać to co widziałem na YouTube.

post wyedytowany przez not2pun 2018-06-21 12:09:18
21.06.2018 22:16
odpowiedz
1 odpowiedź
zychomir
10
Konsul

przy demie Knights of Honor spędziłem swego czasu ponad pół roku...

a Jedi Outcast w 2002 otrzymało jako demo zupełnie nowy level, niedostępny w pełniaku. Były takie czasy. : )

22.06.2018 22:03
😉
WolfDale
12
Poeta za pięć groszy

Podobnie jak Half-Life i wiele wiele innych świetnych gier.

25.06.2018 09:51
odpowiedz
Yuri Lowell
11
bimbrownik

W zasadzie sięgam po demka tylko od Nintendo. Ceny ich gier są wysokie, utrzymują się bardzo długo, niektóre wręcz się nie zmieniają stąd demka stały się dla mnie znów okazją do sprawdzenia gry. Przejście demka jest najczęściej nagradzane jakimś bonusem przy odpaleniu pełnej wersji gry.

02.07.2018 11:35
odpowiedz
2 odpowiedzi
squaresofter
10
Pretorianin

gameplay.pl

Kupiłem całą masę gier po ograniu dema danej gry. Cieszę się, że zauważyłeś, że dema zastąpiły triale, które są także dostępne w ramach PS Plus. Nie zgodzę się jednak z dwoma sformułowaniami zawartymi w Twoim tekście.
1.Nie ma już dem.
2.Dema nie są nam potrzebne.
Przecież sam napisałeś o demie Nioha, więc jednak są. Ograłem to demo i zamierzam kupić tą grę. Najważniejszym jednak demem w tej generacji jest dla mnie demo Hatsune Miku: Project DIVA Future Tone. Ma raptem dwie piosenki do sprawdzenia, ale można w nim zdobywać trofea. Demo służy jako podstawa, którą można dalej rozbudować o dwa moduły gry, które zawierają łącznie ponad 230 piosenek. Cieszę się, że je sprawdziłem, bo tak mi się spodobało, że zakupiłem później pełną grę, z którą spędziłem już ze 200 godzin i jest to dla mnie jeden z najważniejszych tytułów dostępnych na PS4.

02.07.2018 12:24
Czarny Wilk
67
Bo jestem czarny

GRYOnline.plTeam

No właśnie NiOh typowego demka nie ma. Jeśli przegapiło się otwarte bety, to teraz już tej gry przed zakupem się nie wypróbuje. No i nie pisałem, że dem nie ma wcale, tylko że są dziś o wiele, wiele rzadsze :) Co do tego, czy są potrzebne, to dobrze widzę to po sobie - jedyna sytuacja, w której interesuję się demami, to gdy wpada mi w ręce zupełnie nowa konsola i nie mam jeszcze na niej sensownej biblioteki gier. Na takim Steamie czy PS4 w rasowe demo niebędące ograniczoną czasowo betą nie grałem od lat.

02.07.2018 13:00
squaresofter
10
Pretorianin

gameplay.pl

@up
Bo triale i to co robi Steam to w gruncie lepsze rozwiązania od dem. Sam bardzo rzadko gram w dema, ale to dlatego, że boję się, że gra mi się spodoba i ją kupię. Poza tym nie chcę zaśmiecać sobie biblioteki gier, bo konsole zaliczają dema do listy plików do pobrania a przez to, że taka lista nie ma żadnych filtrów, to później trzeba ją przewijać w dół całe wieki, żeby znaleźć konkretną grę.

04.09.2018 05:26
odpowiedz
yadin
101
Legend

"Efekt tego taki, że osoba zainteresowana danym tytułem po wypróbowaniu wersji demonstracyjnej może dojść do wniosku, że gra jednak nie jest warta zakupu, bo jednak granie w nią nie sprawia jej tak wiele przyjemności, jak się spodziewała". No tak, lepiej nakłonić kogoś do kupna produktu i dopiero po jej włączeniu niech się gracz zorientuje, że kupił bubel. Coraz bardziej kocham te współczesne metody sprzedaży. Dema są potrzebna graczom. Jeśli gracze nie otrzymują dema, to niektórzy potrafią długo zwlekać z zakupem gier. Ja na przykład doszedłem dawno temu do wniosku, że skoro 90 procent gier jest po prostu słaba, to nie będę niczego kupował w ciemno. W efekcie mam na półce najwyżej 6-7 tytułów, które zakupiłem w ciągu ostatnich 2-3 lat. Na szczęście jest internet, w którym można znaleźć praktycznie każdy gameplay w dniu premiery.

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze