W co gracie w weekend? #329: Hatsune Miku Umineko The Fruit of Grisaia Metro 2033 FFXIV i Sleeping Dogs - squaresofter - 5 stycznia 2020

W co gracie w weekend? #329: Hatsune Miku, Umineko, The Fruit of Grisaia, Metro 2033, FFXIV i Sleeping Dogs

Witam wszystkich graczy. Rok niby mamy nowy a gry ogrywam stare. Chcę nadrobić parę rzeczy zanim wysypią się na nas największe premiery w marcu i kwietniu. Rok zacząłem od pożegnania się z Adamem Jensenem i od tamtej pory tak w zasadzie nie wiem nad czym się skupić? Próbuję zająć się dokończeniem produkcji, którym nie dałem rady w ubiegłym roku. Kontynuuję też swoje przygody w Eorzei.  W dalszej części tekstu przeczytacie o grach, które ostatnio odpalałem w poszukiwaniu czegoś co zatrzyma mnie na dłużej. Uwaga! Tekst zawiera spoilery.

Hatsune Miku: Project DIVA Future Tone – Berlin czy Barcelona? Oto jest pytanie

Kilka dni temu sprawdziłem z ciekawości w jakich krajach Miku bedzie koncertować w tym roku i nieźle się zdziwiłem, że przez cały styczeń będzie występować w Europie. Jej piosenek będzie można posłuchać w Londynie, Berlinie, Paryżu, Amsterdamie i Barcelonie.

Od chwili, w której się o tym dowiedziałem mam ogromny problem z tym, żeby skupić się na grach wideo. Je mam na co dzień. Tymczasem w moim życiu pojawiła się szansa, żeby znów wyjechać gdzieś za granicę i zobaczyć jakiś inny kraj.

Nie mam pojęcia czy gdzieś wyjadę, czy uda mi się namówić na taką podróż najbliższych i czy spotkam się z jednym z moich czytelników, który mieszka na stałe za granicą, ale dawno nie byłem tak podekscytowany jakimś wydarzeniem. Gdybym nie musiał czekać na wypłatę, to pewnie już dawno miałbym wykupione bilety lotnicze do Londynu, ale tym razem chyba się nie uda. Z jednej strony jestem bardzo niepocieszony tym faktem a z drugiej zupełnie mi nie żal, skoro Anglicy nie czują się nawet częścią Europy i udają, że te biedniejsze państwa europejskie nie istnieją.

Europa jest zbyt duża i zbyt piękna, żeby odwiedzać w kółko te same miejsca. Z wielką chęcią zobaczyłbym Barcelonę albo Berlin, ale czy jest na to szansa okaże się dopiero za kilka dni, jeśli oczywiście ludzie nie wykupią wszystkich biletów na koncerty małej wirtualnej gwiazdy, która towarzyszy mi od kilka dni w Future Tone. Jestem jeszcze w świątecznym nastroju, więc najlepiej gdy mała wokaloidka występuje na scenie w stroju Świętego Mikołaja.

Umineko no Naku Koro ni: Rondo of the Witch and Reasoning – Porwanie i szantaż

Nie ma szans, żeby ten rok obył się bez Umineko. Gdy pisałem ostatni raz o tej japońskiej visual noveli wspominałem, że czwarty odcinek koncentruje się wokół Ange Ushiromiyi, młodszej siostry Battlera i jej próbie odkrycia prawdy odnośnie tego, co się wydarzyło na wyspie Rokkenjima dwanaście lat wcześniej.

Bardzo podoba mi się fragment, w którym jest ukazana jej przyjaźń z Siostrami Czyśćca, a w szczególności z Mammon. To świetna odmiana po tym jak w poprzednich odcinkach mordowaly jej cały jej ród na życzenie swej pani, Beatrice.

W dalszej kolejności czwarty odcinek ukazuje Marię i jej trudne relacje w matką Rosą, która gdy ma dobry dzień, to potrafi własnoręcznie uszyć swojej ukochanej córce pluszowego lwa, którego mała dziewczyna interesująca się okultyzmem traktuje jak najlepszego przyjaciela a gdy ma zły dzień, to wyżywa się na niej i totalnie ją olewa, wciskając jej kity, że jest zapracowana a tak naprawdę jest zajęta swoim kochankiem w gorących źródłach, do których uciekła na tydzień z pracy.

W Umineko nigdy nie wiadomo co jest prawdą, więc możemy przyjąć, że tak właśnie było albo, że są to tylko sztuczki  Złotej Wiedźmy, mające na celu poróżnić poszczególnych członków rodu Ushiromiya.

Wszystko to stanowi oczywiście tylko wstęp do kolejnej rozgrywki między nią a Battlerem, w której stawką jest życie jego najbliższych a ze strony piekielnej wiedźmy dobra zabawa, bo nudy to ona nie znosi. Tym razem postanawia ona zaatakować go z zupełnie innej strony, dlatego tez w czwartym odcinku mamy szansę zobaczyć jak bardzo szalony jest pełniący funkcję głowy rodu, Kinzo Ushiromiya, który nazywa się Goldsmithem i tym razem to on wzywa demony z piekła rodem, aby wymierzyć karę swoim nieudanym dzieciom. Beszta ije niesamowicie a potem nasyła na nich posłuszne mu fantastyczne stwory, aby zajęły się nimi raz a dobrze. Ci co przeżyli są wzięci za zakładników przez przyjaciółkę Beatrice, seksowną Gaap, a wszystko po to, aby stary dziad, któremu odbiło z tęsknoty za miłością swego życia, Beatrice, mógł przetestować swoje wnuki odnośnie tego, czy są godne przejąć jego ogromny majątek i tytuł głowy rodu.

W czwarty odcinek Umineko gram z większymi lub mniejszymi przerwami od jakichś trzech miesięcy i nie zamierzam się z nim spieszyć, bo gry to nie wyścigi. Najważniejsze jest, aby sprawiały nam przyjemność, a to, ile czasu z nimi spędzimy jest kwestią drugorzędną.

The Fruit of Grisaia - Ścieżka Yukiko

Tak jak mogliście przeczytać w moim podsumowaniu zeszłego roku zostały mi jeszcze dwie ścieżki w w pierwszej odsłonie trylogii gier erotycznych ze słowem Grisaia w tytule, więc mam nadzieję, że w tym roku uda mi się chociaż zaliczyć ścieżkę Yukiko, stroniącej od towarzystwa. Już na samym początku jej historii jej ojciec, który jest także właścicielem Akademii Mihama, w której rozgrywa się akcja gry, chce nią wstrząsnąć, stawiając ją w jakiejś niebezpiecznej sytuacji. Ona oczywiście o niczym nie wie. Nie wie także, że do jej ochrony zostaje przydzielony Yuuji, który wypytuje ją bez przerwy, gdzie wychodzi i ciągle ją śledzi. Dziwi to inne mieszkanki specjalnego dormitorium, więc Makina i Sachi postanawiają powęszyć w nocy w pokoju protagonisty, gdzie odkrywają jego dziennik,  w którym młody ochroniarz skrupulatnie notuje informacje dotyczące swojego celu.

Dziewczyny biorą go za stalkera a cała sprawa jeszcze dodatkowo się komplikuje, gdy o wszystkim dowiaduje się sama zainteresowana. Wściekła Yukiko w końcu bierze na spytki swojego anioła stróża i choć nie chce musi się pogodzić z obecnością natręta.

Po kilku dniach taszczenia ze sobą takiego piątego koła u wozu już ma zamiar mu wygarnąć, gdy zostaje zaatakowana przez jakichś podejrzanych typów.

Tak mniej więcej wygląda wprowadzenie do historii Yumiko. Więcej nie napiszę na ten temat. Dodam jedynie, że strasznie stęskniłem się za bohaterami tej niezwykłej powieści graficznej z japońskim rodowodem i wprost nie mogę się doczekać dalszego rozwoju wypadków.  

Metro 2033 - Rosyjska postapokalipsa

W tamtym roku nie udało mi się przejść pierwszego Metra. Spróbuje zatem w tym. Kilka plansz udało mi się już zaliczyć, więc jestem dobrej myśli. Oby tylko nie skończyło się na słomianym zapale tak jak wcześniej. Wciąga mnie ta gra swoim post-nuklearnym rosyjskim settingiem, tym przeraźliwym wyciem mutantów, które czekają gdzieś w oddali, aby rozszarpać na kawałki Artyoma, a że wpadłem na szalony plan zabijania przeciwników nożem to lekko nie jest.

Dobrze, że nie jest to kolejny fps, jakich dziesiątki na rynku. Metro ma swój urok dzięki umiejscowieniu akcji w dotknietej zagładą atomoą Moskwie, ciągłej konieczności poszukiwania amunicji i filtrów powietrza do maski przeciwgazowej oraz elementom horroru.

Wcielające się w głównego bohatera niejednokrotnie odwracam się za siebie i sprawdzam czy gdzieś nieopodal nie czyhają na mnie jakieś potwory. Robię tak za każdym razem, gdy słyszę ich wycie i nawet jeśli nikogo nie widzę w pobliżu i zaczynam się już oswajając z myślą, że jestem bezpieczny to kilka kroków dalej jestem zmuszony do walki na śmierć i życie z całą chmarą zmutowanego tałatajstwa.

Podoba mi się oprawa jak na grę wydaną niemal dekadę temu, jednak z drugiej strony widać, że twórcom się nie chciało i w kilku miejscach powtarzają się te same otwarte lokacje, tylko wchodzimy tam od innej strony albo tam gdzie była jakaś karuzela lub huśtawka to mamy zaułek, z jakimś trupem na końcu.

Final Fantasy XIV: Heavensward - Rozbrajający żywy trup i zielony kogut

Ostatnimi czasy starałem się popchnąć fabułę do przodu w pierwszym wielkim rozszerzeniu FXIV, ale gdy tylko nabrałem trochę ochoty na zabawę w alchemika, to musiałem odłożyć swoje plany na później. Lubię tworzenie przedmiotów w tym japońskim MMORPGu a gdy jakaś aktywność poboczna mnie wciągnie, to potrafię się nią bawić przez tydzień, nie zważając na inne rzeczy.

Dosyć niedawno koleżanka zasugerowała mi, żebym sprawdził jedną misję, bo jest podobno dosyć zabawna. Wydało mi się to o tyle dziwne, bo pierwszy etap tego dodatkowego scenariusza polegał na złożeniu kwiatów na grobie i wydawało mi się to dosyć smutne. Nie byłem jednak gotów na to co było później. Okazało się bowiem, że szef asystentki, która poprosiła mnie o pomoc w ostatniej posłudze ma się całkiem dobrze po śmierci i jest żywym trupem, ale nie takim zwykłym żywym trupem, tylko dżentelmenem wśród żywych trupów, który zakazał swym podwładnym zjadania mózgów innych a przy okazji jest też inspektorem, starającym się rozwiązywać problemy okolicznej ludności. Jego pamięć trochę szwankowała, więc seksowna Nashu postanowiła mu o sobie przypomnieć…za pomocą bomb. Nie skończyło się to dla niego najlepiej, ale po tym jak został wbity w ziemię już więcej nie mówił, że jej nie pamięta.

Hildibrand, bo o nim mowa, poza tym, że jest dżentelmenem, jest też na całe szczęście totalnym imbecylem, co prowadzi do wielu przekomicznych sytuacji jak chociażby ta, gdy szukając złodzieja okradającego innych z rzadkich okazów broni trafia na Gilgamesha, który pasuje do rysopisu poszukiwanej osoby i zamiast go schytać to się z nim zaprzyjaźnia. Ów Gilgamesh poszukuje swojej halabardy, towarzyszy mu zielony kogut, robiący za tymczasowego Enkidu i naprawdę ciężko było mi zachować powagę w scenie, w której owi bohaterowie stoją do siebie plecami, pan inspektor ma jego oręż a jego druh opowiada mu o swojej zgubie.

Cały ten wątek poboczny jest lepszy od historii głównej, dlatego też chciałbym gorąco podziękować koleżance, że niejako naprowadziła mnie na jego trop, bo tak dobrze śmiałem się ostatnio grając w grę z serii Final Fantasy przy okazji Utrosa z FFVI.

Czternastka jeszcze nieraz zagości na łamach niniejszego cyklu

Sleeping Dogs – Koszmar w North Point

Ostatnim tytułem, o jakim chciałbym dzisiaj wspomnieć jest Sleeping Dogs, którego nie widziałem od lat, ale naszła mnie ochota, żeby sprawdzić dwa jego dodatki.

Pierwszy dodatek, którym się zajmuje zaczął się dosyć niewinnie. Wei śmieszkował z istot paranormalnych a chwilę później jedną z dzielnic Hong Kongu opanowały duchy i demony. Nie są to zwykłe oprychy, więc ich pokonanie wymaga ogłuszenia tych nadprzyrodzonych delikwentów a gdy są już oszołomieni to możemy ich dobić.

Sprawa ma się trochę inaczej z zawodnikami ciężkiego kalibru. Nie mogłem nic zrobić takiemu oponentowi, więc pomogłem okolicznym sklepikarzom, dzięki czemu uzyskałem specjalny specyfik, który wyzwolił drzemiące w moim ciele moce magiczne.

Jestem mocno zasmucony tym, że do dziś nie pojawiła się kontynuacja jednej z naprawdę niewielu gier, które pozwalały poczuć chociażby krztynę klimatu zaserwowanego nam w Shenmue 2. Nie był to może tytuł wybitny, ale dawał sporo frajdy. Szkoda, że gdy zrobię wszystko w tych dwóch dodatkach, to przyjdzie mi się pożegnać z tą marką na zawsze.

To by było na tyle. Weekend mamy trochę dłuższy niż zazwyczaj, więc i czasu na granie jakby więcej. Dajcie znać czy w coś gracie?  

squaresofter
5 stycznia 2020 - 11:14

Komentarze Czytelników (27)

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
05.01.2020 14:02
Yuri Lowell
2
Yuri Lowell
34
Brave Vesperia
Image

Też mam okres na "starsze" gry. Po ukończeniu Zero no Kiseki (PSP) wziąłem się oczywiście za kontynuację, Ao no Kiseki (PSP). Jak ktoś grał w The Legend of Heroes: Trails of Cold Steel (PS3, PS4) może pamiętać moment gdy pociąg kanclerza Erebonii, Eisengraf, z pełną prędkością przejeżdża przez stację i Rean'owi udaje się dostrzec w nim kanclerza. W Ao no Kiseki Eisengraf dociera do celu, Crossbell na "handlową" konferencję okolicznych państw. W Trails of Cold Steel II mamy możliwość stawić czoło cryptydom, a ja właśnie się dowiedziałem, że pokazały się one już wcześniej. Dla nie-wiedzących w czym rzecz wyjaśnię: Fabuła The Legend of Heroes jest podzielona na wiele gier i różne platformy. Chronologicznie, przed Crossbell Arc, czyli 2 grami Zero i Ao, są 3 gry The Legend of Heroes: Trails in the Sky. Natomiast po Crossbell Arc następują Trails of Cold Steel.

oraz dużo grania w Nowym Roku!

05.01.2020 14:23
adam11$13
1
odpowiedz
9 odpowiedzi
adam11$13
83
Phantom Thief
Image

Wczoraj ukończyłem Nekoparę Vol. 1 na Switchu i przyznam, że to bardzo fajna visual novelka. Nie sądziłem, że nadmiar kocich waifu może być aż tak przyjemny ;) Widzę, że po zakończeniu głównej historii odblokował mi się też Vol. 0 więc pewnie zabiorę się za niego na dniach. Nawet obejrzałem sobie na YT godzinną Ove. Z mojej obserwacji wynika, że Switch jest idealną konsolką do takich gier bo np. na PC kompletnie nie chciałoby mi się w to grać. Jakby jeszcze wydali port Danganronpy to może w końcu bym ją nadrobił...

Poza tym ciągle naparzam w Zeldę Breath of The Wild i myślę, że dzisiaj albo jutro pójdę na Ganona i skończę główną fabułę. Oczywiście do całkowitego zakończenia jeszcze trochę brakuje bo zostało mi około 40 kapliczek i kilka wspomnień do odblokowania. Im dłużej gram tym coraz skłonniejszy jestem do ogłaszania tej gry jako jeden z najlepszych tytułów w jakie kiedykolwiek grałem.

Po Zeldzie przyjdzie czas na najnowszy nabytek czyli Fire Emblem: Three Houses. Nie wiem o tej serii nic poza tym, że ponoć jest bardzo dobra, a ostatnia część to jeden z lepszych słiczowych exów. Hej, Archonowi się podobało więc myślę, że pozytywnie się zaskoczę.

post wyedytowany przez adam11$13 2020-01-05 14:31:55
05.01.2020 14:38
kęsik
📄
odpowiedz
2 odpowiedzi
kęsik
104
Legend

Darksiders Genesis, 14h. Im dalej gram tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu że widok izometryczny nie pasuje to tego czysto slasherowatego systemu walki rodem z Darksiders 1. Nie tylko w walce ale także poza nią czasami zdarza się problem z właściwym określeniem odległości czy wysokości, co przeszkadza nawet w zbieraniu wiszących w powietrzu przedmiotów. Wydaje mi się gdyby to było zwykłe TPP to by się w to lepiej grało.

Metal Gear Solid V: Ground Zeroes, 5h, skończone. Potrzebowałem czegoś na przeczekanie w okresie noworocznym i maszyna losująca wylosowała demo MGSa V. Które no teraz patrząc z perspektywy jest lepszym MGSem niż Phantom Pain. Wydaje mi się że TPP byłby lepszą grą gdyby zamiast dwóch otwartych map oferował ze 20 misji w stylu Ground Zeroes w 20 różnych zamkniętych lokacjach takich jak Camp Omega. Gameplay świetny, swoboda w działaniu bardzo duża tak jak później w podstawce, tyle że tutaj w bardziej zamkniętym środowisku.

The Bureau XCOM Declassified, 9h. Kolejna gra wylosowana przez maszynę losującą na okres noworoczny. Ta gra podobała mi się w miarę kiedy wychodziła i teraz nic się nie zmieniło. Taki Mass Effect skrzyżowany z Gears of War. Ja tam takie gry lubię i tutaj w zasadzie nie ma się do czego przyczepić. Tak, wiadomo ze to niekoniecznie gra dla fanatyków klasycznego XComa ale mi tam się podoba. No inwazja obcych na biedaków Hamerykę, i komandor Shepard musi uratować świat.

Bloodstained - Ritual of the Night, 1h. Podchodziłem do tej gry jak do jeża przez ostatnie pół roku. Nie specjalnie mnie grzeją takie platformowe przygodowe gry akcji z kamerą z boku. Nasłuchałem się jednak wiele dobrego o grze i chciałem spróbować ale zawsze odkładałem ją na później. No teraz to później wreszcie nadeszło. Pierwsze wrażenie jest w miarę pozytywne, nie odbiłem się całkowicie od gry a to już duże osiągnięcie. Za dużo nie pograłem więc ciężko coś więcej powiedzieć ale na razie klimat jest w miarę spoko, walka jest dosyć prosta ale nie jest łatwa.

The Saboteur, 9h. Po skończeniu GTA IV z dodatkami, w oczekiwaniu na naprawione Saints Row 2, poszukiwałem jakiejś innej gry tego typu. Nie chciałem grać po raz 100 w Mafię II i w sumie miałem lekki problem ze znalezieniem gry do grania. O Saboteurze myślałem kiedyś żeby sobie wrócić ale potem jakoś wyleciał mi z pamięci. Dopiero user na GOLu gdy pochwalił się że właśnie w niego gra, przypomniał mi o grze. No i jestem, latam po Paryżu pijanym Irlandczykiem i niszczę nazistowskie instalacje co akurat nie jest zbyt ciekawym zajęciem. Poboczna zawartość w otartym świecie no jest akurat słaba, bo sprowadza się do niszczenia wszystkiego złego w zasięgu wzroku. No ale na szczęście misje główne i poboczne, klimat sprawiają ze obcowanie z Sabotażystą dywersantem jest dosyć przyjemnym doświadczeniem.

05.01.2020 15:30
Wiarołomca
3
odpowiedz
Wiarołomca
85
Senator

Poluje na potwory w monster hunter world na prosiaku naprzemiennie z poszukiwaniem yeneffer w wiedźminie 3 goty też na prosiaku :)

05.01.2020 16:07
1
odpowiedz
JohnDoe666
12
Generał

Ja ten długi weekend spędziłem (spędzam) przy kilku tytułach:
- Wiedźmin 3 GOTY - Wieśka ukończyłem pierwszy raz w okolicach premiery, jednak nigdy nie ukończyłem dodatków. Tym razem postanowiłem zrobić główną fabułę od początku podejmując nieco inne decyzje oraz ukończyć oba dodatki. Za mną około 50 godzin gry i właśnie dotarłem na stypę na Skellige :).
- Devil May Cry 5 - piąta odsłona mojej ukochanej serii a do dzisiaj jakoś nie było mi po drodze żeby ją ukończyć.
Tym razem nic mi już nie przeszkodzi. Za mną misja nr 9, z każdą kolejną mój zachwyt nad grą jest coraz większy.
- APEX Legends - nie jestem fanem BR ani strzelanek multi w ogóle, ale postanowiłem sprawdzić ten tytuł bo znalazł się w bardzo wielu zestawieniach TOP 2019. Reasumując, po kilku pierwszych godzinach, nadal nie wiem co sprawia że ludzie w grach tego typu spędzają tysiące godzin, ale meczyk czy dwa raz na jakiś czas można strzelić.
- Lords of the Fallen - znalazłem w jakimś lombardzie pudełko za 30 zł więc postanowiłem wypróbować naszą rodzimą odpowiedź na "Soulsy" i zaskoczyłem się bardzo pozytywnie. Rozgrywka nieco powolniejsza, poziom trudności rzadziej sprawia że masz ochotę pogryźć pada, ale to nadal spore wyzwanie i świetny klimat. Za mną ledwie około 3-4 godziny ale grę mam zamiar ukończyć, jest naprawdę niezła.

05.01.2020 17:58
solitary_sly
1
odpowiedz
3 odpowiedzi
solitary_sly
28
Solidny Szop

Ja rozpocząłem przygodę z Dark Souls 3. Gram najmitą, ale idę bardziej w kierunku rycerza-paladyna. Olałem zręczność, przywdziałem dość mocarny set (zbroja wygnańca), w łapie dzierżę wielki miecz Farrona i generalnie... czuję że jest łatwiej niż w takim Bloodborne:) Jak do tej pory nie trafiłem jeszcze na godnego siebie bossa, a jestem już po Strażnikach Otchłani (poszli w pył za pierwszym razem). Może to już wychodzi moje kilkuletnie obcowanie z serią...? Już teraz nie wbiegam jak głupi do pomieszczenia którego nie znam, jestem bardzo ostrożny, jeśli mogę kogoś zdjąć z łuku z dalsza - nie chojrakuję, nie podchodzę, strzał mam dość.

Nie korzystam z pomocy "duchów", PvP też mi jest na razie obce... Ale ta część jest super. Na razie bardziej mi podchodzi niż DSII.

05.01.2020 21:43
Hydraulik333
😍
1
odpowiedz
Hydraulik333
17
Chorąży

Widzę rozstrzał gier u square xD

Natomiast u mnie zakończyłem rok ukończeniem The Last of Us Remastered, a dziś skończyłem Bayonette 2. To o nich dzisiaj będę pisał:

The Last of Us Remastered (10h) (PS4) (Ukończona): Końcówka daje mi trochę do myślenia. Nie wiem czy można to nazwać dobrym, czy złym zakończeniem. A po za tym gra według mnie zasługuje 9.5/10, a nie 9.0/10 jak wtedy dałem. Jednak to było moje pierwsze wrażenie, więc teraz może zmieniła się moja opinia o niej. Niemniej każdy, kto lubi gry o zombie lub oczekuje czegoś z dobrą, lecz na swój sposób prostą fabułą to jest to tytuł obowiązkowy.

Bayonetta 2 (8h) (Wii U) (Ukończona): Z jednej strony jestem pod wrażeniem, ale z drugiej jestem trochę zawiedziony. Gra ogółem na początku jest strasznie podobna do jedynki. Rozpoczyna się podobnie, potem masz Deja Vu. A sama gra jest na początku poprawna. Taka usprawniona jedynka. Jednak czym dalej grasz tym lepiej. Fabuła, walka (która jest jeszcze bardziej dynamiczna), przeciwnicy, lokacje, humor, naprawdę jest dużo usprawnionych rzeczy. Szkoda tylko, że jest tak krótka. Może zrobił to poziom trudności? Jednak myślę, że nie. Tak 2 jest łatwiejsza, ale nie łatwa. Jedynka zajęła mi około 20 godzin!!!! I teraz Bayonetta 2 zostawiła mi taką pustkę w sercu. Teraz muszę oczekiwać Bayonetta 3. Może i to dobrze, że nie jest na siłę wydłużana. Moja ocena 9.5/10.

W następnym tygodniu idę na szał zakupowy, więc może coś ciekawego uda mi się kupić.

Miłego tygodnia życzę :)

06.01.2020 04:07
drenz
odpowiedz
drenz
73
Le réveil du lion
Image

Na rozkładzie 3 z 7 ostatnio zakupionych gier.

Niffelheim - survival, w którym wcielamy się w zmarłego wikinga, który chce zmienić zaświaty na Asgard. Do niego właśnie mamy za zadanie odnaleźć kawałki portalu. W międzyczasie musimy rozbudowywać nasza twierdzę, polować, gotować, zbierać rośliny i inne przydatne rzeczy, wydobywać różne rudy, tworzyć broń, mikstury, uprawiać i wykonywać wiele innych rzeczy, aby tylko przybliżyć się do celu. Ładna oprawa audiowizualna i dużo możliwości craftingu. Przystępna, choć z czasem żmudna.

Elderborn - polski slasher FPP - taki miks Dark Messiah Might and Magic i Witchaven lub innych gier tego typu w rytm orientalnego metalu i ambientu.

Intruders: Hide and Seek - skradanka FPP, w której wcielamy się w chłopca i musimy uratować rodziców przed bandytami, którzy włamali się do dość rozległej posiadłości. To właśnie po niej poruszamy się tak, aby nas nie złapał jeden z 3 złodziei.

post wyedytowany przez drenz 2020-01-06 04:10:31
10.01.2020 17:09
Ogame_fan
👍
1
odpowiedz
Ogame_fan
107
You Can t stop this!
Image

Gravity Rush 2 jest ogromne, myślałem że przejdę szybciej ale tak świetnie robi się misje poboczne że nie mam ochoty za bardzo pchać fabuły do przodu. Zróżnicowanie misji jest bardzo dużo jak na tak niszowa grę.

Jestem po trzecim dungeonie w Minish Cap i coraz mniej spie, bo odpalam w lozeczku przed snem i nie moge przestac grac. Swietna gra!

Z dziewczyną ogrywamy Batman Brave and Bold na Wii, bardzo fajna chodzona dwuwymiarowa bijatyka.

10.01.2020 19:54
SpecShadow
odpowiedz
SpecShadow
82
Silence of the LAMs

Wypalony w Path of Exile (rewelacja liga ale za dużo tego) odkoczyłem w inne rejony.

Stare FPSy średnio trawię, może potrzebuję innego podejścia?
Quake i Doom 1/2 przeszedłem, teraz zabieram się za Hexen/Heretic, ale z modem Wrath of Cronos, który dodaje elementy RPG dla urozmaicenia bo czemu nie?

Wziąłem też na ruszt Fallout 2 z Restoration Project, przyjrzę się nowym lokacjom a także urządzę ostrą imprezę w finałowej lokacji, kiedyś mi się nie udało ale teraz powinno się to zmienić...

Co jakiś czas wracam do STALKER Anomaly i bawię się ustawieniami, testując niektóre pomysły.
W grze loot jest słaby a broń droga przez co przy ciałach znajdujemy tylko złomy żeby nie wzbogacić się za szybko. Planuję to zmienić i dać małą - ale jednak - szansę na pojawienie się pukawki w lepszej kondycji.
Do tego mikro szansa na pojemnik z artefaktami.

post wyedytowany przez SpecShadow 2020-01-10 19:57:14
12.01.2020 22:42
Yuri Lowell
😐
1
odpowiedz
2 odpowiedzi
Yuri Lowell
34
Brave Vesperia

W ten weekend Autor cyklu tak się zagrał w Umineko, że zapomniał o "bożym świecie". Wybaczamy mu?

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze