Inny Regał #13 - recenzja książki - Dobry Omen - hongi - 11 stycznia 2016

Inny Regał #13 - recenzja książki - Dobry Omen

Od pewnego czasu chodzi mi po głowie i Twitterze taki autor jak Neil Gaiman. W Internecie dużo dobrego można poczytać o tym pisarzu. Myślałem, że pierwszym, co przeczytam tego autora, będzie komiksowy cykl o Sandmanie. Niestety, patrząc na spis w Wikipedii rzucił mi się w oczy inny tytuł – inna książka, jaką wydał. Od razu postanowiłem porzucić, na jakiś czas, myśli o komiksach i skupić się na książkach. Wszystko za sprawą pierwszej wspólnej powieści Neila i Terry’ego Pratchetta – kupiłem ją od razu. Zapraszam na Inny Regał, gdzie opowiem o książce „Dobry Omen”.

Od razu pomyślałem, że „Dobry Omen” będzie książką w stylu wielu opowieści ze Świata Dysku. I powiem szczerze, że dużo się nie pomyliłem. Przeczytałem kilka książek Pratchetta (w przyszłości, jeśli życie pozwoli, przeczytam wszystkie), gdzie od razu czuć klimat sielanki i humoru brytyjskiego pisarza. Nie mam zielonego pojęcia, ile Neil miał wkładu w tę książkę, ale z samego faktu, że swoją pierwszą powieść napisał z Pratchettem, coś chyba wynika. Było to oczywiście w 1990 roku, teraz mamy początek roku 2016 i widać, że bibliografia Gaimana bardzo się powiększyła. Ku uciesze nas – czytelników.

Jak już wcześniej wspomniałem, swoją przygodę z Neilem Gaimanem zacząłem od „Dobrego Omenu” i muszę przyznać, że książka nie jest dla każdego. Poczucie humory dwóch oryginalnych brytyjskich pisarzy albo się lubi, albo nie. Wielu uznaje je za bardzo „dziecinne i niestosowne dla starszych czytelników”, jednak autorzy wykreowali sobie zabawny i pełen niezwykłych bohaterów świat, nadal podejmując ważne tematy. W tym wypadku podstawowym wątkiem jest Antychryst i Armagedon, a głównymi bohaterami są anioł i diabeł. Czyli religijna książka – pomyślałby kto? Przykro mi, ale nie. Nie w przypadku pokręconej wyobraźni Pratchetta. Mamy tutaj również czarownice, łowców czarownic, czterech jeźdźców apokalipsy, kuriera i masę innych postaci, które bardzo trafnie i z wielkim humorem wplecione są w główne wydarzenia. To właśnie dobry humor towarzyszy nam przez całą lekturę. Masa żartów, dziwnych sytuacji i fantastycznie wymyślone gagi kilkakrotnie powodowały u mnie chichoty, parsknięcia oraz wybuchy śmiechu. Nie do końca mam pojęcie, czy to ja się weseliłem, podczas czytania tej książki, czy może moje wewnętrzne dziecko, które za żadne skarby świata nie chce dorosnąć.

Książka została wydana przez wydawnictwo Prószyński i S-ka (jak wszystko Pratchetta). „Dobry Omen” po raz pierwszy pojawił się na półkach księgarń w 1990 roku, natomiast mój egzemplarz pochodzi z 2011 roku. Grafika na okładce bardzo przypomina tę z cyklu książek o Świecie Dysku. W sumie przed lekturą patrzyłem na dziwne postacie przestawione na rysunku i dopiero w trakcie lektury po kolei dopasowywałem je do fabuły. Książka nie należy do grubych – oceniając oczywiście przez pryzmat powieści Kinga, Dukaja czy Sienkiewicza – ale nie jest także przesadnie krótka, patrząc na inne tytuły Pratchetta. 415 stron to nadal dla jednych dużo, a dla drugich mało. W moim przypadku to drugie – książka wciągnęła mnie tak mocno, że kilka wieczorów później odłożyłem ją na półkę – przeczytaną. Bardzo szybko się ją czyta, prawie tak szybko, jak inne książki z uniwersum Dysku. Wszystko za sprawą świata wykreowanego przez pisarzy, ale również przez wspomniany wcześniej humor. Mnie on bawi, choć to zapewne znów wina mojego wewnętrznego dziecka… Chichoty…

Podsumowując, Terry Pratchett oraz Neil Gaiman połączyli siły i wyobraźnie, tworząc książkę pełną magicznych postaci oraz nieziemskich lokacji, a przy tym zabawną. „Dobry Omen” to pozycja podejmująca ważne tematy religijne w kabaretowy wręcz sposób. Oczywiście lektura nie jest dla tych „poważnych”, co choć na chwilę, nie są w stanie przymknąć oka i spojrzeć na religijny koniec świata w krzywym zwierciadle. Autorzy potrafią i robią to w niezwykle oryginalny sposób. Jeśli masz otwarty umysł i nie jesteś osobą nadto konserwatywną, co więcej, lubisz dobry, specyficzny humor brytyjski, to ta książka jest dla Ciebie. Jeśli jednak nie ma już w tobie odrobiny dziecka, to omijaj ją z daleka.

hongi
11 stycznia 2016 - 19:32

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz