Tajemnicze opowieści w służbie gier komputerowych - Czarny Wilk - 5 maja 2015

Tajemnicze opowieści w służbie gier komputerowych

Kilka tygodni temu wybraliśmy się w podróż ku nieznanemu. Opisałem kilka tajemniczych, niepokojących wydarzeń, jakie miały miejsce w przeszłości i których po dziś dzień nie udało się w pełni wyjaśnić. Wydarzeń, które stały się inspiracją dla twórców wielu gier komputerowych. Dzisiaj ponownie zagłębimy się w to, co niezbadane. Ale pójdziemy nieco dalej. Ostatnim razem skupiłem się tylko na historiach, które zostały silnie udokumentowane. Takich, co do których nie ma najmniejszych wątpliwości, że kiedyś do nich doszło, choć nie do końca wiadomo, w jaki dokładnie sposób przebiegały. Tym razem ograniczenie te zostanie zniesione i przedstawię wam opowieści, wokół których spory dotyczą nie tylko tego, co się w ich trakcie stało, ale również tego, czy w ogóle do nich doszło.  

Eksperyment Filadelfia

USS Edridge

W latach 1925-1927 Albert Einstein ponoć opracował teorię zakładającą istnienie jednobiegunowego pola magnetycznego. Jedną z jego właściwości miałaby być możliwość odchylania światła w takim stopniu, że obiekt znajdujący się w zasięgu jego działania stawałby się niewidoczny dla otoczenia. Zdolność generowania takiego pola byłaby bezcenna dla każdej armii, stąd łatwo uwierzyć, że wojsko mogło wykazać zainteresowanie sponsorowaniem i przeprowadzeniem eksperymentu mającego dowieść istnienia i zbadać właściwości takiego pola.

Takowy eksperyment miał odbyć się w 1943 roku na pokładzie amerykańskiego okrętu USS Edridge. W przygotowaniach do eksperymentu wzięli udział między innymi Albert Einstein, John von Neumann oraz Nikola Tesla (który jednak zmarł 9 miesięcy przed datą przeprowadzenia badania).

Pierwsze testy rzekomo odbyły się w trakcie lata w pobliżu Filadelfii i do pewnego stopnia zakończyły sukcesem. Świadkowie twierdzili, że statek rzeczywiście przestał być przez jakiś czas widoczny, w jego miejscu pojawiła się zaś zielona mgła. Po całym zajściu załoga narzekała na silne mdłości o bóle głowy.

Kadr z filmu Eksperyment Filadelfia z roku 1984

28 października powtórzono eksperyment. Tym razem efekty okazały się znacznie bardziej nieprzewidywalne. Statek nie tyle stał się niewidzialny, co całkowicie zniknął przy akompaniamencie niebieskiego błysku. Edridge następnie zmaterializował się 200 mil dalej, przy Norfolk w stanie Wirginia. Tam statek pozostał przez jakiś czas w bezruchu, obserwowany przez załogę znajdującego się nieopodal SS Andrew Furuseth. W końcu okręt ponownie zniknął i pojawił się w miejscu, w którym rozpoczął się eksperyment... cofając się przy tym o dziesięć minut w czasie. Prawdziwym horrorem okazał się jednak los załogi statku. Część marynarzy zniknęła, inni zmaterializowali się „odwróceni na drugą stronę”, jeszcze inni zespolili się z samym okrętem. Nieliczni, którzy uniknęli fizycznych zmian, stali się psychicznie chorzy.

Wojsko, przerażone wynikiem eksperymentu, zatuszowało wszelkie informacje o wydarzeniach, jakie miały miejsce na statku. Załogę dodatkowo poddano praniu mózgów, by nikt nie dowiedział się tego, co naprawdę się wydarzyło. Przynajmniej tak twierdzą zwolennicy teorii spiskowych, gdyż fakty zdają się jednoznacznie wskazywać na to, Eksperyment Filadelfia nigdy nie miał miejsca i tylko najwięksi zapaleńcy zdają się podważać wersję głoszoną przez armię USA.

Historia statku Borealis jest pod wieloma względami podobna do „przygód” USS Edridge

Historia makabrycznego w skutkach eksperymentu stała się inspiracją dla jednego z najciekawszych wątków serii Half-Life. Mowa oczywiście o statku Borealis, którego historia jest w wielu aspektach bliźniaczo podobna do tej, jaką pochwalić mógł się USS Edridge.

Źródła:

http://en.wikipedia.org/wiki/Philadelphia_Experiment

http://pl.wikipedia.org/wiki/Eksperyment_Filadelfia

Strefa 51

Na początku lipca 1947 roku kilku mieszkańców Roswell, miasta w stanie Nowy Meksyk zauważyło duży, jarzący się obiekt latający kształtem przypominający dwa zlepione ze sobą środkiem talerze. Obiekt poruszał się z prędkością kilkuset kilometrów na godzinę, unosił się na wysokości około 500 metrów i poruszał bardzo cicho. Kilka dni później na terenie jednej z pobliskich farm William Brazel odnalazł wrak latającego dysku. Poinformował on o tym służby porządkowe, w wyniku czego obiekt został przeniesiony do miejscowej bazy wojskowej.  W międzyczasie wiadomość o tajemniczym wraku obiegła cały kraj. Wieczorem tego samego dnia wysoki rangą wojskowy wygłosił oświadczenie. Stwierdził, że tajemniczy obiekt w rzeczywistości był po prostu balonem sondażowym. Na konferencji prasowej pokazano mocno zniszczone szczątki rzekomego balonu. Dziennikarze nie dali się do końca przekonać. Kiedy próbowano skontaktować się z komandorem Williamem Blanchardem, pierwszą osobą, od której usłyszano o latającym spodku, okazało się, że ten wyjechał na urlop i jest nieosiągalny. Nowo mianowany dowódca Bazy Lotnictwa w Roswell wkrótce po incydencie zaginął, gdy jego samolot zniknął w Trójkącie Bermudzkim.

Duża liczba świadków twierdzących, że widziało lot bądź wrak niezidentyfikowanego obiektu latającego uczyniła historię incydentu w Roswell jedną z najbardziej znanych opowieści o UFO. Pomogła też w nagłośnieniu legendy o Strefie 51 – jednej z najpilniej strzeżonych baz wojskowych na świecie, do której to rzekomo przetransportowano wrak (oraz pilotów) latającego spodka i gdzie prowadzono badania nad obcą technologią. Sama baza powstała w roku 1951 i aż do 2001 roku rząd USA utrzymywał, że takie miejsce w ogóle nie istnieje. To tam skonstruowano takie nowoczesne samoloty wojskowe jak SR-71 Blackbird czy F-117 Nighthawk, w Strefie 51 prowadzono również badania nad bronią produkowaną przez Związek Radziecki w czasie Zimnej Wojny. Przestrzeń powietrzna nad bazą uznawana jest za najpilniej strzeżoną na całej Ziemi.

Granica Strefy 51

Powiązania między Roswell a Strefą 51 nagłośnił w 1989 roku niejaki Bob Lazar. Udzielił on wywiadu, w którym twierdził, że przez lata pracował w bazie w Nevadzie nad rozpracowaniem antygrawitacyjnego reaktora jądrowego pozaziemskiego pojazdu. Według jego relacji, w hangarach miało znajdować się aż dziewięć latających spodków. Ten, nad którym pracował Bob, zawierał trzy poziomy, z czego na najwyższy nigdy nie został wpuszczony. Reaktor antygrawitacyjny napędzał ciężki, stabilny pierwiastek o niewyobrażalnej mocy, którego próżno szukać na Ziemi. Lazar nienawidził swojej pracy, głównie z powodu regularnego zastraszania, tajemnic i strachu o własne życie. Postanowił nagłośnić całą historię, uznając, że w ten sposób trudniej będzie go zlikwidować.

Historii Lazara zdaje się przeczyć brak jakichkolwiek dowodów świadczących o tym, że faktycznie jest człowiekiem wykształconym i że może pochwalić się jakąkolwiek wiedzą naukową. Nikt nie potrafi potwierdzić jego opowieści, naukowcy zarzucają mu fundamentalne braki wiedzy i skłonność do wymyślania absurdalnych teorii. Z drugiej strony, badanie wariografem, jakiemu został poddany, nie pozwoliło na jednoznaczne odpowiedzenie na pytanie, czy „człowiek znikąd” kłamie.

Nie przeszkadza to jednak pozostawać Strefie 51 jednym z najbardziej fascynujących miejsc na ziemi dla każdego miłośnika teorii spiskowych. Doczekała się dedykowanych jej gier komputerowych Area 51 i BlackSite: Area 51 oraz występów w innych znanych produkcjach. Tajemniczą bazę i skrywany wewnątrz statek kosmiczny mogliśmy zwiedzić w trzecim Tomb Raiderze, stała się ona także inspiracją dla obiektu wojskowego jaki odwiedzić można było w Grand Theft Auto: San Andreas.

Źródła:

http://en.wikipedia.org/wiki/Roswell_UFO_incident

http://pl.wikipedia.org/wiki/Bob_Lazar

http://pl.wikipedia.org/wiki/Strefa_51

Odrażający człowiek śniegu

Tajemnicze człekokształtne zwierzę żyjące gdzieś w niedostępnych, wysokogórskich rejonach Himalajów i Syberii jest chyba najbardziej znanym zwierzęciem na świecie, którego istnienia do dziś nie udało się udowodnić. Występuje on pod wieloma nazwami, w powszechnej świadomości unieśmiertelniony został jednak jako Yeti.

Pierwsze wzmianki o człowieku śniegu datuje się na kilka wieków wstecz. Yeti był istotnym i stałym elementem przed-buddyjskich wierzeń wielu ludów zamieszkujących Himalaje. Według ów wierzeń, Yeti był małpokształtną istotą posługującą się wielkim kamieniem w charakterze broni. Mity o tajemniczym stworzeniu reszta świata poznała w 1832 roku za sprawą pewnego anglika, który, choć sam stworzenia nie zauważył, twierdził, że spłoszyło ono jego przewodników. W 1899 po raz pierwszy odkryto rzekome ślady stworzenia.

Częstotliwość doniesień o zauważeniu Yeti bądź odkryciu jego śladów znacząco wzrosła w XX wieku. Wtedy też rozpoczęły się regularne ekspedycje badawcze mające na celu odnalezienie tajemniczego stworzenia albo przynajmniej udokumentowanie jego istnienia. Żadne się nie powiodło – choć napotykane ślady były rzeczywiście nietypowe, zdaniem naukowców mogły być to zwyczajne tropy zwierząt, zniekształcone przez częściowo topniejący śnieg. Również wszelkie zdjęcia i filmy tworzone były albo w zbyt dużej odległości, albo w zbyt niedogodnych warunkach, by można było jednoznacznie orzec, że znajduje się na nich człowieku lodu. Wśród licznych świadków istnienia Yeti znajduje się również nasz rodak Sławomir Rawicz, który twierdzi, że gdy wraz z grupą innych osób przedzierał się przez Himalaje w 1940 roku, ich drogę na kilka godzin zablokowały dwa dwunożne zwierzęta, jego zdaniem nie robiące w tym czasie niczego specjalnego prócz biegania po śniegu.

W XXI wieku naukowcy postanowili  podejść do tematu w bardziej technologiczny sposób. Zebrano próbki włosów, skalpów i artefaktów rzekomo będących kośćmi Yeti z całego świata i postanowiono zbadać ich DNA. W większości przypadków próbki okazały się pochodzić od dobrze znanych zwierząt takich jak niedźwiedzie czy wilki, ale kilka przypadków o dziwo wskazywało na pochodzenie od paleolitycznego niedźwiedzia polarnego – gatunku, który, wydawało się, dawno już wymarł. Jest to jedna z teorii wyjaśniających, kim jest człowiek śniegu, ale naukowcy wcale nie wykluczają istnienia dotąd nieznanego nauce nowego gatunku.

Yeti stał się tak popularny, że doprowadził nawet do spopularyzowania oddzielnej paranaukowej dyscypliny zwanej kryptozoologią, zajmującej się próbami udowodnienia istnienia mitycznych stworzeń takich jak Wielka Stopa, Chupacabra czy potwór z Loch Ness. Oczywiście stał się też regularnym gościem w grach komputerowych. W zasadzie w niemal każdej grze action-adventure, w której mieliśmy okazję odwiedzić Himalaje, mogliśmy spotkać Yeti, że wymienię chociażby Tomb Raidera czy Uncharted.

Źródła:

http://en.wikipedia.org/wiki/Yeti

http://pl.wikipedia.org/wiki/Yeti

http://wyborcza.pl/1,75400,16261600,Yeti_zostal_genetycznie_zbadany__A_jego_tropiciele.html

 

To najciekawsze, choć wcale nie jedyne zagadki, które stały się inspiracją dla wielu gier komputerowych. Wszystkich zainteresowanych tematem zachęcam do dalszego samodzielnego zgłębiania tematu.

Czarny Wilk
5 maja 2015 - 15:09

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
05.05.2015 16:49
ROJO.
👍
ROJO.
134
Magia Kontrastu

Genialnie się czytało! W kwestii Eksperymentu Filadelfia, nie powinien dziwić fakt ulokowania Einsteina w grze Red Alert jako twórcy... Chronosfery:) W przytoczonym programie jest nawet cut-scenka gdzie Albert prezentuje moc wynalazku... własnie na podstawie statku, był to chyba krążownik. Musi być więc coś na rzeczy,

05.05.2015 18:13
timex550
odpowiedz
timex550
17
Legionista

Kolejny świetny wpis tego typu. Ale mimo wszytko bardziej mi się podobał poprzedni - zwłaszcza dlatego, że "historie, które wydarzyły się na prawdę, ale nie ma pewności co do ich przebiegu" są po prostu ciekawsze i bardziej intrygujące.
Takie przynajmniej moje zdanie. I, w sumie, wolałbym żeby kolejny wpis z serii (o ile się ukaże) był zbliżony do pierwszego.

07.05.2015 02:11
Czarny  Wilk
odpowiedz
Czarny Wilk
81
Bo jestem czarny

GRYOnline.plTeam

@timex550:
Niestety, problem w tym, że wbrew pozorom niewyjaśnionych, sugerujących paranormalne rozwiązanie historii, które zostałyby solidnie udokumentowane wcale nie ma tak wiele. A jeszcze mniej jest takich, którymi inspirowano się przy produkcji gier. Dlatego co artykuł muszę zmieniać nieco klucz doboru historii, bo poprzedni zostaje wyczerpany - tym razem poszedłem mocniej w kierunku fantastyki. Kolejny tekst jaki planuję, o ile uda mi się zebrać dość materiałów na wypełnienie całego, powinien natomiast być znacznie bardziej przyziemny :)