Phantom Breaker: Omnia
W co gracie w weekend? #382
W co gracie w weekend? #360: Virtua Fighter V Ultimate Showdown, Gears 5 (Boomsnipes) i NFS Shift 2
W co gracie w weekend? #354: Final Fantasy XIII i Guilty Gear Xrd Revelator 2
Cobra Kai: The Karate Kid Saga Continues
Under Night In-Birth Exe:Late[cl-r]
Nie ma drugiej firmy, która potrafiłaby się pochwalić taką ilością kultowych i legendarnych postaci, jakie należą do Nintendo. Japońska korporacja kojarzona głównie z pewnym hydraulikiem ma w swojej ekipie świetnych przedstawicieli należących do prawie każdego gatunku gier wideo. Począwszy od strategii jak Advance Wars i Fire Emblem poprzez JRPG jak Xenoblade Chronicles czy Pokemon, aż do bijatyk takich jak Arms czy Super Smash Bros. Jeśli chodzi o tą ostatnią serię, to niedawno otrzymaliśmy jej najnowszą odsłonę. Czy Super Smash Bros. Ultimate zasługuje na swój tytuł?
Jak zepsuć samograja? Wystarczy przekombinować. Zawsze doceniałem twórców, którzy starają się wyjść poza utarte schematy i na przykład dopasować swój projekt do konkretnych charakterystyk platformy, na której ma ukazać się dana gra. Trzeba jednak robić to ostrożnie i z wyczuciem. Łatwo bowiem doprowadzić do sytuacji, w której w głowach projektantów rodzą się, a następnie są realizowane, bardzo, ale to bardzo złe pomysły. Przypomniałem sobie o tym podczas krótkiej i burzliwej przygody z Soul Calibur: Broken Destiny, edycją słynnej bijatyki wydanej ekskluzywnie na PSP.
Spędziłem wiele godzin przy przeróżnych automatach podczas częstych wizyt w salonach gier. Do moich ulubionych produkcji należały wszelkiej maści chodzone bijatyki . Gatunek ten jest nierozerwalnie związany z automatami. Dlatego wraz ze zniknięciem salonów gier i wozów Drzymały zniknęły też chodzone bijatyki. Gatunek ewoluował i przeobraził się w coś innego, co bardziej pasuje do współczesnych standardów. Mi jednak od czasu do czasu brakuje prostej, ale fajnej gry o obijaniu wszystkiego co pojawi się na ekranie. Dlatego też niezwykle ucieszyła mnie premiera The Ninja Saviors: Return of the Warriors.
Przed Ultimate pojęcie o Super Smash Bros. miałem bardzo nikłe. Kiedyś z ciekawości zagrałem parę godzin w pierwowzór na emulatorze Nintendo 64, później zaś mój kontakt z serią ograniczał się do, uwaga, czytania artykułów na temat związanej z nią sceny e-sportowej. Nie żebym z wypiekami na twarzy śledził streamy, czy podziwiał kosmiczne zagrywki najlepszych graczy. Kierowało mną to samo, co kieruje osobami oglądającymi w sieci urywki z japońskich teleturniejów – perwersyjna potrzeba podziwiania dziwactwa. No bo jak to tak – ci ludzie w to grają na poważnie? Moje żałośnie krótkie doświadczenie ze Smash Bros. podpowiadało, że jeśli jest już to jakaś bijatyka, to taka z dopiskiem „imprezowa”… A wszyscy dobrze wiemy, że produkcje skrojone pod imprezy ani głębią, ani balansem rozgrywki nie grzeszą. Wyobrażacie sobie rozgrywany na serio turniej w Mario Party albo Wii Sports, z nagrodami pieniężnymi za pierwsze miejsca? Bo ja nie.
Nie można jednak całe życie spoglądać w otchłań tak, żeby i ona nie spojrzała w nas. W moim przypadku wystarczyło kilka lat – najpierw straciłem rachubę w ilości przeczytanych przeze mnie tekstów o Smashu, a szybko potem straciłem jakiekolwiek opory przed kupieniem odsłony serii na własność. W związku z tym gdy tylko Nintendo zaczęło powoli rozpędzać lokomotywę hype’u na premierę Ultimate, ja w ułamku sekundy wskoczyłem na jej pokład i sam chwyciłem za łopatę, żeby dorzucić odrobinę węgla do pieca (czytaj: rzucałem się na każdy nowy zwiastun i nie szczędziłem łapek w górę). Nie miałem pojęcia, jakie będą skutki tej pochopnej decyzji. Skąd mogłem wiedzieć, że po odpaleniu SSBU wsiąknę na ponad sto pięćdziesiąt godzin, po czym zacznę pisać tekst przyrównujący tę łupankę do jednej z najbardziej rewolucyjnych gier ostatniej dekady?
Mortal Kombat 11 to solidna gra, która wylądowała na rynku z koszmarnymi problemami. Problemy techniczne, grind z gierek mobilnych mających na celu wyłudzenie z graczy paru monet no i zamieszanie związane z kwestiami politycznymi/idiologicznymi. Na dokładkę jeszcze jakieś wieści dochodzące ze studia, że Netherrealm Studios to jedno z tych toksycznych miejsc gdzie praca nie jest przyjemnością. Ogólnie sytuacja nie do pozazdroszczenia, ale ja nie będę tym razem o tym przynudzał. W necie jest na pewno sporo tekstów poruszających każda z powyższych kwestii. Plus jako mizantrop starający się nie bombardować innych (za bardzo) moim światopoglądem nie mam w tych kwestiach do powodzenia nic co by się dobrze klikało. Dlatego postanowiłem skupić się na czymś co mnie na serio interesuje. Chodzi o fabułę w Mortal Kombat.
Po dość lichym okresie, bijatyki w ostatnich latach odbiły się od dna. Choć nie radzą sobie na rynku tak dobrze jak w złotych czasach, są dość popularne, by twórcy chętnie produkowali kolejne tytuły tego typu, a gracze mogli przebierać wśród licznych przedstawicieli lubianego gatunku. Na PlayStation 4 rocznie wychodzi kilku dużych przedstawicieli mordobić, pomiędzy nimi pojawiają się także solidne produkcje mniejszych producentów. Przy tylu dobrych tytułach, ciężko jest być na bieżąco ze wszystkimi produkcjami i najlepiej ograniczyć się do najlepszych przedstawicieli gatunku – takich jak te ujęte w tym zestawieniu.
W ostatnich latach na rynku pojawiła się cała masa bijatyk. Praktycznie wszystkie większe serie (poza Virtua Fighter) otrzymały lub niedługo otrzymają nowe odsłony. Fani naparzanek muszą być niezwykle zadowoleni bo od przybytku głowa nie woli. Masa różnych opcji od Street Fighter V po ostatnie BlazBlue sprawia, że gracze nie są już skazani na katowanie w to co jest na rynku. Oznacza to że do zyskania popularności dana bijatyka musi być naprawdę dobra i oferować graczom więcej niż konkurencja. Teraz do pojedynku bijatyk dołącza Dead or Alive 6? Tylko czy ten tytuł ma szansę na sukces w 2019 roku?
Jako dzieciak podobnie jak wiele innych osób oglądałem Power Rangers. Nie wiem do końca co mnie w tym dziwacznym serialu pociągało. Jakbym miał strzelać to postawiłbym na walki ogromnych robotów z gigantycznymi potworami. Z tego powodu od jakiegoś czasu miałem na oku Override: Mech City Brawl. Czy ta produkcja to spełnienie marzeń wszystkich fanów ludków w kolorowych kostiumach?
Nikt nie posądzi mnie o bycie specem od bijatyk. Na przestrzeni lat zagrałem w kilkadziesiąt różnych fighterów ale w pełni opanowałem tylko SNK vs Capcom 2. Nie żebym chciał się chwalić bo nie ma czym. Po prostu zazwyczaj wiem czego mogę spodziewać się po bijatykach. Wspominam o tym bo SNK Heroines: Tag Team Frenzy zaskoczyło mnie niczym szpagat połączony z ciosem w klejnoty rodowe.
Fighting EX Layers to kawał ciężkiego orzecha do zgryzienia. Gra tyle dobra, co niedzisiejsza. Tyle potrzebna, co nierozumiejąca masowego odbiorcy. ARIKA zrobiła grę rodem z pierwszego PlayStation, dodając online, lecz zapominając o graczach samotnikach.