Rok rocka? Najlepsze albumy 2015 - fsm - 11 grudnia 2015

Rok rocka? Najlepsze albumy 2015

Spotify podsumowało mój muzyczny rok: ponad 87 tysięcy minut, ponad 850 różnych wykonawców i ponad 8,5 tysiąca różnych utworów. A to tylko w pracy, bo po dołączeniu muzyki słuchanej w domu z płyt czy też w samochodzie, na pewno wyjdzie więcej niż 100 tysięcy minut (czyli jakieś 70 dni!). Na bazie tego oto poziomu doświadczenia znowu zabiorę się za podsumowanie roku. Oto, czego słuchałem przez ostatnie 12 miesięcy, co z tego było fajne, a co było najlepsze. Zainteresowanych zapraszam!

O tym wszystkim jest mowa poniżej. Ale są też inne rzeczy...

Sporo dobrych rzeczy zaszczyciło swą obecnością moje uszy w mijającym roku, a patrząc na pozostałe rynkowe debiuty, raczej nic mnie już nie zainteresuje (może poza Baroness, ale tutaj nie spodziewam się ataku na podium), spokojnie mogę już podsumować wszystko to, co mi się podobało. Lista płyt, których słuchałem, jest całkiem spora, postaram się więc streścić wszystko w żołnierskich słowach

2015 znów był po części rokiem powrotów. Pierwsza duża premiera tego typu to oczywiście Blur i The Magic Whip. Album bardzo przyjemny, melodyjny i przebojowy, ale z jakiegoś powodu nigdy nie potrafiłem się przekonać do pana Albarna i kolegów na tyle, by dostrzec drzemiący w nich (podobno) geniusz. Bardzo porządna robota i zacny powrót. Później było oczywiście nowe Faith No More (ale o tym albumie później) i warty podkreślenia album grupy Failure. The Heart is a Monster to świetna płyta, skrojona dla fanów alternatywnego gitarowego grania, którzy tęsknią choćby za A Perfect Circle (posłuchajcie poniższego Counterfeit Sky - mniam!).

Następne na liście "podobało się, słuchałem sporo" są: Muse - Drones (3/4 zacnej płyty, 1/4 zapychaczy), Fear Factory - Genexus (zrobili to samo, co zawsze - dobrze pohałasowali) i P.O.D. - The Awakening (zaskakująco solidny koncept album z dobrą pracą gitar i bez wyraźnie słabszych kompozycji - pod warunkiem, że trawicie nu-metalowe pomioty). Jesień otworzył mi bardzo przyjemny, melancholijny (ale nie mroczny) album Riverside - Love, Fear and the Time Machine. I tak się jakoś złożyło, że jesienią aktywowała się u mnie polska scena muzyczna przynosząc kilka dobrych płyt. Dużo czasu spędziłem z Demonem i karłem grupy OCN, gdzie dobre, rockowe kawałki (Koniec, Wyrwać) zgodnie współistniały ze spokojnymi piosenkami (Nie czuję nic), później przyszedł czas na ciut za długą, ale dużo dojrzalszą niż debiut, bluesującą płytkę Love krakowskiego Clock Machine i nowe Lipali - Fasady. Pewnym zaskoczeniem okazała się druga solowa płyta Dawida Podsiadło. Nie, żebym nie wierzył w jego talent (wszak Curly Heads szczyci się rewelacyjnym debiutem), ale Annoyance and Disappointment wchodzi w uch tak lekko i swobodnie, tak czaruje, że nic, tylko kiwać głową z uznaniem (szczególnie przy Byrd i Son of Analog).

Zanim przejdę do najlepszych z najlepszych, jeszcze chwila wyliczanki: nowe The Dead Weather trochę mnie zawiodło, bo po świetnych singlach nie udało się tej płycie zatrzymać mnie na dłużej, Eagles of Death Metal powrócili po kilku latach milczenia i spreparowali album krótki, ale dosadny i dobrze bujający, zaś Foo Fighters ładnie pożegnali się z fanami (bo znowu robią sobie przerwę) oferując bardzo solidną EP-kę Saint Cecilia, która powinna wynagrodzić niektórym zawód po usłyszeniu Sonic Highways w zeszłym roku. A teraz danie główne, czyli albumy naj, naj i uzasadnienie, dlaczego są naj.

-(za) dużo słuchałem-

Faith No More - Sol Invictus

Ach, kontrowersja! Po niemal 2 dekadach trudno jest wrócić na szczyt. Według jednych Faith No More poległo podczas realizacji tego zadania według innych - udało się. ja jestem bardzo blisko tego pozytywnego spektrum. Sol Invictus to płyta bardzo udana, wyhodowana na tradycjach sprzed lat, a przy tym świeża i nowoczesna. Zawsze może być lepiej, ale jeśli wszystkie powroty po latach miałyby wyglądać właśnie tak, to byłbym przeszczęśliwy. Więcej w mojej recenzji.

Sonic Mayhem - Doomsday EP

Kojarzycie tę nazwę? Sonic Mayhem to jeden gość, który w 1997 roku zasłynął bardzo gitarową i agresywną ścieżką dźwiękową do Quake'a 2. Po latach wrócił do tworzenia muzyki pod własnym szyldem, a owocem pracy jest EPka Doomsday. Tutaj jednak sporadyczne gitary są ukryte pod tonami elektronicznych sampli i retro-rytmów, a całość wpisuje się w modne od pewnego czasu wskrzeszanie syntezatorowych klimatów. Nie bez przyczyny gościnny występ zalicza grupa Power Glove (soundtrack do Far Cry: Blood Dragon kojarzycie?). Dobra rzecz, do posłuchania za darmo choćby na Bandcampie.

Incubus - Trust Fall (Side A) EP

Po takiej sobie płycie If Not Now When? chłopaki zrobili sobie przerwę i wrócili z EP-ką (pierwsza z dwóch, choć teraz Side B podobno zmienia się już w pełnoprawny album), a dodatkowo w czerwcu zagrali pierwszy koncert w Polsce. Nic więc dziwnego, że ciągnąca się od 1999 roku sympatia dla Incubusa wzmocniła się po wydaniu albumiku. 4 kompozycje, z których tylko jedna może budzić grymas, to naprawdę dobry wynik. Sporo tanecznej energii, pulsującego basu i absolutnie cudowny, długi utwór tytułowy. Niech to będzie zwiastun powrotu do dawnej formy!

- --wyróżnienie (a.k.a. prawie najlepsze)-- -

Archive - Restriction

Wchodzimy do albumowej ekstraklasy. Archive w Polsce jest uwielbiane, choć głównie dzięki starszym albumom, na których prym wiodą długie, progresywne, kilkunastominutowe potwory. Restriction jest zdecydowanie bardziej piosenkowe, choć utwory zostały połączone w fajne sekwencje: zaczyna się dynamicznie (3 kawałki, w tym doskonały Kid Corner), potem chwila spokoju na kolejne 3 piosenki, w środku jest typowo archivowe granie (Riding in Squares, Ruination i Crushed tworzą coś jakby trylogię), mamy jeszcze jeden melancholijny oddech i znowu dynamiczny finał. Przemyślana płyta, a głos Holly Martin to świetny nabytek do kolektywu!

Marilyn Manson - The Pale Emperor

Marilyn Manson długo wracał do dawnej formy i dopiero styczniowa premiera płyty The Pale Emperor udowodniła, że tylko współpraca ze zdolnym kompozytorem pozwala Mansonowi wydobyć z siebie właściwy poziom kreatywności. Zanurzona z beczce z bluesem płyta to 10 kompozycji, z których tylko jedna jawi się jako słabsza rzecz - pozostałe 9 to dobry przykład delikatnej zmiany stylu w służbie sztuki. Udała mu się ta płyta bez dwóch zdań. Warto sięgnąć i, ewentualnie, przeczytać recenzję.

The Prodigy - The Day is My Enemy

Gdzieś tam wcześniej napisałem, że 2015 to rok powrotów. Na nowe The Prodigy czekaliśmy 11 lat 6 lat, a otrzymana wiosną płytka The Day is My Enemy większości słuchaczy wynagrodziła anielską cierpliwość. Ten muzyczny wehikuł czasu do drugiej połowy lat 90-tych został naznaczony na tyle dużą dawką energii, szaleństwa i nowoczesnych zagrywek, że dumnie pręży swą elektroniczną pierś i bez strasznego wstydu spogląda na wciąż najlepsze w dyskografii grupy The Fat of the Land. Tak czułem kilka miesięcy temu, tak czuję nadal.


-    - -- ---3 płyty roku 2015--- -- -    -

Puscifer - Money Shot

Uwielbiam Maynarda Keenana, nadal cierpliwie czekam na nowego Toola, i jako fan z wielką przyjemnością zabrałem się za odkrywanie albumu Money Shot. I nawet jeśli Puscifer jawił się jako poboczny projekt, odskocznia od głównej działalności, by nie rzec "muzyczny żart", to od dłuższego czasu wiadomo, że tak nie jest. To dojrzały zespół, który ma dużo do powiedzenia, a z każdą kolejną płytą udowadnia, że wyszedł z cienia A Perfect Circle i Toola. Nieprzyzwoicie ładna płyta, w sam raz na jesień. Z całego serca polecam!

Celldweller - End of an Empire

Niespodzianka! Znacie tego wykonawcę? Na pewno trafiliście na jego Switchback na soundtracku do NFS Underground, oraz mnóstwo muzyki użytej w zwiastunach. W skrócie: gigabajt elektroniki i sampli, dwie kilotony gitar, sporo bębnów żywych i wirtualnych oraz solidny wokal. Pełnoprawny, długometrażowy debiut Celldweller zaliczył w 2003 roku (świetny album) i od tego czasu pozostaje ordynarnie płodnym artystą, choć przez te kilkanaście lat zrobił równie dużo rzeczy udanych, jak i tych zupełnie nie. Na szczęście jednak w tym roku dostaliśmy End of an Empire, płytę wyśmienitą!

Album był wydawany w rozdziałach (pierwszy pojawił się jeszcze jesienią 2014 roku). Co kilka miesięcy pojawiał się zestaw: dwa długie, pełne utwory i trzy instrumentalno-narracyjne przerywniki, którym towarzyszyła masa remiksów. A w listopadzie Celldweller zrobił fanom niespodziankę i wydał rozdziały jako jedną całość, którą wzbogacił o nowe kawałki i ułożył w nową historię (bo to jest historia: przyszłość, roboty, bunt i takie tam). Bardzo dużo razy przesłuchałem ten album i choćby z tego powodu, że nie znudził mi się żaden fragment z tej całej, w sumie niemal dwugodzinnej (!) opowieści, zasługuje na podium. Optymalna dawka agresji i ambicji - sprawdźcie powyższej wstawiony utwór tytułowy lub New Elysium, ewentualnie którykolwiek ze smakowitych instrumentali.

Daniel Pemberton - The Man from U.N.C.L.E. OST

I na koniec rzecz, której bym się nie spodziewał umieścić na tak istotnym miejscu. Jedną z trzech najlepszych płyt tego roku jest według mnie rewelacyjny soundtrack do przyjemnego filmu The Man from U.N.C.L.E. Daniel Pemberton to kompozytor, który przebojem wdarł się na mój muzyczny horyzont. Jego utwory idealnie pasują do klimatu filmu i są perfekcyjnymi kompanami dla świetnie dobranych utworów z lat 60-tych, które stanowią jakieś 50% składu tego wydawnictwa. I tak na dobrą sprawę nie trzeba nawet oglądać filmu, by docenić muzykę. Gdyby ktoś mnie zapytał przed premierą filmu, czy lubię stary brazylijski funk-jazz, to bym spojrzał zdziwionym okiem i po cichu stwierdził "nie znam". A teraz znam. I podoba się! Koniecznie posłuchajcie Jimmy, Renda se oraz Laced Drinks. Poezja, powiadam!

A co u Was grało przez ostatnie 12 miesięcy?

fsm
11 grudnia 2015 - 12:27

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
12.12.2015 13:17
NajPhil
NajPhil
62
Fiu Fiu
Wideo

Dzięki za Celldweller - nazwę kojarzyłem tylko z bardzo fajnego mashaupu dubstepowego MEtallici z Black Sabbat.
Z kolei ścieżka dźwiękowa to UNCLE rzeczywiście brzmi świetnie, ale to mogę stwierdzić teraz, bo sam film wyłączyłem po godzinie.

Z szeroko rozumianego rocka, który w 2015 roku zrobił na mnie wrażenie, to płytka PArkDrive Way - w życiu nie przypuszczałem, że dam się porwać metalcore'owym dźwiękom, ale ta desperacko agresywna formuła aż jeżyła mi włosy na klacie. :)

https://www.youtube.com/watch?v=9m4685liWb0

Z kolei panowie z The Sword dali popis klasycznego grania rodem z lat 70. Bardzo spójna płyta.
https://www.youtube.com/watch?v=QE_LFsFI3fA

Disturbed wydali nowy materiał, ale tu jedyny utwór, po którym zbierałem szczękę z podłogi, to cover The Sound of Silence.

i na koniec dwa już stricte metalowe dokonania. Zespół odwołujący się do kultury babilońskiej - Melechesh. Cały album mają wręcz niesamowicie zaaranżowany.

Oraz polski zespół Hate, który wydając "Crusade Zero" udowodnił mi już niezbicie, że jest najlepszą metalową kapelą w naszym kraju. Czyste riffy niczym zamiatanie kosą oraz bębny podbijające ci ciśnienie. Miód!

https://www.youtube.com/watch?v=WNMFnW34F-0

12.12.2015 13:32
Aen
odpowiedz
Aen
181
Anesthetize

Moim tegorocznym faworytem jest bez wątpienia Steven Wilson ze swoim "Hand.Cannot.Erase". Magiczny album.
Riverside niestety rozczarowało. Plumkanie i popylina.

12.12.2015 17:59
sekret_mnicha
odpowiedz
sekret_mnicha
202
fsm

GRYOnline.plTeam

NajPhil > Parkway Drive słyszałem na żywo przez 10 minut podczas tegorocznego Orange. Potężna energia, choć nazwa zespołu zupełnie na to nie skazuje. Może warto posłuchać płyt?

Aen > Stevena Wilsona z niewiadomych w sumie przyczyn w ogóle ominąłem, a jestem prawie pewien, że bardzo by mi podszedł. Ale każdego roku jest miejsce na kupkę wstydu - tegoroczną otworzy Hand.Cannot.Erase :)

13.12.2015 01:18
odpowiedz
ubersniper
91
Pretorianin

Tesseract - Polaris. Zespół wciąż bazuje na stylistyce djent, ale dzięki ogromnej kreatywności i szczęściu do dobrych wokalistów potrafi za każdym razem nagrać fenomenalny album. Dużo przestrzeni i emocji podlanych matematycznym metalem. Polecam także poprzedni album - Altered State

13.12.2015 01:36
claudespeed18
odpowiedz
claudespeed18
150
Liberty City Finest

Jestem chyba jedyną osobą która nie trawi nowego Prodigy... słucham na siłę.. powtarzam utwór.. no nie mogę no... uszy mi krwawią :/

Disturbed wydali nowy materiał, ale tu jedyny utwór, po którym zbierałem szczękę z podłogi, to cover The Sound of Silence.

Tak świetny cover. Z Disturbed jest tak, że na każdej nowej płycie są 1-2 świetne utwory a reszta to odgrzewane kotlety, niestety podobne odczucie budzi zawsze Slipknot. Wszystko wydaje się podobne.

13.12.2015 01:43
odpowiedz
zanonimizowany453591
62
Senator

Na nowe The Prodigy czekaliśmy 11 lat

Ktoś chyba zapomniał o Invaders Must Die z 2009.

13.12.2015 11:44
Lemur80
😊
odpowiedz
Lemur80
71
Fear is the mind killer
Wideo

Doszedłem do wniosku, że ludzie z ekipy GOLa też powinni być nagradzani gwiazdkami. Tylko innymi, w każdym razie fsm powinien mieć swoją specjalną, z symbolem nut wpisanym w sam jej środek;-)

Dzięki chłopie za świetny materiał. Najphil i Ty jesteście jednymi z niewielu osób którym chce się jeszcze rozkręcać tą muzyczną biedę jaka szerzy się na forum. Jasne, brawa należą się też ludziom z wątku "kolekcjonerzy muzyki" i może jeszcze paru innym, ale to też raczej wyjątek potwierdzający regułę.

Pierwszy post mnie zmylił, początkowo byłem przekonany, że chodzi o jakiś OST zmajstrowany przez U.N.K.L.E.;-)). Film do obejrzenia, muzyka do przesłuchania. Hm, to może ciekawe połączenie salsy, latynoskiego jazzu i czegoś cięższego? Proszę bardzo, jedyna w swoim rodzaju roślinka (Puya). Innymi słowy, jeżeli nu-metal (?), to właśnie taki:

https://www.youtube.com/watch?v=AyoV6mk74_o

W genialność Blur wierzę jak w jakość krymskiej wódki od Freda Dursta, ale ich Song 2 podoba się nawet przypadkom słuchającym na co dzień chamskiego dicho:

https://www.youtube.com/watch?v=SSbBvKaM6sk

Nie rozpisując się zbyt długo, dzięki temu artykułowi mam do przesłuchania: Celldweller, Failure, oraz być może tą EPkę od Foo Fighters. Incubusa nie słucham już od paru ładnych lat, płyta Morning View utwierdziła mnie w przekonaniu, że to dość pretensjonalna kapela. Być może błędnie, bo zalinkowanego kawałka słucha się nieźle.

Jeszcze gorzej mam z Mansonem, który kojarzy mi się z pryszczatymi latami ery Beautiful People. Uprzedzenia są silniejsze niż potencjalne zainteresowanie:-)

Z całym szacunkiem dla Disturbed i jego fanów:-):

https://www.youtube.com/watch?v=66gSvNeqevg

Podsumowując: następny rok bez urwania dup uszom. Genexusa Fabryki Strachu jeszcze do końca nie przesłuchałem, podobnie jak i rockowych gigantów od pana Neila Fallona (internety mówią, że Psychic Warfare to niezła płyta). Coś więc może się zmienić. W każdym razie wszystkim polecam wpisać w internety frazę: "best rock metal albums 2015", zestawienia bywają tak samo nudne, jak i chwilami zaskakujące.

Wyszło tak jak zwykle w tego rodzaju podsumowaniach: stary pierdziel zamienił uszy z tylną częścią ciała:-) Nic nie poradzę, że nie odczułem w tym roku sonicznego ataku, który wyrwałby mi kuboty spod nóg:-)) Może potrzeba czasu na zajaranie się?

@meelosh

Nikogo nie bronię, tłumaczę mechanizm. Co można powiedzieć o Invaders Must Die, prócz tego że jest?;-) Może inaczej, co można powiedzieć o tej płycie, skoro każdy (?) i tak ma jakąś tam podświadomą nadzieję na kawałki pokroju Firestarter, Breathe, albo Smack My Bitch Up?:-) Nie mi oceniać czy takie oczekiwania są usprawiedliwione.

13.12.2015 12:54
sekret_mnicha
😊
odpowiedz
sekret_mnicha
202
fsm

GRYOnline.plTeam

meelosh > Zapomniał, to fakt. A płytka przecież stoi na półce. Już poprawione :)

Lemur80 > Do usług. Bez muzyki jak bez ręki. I też mam podobne odczucia, jeśli chodzi o urwanie dupy. Nie było żadnej prawdziwej petardy, która z miejsca stałaby się albumem roku, stąd aż trzech kandydatów do tego miana. Bo są bardzo dobre, ale nie genialne.

14.12.2015 21:45
€xis
odpowiedz
€xis
52
Konsul
Wideo

U mnie to wygląda mniej więcej tak:

The Best of the best

Royal Thunder - Crooked Doors - mniej doomu, mniej progresywy względem EPki i CVI, za to więcej klimatu, miejscami psychodeli i zajebistości, choć brzmienie już inne. Nie mniej jednak swojego czasu chyba najabrdziej słuchany przeze mnie album w tym roku ;P https://www.youtube.com/watch?v=2yna0NRqNlA https://www.youtube.com/watch?v=pIZGlnsOfYs
Graveyard - Innocence & Decadence - mniej psychodelii niż na poprzednich albumach (w porównaniu np. do "Hisingen Blues"), nie mniej jednak to wciąż ten sam, trzymający wysoki poziom Graveyard. Wybrali w sumie bardziej klasyczną formę (zamiast ~10 psychodelicznych, pół bluesowych pół hardrockowych utworów) zrobili 5 balladopodobnych i m/w tyle samo rockerów, ale aranżacje (głównie spokojniejszych kawałków) po części rekompensują ;p No i trzech wokalistów zamiast jednego - mega myk (na podobnej zasadzie jak Mark Lanegan w QOTSA). https://www.youtube.com/watch?v=oMnmDYaNBdk https://www.youtube.com/watch?v=QpURYgyecHk
Kadavar - Berlin - To samo co Graveyard w sumie, less psychedelic, more energetic. Po samej studyjnej wersjitego nie widać, ale jestem świeżo po koncercie (w Piaek byli w B90, 11.12) - ta płyta brzmieniowo, energetycznie, na koncertach wbija w fotel. Kawał naprawdę niezłej muzy. Szkoda tylko że oprócz singli na YT są tylko koncertówki https://www.youtube.com/watch?v=2V5KIRaSeWo
Mother Mooch - Nocturnes - Świetna płytka, niecodzienne aranżacje, nie ma to jak miejscami progresywa w stonerze, om nom nom. I te wokale Chloe, to brzmienie! Szkoda tylko że płyta trwa zaledwie 30minut, z czego z 8utworów 3 to te które znałem już z EPki... https://www.youtube.com/watch?v=WWzlP0l4IGU
Stoned Jesus - The Harvest - Wcześniej znałem ich dosyć pobieżnie, miał być koncert w październiku (który przełożyli mi na koniec stycznia), ale nowa płyta to niezła mieszanka stonera, psychodelii i doomu w ciągu parudziesięciu minut. Melanż i Ukraina! https://www.youtube.com/watch?v=VX_NAi_gA0g
Ten Commandos - S/T - niedawne, nowe objawienie - paru gości z nurtu grunge chcący jeszcze grać grunge (w roku 2015! nie do pomyślenia? A jednak). I Mark Lanegan na wokalu w jednym kawałku <3. Parę utworów (Four On The Floor, Aware, Invisibility) brzmi faktycznie jak grunge z okresu trzech pierwszych płyt Soundgarden i spokojnie mogły by się tam znaleźć, a to już jest niezła rekomendacja ;) https://www.youtube.com/watch?v=NuCMkBOFwvI
The Vintage Caravan - Arrival - Te małolaty z Irlandi grają już fajne, coraz bardziej desert rockowe kompozycje, a ja wciąż nie mam czasu nauczyć się na mojej gitarce ;( Płyta lepsza od poprzedniczki, rozwinięcie umiejętności wraz z zachowaniem klimatu. Lubię to. https://www.youtube.com/watch?v=Hh0bG_No7Us
Trzeci Wymiar - OSŚ - Któż nie ma czasem Odmiennych Stanów Świadomości? Te teksty, ten przekaz, i o dziwo, trochę gitar w Polskim HH? Teraz to możłiwe! 3W to jeden z niewielu zespołów hiphopowych których słucham, i jak widać nie zawodzą. https://www.youtube.com/watch?v=a2-bCL3Lcis
Band of Spice - Economic Dancers - pierwszy wokalista Spiritual Beggars, Spice, nagrał nową płytę, prawie-że-solową, w starym dobrym, hardrockowym stylu. https://www.youtube.com/watch?v=FJIjVITMDoU
Vidunder - Oracles And The Prophets - cytując komentarz z last.fm, "another great Swedish rock band" - to gęste, brudne, staroświeckie brzmienie... om nom nom. https://www.youtube.com/watch?v=uWUeU7uRzls

Trochę mniej The Best
Horisont - Odyssey - oni występowali jako support przed Kadavarem, ale grali stanowczo zbyt krótko (zaledwie pół godziny) choć świetnie, a płytę mają całkiem fajną, tyle tylko że trochę za długą, jakoś nie wystarcza mi motywacji żeby słuchać Horisontu albumami. Kwestia nie wiem czego. https://www.youtube.com/watch?v=pF8XXR3jdT8 https://www.youtube.com/watch?v=xcg8S5nPN-M
Turbowolf - Two Hands - katowałem w kwietniu, potem jakoś przestałem, punk z syntezatorami i innymi szaleństwami, fajny, ale w sumie łatwo się zapomina o tych gościach z Londynu
Sunder - S/T - inaczej nowe The Socks, czyli tzw. "Witchcraft 2.0", jak ich kiedyś nazwałem. https://www.youtube.com/watch?v=bLMmI4hq0jo
Seedy Jeezus - S/T - kolejna dawka niezłego retro-grania https://www.youtube.com/watch?v=9eC33v3su-M
Ruby The Hatchet - Valley Of The Snake - -//- tylko z żeńskim niezłym wokalem i nie-wszędzie bardziej desertowymi kompozycjami ;D https://www.youtube.com/watch?v=iVR6nqEshyc
Pentagram - Curious Volume - Doomowy Pentagram nagrał płytę bardziej w stylu proto-metalu. I brzmi to fajnie! https://www.youtube.com/watch?v=HuSAS22kvcI
Elder - Lore
Ecstatic Vision - Sonic Praise
Shotgun Valium - S/T
- to, jak i 2 powyższe niezła dawka psychodelii, która jest jednak w dużej mierze potrzebna by żyć, w tym przeklętym świecie, hehe ;) https://www.youtube.com/watch?v=ySK1tdCY-Vg
Warp Riders - A tea party with demons

Tak sobie the best, czyli płyty z których lubię parę kawałków, całych płyt raczej niet. Albo nie tak bardzo jak w/w
Monster Magnet - Cobras and the Fire (Mastermind Redux)
Old Man's Will - S/T
Satan's Satyrs - Don't Deliver Us
The Graveltones - Love Lies Dying
Muse - Drones
Faith No More - Sol Invictus
All Them Witches - Dying Surfer Meets His Maker
Avatarium - Girl With The Raven Mask
Queensryche - Condition Human
O.S.T.R - Podróż zwana życiem - ostatnio zasłyszane od kumpla, parę kawałków ma naprawdę niezłe teksty (Hybryd, Kilka zdań o, Fizyka umysłu). No i jak na hiphop to jest to całkiem przyjemne. O dziwo nie mam odruchów wymiotnych jak słucham tej płyty, haha.

Muaha, jak ktoś przeczyta tą ścianę tekstu i przesłucha choć trochę to chwała temu ;)

14.12.2015 21:56
Kameo
odpowiedz
Kameo
71
To tylko ja
Wideo

Taka ciekawostka: Celdweller razem z Varienem tworzą też takie, um, coś... Sami posłuchajcie, bo ciężko mi to określić ;) Najbardziej przypomina mi ścieżkę dźwiękową do Blood Dragon:

https://www.youtube.com/watch?v=JE1jylkS_7w

14.12.2015 22:26
sekret_mnicha
odpowiedz
sekret_mnicha
202
fsm

GRYOnline.plTeam

Exis > Przeczytałem, na razie nie przesłucham, ale obiecuję kliknąć w coś w wolnej chwili. Na szybko jednak pochwalę się :P, że Stoner Jesus znam i nawet lubię i mam bardzo podobne odczucia co do ostatniego O.S.T.R - hip-hopu nie słucham, ale to jest naprawdę solidny album.

Kameo > Znam. Kiedyś nawet pełen nadziei w to kliknąłem, ale rozczarowałem się, bo nie takie miałem oczekiwania. Wszystko ok, ale jednak nie dla mnie.

14.12.2015 22:47
odpowiedz
Rick24
105
Generał

Jeśli chodzi o płyty wydane w 2015 roku to w całości przesłuchałem chyba tylko 3, więc może nie powinienem się tu wypowiadać... W każdym bądź razie z trójki Iron Maiden ("The Book of Souls"), Riverside ("Love, Fear and the Time Machine") i David Gilmour ("Rattle That Lock") największe wrażenie zrobiła na mnie ta pierwsza. Gilmour z kolei mnie trochę rozczarował - spodziewałem się po nim jednak więcej.
W 2016 roku najbardziej czekam na nowe płyty Deep Purple i Dream Theater. Swoją drogą obie miały wyjść już w 2015.

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze