Podsumowanie serii - Grand Theft Auto | Część 1 - RazielGP - 3 listopada 2012

Podsumowanie serii - Grand Theft Auto | Część 1

Grand Theft Auto pojawiło się w świecie elektronicznej rozrywki niczym meteoryt na ziemi, szokując przy tym każdego żyjącego człowieka. Ogromna swoboda działań oraz kontrowersyjna tematyka, sprawiały że tytuł ten z miejsca znalazł swoich zwolenników jak i przeciwników. Bez krępacji mogliśmy eksterminować niewinnych ludzi jak i stróżów prawa, co nie każdemu mogło przypaść do gustu. Niemniej jednak o marce było niezwykle głośno. I to nie tylko ze względu na powyższe powody, ale i na niesamowitą dozę grywalności, której próżno było szukać u konkurencji. Dziś zajmiemy się przypomnieniem pierwszych dwóch odsłon oraz dwóch dodatków wydanych do części pierwszej, by przybliżyć tym samym początek tej wspaniałej po dziś dzień serii.

1997 - Grand Theft Auto

Pierwsza odsłona podbiła serca graczy swobodą, której żaden inny tytuł nie był w stanie człowiekowi zaoferować. W ten oto sposób poza wykonywaniem głównych i pobocznych misji, mogliśmy zająć się nieskrępowanymi działaniami typu rozjeżdżanie, rozstrzeliwanie, bicie pieszych, czy także kradzież i rozbijanie wszelakich pojazdów. Nic dziwnego, że często i gęsto na naszym ogonie siedzi policja, którą także możemy delikatnie mówiąc eliminować. Na uwagę zasługują otwarte struktury dostępnych tu miast (Liberty City, Vice City, San Andreas), pozwalające nam na swobodne przejażdżki samochodami oraz motocyklami, tudzież spacery. Jeśli nam się poszczęści, możemy natrafić na dodatokwą atrakcję typu szał zabijania, bądź też przemalować nasze cudeńko według własnej woli.

Celem gry jest uzbieranie odpowiedniej puli pieniędzy, pozwalającej nam na dojście do kolejnych etapów. I to w zasadzie tyle, bo fabuły w jedynce jest tyle, co kot napłakał. Pewnie dlatego mamy też do wyboru jednego z ośmiu dostępnych tu protagonistów. Oprócz różnorakich mężczyzn, możemy wybrać także kobietę, choć prawdę mówiąć, wybór ten jest czysto kosmetyczny, bo poszczególne postacie różnią się jedynie avatarem. Nie wspominając już o totalnym braku ich osobowości. Z każdą kolejną misją poziom trudności znacząco wzrasta, przez co w dalszej części rozgrywki może być nam naprawdę ciężko. Nie pomaga także system checkpointów, które pojawiają się dopiero po uzbieraniu odpowiedniej kasy. Szkoda, bo wolałbym zapisywać stan gry po każdej ukończonej przeze mnie misji.

Oprawa wizualna, nawet w swoich czasach nie zachwycała. Raz, że zabawa toczy się z lotu ptaka, ograniczając przy tym pole widzenia, to dwa, jakość tekstur oraz efektów, jak i innych elementów przypominała co najwyżej tytuły sprzed kilku lat. Niemniej jednak grywalność była niesamowita za sprawą swobody działań oraz całkiem przyjemnemu sterowaniu. Model jazdy prezentuje się nawet z dzisiejszej perspektywy przyzwoicie, co ułatwia nam obcowanie z tym tytułem. Podobnie jest zresztą z ilością aut, czy fizyką zniszczeń, która w swoich czasach pieściła nasze oczy. No bo w jakiej innej produkcji można było doszczętnie zniszczyć pojazd? Prawdopodobnie w żadnej. No dobrze, ale co z klimatem? O znakomitą atmosferę zadbały wydobywające się z naszych głośników utwory muzyczne, które mogliśmy usłyszeć  jedynie kierując samochodem. DMA Design (dzisiejsze Rockstar North), w ten oto sposób sprawiło, że łatwiej było mi się wczuć w daną rolę, czyli oprycha do wynajęcia.

1999 - Grand Theft Auto: London 1969

W dwa lata po premierze jedynki, producent zdecydował się na ukazanie pierwszego dodatku. Tytułowy Londyn miał na celu nie tylko przedłużenie żywota starzejącej się podstawowej wersji, ale i ukazanie jej w całkiem innych klimatach. Akcja toczy się tutaj pod koniec lat 60 w Londynie, dzięki czemu możemy poznać nie tylko stare, klasyczne samochody, czy ówczesną kulturę, ale i lewostronny ruch uliczny. Przyznam szczerze, że początkowo ciężko jest się do niego przyzwyczaić, przez co dosyć często powodowałem kolizje. Zmieniono także oprawę artystyczną, na mniej kolorową, a bardziej stonowaną. Dzięki temu gra jest nieco ładniejsza i bliższa realizmowi. Przynajmniej w kwestii wizualnej.

Reszta jednak pozostała bez zmian, a samo rozszerzenie nie wprowadziło do serii żadnych, znaczących nowości. Twórcy zaserwowali nam za to nowy zestaw zadań do wykonania oraz dostępnych bohaterów, którymi poczynaniami mogliśmy kierować. Podobnie jak w oryginale, także i tu nie mamy praktycznie fabuły, ani charakteru protagonisty, który jest płaski jak linijka. Nowe, wydobywające się z radia samochodowego utwory w skuteczny sposób wprowadzają nas w tamtejsze realia. Na uwagę zasługują również znane budowle takie jak Big Ben, dzięki czemu czujemy, jakbyśmy naprawdę się tam znajdowali. Przynajmniej w połowicznym tego słowa znaczeniu.

1999 - Grand Theft Auto: London 1961

Dosłownie parę miesięcy po wydaniu pierwszego rozszerzenia, DMA Design postanowiło wydać drugie, tym razem darmowe. Ten bardzo miły krok ze stronu producenta okazał się zbiorem 8 misji o zatrważająco wysokim poziomie trudności. Na domiar złego dodatek ten należy ukończyć za jednym zamachem, ponieważ nie posiada on funkcji checkpointów znanych z poprzednich wersji. Prawdę mówiąc, London 1961 poza tymi misjami nie oferuje absolutnie niczego nowego. Przedłuża on jedynie zabawę z marką Grand Theft Auto o jakieś 30 minut. Niewiele, ale pamiętajmy o tym, że dziś za takie dodatki musimy płacić niemałe pieniążki.

Jak nietrudno się domyślić akcja całej zabawy znowu przenosi się do Londynu, ale tym razem o 8 lat wcześniej. Mimo tego, nie za bardzo jesteśmy w stanie to odczuć, bo wszystko jest takie samo. Nawet dostępni w menu protagoniści. Niemniej jednak każdy fan tej serii powinien przywitać ten produkt z otwartymi ramionami, bo oferuje on tę samą jakość szaleńczej zabawy podczas wykonywania głównych misji.

1999 - Grand Theft Auto 2

Za to wiele nowości wprowadziła część druga, ofiarowując nam nie tylko znacznie ulepszoną oprawę graficzną z lotu ptaka, ale i system respektu względem tutejszych gangów. Zamiast wielu, bezpłciowych bohaterów dano nam jednego, ale równie bezpłciowego o imieniu Claude. Niektórzy uważają, że Claude Speed z dwójki to ten sam człowiek, którego poznaliśmy w trójce. Jak jest naprawdę wiedzą już tylko sami twórcy, dlatego też lepiej zająć się ważniejszymi aspektami niniejszej produkcji. Zmagania odbywają się w trzech dzielnicach Anywhere City, gdzie toczą się wojny niezwykle groźnych i różnorodnych gangów. My, będąc w centrum wydarzeń będziemy robili dla nich karkołomne zadania. W późniejszym etapie gry należy wykonywać sabotaże, aby móc się wyżej wspiąć w mafijnej drabinie. W ten oto sposób jedne gangi zaczną nas nienawidzić, drugie zaś niezwykle cenić, dlatego przy takim obrocie spraw, lepiej nie pojawiać się na terytorium tych pierwszych, bo ci bez wahania zaczną nas zaciekle atakować.

Oprócz tego do dyspozycji mamy naprawdę sporo pobocznych atrakcji, takie jak szał zabijania, czy misje pojazdów, również polegające na eksterminacji ludzi, tudzież pojazdów w odpowiednim limicie czasu. W wykonywaniu zadań przeszkadzać mogą nam nie tylko wrogie rodziny mafijne, ale i stróże prawa, których najlepiej jest potraktować zderzakiem naszego samochodu. A propo aut. Także i tu mamy pokaźną liczbę aut z wbudowanymi  w kokpicie radioodtwarzaczami. Generalnie rzecz ujmując, dwójka opiera się na tym samym schemacie co jedynka, z tą różnicą,  że w sequelu dodano dużo więcej contentu. Same misje są zróżnicowane i w żadnym wypadku nie nudzą, za to mogą bawić swoim nieszablonowym humorem stworzonym przez programistów. Wracając na chwilę do środków lokomocji. Dodano tu pociągi, którymi w bardzo szybki sposób możemy dostać się na drugi koniec miasta, ale nie wiedzieć czemu, zabrakło tu jakichkolwiek jednośladów. Swoją drogą, mnie osobiście brakowało w dwójce mapki, dzięki której łatwiej byłoby mi się odnaleźć podczas tych jednolitych i mało charakterystycznych skrzyżowań.

Zarzutów za to nie możemy mieć do naszego arsenału. Mamy tu pistolety, karabiny, uzi, koktajle mołotowa, czy śmiercionośną bazukę. Jest w czym przebierać i prawdę mówiąc każda z dostępnych tu broni daje nam inny wymiar przyjemności. W wersji pecetowej możemy także wybierać pomiędzy dziennym, a nocnym trybem, co niewątpliwie odbija się na atmosferze tam panującej. Ja osobiście wolę dzień, ale znam wiele osób, które preferuję noc, także pomysł ten wydaje się być całkiem przemyślany. Reszta, choć wzorująca sie na jedynce jest tu wykonana w lepszy sposób. To samo tyczy się lepszego, choć nadal nie idealnego systemu zapisu. Możemy więc zapisać stan gry w dostępnych tu kościołach pod warunkiem, że mamy odpowiednią ilość uzbieranej w grze gotówki. I to niestety niemałej ilości, przez co zmuszeni jesteśmy do ich rzadszego korzystania. Nie zmienia to jednak faktu, że mieliśmy do czynienia z jedną z najciekawszych gier tamtego okresu. Po dwójce wyraźnie widać w jaki sposób rozwijała się seria, ale najlepsze czasy były jeszcze przed nami.

Na dziś to wszystko. Mam nadzieję, że niniejszy tekst zdołał wywołać w waszych umysłach nostalgię, a ci, którzy nigdy nie mieli do czynienia z najstarszymi odsłonami GTA, zostali przeze mnie zachęceni do ich uruchomienia. Szczególnie, że obie są dostępne do pobrania na oficjalnej stronie producenta, do czego gorąco zachęcam. W kolejnej części podsumowania opiszę trójkę, Vice City oraz San Andreas, czyli najlepsze według mnie lata związane z tą serią.


Polub Raziela oraz jego wpisy, jeśli przypadły ci one do gustu. Z góry dziękuję za klik.

RazielGP
3 listopada 2012 - 16:21

Które GTA najmilej wspominasz? Cz.1

Grand Theft Auto 29,1 %

Grand Theft Auto: London 1969 2,8 %

Grand Theft Auto: London 1961 1,4 %

Grand Theft Auto 2 66,7 %

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
03.11.2012 22:09
kong123
😊
kong123
109
Legend

Dość mile wspominam stare części GTA (chyba najbardziej część druga zapadła mi w pamięć) ale chyba na wspomnieniach się zakończy bo nie mam zamiaru powracać już do tych gier. Wiem, że w historii gier były to bardzo ważne produkcje, które otworzyły furtkę kolejnym częściom ale już do nich nie powrócę :) Zdecydowanie wolę części trójwymiarowe z San Andreas na czele.

03.11.2012 22:56
Cyber Rekin
odpowiedz
Cyber Rekin
117
So Fabulous

Chyba skończyły ci się raziel tematy do pisania.

03.11.2012 23:01
RobotKolejkowy EWA-1
odpowiedz
RobotKolejkowy EWA-1
17
Centurion

Rekin, temat dobry jak każdy inny i na pewno ciekawszy niż niektóre tu zamieszczane, co do których jakoś obiekcji nie masz.

Co do serii to niestety ominęły mnie dodatki London i częśc druga. Dwójkę wprawdzie miałem, ale na moim ówczesnym sprzęcie nie dało się grać (karta S3trio z 1mb Vram, i własnie o vram się rozchodziło)

Jedynkę ukończyłem, co z dzisiejszej perspektywy czasu uważam za mission impossible. Człowiek młodszy miał więcej zapału i cierpliwości do gier. Dziś nawet BlackMesa wydaję mi się za trudna, choć HL1 ukończyłem parokrotnie w swoim czasie.

03.11.2012 23:17
odpowiedz
Sycho141
41
Pretorianin

Zagrywałem się w GTA2 jako dzieciak... Kiedyś to się zupełnie inaczej podchodziło do gier;)

04.11.2012 11:12
raziel88ck
😊
odpowiedz
raziel88ck
146
Reaver is the Key!

kong123 - Fakt, GTA z lotu ptaka szybko się zestarzały i dziś bardzo ciężko do nich powrócić, szczególnie że na horyzoncie mamy wspaniałe części w układzie TPP. Nie zmienia to jednak faktu, że śmiało można sobie w nie popykać.

Cyber Rekin - Spokojnie. Pomysłów na tematy mam, aż nadto.

RobotKolejkowy EWA-1 - Może to nie tyle chodzi o zapał, co o zmieniające się standardy gier. Dzisiejsze produkcje zazwyczaj są śmiesznie łatwe do ukończenia, dlatego tym ciężej jest nam powrócić do starych, trudnych gier.

Sycho141 - Prawda. Pamiętam czasy, gdy byłem w posiadaniu pegasusa. Niemal wszystkie tytuły trzeba było ukończyć za jednym podejściem, co dziś byłoby dla mnie niemożliwością. Chociażby z czystego lenistwa.

04.11.2012 11:15
kęsik
😍
odpowiedz
kęsik
99
Legend

Wstyd się przyznać ale nigdy nie grałem w GTA I i Londyny...

04.11.2012 12:51
odpowiedz
zanonimizowany579358
105
Senator

Ja na razie grałem tylko w GTA: SA.

04.11.2012 13:15
hanys94
odpowiedz
hanys94
66
Pretorianin

Dwójka była świetna swego czasu, przynajmniej dla mnie.

04.11.2012 19:07
Duriii
odpowiedz
Duriii
76
Konsul

Co prawda gameplay w pierwszych głównych częściach trąci dosyć mocno myszką jak na dzisiejsze standardy - szczególnie poziom trudności z 1, z częstą śmiercią po jednym trafieniu, mocno ograniczoną liczbą żyć i brakiem sensownego systemu save`ów - tak według mnie te gry były wręcz rewolucyjne w swoim czasie pod paroma innymi względami:

1. Może naprawdę ciężko w to uwierzyć, ale te gry swego czasu były synonimem dojrzałej fabuły oraz realistycznej przemocy i prawdopodobnie one rozpoczęły rewolucję w kwestii tworzenia gier przeznaczonych dla starszej widowni, z lepszymi scenariuszami i bardziej filmowymi efektami.

2. Świat był naprawdę otwarty, zarówno pod względem dowolności działań, jak i nieliniowości sposobu rozwiązania misji. Oczywiście dzisiaj raczej ta dowolność nie robi aż takiego wrażenia, ale wtedy możliwość przejazdu przez całkiem spore miasta z wieloma ulicami, bez doczytywania gry w międzyczasie, gdzie można było swobodnie robić zamęt na ulichach lub podchodzić do pewnych misji na parę różnych sposobów - to z pewnością była najlepsza cecha tych gier dla większości graczy.

3. Radio, szczególnie w drugiej części. Pamiętam, że to był mój pierwszy raz, gdzie słyszałem wiele różnorodnych stacji radiowych, każda z własnymi dżinglami, prowadzącymi, utworami i reklamami, które nawet do dzisiaj potrafią robić wrażenie i są dosyć zabawne. Co prawda grałem wcześniej w pierwszą część, która również posiadała radio, ale w zasadzie nie przypominało ono prawdziwego radia, tylko raczej odtwarzacz z różnymi efektami przejścia pomiędzy utworami (Była nawet opcja włożenia płyty z grą do odtwarzacza CD i słuchanie utworów w grze, co dzisiaj raczej nie jest spotykane zbyt często ;] ). Dzisiaj może ilość utworów na każdej stacji nie robi zbyt wielkiego wrażenia w porównaniu do GTA w wersjach trójwymiarowych, jednak był to całkiem niezły początek do rozbudowywania tego typu elementów w kolejnych częściach serii...

04.11.2012 20:20
jarooli
odpowiedz
jarooli
99
Would you kindly?

[6] U mnie tak samo i nie widzę powodów dlaczego miałoby się to zmienić, bo w porównaniu z współczesnymi grami stare GTA przegrywają w każdym możliwym aspekcie. 15 lat temu fajne było bezcelowe rozjeżdżanie ludzików samochodem z widokiem z góry, ale dzisiejsze gry oferują o wiele więcej. Jeśli już miałbym wrócić do tych starszych części to raczej po to aby mieć tą świadomość, że zagrało się we wszystkie części serii.

05.11.2012 15:16
raziel88ck
odpowiedz
raziel88ck
146
Reaver is the Key!

kęsik - Zdarza się. W końcu tyle znakomitych gier wyszło. W całym ich zalewie naprawdę ciężko jest zagrać we wszystkie z nich.

sebogothic - Też bym tak chciał. Trójwymiarowe, pecetowe odsłony przeszedłem tyle razy, że głowa mała. Pewnie dlatego mam taką chrapkę na Liberty City i Vice City Stories oraz na długo wyczekiwaną V.

jarooli - To dobrze świadczy o samej marce, o tendencji rosnącej, chociaż nie do końca się to sprawdza, bo osobiście uważam, że najlepsze czasy GTA to okres 2001-2005.

06.11.2012 17:39
PatriciusG.
odpowiedz
PatriciusG.
61
BASS

Ile ja godzin spędziłem na 2 to nie macie pojęcia ;)
Przy żadnym GTA, nawet przy Vice City czy San Andreas, nie spędziłem tylu godzin co przy GTA2.

Aż sobie chyba zainstaluje. Bo wspomnienia wróciły...
A niech Cię drzwi ścisną razielu ;)

08.11.2012 20:40
raziel88ck
👍
odpowiedz
raziel88ck
146
Reaver is the Key!

Odświeżyłem sobie setny raz trójeczkę. Nadszedł czas, aby w końcu przejść całą dwójkę.

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze