Tydzień Led Zeppelin #6. Czas na Was! - Bartek Pacuła - 8 czerwca 2014

Tydzień Led Zeppelin #6. Czas na Was!

Przyszedł w końcu czas na ostatni już, finałowy wpis będący częścią akcji Tydzień Led Zeppelin. Z okazji premiery remasterów trzech pierwszych albumów Ledów napisałem kilka różnych artykułów o nich: był więc tekst przedstawiający skrótowo historię Sterowca, były recenzje różnych płyt, pokazałem także specjalną edycję kolekcjonerską pierwszego krążka Zeppelinów. Żegnając się z tą akcją oddałem głos Wam, moim czytelnikom. Pod komentarzami i na maila dostałem kilka ciekawych historii dotyczących Ledów – chciałbym te ciekawsze przytoczyć tutaj i rozwiązać konkurs. A co było do wygrania i kto te nagrody zgarnął?

Początkowo przewidziałem dwie koszulki jako nagrody na Gameplay’a. Jednak teksty, które dostałem były naprawdę fajne, postanowiłem więc rozszerzyć gamę nagród. Zdobycie I miejsca wiąże się z otrzymaniem jednej koszulki i prawem pierwszeństwa do jej wyboru (biała w rozmiarze XLL lub 2x czarna w rozmiarze XL), a jako nagrodę dodatkową dorzucam płytę Led Zeppelin II w wersji deluxe z dodatkowym krążkiem (oczywiście mowa o najnowszej wersji, która była przyczyną całego zamieszania). II i III miejsca otrzymają koszulki – „dwójka” wybierze sobie swój ciuch przed szczęśliwcem na najniższym stopniu podium, do którego powędruje ten niewybrany i użytkowy gadżet. Gotowi? Emocje sięgają zenitu? Zaczynajmy.

Miejsce III

Po prostu ciekawą, fajnie opisaną historię. Była to także jedyna, w której autor wprost powiedział, że nie jest jakimś mega oddanym fanem.

papilarny

Z biegiem czasu pozbyłem się bardzo upokarzającego z perspektywy przeświadczenia o tym, że pewne zespoły są dla mnie zbyt hermetyczne w odbiorze. Byłem już doświadczony w słuchaniu kapel, które ustalały muzyczne trendy na przełomie lat 60 i 70, ale wciąż do niektórych nie mogłem się przekonać. Takie nastawienie cechowało moje kontakty choćby z Pink Floyd, to samo działo się, gdy kilka lat temu robiłem podchody do twórczości Led Zeppelin. Sytuacja zmieniła się jednak do dnia dzisiejszego diametralnie, teraz – mimo tego, że daleko mi do fanatyka ich muzyki – znacznie częściej oddaję się dziełom Page’a, Planta, Jonesa i Bonhama, czerpiąc z tego ogromną przyjemność (Since I’ve Been Loving You to stały element moich nastrojowych playlist, nie wspominając o Stairway to Heaven). Jednocześnie jestem świadomy i nieco przytłoczony tym, w jaki sposób stali się oni jednym z najważniejszych elementów wizerunków muzyki rockowej i metalowej takich, jakimi są one obecnie. Kawał historii, inspiracji i przede wszystkim – fantastycznej twórczości.

Miejsce II

Za to, że tak bliskie są mi pewne emocje, które konkursowicz przeżywał, łącznie z absurdalnym i niekontrolowanym śmiechem w pewnych momentach słuchania muzyki ;)

zcaalock

Bardzo dobrze pamiętam kiedy pierwszy raz usłyszałem Zeppelinów. To było w lecie kilkanaście lat temu jak miałem jakieś 14 lat, jechałem samochodem jako pasażer, a z głośników leciała ich pierwsza płyta (właściwie to kaseta), a dokładnie How Many More Times. To była można powiedzieć miłość od pierwszego wejrzenia, strzał w dziesiątkę, nigdy wcześniej nie słyszałem muzyki, która by na mnie tak zadziałała. Może zawładną mną ten sławny piąty element zespołu. W każdym razie przez cały kawałek miałem banana na ustach, a jak Plant zaczął krzyczeć "gun" to autentycznie wybuchnąłem śmiechem, bo strasznie mi się wydał absurdalny ten krzyk. Jeszcze jeden moment na tej płycie, który można powiedzieć, że mnie wyjątkowo oczarował to wstęp do Your Time Is Gonna Come. Organy Hammonda z lekkim brzmieniem disortu przechodzące potem w łagodną melodię. Całą płyta to absolutne mistrzostwo świata.

Nigdy wcześnie nie miałem styczności z taką muzyką i od tego momentu całkiem zmieniła moje życie i wpłynęła na dorastanie. Gdyby wtedy zafascynowała mnie inna muzyka, hip hop czy coś w tym stylu to pewnie nigdy bym nie zapuścił długich włosów, nie poznałbym super ludzi z kręgu sympatyków rocka i nie spędziłbym 2 najbardziej radosnych i beztroskich lat w moim życiu w pubie gdzie gromadziła się cała rockowa scena z miasta. Teraz po kilkunastu latach wiem, że ten zespół ma też swoją ciemniejszą stronę i chociaż już nie słucham go z takim zapałem jak dawniej to cały czas mam w pamięci to jak wpłynął na na moje życie. To niesamowite, że muzyka ma taką moc, że jedna płyta potrafi zdefiniować to czego się słucha, jak się ubiera, z kim spotyka i gdzie się przebywa.

Miejsce I

Za szczerą, długą, poruszającą historię. I za świetne jej opisanie. Szczególnie urzekły mnie plastyczne obrazy malutkich latawców i potężnego Sterowca. Piękna historia, super opisana. Płyta z koszulką lecą właśnie do autora tego tekstu.

soobieski

Bardzo dużo czasu zajęło mi znalezienie "swojego" kawałka w muzycznym świecie, w którym bym kompletnie zatonął; słuchając po kolei rapu, popu oraz, w węższym zakresie, innych stylów muzycznych zawsze czegoś brakowało. Znaczna część moich znajomych słuchała zawsze rocka bądź metalu, którego (jakimś cudem) przez większość życia unikałem, ale w poszukiwaniu nowej muzyki w końcu i ja się przemogłem, żeby się troszeczkę z rockiem pogodzić i dać mu szansę. Chciałem znaleźć coś swojego, nie znałem się kompletnie na zespołach, historii czy statusie danych kapel, oczywiście kojarzyłem ich nazwy, ale czy Deep Purple byli lepsi od Black Sabbath? Te dwie nazwy mówiły mi tyle samo - dwa zespoły rockowe, które po prostu znałem. Led Zeppelin też po prostu znałem, mniej nawet od pozostałych, jedynie dzięki znanemu Stairway to heaven, które każdy, gdzieś tam, kiedyś tam usłyszał, szanowało się bo to w końcu pewien kanon; nawet nie mierzyłem w tą kapelę docelowo, ale chciałem je wszystkie poznać z samej muzyki, nie chronologicznie płytami, nie czytając ich biografii - po prostu słuchać. Pewien kumpel polecił mi Kashmir; z początku był po prostu spoko, z każdym następnym razem popisy wokalne Planta coraz mocniej wpijały mi się w głowę, coraz więcej "smaczków" można było odkryć, odnajdywało się coraz więcej sensu w tej muzyce, wszystkie kolejne utwory (odsłuchiwane w chaotycznej kolejności) z czasem odkrywały wielowarstwowość i geniusz ich kompozycji zarówno wokalnie jak i muzycznie, wszystko miało sens, ten monumentalny sterowiec zrzucił na mnie "młot bogów" już w momencie kiedy ja ledwo dostrzegałem jak nadlatuje, ledwo się z nim poznawałem a już przytłoczył mnie ładunkiem mocy jaka z niego biła. Led Zeppelin po prostu nie pozostawiał konkurencji, bo słuchając ich dzisiaj jako weteran - są momenty, że dalej kręcę głową z niedowierzaniem a ciarki przechodzą całe moje ciało, niby grają rocka a są kompletnie niepodobni do żadnej innej kapeli, w wielu aspektach stworzyli własne światło, które reszta kapel tylko odbijała, lub starała się imitować, ale to nigdy nie jest to samo. I patrząc na dzisiejszą muzykę, na te małe latawce, które są szarpane na wietrze, dobrze jest odpalić ten potężny, ołowiany silnik sterowca, przenieść się w czasie i zobaczyć jak ta czwórka genialnych su*insynów zmiata z powierzchni ziemi wszystko na swojej drodze, nie pozostawiając nawet miejsca na protest. Led Zeppelin to tytani, choć już dzisiaj nieco zamierzchli i rozbici wciąż emanujący energią, która po latach wciąż przyciąga nowe rzesze fanów, w tym mnie.

Inne ciekawe teksty, które otrzymałem przy okazji konkursu:

Ukito 

Gdy byłem małym dzieciakiem nigdy nie lubiłem za bardzo słuchać muzyki. Zacząłem jej słuchać dopiero mając 13 lat i to i tak w małych ilościach. Teraz wydaje mi się to dość dziwne bo całymi dniami z pokoju moich braci wydobywał się dźwięk ostrej metalowej muzy. Jednak to mnie jakoś nie kręciło, toteż zacząłem od bardzo łagodnej dla uszu muzyki reggae. To mi jednak nie wystarczało, więc zwróciłem się do brata o jakiś lżejszy rock. Tutaj idealnie przypasowali mi Beatlesi oraz niejaka Tori Amos. Tak słuchałem tego do liceum, gdy zacząłem namiętnie oglądać seriale. Jednym z nich był "Różowe lata siedemdziesiąte" w którym jedna z postaci była zagorzałym fanem bohaterów tego wpisu, czyli Led Zeppelin. Jakimś cudem nie puściłem tego mimo uszu i wyszukałem ten zespół na Youtubie. No i oczywiście od razu się wręcz zakochałem. I to nie tylko konkretnie w ich muzyce, ale również w całej ogólnie pojętej muzyce rockowej z lat 60. i 70. Otworzono mi zupełnie nowy, nieznany świat. Od tamtej pory co i rusz odkrywam jakieś nowe zespoły z absolutnie każdego okresu muzyki nowożytnej. Jednak co i rusz wracam do Led Zeppelin i za każdym razem odkrywam w nich coś innego.
PS. Jedyne czego żałuje to to, że muszę słuchać tej pięknej muzyki na bardzo miernej jakości "sprzęcie", ale co tam, jakoś trzeba sobie radzić. Ich muzyka broni się nawet na telefonie.

Maciek G.

Ledów słuchałem przez długi czas mimo woli. Starsza siostra była ich wielką fanką, a ja chcąc-nie chcąc musiałem zapoznawać się z krzykami Planta. Albo raczej z rzępoleniem, bo tak na to wtedy patrzyłem. Byłem młody i głupi, ale zajęło mi trochę czasu, by dojrzeć ten fakt. Gdy byłem starszy i wsiąkałem w świat muzyki rockowej ciągle omijałem muzykę Led Zeppelin, bo miałem jej serdecznie dość. Odruchowo budziła we mnie odruch wymiotny, a kilku skatowanych przez moją siostrę kawałków, szczerze nienawidziłem. Ona doskonale to wiedziała, dlatego kiedyś na urodziny dostałem od niej prezent – płytę Led Zeppelin II na CD. W zamierzeniu miał to być w połowie jej żart, a w połowie próba ratowania mnie przed nie zapoznaniem się z tym zespołem. Pomyślałem: „Czemu nie? Najwyżej przecierpię tę niecałą godzinę i wyrzucę”. Nie wyrzuciłem.  A nawet dokupiłem resztę płyt. Bo miłość do Ledów jest u nas chyba rodzinna.

spanrock

Muzyka Ledów to dla mnie rzecz niesamowita. Wspaniała. Pozwala mi się odprężyć, pozwala mi się pozytywnie naładować, pozwala mi zwiedzać inne światy, inne rejony świadomości. W sumie nie pisze tego tekstu żeby coś wygrać, bo wiem, że nie jestem w te klocki najlepszy, ale chciałbym po prostu powiedzieć, że muzyka Led Zeppelin to coś więcej niż „tylko” rock. To rzecz, o której już teraz mówi się „klasyka” i do której ludzie będą wracać i wracać, i wracać. Bo prawdziwa sztuka się nigdy nie starzeje!

Zwycięzców proszę o kontakt przez mój fanpage na FB Music to the People (tak będzie najszybciej) albo na maila [email protected]. Dziękuję za wzięcie udziału w konkursie, gratuluję zwycięzcą i mam nadzieję, że wszyscy dobrze się bawiliście dzięki mojej akcji. Bo ja osobiście tak.

PS. Wrzucam zdjęcia dwóch wersji koszulek, by każdy mógł dokonać dobrego dla siebie wyboru :)

Poprzednie wpisy z serii Tydzień Led Zeppelin:

Unboxing edycji kolekcjonerskiej Led Zeppelin I Super Deluxe Box Set

Recenzja remasterów z 2014 roku

Recenzja albumu koncertowego Celebration Day

Krótka historia gigantów rocka

Wpis inauguracyjny

Bartek Pacuła
8 czerwca 2014 - 23:11

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
09.06.2014 10:03
zanonimizowany669488
77
Generał

Świetne historie :P
Miałem podobną sytuację jak Ukito, tylko w roli "nauczyciela" muzyki był ojciec, nie siostra. Ah, gdyby nie on może słuchałbym teraz nicki minai