O szkołach publicystyki growej - Czarny Wilk - 26 maja 2013

O szkołach publicystyki growej

Do tego, że gry komputerowe stały się równie wartościowym elementem kultury masowej co film czy muzyka, raczej nikogo przekonywać nie trzeba. Gdy powiemy, że stały się również ważnym elementem kultury pojętej ogólnie, możemy natrafić na sprzeciw, mimo że segment indie oraz okazyjne bardziej ambitne produkcje AA albo nawet AAA robią, co mogą, by tezę tę potwierdzić. Ma to też spory wpływ na szeroko pojętą publicystykę grową (do której, żeby była jasność, w tym kontekście zaliczam także recenzje, zapowiedzi oraz całą resztę artykułów wszelakich), prowadząc do wydzielenia się dwóch szkół, wręcz filozofii pisania o grach.

Pierwsza z nich jest znana wszystkim graczom śledzącym branżę, gdyż reprezentuje ją chociażby GOL, CD-Action czy PSX Extreme, a także w przeważającej większości Gameplay. Tak zwany mainstream growy - zwięzłe, konkretne informacje, prosty sposób przekazywania myśli i skupienie się na samych grach, a nie analizowaniu ich powiązań z milionem innych dzieł oraz tym, co autor tak naprawdę próbował w nich przekazać. Druga szkoła, popularyzowana przez LAGa oraz głównie konkretnych blogerów, to całkowite przeciwieństwo – długie, rozbudowane artykuły analizujące konkretne zagadnienie związane z grami, rozkładające je na czynniki pierwsze, dokonujące szeregu porównań do innych dzieł czy nawet publikacji naukowych.

Osobiście całym sercem jestem za szkołą pierwszą. Jakiś czas temu miałem przyjemność uczestniczyć w dyskusji ze znajomym stojącym w przeciwnym obozie, z której zrodził się pomysł stworzenia dwóch tekstów omawiających problem z dwóch punktów widzenia. Jego argumenty możecie przeczytać na jego blogu, ja zaś, po troszku zbyt długim wstępie, skupię się na swoim punkcie widzenia.

Bastion szkoły numer dwa.

Na początek mała anegdotka. Ze dwa miesiące temu byłem na dwóch wykładach zorganizowanych z okazji Dni Kultury Żydowskiej. Zacznę od drugiego z nich. Tematem prelekcji były dzienniki dzieciaków przebywających w gettach. Zaprezentowano różne dzienniki, opisano pokrótce jak wyglądała ich forma oraz używane słownictwo, co opisywały, kim byli autorzy. Parę mocnych cytatów. Autorka zdołała mnie zaciekawić, nawet zaintrygować, zamierzam w wolnej chwili samemu je przeczytać. Tematem pierwszej prezentacji były kroniki z getta. Usłyszałem kilka anegdotek, kilkadziesiąt niewątpliwie ważnych nazwisk, rozważania o „mięsie latającym nad gettem” oraz sporo bardzo mądrych słówek. Problem w tym, że gdybym nie przeczytał wcześniej, co było tematem wykładu, to bym się z samej prelekcji tego nie dowiedział. O samych kronikach dowiedziałem się tyle, że były, napisał je poważany autor i sporo się o nich mówi. Za to prowadzący wyszedł na błyskotliwą, obeznaną, obdarzoną wielką wiedzą osobę. Nie jestem tylko pewien, czy to aby na pewno dobrze, że zamiast zaciekawić omawianym tematem, skupił się na pokazaniu samego siebie w tak wspaniałym świetle.

Te dwie prezentacje uważam za doskonałą analogię do tematu artykułu. Czytając „poważny” tekst publicystyczny, wypełniony po brzegi rozważaniami o „niemieckim ekspresjonizmie i jego powinowactwie z Limbo”  i słownictwem, którego zrozumienie wymaga sięgania co chwilę do słownika, mam wrażenie,  że autor nie tyle skupia się na zaprezentowaniu nam swojej myśli, przekazaniu czegoś, co raczej zrobieniu tego w taki sposób, by zrobić jak największe wrażenie na otoczeniu. "Jeśli nie potrafisz wytłumaczyć czegoś w prosty sposób, to znaczy, że tak naprawdę tego nie rozumiesz". Czy aby opisać wieloznaczność i głębię drugiego Silent Hilla, potrzeba gamy skomplikowanych słów oraz wypunktowania wszelkich nawiązań do dzieł znanych psychologów? Nie, co udowodnił w swoim tekście myrmekochoria.

O Silent Hill 2 i jego wieloznaczności można napisać wiele. Ale czy trzeba robić to językiem naukowym?

Kolejnym problemem, jaki mam z „drugą szkołą”, jest długość tekstów. Kolejny atak telewizji na gry komputerowe to dobry temat na artykuł. Ale zbudowanie całego tekstu na kilka tysięcy znaków wokół jednej myśli, którą można z powodzeniem streścić jako „skoro robią grom złą reklamę, to my, gracze, powinniśmy wziąć się w garść i robić dobrą!”, po jego przeczytaniu każe się zastanawiać, czy aby nie był to czas zmarnowany. Bo w zasadzie te jednozdaniowe streszczenie doskonale oddaje to, o czym on był. Nie ma w nim wprawdzie tych kilkunastu nawiązań do innych tekstów omawiających daną tematykę, nie ma informacji o tym, w jaki sposób gry w ostatnich latach ewoluowały, ale czy jeśli decyduje się na przeczytanie artykułu o nagonce na gry, to chcę czytać o milionie innych, luźno powiązanych z tematem rzeczy? Nie mówiąc o tekstach-molochach, których myśl przewodnia ujawniona zostaje dopiero w połowie, gdy już spędziliśmy piętnaście minut na czytaniu o nie-wiadomo-czym-i-nie-wiadomo-po-co.

Jako autor tekstów staram się przede wszystkim, aby mój artykuł zaciekawił opisywanym tematem czytelnika. Przekazał mu garść informacji, zaintrygował tematem. W przypadku recenzji po prostu poinformował, o czym jest gra, jakie są jej cechy charakterystyczne i przede wszystkim, czy warto po nią sięgnąć. W analizie trendów zachodzących na rynku gier skupiał się na faktach, prostym, jasnym wytłumaczeniu zależności. Tak, aby każdy mógł je zrozumieć. Mógłbym użyć całego szeregu skomplikowanego słownictwa, mógłbym się rozpisać i poddać temat dokładnej analizie, ale po co? Ciekawą myśl można opisać prosto, krótko i bez skomplikowanych konstrukcji znakowych. Po co więc męczyć czytelnika, skoro można go zamiast tego zaciekawić i zachęcić, by sam zbadał temat dogłębniej. To trochę jak nauka programowania. Są poradniki, których czytanie wymaga całkowitego skupienia, używają specjalistycznego słownictwa gdzie popadnie, męczą. A są też takie, które można czytać, nie przymierzając, na posiedzeniu w ubikacji. I więcej z jednego takiego posiedzenia zapamiętać i się nauczyć niż przy uważnym wczytywaniu się w ten pierwszy.

Nie muszę wiedzieć, czym jest niemiecki ekspresjonizm, by dobrze bawić się grając w Limbo.

Oczywiście wszystko jest kwestią odpowiedniego wyważenia. Recenzja na dwa akapity, w której przeczytamy, że „Gra jest fajna, bo można zabijać dużo wrogów, strzelając w nich z bazooki. Muzyka też jest fajna. I grafika miażdży.” to kupa a nie recenzja, podobnie jak artykuł o rozwoju trendów społecznościowych w grach opisujący trzy z aspektów tematu w trzech zdaniach. Pisać krótko i zwięźle z jednej strony, ale omawiając wszystkie istotne elementy z drugiej. Nie nadużywać skomplikowanego słownictwa, ale też nie sprowadzać się wyłącznie do najbardziej podstawowych zwrotów. Ale przede wszystkim – pisać tak, by zaciekawić grą bądź myślą przewodnią artykułu, nie zaś popisywać się własnym warsztatem literackim.

Na moje szczęście mainstreamowa publicystyka jest gatunkiem dominującym. Drugi obóz znajduje się gdzieś na uboczu, tworząc małe grono „poważnych autorów”. Nie muszę się irytować, kiedy przyjemna, nastawiona na efektowność gra zostaje zmasakrowana przez krytykę, bo jest niepoważna i prosta, jak to dawniej bywało z blockbusterami i ich recenzjami w wykonaniu krytyków filmowych. Nie muszę przebijać się przez ściany tekstu wypełnione dziesiątkami niezwiązanych bezpośrednio z tematem wtrąceń, by poznać odpowiedź na pytanie, czy w nowego Bioshocka gra się przyjemnie i czy warto go kupić. Ale może jestem w tym odosobniony? Może Wy, gracze, chcielibyście, aby to druga szkoła stała się dominującą, może brakuje Wam takich artykułów na GOLu, w CD-Action czy na Gameplay’u? Zachęcam do dyskusji.

Jeśli spodobał Ci się mój wpis, byłoby miło, gdybyś zalajkował/a moją stronę na FaceBooku. Pojawiają się tam informacje o moich tekstach nie tylko z GP, ale także prywatnego bloga oraz z GOLa. Za korektę odpowiada Polski Geek, zachęcam też do odwiedzenia jego serwisu.

Czarny Wilk
26 maja 2013 - 22:32

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
27.05.2013 00:12
Jaszczomb_jmb
5
Junior

Tragedia, nie podobają ci się dłuższe teksty paranaukowe... Nie każdy tekst musi być prosty i trafiać do każdego, to wciąż nisza i można sobie pozwolić na fachowe słownictwo i odwoływać się do motywów powszechnie nieznanych .
Ja tutaj widzę podział na chęć dotarcia do jak największej publiki (a tym samym ograniczanie się) i tworzenie naprawdę porządnych, autorskich tekstów, które wywołają bogatą merytorycznie dyskusję, jednak na wiele mniejszą skalę.
Czemu tak cię boli, że ktoś zadaje sobie trud i pisze większy tekst poruszający chociażby niemiecki ekspresjonizm we wspomnianym Limbo? To, że nie znasz/nie interesuje cię taki nurt i nie dostrzegasz go tam nie znaczy, że nie ma odbioru na takie spostrzeżenia i analizy. To są pasjonaci, którzy piszą dla samej sztuki pisania (i pewnie by usłyszeć inne poglądy na ten temat), nie przeliczający liczby odwiedzin na zarobki wrzucając marne, ale przyciągające uwagę teksty.
Nie atakuję z nazwanego przez ciebie 'drugiego' obozu, bo cenię obie formy. Na tronie, w tramwaju, w przychodni machnę sobie recenzję czy artykuł w piśmie, który może mi głębszej wiedzy nie przekaże, ale zabawi, skłoni do zagłębienia się w dany temat. I sięgnę do tych poważniejszych. Sztuka dla sztuki, pisanie nie musi być nastawione na jak największy odbiór. Jeśli większość tekstów z tej 'drugiej szkoły' jakie czytałeś wydały ci się świadomym rozdmuchiwaniem prostej myśli wymyślnym słownictwem to albo nie zrozumiałeś i założyłeś, że pewnie i tak nie ma to sensu, albo miałeś sporego pecha i trafiałeś na takie potworki. To, że gry stały się źródłem prac naukowych (których nikt nie ma obowiązku czytać!) pokazuje jak to medium nabrało na znaczeniu.
Jeśli ktoś odnajdzie w Tetrisie metaforę życia (jak to problemy się piętrzą, a sukcesy znikają) i napisze o tym wyczerpującą pracę, którą przeczyta może 5 osób, bo będzie napisana na 10 tys. znaków to będzie ci to przeszkadzało? Z tekstu wynika, że widzisz bezsens takich tworów. I pewnie sens całego tego hipotetycznego tekstu można by zamieścić w jednym zdaniu, ale tylko pozornie. Bo to nie jest tekst orbitujący wokół jednego pomysłu z dorobionymi na siłę porównaniami odnoszącymi się do wykształcenia wyższego z dziedziny psychologii, którym autor chce się pochwalić, że wymyślił. To rozpisana całą teoria, którą autor dostrzegł i opisał na swój sposób. Porządna, wymagająca publicystyka.

27.05.2013 00:13
odpowiedz
JayL
46
Centurion

Stoję po tej samej stronie barykady. Między innymi dlatego swego czasu przerzuciłem się z dosyć sztywnego KŚ Gry na CD-Action. Kiedy czytam o grach, czy też jakimkolwiek temacie, jaki mnie interesuje, mam ochotę zapoznać się z tekstem łatwym i przyjemnym, przekazującym w miarę spójnie i treściwie wszystko, co najważniejsze. Jak trafi się nutka humoru to tym lepiej. Wynika to chyba głównie z faktu, że same gry służą przecież rozrywce, dlatego też teksty o nich utrzymują odpowiedni styl. Nie skreślałbym jednak tej 'drugiej szkoły'. Sam kupiłem pierwszego LAGa. Nie powiem, żeby była to jakaś świetna decyzja, jednak czasem dobrze jest zagłębić się w temat, który nas interesuje w większym stopniu. Moim zdaniem podobne magazyny są potrzebne, tak jak analizowanie gier, rozkładanie ich na czynniki pierwsze, a nie tylko [ link zabroniony przez regulamin forum ] Wiadomo, to tylko nisza, większości graczy nie interesuje ani mechanika, ani głębia fabuły. Jednak dla tych, którzy tematem solidnie się interesują, powinna też istnieć odpowiednia literatura. Acz trzeba pamiętać, że temat, jaki się porusza, a sposób w jaki się o nim pisze, to dwie różne sprawy. Również o zawiłościach przekazu Infinite można mówić prostymi słowami. Jednak starczy już tego rozpisywania się, bo to temat na drugi artykuł. Ostatecznie powiem tylko, że sam wolę 'szkołę pierwszą' na codzień, ale i 'szkoła druga' raz na jakiś czas to fajna sprawa.

27.05.2013 08:22
odpowiedz
Lukxxx
177
Generał

A ja często mam ochotę na jakąś pożywkę dla mózgu.

I nie mam nic przeciwko psychoanalizie Mario. Ani o rozważaniu na temat Geralcie jako seksocholiku. To oznaka dojrzewania medium, że się o nim pisze w kontekstach także bardziej poważnych i głębokich.

Dla każdego coś miłego.

Co ciekawe lubiłem takie teksty od zawsze. Kiedyś najlepszym pismem dla mnie było to najdoroślejsze - Świat Gier Komputerowych.

27.05.2013 09:02
odpowiedz
MichOch
2
Junior

Tu autor współuczestnik rozmowy, która popchnęła Wilka do niniejszej notki, jak i autor wpisu, do którego Wilk się odnosi w swoim tekście.

Przede wszystkim - dzięki za odzew, Drodzy Komentujący. Wiedzcie, że dostarczacie mi wiele radości, udowadniając, że szkoła publicystyczna którą preferuję, też ma swoich sympatyków i takie elitarystyczne pisanie o grach znajduje swoich odbiorców nawet pośród niedzielnych graczy. Odniosę się może pokrótce do niektórych komentarzy:

@Jaszczomb_jmb

"To są pasjonaci, którzy piszą dla samej sztuki pisania."

No nie do końca bym się zgodził. To znaczy, ja nie staram się pisać dla samego pisania i nie odbieram tak ambitniejszych tekstów publicystycznych. Pisanie "dla sztuki" nie jest celem takich tekstów, raczej chodzi w nich o to, by podzielić się swoimi subiektywnymi odczuciami, wymienić się wrażeniami na temat danej gry. Bo ktoś może dostrzec w grze coś więcej, niż ja, zwrócić uwagę na inne aspekty, które ja przeoczyłem, wysunąć jakąś ciekawą teorię, która mi nie przyszła do głowy, a która - po przemyśleniu - okazuje się bardzo trafna. Czytając taką publicystykę po prostu poszerza się własne horyzonty. Patrząc na grę oczami innego gracza - można dostrzec coś więcej. I to jest naprawdę bardzo fajne.

@JayL

"same gry służą przecież rozrywce, dlatego też teksty o nich utrzymują odpowiedni styl. "

Ale przecież niekoniecznie. Są gry i gry - większość faktycznie jest tworzona z myślą o dostarczeniu odbiorcy rozrywki, ale są przecież produkcje typu The Path, Dear Esther,Limbo, gdzie ten aspekt jest zepchnięty na dalszy plan (albo wręcz wyeliminowany). Gry to medium, tak jak filmy, komiksy i książki. Literatura to nie tylko Harry Potter, ale też Ulisses Joyce'a. Film to nie tylko Transformers, ale też Stalker Takrowskiego. Gry przeważnie są rozrywką, ale przecież nie muszą. Gra jest tym, co z niej zrobi jej twórca.

I jeszcze słowo na koniec. Interpretowanie tekstów popkultury - pod kątem motywów religijnych, mistycznych, politycznych, genderowych, społecznych - też może być ciekawe. Wiem, że niektórzy wyśmiewają się z takiego poważnego analizowania "niepoważnych" rzeczy, ale ja takie analizy właśnie lubią najbardziej. Twórcy popkultury nie żyją przecież w próżni, także mają jakieś poglądy, zapatrywania, ulegają modom albo obowiązującym trendom (choćby ostatnio jest to brak happy endu w fabułach gier video - znak czasu, żyjemy w kryzysie, wesoło nie jest, co widać w tworzonej obecnie popkulturze). I to jest fajne. Naprawdę. Cieszę się, że inni też to dostrzegają.

I oczywiście zapraszam do dyskusji, komentowania zarówno u mnie, jak i pod notką u Wilka.

27.05.2013 13:09
myrmekochoria
odpowiedz
myrmekochoria
45
Konsul

Dzięki za komplement Czarny Wilku i za link. Twój tekst może zachęcić do dyskusji kilku ludzi.

Ja osobiście jakoś nie myślę o pisaniu o grach w takich binarnych kategoriach. Mogę jedynie swoje zdanie zaprezentować. Nigdy nie czytam recenzji ani nie oglądam trailerów, ponieważ boje się, że wpłyną na mój odbiór gry, dlatego ta gałąź publicystyki jest dla mnie mniej ważna (choć lubię przeczytać solidne recenzje gier, które już skończyłem - Guy Fawkes). Poza tym staram się nie traktować graczy jak dzieci. Każdy gracz z kilkuletnim stażem potrafi osadzić grę w gatunku, serii, tradycji itd, więc nie wiem czy jest to ważne.

MichOch skreślił już to, co jest dla mnie ważne. Subiektywna perspektywa drugiego człowieka podana przez język i dysocjacje umysłu. Tekst, rozmowa są filtrem przez który autor patrzy na rzeczywistość, to jest dla mnie pasjonujące. Uwielbiam jak ktoś zabiera mnie swoimi tekstami albo tyradami na dany temat w intelektualną podróż, dlatego kocham Stand-up. Zawsze znajdzie się ktoś, kto ma nowe, ciekawe spojrzenie na daną kwestie (Mephistopheles w naszej dyskusji o Silent Hill 2 czy czytelnicy komentujący Spec Ops)

"I jeszcze słowo na koniec. Interpretowanie tekstów popkultury - pod kątem motywów religijnych, mistycznych, politycznych, genderowych, społecznych - też może być ciekawe. Wiem, że niektórzy wyśmiewają się z takiego poważnego analizowania "niepoważnych" rzeczy, ale ja takie analizy właśnie lubią najbardziej. Twórcy popkultury nie żyją przecież w próżni, także mają jakieś poglądy, zapatrywania, ulegają modom albo obowiązującym trendom (choćby ostatnio jest to brak happy endu w fabułach gier video - znak czasu, żyjemy w kryzysie, wesoło nie jest, co widać w tworzonej obecnie popkulturze). I to jest fajne. Naprawdę. Cieszę się, że inni też to dostrzegają. "

Osobiście wierzę w to, że gry staną się kiedyś szczytowym osiągnięciem kulturowym. Łączą w sobie wszystkie domeny i tradycję: malarstwo, literatura, programowanie, wysublimowaną i skomplikowaną technologię. Każdy dziedzina sztuki musiała się wyzwolić od tabu i teraz obecnie gry są w trakcie wychodzenia ze schematu dziecinności. Poza tym dojrzewa pokolenie gier - od 40 roku życia w dół (zależy od państwa) i teraz to pokolenie będzie tworzyć kulturę, więc myślę, że jesteśmy u progu złotej ery.

Bardzo często można się spotkać z niezrozumieniem, gdy piszę się o grach inaczej. Bardzo często trafiamy na mur ignorancji, brak wiedzy i pogardę dla "myśli humanistycznej" w kapitalistycznym świecie, co jest naturalne. Sam nie raz spotkałem się z wyśmiewaniem i niezrozumieniem danego tekstu. Nie myślałem nigdy o sobie w kwestii reprezentacji danej "szkoły". Staram się pisać o rzeczach, które wybijają mnie z nihilizmu i otępienia dnia codziennego.

27.05.2013 14:37
odpowiedz
MichOch
2
Junior

@myrmekochoria

"Osobiście wierzę w to, że gry staną się kiedyś szczytowym osiągnięciem kulturowym. Łączą w sobie wszystkie domeny i tradycję: malarstwo, literatura, programowanie, wysublimowaną i skomplikowaną technologię."

Ale dokonujesz tutaj niezwerbalizowanego założenia, że różne media można wartościować pod względem jakiejś obiektywnej "lepszości", a to przecież nie jest tak. Literatura nie jest w żaden sposób "gorsza" od filmu czy komiksu. Media są tylko - aż! - sposobem na komunikację twórcy z odbiorcą i nie podlegają stopniowaniu dobre-lepsze-najlepsze. Każdy kanał medialny jest autonomiczny, udostępnia twórcom inne narzędzia, wymaga innej filozofii kreowania dzieła kultury. Nie można powiedzieć "gry są lepsze od filmów, bo mają wszystko to, co filmy plus na dodatek interakcję", tak jak nie da się obronić stwierdzenia "Filmy są lepsze od komiksów, bo mają to samo, co komiksy plus jeszcze ruch".

Wszystkie kanały medialne są względem siebie równorzędne. Gry także - teraz musimy to tylko docenić.

27.05.2013 17:26
myrmekochoria
odpowiedz
myrmekochoria
45
Konsul

Być może się źle wyraziłem. Chodziło mi, że gry wymagają rzemieślniczego mistrzostwa połączonego z czymś, co ludzie nazywają sztuką.

27.05.2013 18:59
odpowiedz
JayL
46
Centurion

@MichOch
Racja, z tego względu też są zachowane odpowiednie proporcje. I tak jak gry poważne są w mniejszości, tak literatura o nich traktująca również nie jest zbyt często spotykana. Sam chętnie zwiększyłbym ilość podobnych produkcji, ale niestety nie ma co na to liczyć. Pomijając indie, bo to nie jest moja bajka.

28.05.2013 10:33
Ambitny Łoś
odpowiedz
Ambitny Łoś
151
Cthulhu

Nie czytam wielu recenzji, bo większość jest nudna i bezpłciowa, nic nowego się z nich nie dowiaduję. Zdecydowanie wolę ciekawe artykuły poważniej biorące się za analizę gier, czy jakieś felietony dotyczące branży.

28.05.2013 18:22
odpowiedz
MichOch
2
Junior

@myrmekochoria

"Chodziło mi, że gry wymagają rzemieślniczego mistrzostwa..."

Może bez takich górnolotnych wymagań. Nie wymagajmy od gier, że będą doskonałe - bo to prawdziwa rzadkość. Wymagajmy, żeby były ciekawe, nietuzinkowe, frapujące. Jest mnóstwo gier, które uwielbiam, a które są zwyczajnie rzemieślniczo bardzo niestaranne i niedopracowane - You Are Empty, pierwszy S.T.A.L.K.E.R., SCP - Containment Breach - ale mimo to cieszę się, że powstały. Ja osobiście wolę gry, które powstały mimo tego, że ich twórcy nie mieli wystarczających pieniędzy, zasobów i umiejętności, by zrealizować swoje wizje, niż mistrzowskie rzemieślniczo blockbustery.

"...połączonego z czymś, co ludzie nazywają sztuką."

To znaczy czym? Jacy ludzie? Strasznie nieprecyzyjne określenie. Nie czepiam się, pytam poważnie, bo mnie tym określeniem - przyznam - bardzo zaintrygowałeś. Byłbym wdzięczny, gdybyś doprecyzował. "Sztuka" to mocno subiektywny aspekt, każdy odbiera artyzm na nieco innym poziomie, a "programowo artystyczne" utwory zwyczajnie nie istnieją. Innymi słowy - koniec końców mam gdzieś, co ludzie nazywają sztuką, obchodzi mnie to, co ja sam uznaję za sztukę.

@JayL

"Sam chętnie zwiększyłbym ilość podobnych produkcji, ale niestety nie ma co na to liczyć."

Oj, nieprawda. My - jako gracze, czytelnicy, blogerzy - możemy robić bardzo wiele. Choćby domagać się takich tekstów, pisać na blogach, brać udział w różnych przedsięwzięciach pokroju Grakademii, słowem - tworzyć atmosferę, w której dziennikarze branżowi będą się czuli zobowiązani do tworzenia nieco ambitniejszych treści o grach. I, oczywiście, to raczej nisza, relatywnie mała i tak już raczej zostanie. Ale to ważna nisza. Zaopiekujmy się nią, bo przecież warto.

"Pomijając indie, bo to nie jest moja bajka."

Indie games są fajne, gorąco zachęcam do przełamania się i zgłębienia tej niszy. Poważnie, to, co w grach najciekawsze dzieje się "w Indiach" ;) , indie to taki poligon doświadczalny, na którym twórcy testują różne rozwiązania, które potem, nieco tylnymi drzwiami, przenikają do mainstreamu i go zmieniają. Dla mnie to jest świetne, kocham indie (i to w tej najbardziej hardkorowej formie gier freeware robionych przez kompletnych wariatów albo modów, w które włożono benedyktyńską pracę). Myślę, że swoim podejściem sporo tracisz, ale... Nie każdemu musi się podobać to samo.

29.05.2013 11:17
odpowiedz
zanonimizowany579358
105
Senator

Jeśli chodzi o recenzje to wolę gdy są napisane prosto i na temat. Zaś w publicystyce poświęconej grom lubię obszerne artykuły poruszające dany aspekt w różnych grach.

30.05.2013 10:56
myrmekochoria
odpowiedz
myrmekochoria
45
Konsul

Nie wiem czy semantyczne dyskusje maja tu sens MichOch. Gry wymagają mistrzowskiego rzemiosła, to wcale nie jest przesada a konieczność. Nie mówimy o jakości gier tylko o wysiłku dziesiątek/ setek ludzi, którzy wspólnie tworzą projekt. Ja nie potrafię programować zbyt dobrze, nie potrafię tworzyć teł 2D, nie potrafię implementować systemów itd. To jest mistrzostwo, w którym uczestniczy mnóstwo ludzi.

Czymś co ludzie nazywają sztuką, czyli tym co nazywają poszczególni ludzie. Zostawiam otwartą furtkę, ale niech będzie, ze chodziło mi o gałęzie poszczególnych sztuk: malarstwo, praca z tekstem, tworzenie światów, zdarzeń konfliktów itd.

30.05.2013 11:31
odpowiedz
MichOch
2
Junior

@myrmekochoria

"Nie wiem czy semantyczne dyskusje maja tu sens MichOch."

Co to są "semantyczne dyskusje"? Takie, w których przerzucamy się znaczeniami, zamiast argumentami?

"Gry wymagają mistrzowskiego rzemiosła, to wcale nie jest przesada a konieczność. Nie mówimy o jakości gier tylko o wysiłku dziesiątek/ setek ludzi, którzy wspólnie tworzą projekt. Ja nie potrafię programować zbyt dobrze, nie potrafię tworzyć teł 2D, nie potrafię implementować systemów itd. To jest mistrzostwo, w którym uczestniczy mnóstwo ludzi."

No więc nie. Jeśli twórca/twórcy ma coś ciekawego do powiedzenia, w ciekawy sposób, to ja jestem w stanie wybaczyć mu brak umiejętności czysto rzemieślniczych. Czasem nie są potrzebne super dopieszczone modele postaci i tekstury wysokiej rozdzielczości. Jeśli gra broni się konceptualnie, to niestaranność jej wykonania ma dla mnie drugorzędne znaczenie.

"Czymś co ludzie nazywają sztuką, czyli tym co nazywają poszczególni ludzie. Zostawiam otwartą furtkę, ale niech będzie, ze chodziło mi o gałęzie poszczególnych sztuk: malarstwo, praca z tekstem, tworzenie światów, zdarzeń konfliktów itd."

Nic nie wyjaśniłeś, tylko zamąciłeś jeszcze bardziej. Co to ma znaczy "zostawiam otwartą furtkę"? To znaczy, że mogę sobie interpretować to, co powiedziałeś wedle własnego widzimisię? Tak się nie prowadzi dyskusji. Konfrontujemy własne stanowiska używając precyzyjnych określeń. W przeciwnym wypadku zamiast merytorycznej rozmowy zrobi nam się to, o czym pisał w swojej notce Wilk, czyli pseudointelektualny bełkot.

30.05.2013 13:45
myrmekochoria
odpowiedz
myrmekochoria
45
Konsul

Ja nie piszę o tym, że grafika i tekstury ma znaczenie, tylko tym, że grą są najbardziej zaawansowaną formą sztuki, gdyż zawierają w sobie wszystkie inne dziedziny. Nie wiem, czy potrafię powiedzieć to inaczej. Osobiście, z wiekiem, doceniam to w jaki sposób się opowiada, a nie to, co ktoś ma mi do powiedzenia, bo niezbyt wiele jest do powiedzenia.

Wcześniej napisałeś ""Sztuka" to mocno subiektywny aspekt, każdy odbiera artyzm na nieco innym poziomie, a "programowo artystyczne" utwory zwyczajnie nie istnieją. Innymi słowy - koniec końców mam gdzieś, co ludzie nazywają sztuką, obchodzi mnie to, co ja sam uznaję za sztukę". "To znaczy, że mogę sobie interpretować to, co powiedziałeś wedle własnego widzimisię?" Streściłeś esencje swojego postrzegania "sztuki" i chcesz mojego wyjaśnienia. Myślę tak samo tj. subiektywnie lubię liście topoli białej jak migoczą na tle nieba albo lubię Breughla Niech każdy będziemy strażnikiem swoich wzruszeń, więc nie wiem czego chcesz ode mnie? Mam Ci wyjaśnić co ja uważam za sztukę. Jaką dyskusje w ogóle my prowadzimy?

30.05.2013 21:58
odpowiedz
MichOch
2
Junior

@myrmekochoria

"Ja nie piszę o tym, że grafika i tekstury ma znaczenie, tylko tym, że grą są najbardziej zaawansowaną formą sztuki, gdyż zawierają w sobie wszystkie inne dziedziny. Nie wiem, czy potrafię powiedzieć to inaczej."

Piszesz niejasno - tylko tyle jestem w stanie stwierdzić z całą pewnością. I to nie do końca prawda, że gry zawierają w sobie wszystkie inne dziedziny. Komiks nie zawiera w sobie literatury i obrazu - korzysta z podobnych zabiegów, ale jest czymś zupełnie innym. Z grami jest identycznie. To

"Osobiście, z wiekiem, doceniam to w jaki sposób się opowiada, a nie to, co ktoś ma mi do powiedzenia, bo niezbyt wiele jest do powiedzenia."

Też tak mam - chwilami jestem w stanie docenić formę, nawet jeżeli treść niedomaga. A czasem odwrotnie.

"Jaką dyskusje w ogóle my prowadzimy?

No właśnie coraz mniej jestem tego pewien, czy w ogóle prowadzimy jakąkolwiek bo chyba obaj operujemy pojęciami na trochę innych płaszczyznach.

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze