To tylko jeszcze jedna recenzja Pacific Rim - Czarny Wilk - 13 lipca 2013

To tylko jeszcze jedna recenzja Pacific Rim

Miałem całą gamę powodów, żeby podjarać się Pacific Rimem. Pierwszy i najbardziej oczywisty – WIELKIE ROBOTY WALĄCE PO MORDZIE JESZCZE WIĘKSZE POTWORY. Drugi to obsada, w której znalazło się dwóch aktorów z najlepszego serialu wszechczasów, Sons of Anarchy. Trzeci, Guillermo del Toro za sterami produkcji dawał konkretne nadzieje, że to się nawet uda. Czwarty, raźny głos GLaDOS w charakterze sztucznej inteligencji obsługującej roboty, tak się kupuje fanów. Piąty wyszedł dopiero w trakcie seansu i jest powodem, dla którego film obejrzę jeszcze co najmniej raz – Pacific Rim sprawił, że na dwie godziny stałem się dziesięciolatkiem z bananem na mordzie oglądającym kolejne epickie* walki i co kilka minut miałem ochotę zakrzyknąć FAK JE!

Film od samego początku wrzuca widza w wir akcji. Zamiast pokazywać cały początek wojny, streszczono ją w kilkuminutowej sekwencji, którą spokojnie można w przyszłości przerobić na prequel (oby! Moje dziesięcioletnie ja chce więcej!), w samym obrazie opowiadając raczej o tym, jak to się skończyło. Stąd mamy konkrety – walki z coraz to większymi potworami za pomocą olbrzymich mechanicznych pięści, okazyjnie wspomaganymi działami plazmowymi, mieczami, rakietami czy zaimprowizowanymi broniami. Wagony kolejowe robią za kastety, statki za maczugi, nie ma że nudno. Kaiju, bo tak się nazywają tutejsze potwory, nie pozostają dłużne i oprócz szczęk i szponów też od czasu do czasu zaskakują bardziej wymyślnymi sposobami robienia kuku. Dzięki temu kolejne walki wcale nie nużą, ciągle widzimy coś nowego.

A co ciekawe, będącej pretekstem do tego wszystkiego fabuły jest więcej, niż można by się spodziewać. Nie jest ona wysokich lotów, bo WIELKIE ROBOTY WALĄCE PO MORDZIE JESZCZE WIĘKSZE POTWORY, zamiast tego odbębnia wszystkie możliwe schematy gatunkowe mecha. Nie jest to wada, raczej miły nostalgiczny powrót do dzieciństwa. Jest główny bohater po przejściach, starający się poradzić z tragedią, jest wątek miłosny, na szczęście nienachalny i niezmierzchowy, mamy dwóch rąbniętych naukowców robiących za comic relief, irytującego i pyszałkowatego rywala pilotującego innego Jaegera (tutejsza nazwa mechów), w końcu starego żołnierza-szefa którego wszyscy słuchają i który co jakiś czas wali jakąś wypełnioną patosem mową. Postacie rozwijają się w trakcie seansu, przezwyciężają własne wady, takie tam typowe klisze. A wszystko to jest o tyle fajne, że w przeciwieństwie do wszystkich tych stylizowanych ma mhrok produkcji wydźwięk jest optymistyczny, to kino przygodowe opowiadające o wzajemnym zaufaniu i wygrywaniu. Kino przygodowe jak za starych, dobrych lat dzieciństwa, w którym wiadomo kto jest dobry, kibicujemy „naszym”, a rzucane tu i ówdzie one-linery nie wywołują zażenowania, bo autentycznie pasują do klimatu. A jak już czasem zdarzy się coś faktycznie głupiego, to nie przeszkadza, bo taka konwencja filmu.

Na seans wybrałem się do koninskiego Heliosa i pojawił się pewien zgrzyt. Dolny kawałek filmu był ucięty, do tego stopnia, że część napisów okazała się nieczytelna. Po kilku minutach nieco przesunięto ekran w górę tak, że dało się wszystko przeczytać, chociaż ogonki niektórych liter nadał znikały za ekranem. Spytałem obsługę co jest, to mi odpowiedzieli, że taką kopię dostały wszystkie kina i to nie ich wina. Nie wiem na ile to prawda, ale jeśli oglądaliście film w 2D, to nie krępujcie się napisać, czy też mieliście taki problem.

Del Toro powciskał też gdzie się dało mrugnięcia okiem do fanów. Platforma startowa Jaegerów oraz niektóre kadry mogłyby zostać z powodzeniem przeklejone do ewentualnej ekranizacji Evangeliona. Same roboty to miks mechów klasy Eva, Gundamów, nie-pamiętam-jak-się-nazywały z Armored Core i pewnie jeszcze kilku innych produkcji których nie wyłapałem. Kaiju to… no, dokładnie Kaiju, czyli japońskie potwory z ichniej kinematografii. Wizualnie wszystko prezentuje się obłędnie, design mechów i potworów daje radę, a sceny walk nie są też tak chaotyczne jak u Michaela „WIĘĘĘĘĘĘĘĘCEJ WYBUCHÓW” Bay’a. Muzyczny motyw przewodni filmu tak perfekcyjnie z nimi współgra, że po filmie całą drogę powrotną podśpiewywałem sobie dududududuDUUUUUUUM. W trakcie pisania tej recenzji leci też zapętlony w tle. No i jest też GLaDOS, choć niestety film nie kończy się przejęciem przez nią władzy nad Jaegerami i użyciem ich do zawładnięcia światem. Trochę szkoda.

Aktorzy za dużo do odgrywania to nie mieli, więc i ciężko ich krytykować, chociaż główna rola kobieca, odgrywana przez Rinko Kikuchi mogła być bardziej rozbudowana – jakiejkolwiek ikry z jej strony nie stwierdzono. Po doskonale wyszkolonej wojowniczce, na dodatek kierującej olbrzymim mechem, oczekiwałbym czegoś więcej niż tylko bycia sobie i wysłuchiwania rad od głównego bohatera. Fajne kreacje mieli z kolei Charlie Day i Burn Gorman, wspomniani wcześniej zbzikowani naukowcy, ich wzajemne przekomarzania dawały dużo funu. Ron Perlman też miał świetną drugoplanową rolę. Charlie Hunnam i Idris Elba swoje role zagrali jak należy, bez szału, ale też bez niczego, do czego można by się przyczepić.

Na chwilę obecną Pacific Rim to najlepszy blockbuster tego roku. Pełen akcji, ze świetnymi efektami specjalnymi, toną geekowskich nawiązań i regularnym puszczaniem oka do osób wychowanych na anime i monster movies. Jest dokładnie tym, czym miał być – filmem o WIELKICH ROBOTACH WALĄCYCH PO MORDZIE JESZCZE WIĘKSZE POTWORY i jako taki spełnia wszystkie oczekiwania. Wystarczy nie oczekiwać od niego niczego więcej, a z seansu wyjdzie się zachwyconym. Acha, z przyzwyczajenia poszedłem na wersję 2D, ale z tego co słyszałem, to akurat w tym wypadku 3D wyjątkowo daje radę, więc warto się skusić na taką wersję. Także do kina marsz. DUDUDUDUDUDUUUUUUM!

* Słowo epickie jest regularnie nadużywane i wciskane gdzie się da, co mi zresztą regularnie wypomina Jaszczomb. Well, w tym filmie jest ono na miejscu. DUDUDUDUDUDUUUUUUUM.

Jeśli spodobał Ci się mój wpis, byłoby miło, gdybyś zalajkował/a moją stronę na FaceBooku. Pojawiają się tam informacje o moich tekstach nie tylko z GP, ale także prywatnego bloga oraz z GOLa.

Czarny Wilk
13 lipca 2013 - 10:40

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
13.07.2013 22:19
sekret_mnicha
sekret_mnicha
202
fsm

GRYOnline.plTeam

Skomentuję celem napisania, że 2D w Multikinie było bez żadnych problemów z obrazem tudzież czytelnością napisów. Czyli pan (pani?) w Heliosie ściemniał.

13.07.2013 23:35
😐
odpowiedz
Malaga
83
ma laga

szkoda, że autor wcisnął tam dość znaczący spoiler pisząc, że Pacific Rim kończy konflikt ludzie vs potwory.
Po ogłoszonym sequelu wiele osób, które filmu jeszcze nie widziały stworzyły sobie w głowie obraz trwającej wojny po napisach końcowych, a tu sie okazuje, że wojna się skończyła

13.07.2013 23:43
😍
odpowiedz
Piotrek.K
171
... broken ...

A czy TY, Malaga, wiesz do czego sluzy spoiler? Bo chyba nie, skoro sam napisales to co napisales...

14.07.2013 01:10
Czarny  Wilk
😉
odpowiedz
Czarny Wilk
80
Bo jestem czarny

GRYOnline.plTeam

Będzie bardzo lekki spoiler, także tego, nie czytać dalej kto nie oglądał...

@Malaga: Zakończenie kończy wojnę, ale w taki sposób, że furtka na sequel i ewentualny comeback potworów jak najbardziej jest, bo *tu już spoiler większy*...

spoiler start

Zniszczono tunel, ale skoro potwory stworzyły jeden, a od dawna używają ich do kolonizacji innych światów, to nie widzę powodów, by kolejnego nie zrobiły

spoiler stop

Więc nie nazwałbym tego co napisałem w tekście spoilerem.

@sekret_mnicha: no to słabo, trzeba będzie poflejmować Heliosa ;)

14.07.2013 12:07
odpowiedz
Malaga
83
ma laga

Piotrek.K

nie popuść w majtasy z wrażenia. W artykule jest spoiler, komentarze są do artykułu, connect the dots

Czarny Wilk

no dla mnie jest to mega spoiler, znacznie większy od tego skąd i przez kogo wysyłane są potwory.
Cały czas miałem wyobrażenie o Pacific Rim jako filmie, który przedstawia tylko punkt zwrotny bądź kluczowe zdarzenia trwającej nieprzerwanie wojny. Twój wpis zadziałał na mnie jak zimny prysznic, zwłaszcza że nie raz się czytało o tym jak Guilermo stworzył podwaliny na całe uniwersum, które ma spory potencjał na kolejne części.
Ja widziałem zakończenie tak: "ok, załatwiliśmy kolejnego potwora, jutro znów wracamy do pracy"

14.07.2013 12:34
odpowiedz
zanonimizowany619836
71
Generał

ja bylem na 3d

14.07.2013 13:07
Mitsukai
odpowiedz
Mitsukai
187
Internet is for Porn

[spoilery]

Del Toro gdziekolwiek powiedzial ze film pokazuje koniec wojny? Bo zakonczenie nijak tego nie sugeruje. Zamkniecie mostu nie oznacza wcale konca wojny.

Gwiezdne Wojny tez koncza sie zniszczeniem Gwiazdy Smierci, a nie bylo problemow by powstaly dwa kolejne filmy.

15.07.2013 10:25
Czarny  Wilk
odpowiedz
Czarny Wilk
80
Bo jestem czarny

GRYOnline.plTeam

[spoilery]
Po mojemu sprawa wygląda tak, że pierwsza wojna się skończyła. W ewentualnej dwójce po prostu może dojść do kolejnej. A że sprawa jest jak widać dyskusyjna, tym bardziej nie uważam tego co napisałem w artykule za spoiler.

17.07.2013 22:24
NewGravedigger
odpowiedz
NewGravedigger
131
spokooj grabarza

powiem jedno

AWESOME!!!

miejscami głupie jak but (miecze), miejscami genialnie zagrane (mała Mako), głównie rozpierdol.

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze