Najlepsze albumy roku 2013 - najciekawsza lista po tej stronie Wisły - fsm - 17 grudnia 2013

Najlepsze albumy roku 2013 - najciekawsza lista po tej stronie Wisły

Koniec roku! Podsumowanie! Kto by się spodziewał? Na pierwszy ogień idzie moja lista najlepszych albumów 2013 roku, którą sumienne staram się dostarczać każdego gameplayowego grudnia. Nie stałem się nagle fanem dyskotekowych rytmów, czarnych rapów czy innego rodzajów przebojów rodem z rozgłośni z dużą ilością "x" w nazwie, więc znowu mój "top" najczęściej obracać się będzie wokół ryku gitar, łomotu perkusji i sampli z piekła rodem.

Trent ugina się pod naporem zacnej muzy. Foto autorstwa Heather Kaplan.

Dużo dobrej muzyki zaatakowało moje uszy w tym roku, choć nie potrafię z ręką na sercu wskazać jednego albumu, który zasłużył na tytuł płyty roku. Z tego też powodu idę na lekką łatwiznę i najpierw napiszę kilka akapitów o różnego rodzaju wartych odsłuchania muzycznych dokonaniach (ze specjalnym małym kącikiem dla muzyki polskiej), a potem dotrę do trzech produkcji, które doceniłem najbardziej i które dostarczyły mi najwięcej frajdy.

Zacznę od płyt, których obecności w takim podsumowaniu się nie spodziewałem, bo dotychczasowej twórczości tych wykonawców nie śledziłem, ani też jakoś specjalnie nie słuchałem. Są sobie dwa zespoły, których do niedawna nie potrafiłem rozróżnić - Arcade Fire i Arctic Monkeys. Oba indie-rockowe, oba modne, grające - wydawałoby się - podobnie. Tymczasem Arctic Monkeys już dawno temu skumały się z Joshem Homme'em, a rezultatem najnowszej sesji nagraniowej za oceanem jest płyta AM promowana fantastycznym (chyba najlepszym na płycie) singlem Do I Wanna Know? Nóżka chodziła sama, naprawdę przyzwoite granie. Z kolei Arcade Fire poszli w kierunku disco i spłodzili długi, dwupłytowy, nietuzinkowy album pt. Reflektor, któremu trzeba poświęcić sporo uwagi (poza tym: kto normalny promuje płytę siedmiominutowym singlem?). Nie wszystkie numery weszły bez popicia, ale takie np. It's Never Over albo szalony rytm Here Comes The Night Time podobają się same, bez pomocy. Podobnie jest z Daft Punk - Random Access Memories już zdążyło wylądować wysoko na różnego rodzaju listach "top 2013". DP nigdy nie słuchałem, choć twórczość jako tako znam (z wyróżnieniem muzyki do TRONa - świetny soundtrack!), ale przeraźliwie zaraźliwe numery z Pharrellem Williamsem na wokalu czy długi, pod koniec gitarowy Giorgio by Moroder pewnie zostaną ze mną nieco dłużej.

Idąc dalej i wchodząc w cięższe rewiry: podobała mi się nowa płyta Alice In Chains. Śmierć Layne'a Staleya mnie nie dotknęła, bo te ponad 10 lat temu AiC nie istniało na moim radarze. Tymczasem nagrane z nowym wokalistą Black Gives Way to Blue i tegoroczny The Devil Put Dinosaurs Here (fantastyczny tytuł i zacna okładka) to dwa kawały naprawdę solidnego grania. Dobrze się tego słucha, warto pamiętać o weteranach, zdecydowanie. Innego rodzaju weterani - Korn - też wrócili z nowym albumem, pierwszym po powrocie Heada, gitarzysty współodpowiedzialnego za najlepsze w dorobku grupy Follow the Leader i Issues. Singlowe Never, never nie przysporzyło zespołowi nowych fanów, ale całe The Paradigm Shift to porządna i miejscami bardzo udana próba wskrzeszenia "dawnego Korna". Miło się słuchało, choć na dłuższą metę bez rewelacji. Krótko wspomnę jeszcze o nowym albumie Placebo - Loud Like Love okazało się być całkiem niezłe i zdecydowanie bardziej "słuchalne" od Battle for the Sun. W przypadku tej grupy jednak (podobnie jest z Muse) dużo bardziej cenię sobie wydawnictwa z datą produkcji do 2006 roku włącznie. Kończąc akapit o powrotach - Black Sabbath wróciło i ma się zaskakująco dobrze, jak na permanentnie połączonych do kroplówki weteranów ciężkiego grania. 13 brzmi energetycznie i młodzieńczo, posłuchałem go nie raz i nie dwa razy, i każdy z tych razów był miły memu uchu.

Zanim przejdę do faktycznie najlepszych albumów 2013 roku, dwa specjalne wyróżnienia sponsorowane przez moje Sennheisery: pełnometrażowy album How to destroy angels nie powalił mnie na ziemię, ale okazał się być przyjemną odskocznią od NIN (a gdyby całość była taka jak trzy utwory: And the sky began to scream, Welcome oblivion i Too late, all gone, byłoby rewelacyjnie), z kolei kolaboracja Chino Moreno i panów z ISIS, która ukazała się w czerwcu pod marką Palms jest bardzo miła i ekstremalnie wręcz klimatyczna, ale z jakiegoś powodu miałem nadzieję na coś o większej sile rażenia (również w kwestii ciężaru kompozycji).

And now... 3 x 3

Trzy prawie-najlepsze albumy

David Bowie - The Next Day

Spektakularny powrót muzycznego kosmity jest wyjątkowo normalny i klasyczny. Oto dobry rockowy album dojrzałego muzyka, który raz jeszcze pokazuje młokosom, gdzie raki zimują. I nawet jeśli twórczość Davida jest mi w zdecydowanej większości obca (znam i słucham w zasadzie tylko dwóch płyt: Outside i Earthling), to nie przeszkadzało mi to cieszyć się The Next Day. Pierwszorzędna robota!

Stone Sour - House of Gold & Bones part 2

Druga część koncept-albumu o biednym żuczku, który musi walczyć z własnymi demonami. Cała historia to fajne opowiadanie zawarte w książeczkach do płyt, dwa długogrające albumy i czteroczęściowy komiks z wydawnictwa Dark Horse. Corey Taylor jest w tym momencie jednym z najpłodniejszych i najciekawszych rockowych twórców i strach pomyśleć, co przyniesie w przyszłym roku nowy Slipknot. Ale póki co HoGaB 2 powinien przypaść do gustu wszystkim fanom Stone Sour i ciężkiego grania w ogóle. [więcej przeczytacie tu]

A Perfect Circle Live

Maynard James Keenan to twarz trzech zespołów: Tool w bólach rodzi swoje kolejne dzieło, A Perfect Circle ostatnio wrócił z martwych za sprawą wielu koncertów w USA i nowych wydawnictw "live", zaś Puscifer to najaktywniejsza grupa, która tylko w tym roku doczekała się EPki i zacnego "What is..." (koncertowy film + osobne audio). Na wyróżnienie w tym wypadku zasługują aż 4 płyty z logo A Perfect Circle - trzy długogrające albumy w wersjach na żywo (z bonusowymi kawałkami i cudownymi sucharami w wykonaniu gitarzysty, Jamesa Iha) oraz jedna koncertowa mega-kompilacja: Stone and Echo, nagrana w 2011 roku w amfiteatrze Red Rocks w Colorado. I nawet jeśli głos Keenana przez te wszystkie lata stracił nieco zakresu, to muzycznie utwory sprzed lat bronią się bez problemowo. Lekkie zmiany w aranżacjach, energia i wrzaski publiczności... Naprawdę kapitalna sprawa, szkoda tylko, że obecnie dostępna jedynie w wersji cyfrowej.

Trzy najlepsze albumy z Polski

Blindead - Absence

Blindead dostał wyróżnienie za rewelacyjną atmosferę i świetne kompozycje. Wcześniej panowie strasznie hałasowali, teraz zaś poszli w kierunku nastrojowego, gitarowego plumkania z okazjonalnym ciosem prosto w krtań. No i podoba mi się dołujący koncept z cmentarzem, numerami kwater jako tytułami utworów... W sam raz na zimowe wieczory. Światowa muza wprost z naszego podwórka.

Dr Misio - Młodzi

Arkadiusz Jakubik - facet dyskusyjnej urody o zniewalająco niskim głosie. Ale żeby od razu wokalista? Jak się okazuje - wokalista na sto dwa! Garażowe, rockowe, brudne granie połączone z brudnym głosem i dobrymi tekstami dały rezultat w postaci najlepszej tegorocznej stricte rockowej płyty "made in Poland".

Misia ff - Epka

Michalina Furtak, głos i bas tres.b w wersji solowej, na razie trwającej jedynie 30 minut. Szkoda, bo Misia głos ma przecudowny, po angielsku śpiewa równie dobrze, jak po polsku, a jej "debiut" wyraźnie pokazuje, że również bez kolegów z zespołu jest w stanie nieco namieszać. W tres.b najbardziej lubiłem te żywsze, drapieżniejsze kawałki, cieszy więc, że na Epce nie brakuje gitarowych momentów (choć w gruncie rzeczy jest to świetny pop).

Moje trzy najlepsze albumy 2013 roku

Święta muzyczna trójca tego roku, dostarczyciele największej ilości radochy i bohaterowie całej masy ponownych odsłuchów bez przerwy. Niestety – żaden z poniższych albumów nie okazał się aż tak rewelacyjny, jak sobie to wymarzyłem. Wszystkie są bardzo dobre, żaden nie jest genialny. Trochę szkoda, ale w gruncie rzeczy powinniśmy sobie częściej życzyć takiej "szkody".

Nine Inch Nails - Hesitation Marks

Zapewne przemawia przeze mnie NINowy fanboj, ale Hesitation Marks po 3 miesiącach od premiery jest nadal świeży, pomysłowy i rajcujący. Co prawda wolałbym więcej agresji i żywej perkusji, ale tego nie brakuje na koncertach (sami sprawdźcie, a potem wpadnijcie do Katowic w czerwcu), zaś same kompozycje jak zwykle pieszczą me uszy. Mój pierwotny zachwyt nad nowym NIN możecie poznać tutaj.

Queens Of The Stone Age - ...Like Clockwork

Druga najlepsza tegoroczna płyta to najnowsze dzieło QOTSA, które - podobnie jak NIN - nie wykorzystało w pełni drzemiącego w twórcach potencjału. Jest świetnie, a mogło być genialnie. Tym niemniej tych kilku miesięcy spędzonych z ...Like Clockwork nie mogę uznać za stracone. Oto dojrzała, niebanalna płyta od doświadczonych rockmanów. Więcej pod tym linkiem.

Sound City: Real to Reel

Na koniec zostawłem najciekawszą kolaborację ostatnich lat, wielogłowe dziecko Dave'a Grohla. Lider Foo Fighters nakręcił dokumentalny film o Sound City - legendarnym studiu nagraniowym, a wspaniałym towarzyszem dla filmu okazała się być ścieżka dźwiękowa. 11 premierowych, napisanych od zera utworów, pochodzi od kilkunastu uznanych twórców, w tym takich gwiazd jak Paul McCartney, Trent Reznor czy Josh Homme. Mocy w muzykach było na coś zasługującego na 11/10, otrzymaliśmy "tylko" jakieś 8,5/10. Ale i tak jest super. Więcej: tu.


A jak Wam minął muzycznie ten rok? Może więcej słuchaliście muzyki na żywo, niż z płyt (kaset :P)? W weekend będziecie mogli przeczytać muzyczne podsumowanie roku w wykonaniu dartha16. A tymczasem miłego dnia.

PS Zapomniałem wspomnieć o dwóch albumach, których sporo słuchałem i które zaslugują na Waszą uwagę: Long Distance Calling - The Flood Inside [progresywnie i z Niemiec] oraz Gary Numan - Splinter (Songs from a Broken Mind) [prekursor elektro-industrialnych brzmień w nowoczesnej, dosyć gitarowej odsłonie]

fsm
17 grudnia 2013 - 10:17

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
17.12.2013 19:28
ubersniper
88
Pretorianin

Wszystko fajne poza NINem. IMO Album przynajmniej rozczarowujący co by nie powiedzieć stylowo nietrafiony. Szkoda.

17.12.2013 19:39
odpowiedz
rog1234
77
Dragon Install

Zgodnie ze swoimi zasadami listy tego typu publikuję za połową grudnia, więc ubiegłeś mnie minimalnie :P Dzisiaj powinienem skończyć.

Niestety nie dałem się przekonać do Hesitation Marks. Nudzi mnie. Wywołuje po prostu napady ziewania i braku zainteresowania, co jest niewybaczalne. Daję mu szansę raz na miesiąc, raz za razem z gorszym rezultatem. Nawet na ...Like Clockwork zawiodłem się mniej (tam przynajmniej podoba mi się więcej niż jeden utwór :P).

17.12.2013 20:02
odpowiedz
sekret_mnicha
194
fsm

GRYOnline.plTeam

Wiem, że ten NIN wśród wielu słuchaczy cieszy się dużo mniejszym uznaniem, niż poprzednie dokonania. A szkoda, bo HM jest na pewno lepsze niż taki The Slip (na którego też kiedyś narzekano, a teraz pomału staje się "dobrym, starym albumem NIN" :P). Co ja poradzę na to, że mi wchodzi? Nie ma petardy (a miała być), jest "jedynie" bardzo dobra robota. Liczę, że kolejna płyta pojawi się szybciej, niż po 5 latach :)

17.12.2013 20:39
odpowiedz
rog1234
77
Dragon Install

Niestety "regularność" wydawania albumów przez zespoły takie jak NIN jest czymś, co zaczęło strasznie działać mi na nerwy w ostatnich latach. Nie kłócę się z tym, że do zrobienia dobrego materiału potrzeba czasu, a po tylu latach robienia muzyki pod jednym szyldem tym bardziej... ale drażni mnie to i tak. QOTSA to samo, niestety po prostu za długo kazali na siebie czekać, bym teraz był zachwycony. Może to głupie, ale odnoszę właśnie takie wrażenie.

18.12.2013 18:27
odpowiedz
€xis
52
Konsul

Też ostatnio się zastanawiałem ile to w tym roku w zakresie gitarowym mieliśmy dobrych albumów... i w sumie wyszło ich trochę. Napewno można powiedzieć że w 2013 roku było dużo powrotów tych bardziej lub mniej legendarnych, znaczących zespołów. I to jest fajne. Nie mniej jednak było parę świetnych debiutów.

Na początek z Polski:

Hunter - Imperium - totalne zaskoczenie 2013. Zapowiedzieli płytę jakieś 2m-ce przed wydaniem, mówili że będzie ostrzej i ciężej niż na Królestwie, jednakże wyszło trochę... dziwnie. Przy pierwszych odsłuchach miałem wrażenie jakby pokombinowali dużo przy kompozycjach, niemal jak Lao Che(tylko w wersji metalowej). Płyta zarówno niby brzmieniowo ciężka, a jednocześnie bardzo przystępna, momentami nie Hunterowo. Jestem zadowolony (szczególnie z "Imperium STRACHU"), aczkolwiek spodziewałem się zupełnie czego innego. A tymczasem zrobili tu nawet swojego rodzaju metalową El-Dupę ("Imperium DIABŁA").
Kult - Prosto - poczynając od majestatycznego, niemal monumentalnego utworu tytułowego, przez kapitalny, promujacy film o tym samym tytule Układ Zamknięty, aż do niemal groteskowego tekstem Mój mąż, świetny album. Może nie dorównuje pierwszym płytom i OKSK, ale niewątpliwie jest czego posłuchać.
Waglewski,Fisz,Emade - Matka, Syn, Bóg - Po latach oddzielnych karier w końcu udało im się stworzyć (2 już) album razem. Poważny, spokojny, melancholijny i melodyjny, jest jednak w nich coś, co przyciąga i chce się tego słuchać. Może nie katować, ale raz na jakiś czas jak najbardziej.

Z zagranicznych

Black Sabbath - 13 - nowoczesne brzmienie doom metalu starych wymiataczy, i parę perełek - w tym "blues metal" - czyli Damaged Soul. Absolutnie. Najlepsza płyta Sabbathów od dawna...(od czasów "Heaven And Hell"?) Tu jest wszystko - jest i klimat, i niezapomniany wokal Ozziego, i piękny riffage, są nawet (nadwyraz wyraźne) nawiązania do pierwszych płyt...
QOTSA - ....Like Clockwork - również bardzo fajny, spójny, przyciągajacy uwagę album. Jak do premiery tego krążka znałem ich dyskografię pobieżnie, to teraz, dzięki niemu słucham ich już regularnie i w niemal całości. A "Smooth Sailing" i "I Appear Missing" przebija wszystko. Miód.
Scorpion Child - Scorpion Child - jak wyczytałem w jednej z recenzji - Led Zeppelin 2013roku. Zdecyydowanie najlepszy debiut bardzo fajnego, soczystego hard rockowego grania, polecam bardzo. "Polygon Of Eyes", "Kings Highway", "Liquor" czy "Armies Of Ecstasy".
Zodiac - A Hiding Place - 2 płyta niemców grających hard/blues rocka brzmi bardzo porządnie. Nic nie przeszkadza, słucha się bardzo miło. A "Leave Me Blind" (szczególnie w wersji rozszerzonej, z dodatkową solówką na klawiszach) to majstersztyk.
Alice In Chains - The Devil Put Dinosaurs Here - Ja jestem z tych dla których Alicja to w dużej mierze był Layne Staley, toteż Black Gives Way To Blue mi średnio podeszło, natomiast pomijając brak wokalu w/w brzmieniowo nowa płyta wypada dobrze. Utwór tytułowy zawiera pokłady Roostera, co jest niemałym krokiem w przód. Chłopaki się postarali, choć to nie to samo co płyty Facelift i Dirt(które uwielbiam).

Po krótce: Dobrze się też słucha nowych Arctic Monkeys, nie pogardzę też nowym Pearl Jamem (choć dziś ich słucham w całości i jednak "Ten" bije na głowę niemal wszystkie inne ich wydawnictwa), Dawidem Bowie czy Samsara Blues Experiment (zasada więcej dobrego, nic nie zmieniając tu się sprawdziła)

Dołożę jeszcze moje rozczarowania muzyczne tego roku

Mniejsze:
Dr Misio - gdy wyszedł, słuchałem go dość dużo, jednak po paru m-cach przerwy jakoś nie chce mi się do niego wracać, podobnie jak
Kazik Na Żywo - Bar La Curva/Plamy Na Słońcu - gdzie riffy Litzy są pomysłowe, jednak całościowo album zupełne nie przyciąga. Słucham z tego albumu jedynie od czasu do czasu "Nikomu Nie Cofam Poparcia", które ma fajny klimat.

Większe:
Depeche Mode - Delta Machine - czekałem na nich nowy album, bardzo ich lubię, z prawie każdego albumu wynajdę wiele świetnych kawałków, jednak na tym albumie najlepsze co stwozryli to singlowe "Heaven" oraz bluesowo-elektroniczne "Slow". Reszta, krótko mówiąc mnie odpycha...
Queensryche - Frequency Unknown/Queensryche - abstrachując już od tego, że z 1zespołu zrobiły się 2, obydwa wydały nowe płyty w tym roku i obydwa są tak samo niesłuchalne jak dla mnie... Frequency Unknown z Geoffem Tate'em jako jedynym członkiem z pierwotnego składu brzmi jak jego solowe płyty(które również mnie nie kupują), reszta chłopaków z nowym wokalistą - Toddem La Torre niby zrobili coś na kształt dawnego Queensryche, lecz to nie to co było w czasach Rage For Order, Operation Mindcrime, Empire czy Promised Land...

Ściana tekstu mi wyszła, ale może ktoś przeczyta :D

18.12.2013 19:42
odpowiedz
sekret_mnicha
194
fsm

GRYOnline.plTeam

Ja przeczytałem :) Odniosę się na szybko do kilku pozycji.

Waglewscy - kupiłem, posłuchałem, bardzo przyjemne, ale nie mam ochoty wracać (póki co). Na dłuższą metę brakuje jakiegoś "przyciągacza", którego znalazłem właśnie w doktorze Misio. Płytę odkryłem z opóźnieniem, ale strasznie mi podeszła i wydaje się po prostu lepsza niż dokonania skądinąd bardzo utalentowanych synów z ojcem (w tym wypadku czekam na Kin Nowak numer 3).

Depeche Mode - znam, lubię, ale tak naprawdę trawię tylko Playing the Angel. Reszta to głównie single. Z tego też powodu za najlepszy na nowej płycie uważam Angel. Reszta miejscami lepsza, miejscami gorsza, ale nie wzięło mnie.

22.12.2013 09:31
odpowiedz
MatmaN
12
Legionista

Dla mnie ten rok muzycznie wygrywa Riverside z płytą "Shrine of new generation slaves"- doskonała, świetnie zrealizowana płyta. Powrót Bowiego dobry, ale nie porywający, tak jak i nie porwał mnie QOTSA, ale może poświęciłem im za mało czasu. Zaskoczył mnie [dopiero za 3 podejściem] nowy Jamal- niezbyt wymagająca od słuchacza twórczość, za to najlepszy polski teledysk - "DEFTO". Wielkim zaskoczeniem był dla mnie [do ściągnięcia za darmo] chilloutowy album LUCa - Sleepoholic - mam wydanie specjalne- w poduszcze- lula do snu i uspokaja. Mocno załuchiwałem się też w "Trouble Will Find Me" by The National. W tym roku generalnie króluje u mnie muzyka smutna. Im bardziej depresyjny klimat tym mocniej do mnie trafia. Ale fakt faktem, że muzycznie ten rok dupy nie urywa- jest solidnie, ale brak jakiegoś wyraźnego porywu serc. Trochę szkoda.

22.12.2013 10:40
odpowiedz
Didier z Rivii
187
life 4 sound

W sumie to ja nie wiem czemu jeszcze nie dorzuciłem swoich propozycji z tego roku:

Polska
Waglewski,Fisz,Emade - Matka, Syn, Bóg - Nie będę się rozpisywał, bo już było wspomniane o tej płycie. Bardzo przyjemna, melancholijna i dużo spokojniejsza niż poprzednie wspólne rodzinne granie. Warto posłuchać dla odprężenia.
Lao Che - Koncert w Trójce - Świeżutka płyta sprzed nie całych trzech tygodni. Świetne koncertowe wydawnictwo, znane utwory w nowych aranżacjach, powrót do kilku kawałków z Guseł i energia przez cały koncert. Według mnie po prostu rzeba posłuchać.
Łukasz Rostkowski - Sleepoholic - Kolejny album, który L.U.C stworzył pod nazwiskiem a nie pseudonimem, więc nie ma rymów, co więcej nie ma też tekstu. Na całość składają się spokojne transowe elektroniczne kawałki. Nigdy nie słuchałem takiej muzyki, ale w tym wydaniu na prawdę fajnie się nadaje na odstresowanie i wyciszenie. Na plus zasługuje świetne wydanie kolekcjonerskie, w którym płyta nie jest zapakowana w pudełko tylko w poduszkę :) Co więcej cyfrowa wersja albumu jest w całości do ściągnięcia ze strony autora.

Świat
NIN - Hesitation Marks - o tej płycie zostało już tu napisane wiele. Mi album spodobał się w całości i bardzo często do niego wracam. Przebojowe disco kompozycje jak za czasów Reznora w Exotic Birds ;)
Daft Punk - Random Access Memories - Przebój za przebojem i często wracałem do tego albumu chociaż obecność jego w każdym możliwym miejscu (zarówno na żywo jak i w TV) sprawia, że ostatnio trochę od niego uciekam, ale nie zmienia to faktu, że jest to jedna z najsolidniejszych produkcji tego roku.

BONUS (wygląda na to, że perełka, ale za mało posłuchane, żeby zaliczyć do listy ;):
Poparzeni Kawą Trzy - Wezmę Cię - kolejne wydawnictwo radiowców. Dużo dęciaków przyjemne kompozycje i bardzo wyluzowany klimat. Polecam sprawdzić singiel:
http://www.youtube.com/watch?v=bRircB2hwSU

23.12.2013 22:11
odpowiedz
€xis
52
Konsul

Didler z Rivii - o właśnie, zapomniałem o Lao Che. Byłem na ich 2koncertach w 2013 (a w styczniu 2014 szykuje się kolejny) i to co odprawiają na koncertach to czysta magia. Dla mnie najlepszy zespół koncertowy w Polsce. Ich aranżacje koncertowe są wielokrotnie lepsze niż studyjne :D Po prostu, coś pięknego, tymbardziej, jeśli znasz w całości ich dyskografię i masz porównanie między wersją stydyjną a koncertową.

Przy okazji:
fsm - fakt, iż Waglewscy nagrali płytę bez ewidentnego przeboju, ale wg mnie nie jest to wadą. Muzyka nie jest tworzona tylko w celach komercyjnych, czyż nie? Poza tym obstawiam że i Panom Waglewskim aż tak bardzo pieniędzy nie brakuje.
I - też wchłaniam Playing The Angel w całości. Ten cieżki, niemal depresyjny (końcówka albumu) klimat <3 i przesterowane gitary w intro "A Pain That I'm Used To". Jednak, tak jak lubię Depeszów bardziej za zniekształcone do granic możliwości gitary i przede wszstkim klimat -> tak nie trafia do mnie specjalnie nowa, bardzo elektroniczna płyta(jak i np. pierwsze płyty)

23.12.2013 22:31
odpowiedz
adam11$13
67
Phantom Thief

Teraz sobie uświadomiłem jak dużo czeka mnie zaległości z 2013 :P

Jedyny album z tego roku, który osłuchałem do ''13''.

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze