W co gracie w weekend? #255 - squaresofter - 14 czerwca 2018

W co gracie w weekend? #255

Cześć. W ten weekend zamierzam dobrze się bawić przy japońskiej visual novel pt. Muv-Luv. Nie odpuszczam także najnowszej odsłony God of War. Postanowiłem też wrócić do jednego z najlepszych survival horrorów w historii branży elektronicznej rozrywki, czyli do Resident Evil 2. Ostrzegam przed spoilerami zawartymi w tekście. Życzę wszystkim udanego weekendu, oczywiście nie tylko przy grach.


Muv-Luv Extra (PS VITA, Age, 2018r.)

Niedawna afera z japońskimi grami dla dorosłych na Steamie odbiła się szerokim echem w branży gier. Gracze zaczęli oskarżać Valve o cenzurowanie gier i brak konsekwencji w stosowaniu własnego regulaminu. Zaczęli zadawać niewygodne pytania, na które nikt z firmy Gabe'a Newella nie raczył im odpowiedzieć. Jedno z nich brzmiało mniej więcej tak: Dlaczego producentów japońskich visual novel straszy się usuwaniem gier z ich sklepu przez goliznę, podczas gdy gry z serii Wiedźmin, z których śmierdzi pornografią na kilometr, są grami, które w żaden sposób nie naruszają regulaminu Steam?

Skończyło się na tym, że producencji japońskich produkcji dla dorosłych dogadali się z konkurencją z GOGa, no i teraz również tam będzie można kupić ich gry.

Valve zareagowało na całą sytuację z wielkim opóźnieniem i wydało oświadczenie, z którego wynikało, że dowolny producent gry może publikować na ich platformie gry z dowolną treścią. Smród jednak pozostał.

Co to wszystko ma wspólego z Muv-Luv? Więcej niż myślicie. Niedawno mogliście poczytać na łamach w co gracie w weeekend m.in. o The Fruit of Grisaia, którą celowo kupiłem poza Steamem, gdy tylko dowiedziałem się o tym, że wersja w sklepie Valve zosatła pozbawiona pikantnych scen.

Kupiłem ją na stronie Denpasoftu, gdyż tam nikt nie pisał do mnie jakichś bzdur o tym, że nabywam licencję do tej gry. Nikt nie zmuszał mnie do tego, żebym musiał się zalogować do ich sklepu, aby grać w zakupioną przez siebie grę. Co więcej, mogę ją swobodnie kopiować na pendrive'a i na każdy inny nośnik danych. Nikt nie wymusza na mnie również odpalania jej na konkretnej wersji Windowsa. Mogę ją odpalić na starusieńkim Windowsie XP bez konieczności instalowania jego najnowszej wersji, tak jak to będzie miało miejsce na Steamie od przyszłego roku.

Te i inne wydarzenia dały mi sporo do myślenia. Niedawno, gdy ogrywałem pierwszy odcinek Umineko, zachodziłem w głowę jaką nowelkę będę ogrywał po tym świetnym horrorze z kapitalną ścieżką dźwiękową?

Od chwili ukończenia rewelacyjnego Steins;Gate przyglądam się baczniej gatunkowi powieści graficznych. Przeglądam stronę The Visual Novel Database, bo jest to chyba najlepsza takiego typu strona w internecie. Nikt tam nie pisze o tym jak nudne są to gry albo o tym, co im w nich nie pasuje. Dowiecie się tam jednak m.in. tego, kiedy dana gra wyszła, na jakich platformech, kto jest jej producentem a kto wydawcą, o tym, jaki to podgatunek, czy posiada treści dla dorosłych itd. Gracze mogą również oceniać wszystkie znajdujące się tam pozycje i choć nie jest to super popularny gatunek gier, to jednak ocena dowolnej pozycji wynikająca z kilku tysięcy głosów przemiawia do mnie o wiele bardziej niż kilka ocen z takich agregatorów ocenowych jak Metacritic lub GameRanikings. W ten sposób dowiedziałem się o wielu grach visual novel, zagrałem w nie i jeszcze na żadnej się nie zawiodłem, nawet jeśli mi coś w nich nie pasowało.

Szokiem jednak było dla mnie to, że jest tam jedna gra z wyższymi notami niż świetne Steins;Gate. Nazywa się Muv-Luv Alternative. Zachorowałem na jej punkcie już kilka lat temu i wyobrażałem sobie jakby to było fajnie zagrać w produkcję z historią prównywalną do tej o Okarinie i członkach jego laboratorium.

Gdy po całym tym smrodzie związanym z japońskimi grami dla dorosłych zajrzałem z ciekawości na Steam i odkryłem, że Muv-Luv i Muv-Luv Alternative są tam do kupienia od jakiegoś czasu zacząłem węszyć, gdyż to, że je kupię było już pewne na milion procent. Jestem na takim etapie życia, że nieliniowe historie z różnymi zakończeniami kręcą mnie o wiele bardziej niż kolejny rpg z obowiązkowym grindem i fetchquestami na setki godzin albo następna piaskownica, w której czas gry sztucznie wydłużają duperele do zbierania, bo producentowi łatwiej jest wypchać nimi świat gry niż stworzyć jakieś niezapomniane zadania poboczne.

Szukając podstwowych informacji o serii Muv-Luv dowiedziałm się, że jest to gra dla dorosłych, ale na Steamie można zakupić ją jedynie w ocenzurowanej wersji. Zacząłem się już nawet rozglądać za jakimś patchem zdejmującym cenzurę i wtedy jak grom z jasnego nieba spadła na mnie wiadomość, że Muv-Luv i Muv-Luv Alternative trafią na PS VITę w wersjach pudełkowych i to w miesiącu moich urodzin! Kiedyś kupiłem sobie Steins;Gate na urodziny a potem zachwycałem się nim przez dwa i pół roku, bo właśnie tyle czasu zajęło mi zobaczenie wszystkich sześciu zakonczeń w grze.

Pozosatało mi już tylko podjąć ostateczną decyzję. Mogłem albo wykupić licencję na użytkowanie obu tych produkcji na Steamie i mieć możliwość zobaczenia pikantnych scen seksu, albo zrezygnować z erotyki i mieć na właśność obie te gry na fizycznym nośniku. 

Jeśli czytacie ten tekst uważnie, to już pewnie wiecie, którą z tych dwóch opcji wybrałem.

Muv-Luv nie uchodzi za wybitną pozycję z gatunku visual novel. Są nawet tacy ortodoksyjni fani jej alternatywnej wersji, którzy nazywają ją crapem. Jeśli o mnie chodzi, to jak na razie jestem zachwycony pierwszą częścią Muv-Luv z podtytułem Extra a nie liznąłem nawet jej drugiej części pt. Unlimited. Ukończenie obu tych części jest jednak niezbędne, aby nie pogubić się w fabule Muv-Luv Alternative, która ma szansę spełnić jedno z moich najskrtyszych marzeń. Zawsze chciałem zagrać w grę, która potrafiłaby oddać geniusz historii z Code;Geass. Kilka gier w tym uniwersum nawet się już ukazało, ale chyba nie były za dobre, skoro nie opuściły granic Japonii.

Nie potwierdzam zarzutów dotyczących bezpłciowości Muv-Luv. Extra to szkolny romans, w którym pierwsze skrzypce odgrywa Takeru Shirogane i pięć dziewczyn, o względy których możemy walczyć. Dwie najważniejsze z nich, to Sumika Kagami, przyjaciółka protagonisty z dzieciństwa, która wie o nim praktycznie wszystko. Ma ogromną kokardę wpiętą we włosy, z którą wygląda jak gwiazdka z nieba. Drugą z nich jest tajemnicza Meiya Mistsurugi, z którą Takeru budzi się w łóżku jednego dnia. Można powiedzieć, że od tamtej chwili życie Takeru już nigdy nie będzie takie samo. Zaczyna się ich wielka rywalizacja o serce ich wybranka stanowiąca wątek główny tej szkolnej historii miłosnej. Żadna z nich nie cofnie się przed niczym, aby go zdobyć. Trzy pozostałe dziewczyny to: słodki kociak Miki Tamase, przewodnicząca klasowa w okularach, Chizuru Sakaki, pełniąca też funckę kapitana szkolnej drużyny lacrosse'owej oraz etatowa wagarowiczka, Kei Ayamine. 

Wątek romantyczny trzyma poziom, jednak to gdzie indziej szukałbym największych zalet Muv-Luv.

Na pierwszy plan wysuwa się humor i kapitalni bohaterowie drugoplanowi, ściśle powiązani z szóstką głównych bohaterów tej visual novel. Wiem oczywiście kim jest Meyia, ale o tym na razie cicho sza. Po co miałbym o tym pisać, skoro mogę napisać, że jest córką prezesa gigantycznego konglomeratu finansowego, która bez problemu może załatwić pisemne pozwolenie na uprawianie seksu z Takeru, podpisane przez jego ojca oraz samego premiera Japonii.

Gdy dowiaduje się od Takeru, że w szkolnej restuaracji jest jak w strefie wojny, to wykonuje jeden telefon i nagle nad szkolą zaczynają krążyć helikoptery zaopatrzeniowe, transporujące dziesiątki kucharzy. Wszystko po to, aby jej wybranek nie był głodny na przerwie obiadowej.

Ona już na pierwszej lekcji totalnie mnie rozwaliła, gdy po tym jak przedstawiła ją wychowaczyni klasowa, podziękowała Takeru za wspólnie spędzononą noc a na pytanie zadane jej przez głównego zinteresowanego co ona tak naprawdę tutaj robi, odpowiedziała mu, że są sobie przeznaczeni. Reakcja pozostałych uczniów klasy była bezcenna.

Meiya w jednej chwili zburzyła spokojne życie głównego bohatera i Sumiki, która ze spokojnej sąsiadki stała się demonem zazdrości, który ciągle podejrzewa swojego przyjaciela o nieczyste zagrywki z jego strony i grę na dwa fronty za jej plecami. Dlaczego jego przyjaciółka jest o to zazdrosna?

Może powoli dociera do niej, że nagle w życiu jej osobistego idioty, z którym wymierzają sobie kuksańce przy każdej możliwej okazji, pojawił się ktoś, kto może go jej odebrać? W takim wypadku ich codzienne nocne rozmowy przed snem przez okno mogą się skończyć a wspomnienia ich wspólnych zabaw w pobliskiej piaskownicy staną się tylko przeszłością. Sumika nie ma łatwo, gdyż jej rywalką jest bogaczka, która bez problemu może zapłacić mieszkoańcom całej dzielnicy grube miliony jenów, żeby się z niej wyprowadzili. Ma na swoje usługi osobistą pokojówkę, szereg kucharzy, bez problemu może zatrudnić najlepszych osobistych trenerów, którzy zadbają o kondycję jej ukochanego, walczy kataną jak mało kto i jest niezrówna w jego ulubionej grze wideo. Sumika ma mu do zaoferowania tylko swoje serce i to chyba dlatego tak bardzo ją polubiłem, co nie jest wcale taką oczywistością, bo ja zazwyczaj nie lubię głównych bohaterek w ogrywanych przez siebie novelkach.

W Steins;Gate moją ulubienicą już zawsze będzie Faris i nie zmieni tego ani anime, które olało jej ścieżkę, ani mongolskie znamię geniuszki Kurisu.

Z Clannadem było podobnie. Każdy kto miał styczność z tym uniwersum powie Wam jaka to nie jest smutna hisoria, mając tu na myśli Nagisę.

Ja nawet nie wiem kto to, bo od kiedy zobaczyłem Tomoyo, to zależało mi już tylko na niej. Cieszę się, że poznałem kobiecą stronę tej szkolnej rozrabiary.

W The Fruit of Grisaia postawiłem na klasową idiotkę, Michiru, i kojarzę naprawdę mało gier, w których przeboje jakiegoś bohatera bawiłyby mnie tak bardzo jak jej właśnie. Jestem pewien, że gdybym obejrzał teraz anime pod tym samym tytułem, to okazałoby się, że jest to mało ważna postać.

Po ograniu kilku gier z gatunku visual novel doceniłem wagę wyboru w grach. Możliwość decydowanie o być albo nie być danej bohaterki stanowi dla mnie pewnego rodzaju zwierciadło duszy.

Żyjemy w czasach, w którch gracze chwalą się tym, ile pieniędzy wydali ostatnio na gry, ile zdobyli w nich platyn lub ile na nich zarobili w jakimś turnieju. Niektórzy piszą/mówią o nich tak jakby widzieli w nich już wszystko, tymczasem ja cieszę się, że są jeszcze gry, w których mogę podjąć wybór między wystrzałowym życiem pełnym splendoru a skromnością przyjaciółki, która wkłada serce we wszystko to co robi.

Jednak nie samymi głównymi bohaterami Muv-Luv stoi.

Na uwagę zasługuje tutaj m.in. seksowna szkolna nauczycielka fizyki Yuuko, która uwielbia szybkie samochody oraz drwić ze swojej szkolnej koleżanki, czyli wychowczyni klasy Takeru i jego koleżanek. Gdy w jej oku pojawia się błysk, to od razu wiadomo, że coś knuje. Jest jeszcze Tsukuyomi, osobista służąca Meiyi, która pojawia się i znika znienacka i poderżnie gardło, każdemu kto znieważy jej panią. Totalnie rozkładają mnie na łopatki trzy małe pokojówki, które służą bezpośrednio pod nią, czyli Tomoe, Ebisu i Kamiyo.

Chciałbym zobaczyć wasze miny jakbyście zobaczyli scenę, w której Sumika chce je rozszarpać na strzępy, bo te małe diablice wpadły na świetny plan, żeby ją uwięzić w bagażniku samochodowym, przywdziać ją w betonowe buty i spuścić do pobliskiego jeziora, żeby ich pani, Meiya, miała większe szanse u Takeru. Ktoś tu chyba zrozumiał zbyt dosłownie powiedzenie, że w miłosci jest jak na wojnie. To jednak nie koniec. Jednym z moich ulubieńców w Muv-Luv jest też szofer Takahashi.

Nie było w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że wygląda  i mówi w sposób podobny do Rysuke Takahashiego z Initial D. Tarzałem się ze śmiechu, gdy zaczął opowiadać o swojej teorii szybkiej jazdy. Jednak nic nie było w stanie przygotować mnie na to, co wydarzyło się potem.

Yuuko postanowiła się z nim zmierzyć na szosie. Ofiarą jej ambicji padł rzecz jasna Takeru, który umierał z przerażenia na fotelu pasażera w wozie swojej szalonej nauczycielki, która mknęła wąskimi uliczkami na złamanie karku. Wyścig wchodził w decydującą fazę. Zbliżał się najtrudniejszy odcinek toru. Yuuko była pewna zwycięstwa nad swoim rywalem, gdyż zbliżał się ostry zakręt. Co to jednak dla szofera kierującego sześćdziesięciometrową limuzyną? Zupełnie nie przejmując się zbliżającym się niebezpieczeństwem, przeskoczył on przepaść nad urwiskiem a nauczycielka, która wiecznie coś knuje lub kogoś podpuszcza musiała obejść się smakiem. Żałujcie, że was przy tym nie było. Żałujcie tym bardziej, jeśli nie oglądaliście nigdy Initial D, bo nawet nie wychwycilibyście tego smaczku.

Zresztą nie tylko ten jeden smaczek spodobał mi się w Muv-Luv. Poczułem ogromny przypływ nostalgii, gdy Takeru mówiąc o swojej ulubionej grze wideo o mechach powiedział, że kupił specjalnie dla niej Dreamcasta i nie może pogodzić się z tym, że zaprzestano jego produkcji, więc kupi pewnie jej drugą część na PS2.

Muv-Luv potrafi rozbawić do łez, sprawić, że poczujemy się jak mały dzieciak, który tęskni za swoim dzieciństwem i robi to wszystko za pamocą świetnie wykreowanych i przekonujących postaci, bardzo dobrej muzyki i niezwykle dynamicznej animacji bohaterów jak na gry z gatunku visual novel. W grach takiego typu animacja ogranicza się do oglądania projektów postaci w raptem kilku właściwych im pozach oraz w specjalnie przygotowanych dla nich scenach. Są to tytuły oszczędne w formę i bardzo statyczne, jeśli chodzi o sposób prezentacji wydarzeń w grze. Jednak tutaj autorzy naprawdę się popisali i często widzimy bohaterów w oddali, obracjących się bokiem do postaci, z którymi rozmawiają oraz odwracających się do nas plecami. W innych grach nie ma to żadnego znaczenia, jednak w przypadku opowieści graficznych nadaje powolnym z zasady scenom odpowiedniego tempa.

Kolorystyka w Muv-Luv jest bardzo żywa i przypomina człowieka, który zaraz zacznie rzygać tęczą, ale mi to zupełnie nie przeszkadza, bo ten wściekły róż nadaje wyjątkowości temu tytułowi, podobnie jak charakterystyczne menusy w takiej chociażby Personie 5.

Na uwagę zasługuje również muzyka. Muv-Luv Extra ma dwa openingi i całą masę ciekawych kompozycji muzycznych. Są to kawałki budzące w graczu tęsknotę i niekontrolowane spazmy śmiechu. Jest nawet jedna kompozycja, która jest jakby żywcem wyjęta z Initial D.

Ta gra wciągnęła mnie jak bagno i jeszcze nieraz napiszę o niej na łamach tego cyklu.


God of War (PS4, SIE Santa Monica Studio, 2018r.)

Muv-Luv sprawiło, że nie mam ochoty grać w inne gry. Cierpi na tym najnowsza odsłona God of War, którą zacząłem nazywać pogardliwie symulatorem drwala, w którym Kratos rąbie wszystko to, co znajduje się w zasięgu jego wzroku, robiąc sobie przerwy, aby rzucić od czasu do czasu do syna 'chłopcze' i po to, aby otworzyć kolejną skrzynę ze skarbami. Może to nie do końca sprawiedliwa ocena, ale robienie w kółko tego samego nudzi mnie zawsze i nieważne czy chodzi tutaj o jedną z najlepszych produkcji na PS4 czy o gry mojego życia. Im dłuższa gra, tym łatwiej o takie uczucie a najnowsza produkcja Santa Monica do najkrótszych nie należy.

Chciałem już o tym napisać tydzień temu, ale później nastąpiła walka z Nieznajomym, która mnie zmasakrowała. To było pierwsze mocne uderzenie Kratosa w tym reboocie. Dobrze, że tak się stało, bo zaczynałem sie już zastanawiać nad tym, gdzie jest ten cały God of War? Walka z tym oponentem, jego zaciekłość i nieustępliwość, drwiny z człowieka, który chce byc po prostu dobrym ojcem i uczy swojego syna o tym, że nie warto kierować się w życiu gniewem (sic!), doprowadziła mnie do ekstazy. Wszystko zaczęło się tak niewiennie, aby potem obaj wojownicy rzucali się w drzewa, na pobliskie skały, w dom itd. Ech, to był pierwszy raz, gdy dostrzegłem starego Kratosa w człowieku, który Kratosa przypomina już tylko z wyglądu.

Co mogę jeszcze dodać? Jedną bardzo ważną rzecz. Otóż wyobraźcie sobie, że jestem człowiekiem, dla którego każdy dotychczasowy Bóg Wojny był jedynie dodatkiem do jedynki. To przy okazji tej produkcji został wyprodukowany specyficzny styl tych gier na przeszło piętnaście lat. Jeśli graliście w pierwszą część opowiadającą historię Ducha Sparty, to tak jakbyście grali we wszystkie, gdyż przy okazji każdej kolejnej części jego przygód otrzymywaliśmy nowy zestaw miesjcówek, bossów do ukatrupienia, oręża do wypróbowania itd. Wszystko jednak było podporządkowane pierwszej odsłonie God of War z 2005r.

Podobnie było kiedyś z serią Resident Evil, której założenia wywrócił do góry nogami dopiero Resident Evil 4 z GameCube'a. Shinji Mikami, ojciec serii, w której ludzie związani ze specjalną jednostką policyjną S.T.A.R.S. walczą z wygłodniałymi potworami stworzył jedną z najlepszych strzelanin trzecioosobowych w historii elektronicznej rozrywki, ale nieświadomie podzielił fanów cyklu Capcomu na dwa obozy. Pierwszy z nich chciał atmosfery grozy, która powoli stara się zabić w graczu poczucie nadziei na przeżycie w otaczjącym go świecie. Drugi chciał natomiast gier akcji, modyfikowania broni, zróżnicownych typów broni i kompana, któremu możemy kazać schowac się w śmietniku!

Piszę o tym, gdyż najnowsza odsłona God of War jest takim samym miesju, w którym był kiedyś cykl Capcomu. Od teraz zawsze traficie na graczy, którzy nie będą traktować gier z Kratosem jako kolejnej odsłony God of War. Ok, niech im będzie. Traktujmy ją zatem jako przełom porównywalny do Resident Evil 4, bo pomimo przeprowadzenia szeregu zmian w rozgrywce, God of War 2018 wciąż zachwyca poziomem wykonania i dbałości o szczegóły. Po tygodniu spędzonym z tą produkcją jestem nią pozytywnie zaskoczony. Opowiedziałem Wam już o jednym swoim ulubionym momencie z tego tytułu, więc teraz opowiem o drugim.

Po kolejnej walce Kratos jak zwykle tłumaczył synowi co powinien a czego nie powinien robić, żeby zostać w przyszłości świetnym wojownikiem, gdy trafiłem na most, na którym spotkałem jakiegoś krasnoluda z ogromnym zwierzem pełniącym rolę jego tragarza. Tłumaczył on Kratosowi, że siekiera, której używa została wykonana przez niego i jego brata. Dumny wojownik oczywiście nie uwierzył w te bajeczki. Rzemieślnik był też zdenerwowany tym, że Atreus nie spytał się go jak ma na imię. Zamiast tego spytał o to, jak się wabi jego kompan. Kowal i kupiec w jednym nie zraził się nietaktem ciekawskiego dziecka, następnie wyciągnął jeden ze swoich przyrządów kowalskich opatrzonych tym samym symbolem jaki widniał na rękojęści topora Kratosa, który zobaczywszy to narzędzie nie wątpił już w umiejętności swojego rozmówcy. Ten wytłumaczył duetowi bohaterów czym dokładnie się zajmuje i zaproponował swoje usługi. 

Po załatwieniu interesów Atreus rzucił mu na odchodne, że zastanowi się nad imieniem dla jego zwierza, na co kowal odpowiedział, że może nazwą go Pierdolona Wdzięczność. Potem wszyscy rozeszli się w zgodzie.


Resident Evil 2 (PSone, Capcom, 1998r.)

Dobrze, że nikt nie kazał mi pisać relacji z tegorocznego E3, bo zamiast oglądać poszczególne konferencje, to oglądałem Nanatsu no Taizai, anime, które podoba mi się coraz bardziej z każdym kolejnym obejrzanym odcinkiem, zagrywałem się w multiplayer Uncharted 3 i próbowałem zdziałać cokolwiek w dwóch opisanych wyżej grach. Ile się naoglądałem trailerów to moje. Nie musiałem przynajmniej słuchać marketingowego bełkotu pracowników megakorporacji, które zrobią wszystko, żeby wyciągnąć z naszych kieszeni ile się tylko da.

Gdyby ktoś mnie spytał kto wygrał targi, bez namysłu odpowiedziałbym, że gracze.

Chciałbym podziękować Microsoftowi za pokazanie wielu produkcji, które ogram na PS4, chciałbym 'podziękować' Nintendo za 'pokazanie' najnowszej odsłony Metroid Prime, CD Projekt RED za to, że ogram ich Cyberpunk zapewne dopiero na PS5, Kojimie za pokazanie sam jeszcze nie wiem czego, Miyazakiemu za to, że zagram w nowoczesne Tenchu oraz przede wszystkim Square Enix za to, że po dwunastoletniej przerwie zagram w gry z serii Dragon Quest i Kingdom Hearts na konsoli stacjonarnej. Jednak najbardziej ze wszystkich firm na moje uznanie zasługuje Capcom, którego pracownicy pichcą nową wersję jednej z moich ulubionych gier, czyli Resident Evil 2.

Trailer pokazujący postęp ich prac wprawił mnie w osłupienie do takiego stopnia, że postanowiłem wrócić do tytułu, od którego zaczęła się moja przygoda z gatunkiem survival horror. Myślę, że jeszcze nieraz będę miał okazję napisać o tej grze na łamach w co gracie, bo zdecydowałem, że ogram ją jeszcze nieraz zanim wyjdzie jej odnowiona wersja. To tylko 20 lat, więc wytrzymam te kilka miesięcy. Pozwólcie mi przesiąknąć klimatem grozy komisariatu w Racoon City. Chcę jeszcze raz zobaczyć na oczy jedną z najlepszych miejscówek w grach wideo i zawalczyć trochę z lickerami oraz innym plugastwem powstałym w wyniku skażenia Wirusem G. Och, marzę o zagraniu jako serek Tofu, ale do tego jeszcze daleka droga.


Do następnego razu.

squaresofter
14 czerwca 2018 - 20:36

Komentarze Czytelników (47)

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
14.06.2018 22:06
👍
1
solitary_sly
7
Legionista

W AC: Brotherhood kupiłem już wszystko co się dało, zostało mi więc wykonywanie kolejnych misji. Pewnie po ukończeniu fabuły wezmę się za platynkę, także jest dobrze - gra niezmiennie wciąga jak odkurzacz.

The Division też cieszy. Ludzie, na których trafiam podczas gry, okazują się być w miarę ogarnięci: leczą, podnoszą z ziemi, nie biegną ślepo naprzód. Mam masę misji do wykonania, więc pewnie trochę czasu na Manhattanie spędzę.

E3 obejrzałem prawie że całe, no i cóż... Szumu dużo, a tak naprawdę zarządzi stare powiedzenie - pożyjemy, zobaczymy.

14.06.2018 22:15
1
odpowiedz
Czarny Wilk
65
Bo jestem czarny

GRYOnline.plTeam

Między E3 urwałem parę godzin z Yakuzą Zero. Skończyłem olbrzymią minigrę u Kiryu i w końcu pchnąłem lekko do przodu fabułę... żeby odblokować analogicznie dużą poboczną grę u Majimy. Będę w to grał jeszcze dłuuuuugo...

Ale nie w trakcie weekendu, bo wtedy na tapecie będzie ostro ogrywane w ramach pracy LEGO Iniemamocni. Film bardzo lubię, więc mam nadzieję, że gierka też przypadnie mi do gustu :)

15.06.2018 07:31
1
odpowiedz
4 odpowiedzi
squaresofter
8
Centurion

gameplay.pl

@solitary
Powodzenia w platynowaniu Brotherhooda.
Co do E3, to widzieliśmy już niejedne dobre i złe targi. Myślę, że jesteśmy na takim etapie, że chyba tylko wyjazd na nie zrobiłby na nas naprawdę wielkie wrażenie.

post wyedytowany przez squaresofter 2018-06-15 07:32:03
15.06.2018 08:39
👍
1
odpowiedz
2 odpowiedzi
Yuri Lowell
9
Pretorianin

Zacznę od podziękowania Skłerowi i al Thor za zachęcenie mnie do sięgnięcia po Lost Odyssey (Xbox 360). Jestem bardzo pozytywnie zaskoczony tą grą i zaczynam rozumieć, dlaczego są nią zachwyceni choć sama gra swoje latka już ma. Ale jeśli coś jest faktycznie na poziomie, nie traci na wartości. Przy okazji, kolejny fuks. Miałem tak z The Legend of Heroes: Trails of Cold Steel II, gdy zastanawiałem się po jaką pozycję sięgnąć, obniżki ułatwiły mi wybór. The Last Remnant (Xbox 360), Chrono Trigger (3DS) i Radiant Historia (3DS) będą musiały poczekać w kolejce. Zupełnym też przypadkiem jest, że po pierwszej grze studia Mistwalker, Blue Dragon (Xbox 360) sięgam po ich kolejne dzieło na Xbox'a.
A sama gra urzeka przede wszystkim historią nieśmiertelnego Kaima. Jak na razie spędziłem z tą grą 20h. Oczywiście rozwój postaci i pojedynki mają smaczek typowy dla jRPG-ów. Praktycznie każdy pojedynek zaczynam od analizy przeciwników i wybrania odpowiedniego wyposażenia. System gry jest tak skonstruowany, że próba podniesienia poziomu postaci wiązałaby się z horrendalną stratą czasu. Nigdzie też nie mignęła mi opcja wyboru poziomu trudności. Czyli, niektóre walki muszę staczać kilkakrotnie zanim trafię w sedno. ;)
Dodatkowym dla mnie smaczkiem jest pełna wersja hiszpańska i orginalny, japoński dubbing.
No i, odliczam też czas do "zimy", w oczekiwaniu na Tales of Vesperia (PS4)! :)

Pozdrawiam całe grono "wcgww" i podglądaczy z innych portali. :D

15.06.2018 08:53
1
odpowiedz
1 odpowiedź
SpecShadow
58
Tetsuo_Real Iron Man

Wróciłem do Just Cause 3.
To chyba jedna z niewielu gier z naprawdę pięknym światem, tak jakby zrobili piękną lokację a potem przerobili to pod grę.
Tylko postacie jakieś mało ciekawe, w JC2 zalatywało filmami klasy B czy C z VHSów (w czym pomagał aktor o podobnym głosie co Michael Biehn).
Gra się przyjemnie po ogarnięciu mechaniki i sterowania, przy czym jest jeszcze bardziej pokręcone nawet z padem. No i optymalizacja - spełniam wymagania sprzętowe, gra się świetnie a po jakimś czasie ścina ostro i wtedy często też się sypie.
Temperatury w porządku więc obwiniam Denuvo, albo któryś patch. Pamiętam że był taki problem że Avalanche wypuściło łatki po których zarówno na konsolach jak i pecetach optymalizacja padała na glebę.
DLCi nawet fajne (mechy i jetpacki) ale godzinę mi zeszło z wyzwalaniem statku kosmicznego, obsiadły mnie drony jak komary. Za to komiksowe wstawki zamiast scenek na silniku gry - bleh.

Do tego niedawno wyszło spolszczenie do Wiatru Zmian 1.3, modu do Stalkera - Zewu Prypeci. Podróż w czasie, kompletnie przerobione znane nam lokacje, fajne zadania, dobry poziom trudności... myślę że przed weekendem skończę.
Nie mogę się doczekać spolszczenia Fallout Nevada, może do końca roku się wyrobią? Byłoby super bo projekt fantastyczny.

Do tego niedawna promka na BF1 za trzy dyszki, niby DLCki rozdają za darmo co jakiś czas ale rzadko (mam pierwsze dwa). Pamiętam czemu nie kupiłem na premierę - bajzel na polu bitwy i chaos, ale nie w pozytywnym, wojennym sensie.
Człowieka dopada depresja jak zda sobie sprawę, jak społeczność graczy uległa pogorszeniu...
Ludzie pragną kolejnego BF2 ale dzisiaj by się on nie sprzedał, gracze współcześni by nie dali rady i jedyne miejsce dla tej gry to segment indie pod skrzydłami twórców Insurgency na przykład.

post wyedytowany przez SpecShadow 2018-06-15 09:29:45
15.06.2018 10:12
1
odpowiedz
drenz
50
Generał

Dungeon Rats zakończone, więc nadszedł czas na Technomancera.

15.06.2018 12:02
2
odpowiedz
2 odpowiedzi
MarBarRastaa
6
Legionista

Dark Souls 3. Znów to mam, ten stan, jak kiedyś kiedy za małolata poznawałem ten świat za sprawą ZX Spectrum+. Spanie i jedzenie wydawało mi się wtedy zbędne, podobnie jest teraz, szkoda czasu kiedy miecz stygnie. W ostatnich latach tak beztrosko i na tak długo przepadłem tylko w Bloodborne, Wiedźmin3:Dziki Gon i Skyrim.

Trzecie zakończenie "Uzurpacja płomienia" zrobione. Przy okazji zrobiłem Mistrzostwo Zaklinania i Mistrzostwo Magii. Do ukończenia gry na 100% zostały cztery trofea: za cuda (brakuje mi 4), gesty (brakuje 1), piromancje (brakuje 1) i za pierścienie, których zostało mi do zebrania kilkanaście i pozbieram je na koniec.

Aktualnie przechodzę grę czwarty raz. Tym razem gram na NG++ i dużo czasu spędzam na walkach pvp i graniem z innymi graczami w co-op aby odblokować drugą rangę w przymierzach, dzięki czemu dostanę ostatnie brakujące cuda i piromancje. Miód wylewa się z ekranu. Z questów pobocznych został mi do poznania już tylko jeden i jak niczego nie spieprzę to zanim dojdę do końca będę się cieszył z platynowego dzbanka.

Z planszówek Scythe. Jeśli uda mi się oderwać na trochę od Soulsów to postaram się zrewanżować żonie, która ograła mnie już dwa razy. Niby do końca nie zna zasad, cały czas coś podpytuje, ja planuję strategię, obmyślam następne zagrania, różne warianty, a gdy następuje koniec gry i liczymy punkty... przegrywam. Ale tym razem, koniec z podpowiedziami, koniec z dobrymi radami. Postaram się jak najszybciej wystawić na planszę wszystkie swoje mechy i rozwijać swoje imperium. Po trupach do zwycięstwa! Nawet jak bym miał później spać na podłodze ;-)

Udanego weekendu wszystkim!

15.06.2018 12:49
👍
1
odpowiedz
kęsik
80
Legend

Soulsy Remaster na liczniku jakieś 6h, 10 zgonów, właśnie schodzę do Blighttown, które jak dla mnie jest strasznie przereklamowane. Ta gra jest dla mnie już za prosta. Wszyscy bossowie maksymalnie za drugiem podejściem, taki Gaping Dragon czy motylek za pierwszym. Nawet Havela se dla relaksu (i pierścienia) zarżnąłem za pierwszym podejściem. Zdawało mi się że jedynka była jakoś trochę trudniejsza niż taka trójka ale chyba jednak doświadczenie i skill robi swoje.

Vampyr na liczniku około 9h. Bardzo dobra gra ze świetnym klimatem. O żadnym rozczarowaniu absolutnie nie może być mowy wbrew temu co recka na GOLu próbuje ludziom sprzedać. Mimo, że widać że gra nie miała super budżetu to wszystko trzyma się kupy, system walki jest bardzo fajny, trochę Solusowy więc czuję się jak w domu. Nie ma się tak naprawdę specjalnie do czego przyczepić, no może trochę technikalia. Zobaczymy jak to z tymi wyborami ale chyba nie jest aż tak źle. Na razie napotkane przeze mnie decyzje jakieś znaczenie miały.

Steins Gate 0 jakoś ponad 6h nabite. O matku, ile oni z tej gry wycieli w animu. Ale tak samo było z oryginałem więc nie wiem czemu się dziwię. Tu nie ma co pisał nawet, wiadomo o co chodzi. Świetna gra VN.

Ni no Kuni 2 od poprzedniego wpisu przegrałem w nie chyba z 1,5h. Jakoś ciężko było mi je wepchnąć. Nadal rozdział 9, trochę grindu, Evermore na lvl 3 i 80 mieszkańców.

Teraz cholera są Mistrzostwa, kiedy ja mam w te gry niby grać? Od 14 do 22 są mecze. Tylko przerwy między meczami są wolne.

post wyedytowany przez kęsik 2018-06-15 12:50:46
16.06.2018 09:23
1
odpowiedz
3 odpowiedzi
Brucevsky
96
Playing with writing

gameplay.pl

U mnie rządzi i dzieli całym dostępnym czasem mundial, więc...

Kontynuuję z chłopakami podróże po świecie, biorąc udział w kolejnych turniejach z cyklu FIFA Street. Poznaję kolejne gwiazdy futbolu, które po zwycięskich meczach, decydują się dołączyć do mojej ekipy. Celem jest zostanie najlepszą freestyle'ową drużyną wszech czasów. Aktualnie po ten wielki cel zmierzam z Robertem Piresem i Ivanem Helguerą.

post wyedytowany przez Brucevsky 2018-06-16 09:23:52
16.06.2018 09:36
1
odpowiedz
JackieR3
13
Konsul

Mundial rządzi a dzisiaj cztery mecze.Dooma 3 BFG raczej nie ukończę a brakuje mi niewiele.

16.06.2018 14:33
odpowiedz
adam11$13
62
Pokémaniac

Ogrywałem RDR-a... ale powiedziałem sobie, że ogram go ponownie dopiero gdy zaopatrzę się w Xbox'a One bo ponoć na tym jest ładnie skalowany do 1080p i działa nieco płynniej. Gra jest fantastyczna, ale skoro i tak chcę kupić sprzęt od zielonych dla Forzy, nowych Gearsów i Game Passa to dlaczego też nie skorzystać z dobrodziejstw kompatybilności wstecznej? Dzięki temu mogę się już pozbyć swojego X360 :)

Z Vampyrem nie wyrobiła się poczta więc zagram dopiero po weekendzie (mimo potłuczonych opinii recenzentów dalej jaram się tym tytułem i wierzę, że mi się spodoba).

Btw. Hackowanie PSP w 2018 jednak było dobrym pomysłem :D Już nie wiem, który raz przechodzę te Poki, ale to idealny zapychacz czasu dopóki nie będę mógł się zabrać za Vampyra.

16.06.2018 19:22
1
odpowiedz
2 odpowiedzi
Yuri Lowell
9
Pretorianin

Hmmm... Ciekawi mnie Skłer Twoja opinia, stawiające obok siebie Lost Odyssey i Nier'a.

17.06.2018 01:29
1
odpowiedz
MarBarRastaa
6
Legionista

square skoro zachęcił Ciebie mój komentarz o Dark Souls 3 do powrotu do tej gry, to nie ma nic prostszego jak włożyć płytę z grą do konsoli i spotkać się razem gdzieś po drodze... Twoje doświadczenie i magia bardzo by mi pomogły w dalszej wędrówce.

17.06.2018 01:39
1
odpowiedz
diaboł
110
boss

Powrót do Euro Truck Simulator 2, do tego Horizon i od jutra może Bus Simulator 18 :)

17.06.2018 01:52
1
odpowiedz
NewGravedigger
118
spokooj grabarza

Niemiłosiernie wkuriwam się na DS remastered

17.06.2018 21:05
1
odpowiedz
3 odpowiedzi
Tomeis
82
Konsul

Gravity Rush 2, jeszcze miesiąc i wylacza serwery-chyba, ze znowu bedzie zmiana terminu, to ostatnia szansa na zebranie roznych rzeczy np. kostiumy czy gesty, a sa dwie listy, 1 lista- za posiadanie zetonow (ostatnia nagroda jest za posiadanie 6000) i 2- nagrody z skrzyn z skarbem. 6 tyś. zetonow to duzo wyglada, ale jest spolecznosc, gdzie sie poprostu farmi zetony przez wysylanie wyzwan, a nawet samo otwieranie skrzyn daje punkty(i odblokowane nagrody nie zabieraja punktow), ze miesiac starczy z nadmiarem na same punkty [punkt dostaje sie tez za inne rzeczy, np. ocena cudzego zdjecia na fajne to 30 pkt]. Samo szukanie skrzyn bedac online to jest ulatwione, bo dostajesz zdjecie(zrobione przez innego gracza) i gra przenosi w obszar, gdzie jest jest skarb nic tylko szukac;), ale sa limity 4 skarby w ciagu 12 godzin, a gdy fabula jest chyba w 2/3 gry to rosnie do 8. Inna rzecz, ze czesc nagrod wypada z skrzyn dopiero gdy osiagnie sie odpowiedni postep w fabule(nie wiem czy wtedy gdy rosnie limit, czy wczesniej) Z tego co widze to zbieranie nagrod ze skrzyn to trzeba juz zaczac i nawet mocno sie skupic, przez te limity.(4 na 12 godzin czy wymagany postep fabularny dla czesci nagrod). Samo szukanie skrzyn offline jest mozliwe, ale z tego co pisza w kilku postach to czasochlonne jest,( bo one sie losowo pojawiaja.)
Posiadanie tych rzeczy nie jest wymagane do platyny oraz funkcje sieciowe nie wymagaja oplaconego ps plus ( co mnie zdzwilo, bo sadzilem, za takie rzeczy sie placi dodatkowo sony )

Tales of Vesperia, no fajnie, ale kiedy będzie nowy Tales? Czy ToV to będzie test/badanie gruntu marki ? (Nie wiem czy maja w ogole sily przerobowe na tworzenie gry?)

Ktoś grał w Hatsune Miku Project DIVA Future ? Czym tam mozna dla każdej piosenki osobno ustawić "delay" czy jest tylko ogólny dla całej gry?

Jeśli czytacie ten tekst uważnie, to już pewnie wiecie, którą z tych dwóch opcji wybrałem.
To i to?

18.06.2018 11:16
2
odpowiedz
zanonimizowany1089001
6
Pretorianin

Zacząłem od DS Remasterd -- znudziłem się. Właczyłem na 2h DS II - jednak ta gra nie ma już dla mnie efektu wow - za dużo godzin w niej spędziłem. Wydaje się mega prosta. Miałem ograć Demon's Souls - ale PS3 poszła na konserwację, także szukałem jakiegoś innego wyzwania....

... i padło na dokończenie masterowania RIVE. Po 8h rage mode, wspólnie z partnerką, w końcu zdobyliśmy We Never Actually Tested This w 100% legalny sposób, co oznacza, że już nigdy, przenigdy nie zagram w ten tytuł :D Poprzednim razem zglichował mi się jeden boss i .... satysfakcja ze zdobycia achika była żadna.

https://youtu.be/sKVnh9zkeiU

Jeżeli ktoś lubi robić 100% gier i chce zachować zdrowie psychiczne, niech unika twinstick shootery. A jako, że nigdy nie słucham dobrych rad - w następny weekend będzie 100% RUINER

23.06.2018 12:02
😉
1
odpowiedz
6 odpowiedzi
Yuri Lowell
9
Pretorianin

Czekając na W co gracie w weekend? #256...

23.06.2018 17:18
1
odpowiedz
2 odpowiedzi
SpecShadow
58
Tetsuo_Real Iron Man

Wróciłem do Saint's Row - The Third, nie przypadł mi wcześniej ale teraz mi się podoba.
Na początek słabe zarobki ale po paru wyzwaniach i zakupach posiadłości jest trochę lepiej.

O ironio po telefon w grze sięgam częściej niż w prawdziwym życiu (tam by sprawdzić stan konta).
Kasa ubywa błyskawicznie ale idzie się jakoś do przodu...

05.07.2018 04:04
odpowiedz
2 odpowiedzi
yadin
99
Legend

Mam najczęściej zagwozdkę, ponieważ to, co jest naprawdę dobre, dawno już ograłem. Natomiast nowych gier praktycznie nie ma. Próbowałem odkurzyć którąś ze starszych części "Uncharted", ale ostatecznie skasowałem. Już tego nie trawię. Dlatego zostałem przy "Sniper Elite 4" i "Shadow of the Colossus". Aż nie chce mi się wierzyć, że FIFA 19 będzie dopiero za dwa miesiące.

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze