Mam dosyć grindu - chcę czegoś więcej! - Prometheus - 21 listopada 2012

Mam dosyć grindu - chcę czegoś więcej!

Jedni go ubóstwiają, innych zanudza na śmierć już po paru minutach. Grind jest też świetnym zapychaczem - tam, gdzie trzeba liczyć się z kosztami produkcji gry można zmusić gracza do sztucznego przedłużania jego cennego czasu i kazać mu (nie bezpośrednio, rzecz jasna) zamieniać w pył kolejne fale wrogów. Nie dziesiątki, nie setki, ale liczby idące w grube tysiące - tak wygląda pokaźna ilość gier MMORPG, w szczególności Lineage II, po części także World of Warcraft, choć ten drugi oferuje również stosunkowo bogate zaplecze fabularne i sporo różnych pomniejszych eventów. Co by nie patrzeć - nie jest to bynajmniej zjawisko pozytywne, a jak to wygląda z mojej strony?

Mam%20dosy%u0107%20grindu%20-%20chc%u0119%20czego%u015B%20wi%u0119cej%21

Lata temu zdarzało mi się regularnie opłacać abonament w Lineage II, coby nie patrzeć MMO popularnego w swoim czasie, ale dość schematycznego. Tutaj sporą rolę odgrywali ludzie – nie przeszkadzało mi wielogodzinne „farmienie”, kiedy było z kimś się przejść na PVP, „podexpić”, albo zaatakować w odwecie wrogi klan, który regularnie „pogryzał” naszych podczas samotnych wypraw – co mocno denerwowało. Jednak zdałem sobie sprawę z czegoś innego: grindowanie dzień w dzień może stać się nie tylko nużące, ale i doprowadzić do zaburzeń snu („jeszcze tylko godzinka, wbiję level i idę spać” - i tak w kółko) czy innych niebezpiecznych dla zdrowia zjawisk. Pewnego razu zauważyłem, że to zwykłe marnotrawstwo czasu.

Mam%20dosy%u0107%20grindu%20-%20chc%u0119%20czego%u015B%20wi%u0119cej%21

W tym roku udało mi się zgarnąć również długo wyczekiwane Diablo III i po jednokrotnym przejściu stwierdziłem, że to chyba nie dla mnie. Pamiętając jednak legendarną pierwszą część (Diablo II było poza moim zasięgiem), nie mogłem nie kupić nowego dzieła Blizzarda. Niestety, choć grind czasem sprawia mi przyjemność, coraz częściej zawodzi. Jest nudny, powtarzalny, frustrujący. Jeżeli gra nie może poszczycić się bogatą warstwą fabularną, nic tu po mnie – muszę mieć jakiś konkretny powód do wbijania kolejnych poziomów. W tym całkiem niezły okazał się Borderlands – gra magiczna, wyjątkowa i całkiem świeża. Choć główna rozgrywka to czyste „farmienie” w konwencji FPSa, oczarowała mnie nietypowa, komiksowa oprawa graficzna, bazyliardy generowanych broni... poza tym seria Borderlands ma bardzo wyraziste, charakterystyczne postacie i masę humoru, co nad wyraz przypadło mi do gustu. Kłapacze, dr. Zed, Moxxis – gdyby nie to wszystko, pewnie grę – gdybym miał możliwość – wywaliłbym z dysku w te pędy.

I to jest chyba problem gier, gdzie grind jest głównym elementem rozgrywki. Jak przyciągnąć grać gracza, by się nie zraził już po paru minutach levelowania? Czasem są to bonusy dające wyraźną przewagę nad graczem (MMO), innym razem mamy do czynienia z wyższością subtelniejszą (Call of Duty), gdzie nawet świeży gracz jest w stanie pokonać weteranów wojennych. W MMO by to nie przeszło – tam level decyduje o wszystkim i rzadko kiedy uda się nam pokonać gracza na dużo wyższym levelu (choć na to wpływ ma wiele czynników, od indywidualnych umiejętności, poprzez klasę postaci, na wyposażeniu kończąc)

Mam%20dosy%u0107%20grindu%20-%20chc%u0119%20czego%u015B%20wi%u0119cej%21

Chciałbym, żeby gry przyszłości (czy to hack'n'slash, MMO albo pogrywanka w multi) oferowały coś więcej niż tylko żmudne wbijanie poziomów – niech to będą różne urozmaicenia, które pojawiają się wprawdzie w tego typu grach od lat, ale w wielu produkcjach wciąż głównie chodzi o powtarzanie tych samych czynności. Może większy nacisk na fabułę w grach wieloosobowych, może coś ciekawszego, niż tylko koksiarskie przedmioty w hack'n'slash, które mnie osobiście aż tak nie  nakręcają do gry. Co ciekawe, w grach single-playerowych nie odczuwam frustracji związanej z wbijaniem leveli. Pewnie dlatego, że chłonę fabułę, utożsamiam się z postaciami i wiem, że grind jest tyko „skutkiem ubocznym” moich działań. Tak było w Skyrimie albo Wiedźminie – tam walka sprawiała mi autentyczną radość i choć z niej właśnie składała się większość gry, ogromną uwagę przywiązywałem do eksploracji terenów, zadań czy wyboru kwestii dialogowych. W MMO nie zwracałem na to takiej uwagi, bo tam fabuła schodziła na dalszy plan. Być może coś w tej kwestii zmienił Star Wars: The Old Republic, niestety nie dane mi było zaznajomić się z tą produkcją i myślę, że nieprędko wrócę do tego gatunku – dla mnie szkoda na to po prostu czasu.

Czy Was również czasem nuży grind... a może macie zupełnie odmienne zdanie?

 

Prometheus
21 listopada 2012 - 20:07

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
21.11.2012 23:10
phase83
phase83
59
Pretorianin

Z mmo nie mam, aż takiego ogromnego doświadczenia. Pogrywałem trochę w WOWa gdzie farmienie, aż tak nie odcisnęło na mnie swojego piętna, to w Diablo III spowodowało, że tylko jedna postać doprowadziłem do 60 lvlu. Tak samo w WOT. Napier**** tymi moneymakerami po kilkaset bitew, żeby nazbierać siepe na nowy czołg, doprowadza mnie do znudzenia i irytacji. I masz racje, że w grach singlowych nie ma takich odczuć, ale one rządzą się innymi prawami. W Bordelands można się dorobić super sprzętu posuwając fabułę do przodu i wykonując misje poboczne, więc też nie widzę problemu.

21.11.2012 23:43
nietoperztbg
odpowiedz
nietoperztbg
61
Pretorianin

Nie żebym cię podpuszczał, ale nie zmienisz zdania i nie zaczniesz grać w Star Wars: The Old Republic, by potem napisać na gameplayu, czy zmieniło to chociaż trochę twoje spojrzenie na grind w MMO, czy też nie. ;)
Ja w MMO właśnie nie lubię najbardziej tego żmudnego i nudnego levelowania. Z tego co wiem o SWTOR, to może to być ciekawa odmiana, ale jestem zbyt leniwy i mam za mało czasu by to sprawdzić. ;/

21.11.2012 23:45
odpowiedz
koobon
82
Legend

Eee... myślałem, że będzie o Agoraphobic Nosebleed.

21.11.2012 23:48
SpecShadow
odpowiedz
SpecShadow
69
Silence of the LAMs

I to jest przyszłość niby. Mhm.
Ja wolę zostać przy grach dla jednego gracza, gdzie mogę znaleźć coś z lepszą historią, gdzie nie muszę się martwić o stan internetu.

W momentach grindowania w MMORPGach rozmyślam o grach RPG przy stole, z GMem i ograniczeniem do własnej wyobraźni...

21.11.2012 23:50
odpowiedz
koobon
82
Legend

zgadzam się z Aragornem

22.11.2012 07:29
Prometheus
odpowiedz
Prometheus
10
Centurion

@ koobon - staram się jak mogę, żeby najwierniej odwzorować treść tekstu już w samym hocie [obrazku]. ;P

22.11.2012 08:41
Skrabek_Znajomek
odpowiedz
Skrabek_Znajomek
27
Legionista

Polecam sprawdzić gw2 lub gw1. W pierwszym też jest grind ale w przystępniejszej formie. W drugim niema, jest tylko farmienie.

22.11.2012 12:35
odpowiedz
Kąsacz
17
Pretorianin

Też może nie lubię "kolejnych lvli do wbicia" i najchętniej w WoW grałbym tylko raidy 25 man, ale cóż poradzić ? trzeba przez to przebrnąć :) a zdobycie nowego przedmioty z raidu HC daje naprawdę niezłą satysfakcje :)

Czego NIESTETY nie mogę powiedzieć o GW2, które jest największym zawodem tego roku :( gra po tygodniu na 80 lvl jest NUDNA ... spvp broni się przez chwilę ale potem nie ma czego tam szukać... właśnie brak tej marchewki w postaci "gdzieś tam dalekiego upgrajdu postaci" niszczy chęć grania - oczywiście znajdą się osoby, które powiedzą "zaraz zaraz ale przecież możesz składać mega fajnie wyglądające legendary" - nie wiem co ludzie widzą w ubieraniu/ przebiereaniu/ pokazywaniu jaki to on nie jest fajny poprzez pixele na postaci, ale mnie to zwyczajnie nie jara :) A no i te ich wspaniałe eventy, które trwają 1 weekend... litości nie mam inne plany w weekend niż siedzieć przed grą bo AN akurat wymyśliła sobie event...

GW2 rzeczywiście ma bardzo fajnie przedstawioną historię i bardzo miło gra się do 80 lvl, poznaje historie etc. ale potem nie ma co tam robić. A no i zapomniałbym o tym, że gra która ma w nazwie słowo GUILD nie posiada, żadnych gildiowych osiągnięć :((( mówię tutaj coś na zasadzie "twoja gildia ubiła tego bossa" " twoja gildia jest przekozakiem na W3" tak serio to możesz grać solo (to samo zresztą jak w SW:TOR).

PS. Lvlowanie w zasadzie w większości gier multiplayer jest tylko środkiem do celu końcowego, to taka "nauka jazdy" po świecie w którym się obracasz

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze