fsm

/ Hammerzeit

najnowszepolecanepopularne

Polecane przez fsm

Recenzja filmu Człowiek z magicznym pudełkiem. Polskie sci-fi o miłości

Każdy, kto widział film Dziewczyna z szafy dobrze wie, że jest w polskiej kinematografii miejsce na kino autorskie, oryginalne, wizualnie wysmakowane i unikające zamknięcia w gatunkowych kajdanach. Od dłuższego czasu filmy znad Wisły są w większości produkcjami udanymi, miejscami świetnymi, ale mimo wszystko twórcy nadal poruszają się wśród dobrze znanych wszystkim widzom typów kina: sensacja, dramat, komedia, kryminał. Fantastyka-naukowa leży zapomniana i czeka na takiego Bodo Koxa, którego Człowiek z magicznym pudełkiem jest filmem na tyle dobrym, że chciałbym, by oznaczał renesans sci-fi po polsku.

czytaj dalejfsm
21 października 2017 - 18:57

Recenzja filmu Doktor sen - kinowe królestwo Stephena Kinga się rozrasta

Tworzenie kontynuacji dzieł uznawanych za kultowe, ponadczasowe i ocierające się o status arcydzieła to zadanie przerastające wielu twórców. Jestem pewien, że liczba osób uznających książkę Doktor sen za lepszą od słynnego Lśnienia jest niewielka. Nie będzie więc zaskoczeniem, jeśli napiszę że najnowsza filmowa adaptacja prozy króla horroru - Doktor sen w reżyserii Mike'a Flanagana - nie przeskakuje mistrzowskiego filmu Stanleya Kubricka, nawet jeśli ten jest niezbyt lubiany przez samego Kinga. Doktor sen okazał się jednak zaskakująco dobrym filmem, który bez większych problemów wskakuje do wora z napisem "najlepsze adaptacje książek".

Na seans szedłem z umiarkowanymi oczekiwaniami. Jasne, Flanagan to zdolna bestia (Nawiedzony dom na wzgórzu już stał się dla mnie klasykiem współczesnego horroru), a Ewan McGregor swoją obecnością wynosi każdy film ponad przeciętność, ale zwiastuny nie zdołały wywołać efektu "wow", byłem więc ostrożny. Ku mojemu zdziwieniu, gotowe dzieło okazało się być dużo lepsze, niż się spodziewałem.

czytaj dalejfsm
30 listopada 2019 - 17:35

Recenzja płyty Lipali - Mosty, rzeki, ludzie

Użyję takiego prostego skojarzenia, że zespół Lipali jest dla Illusion tym, czym Stone Sour jest dla Slipknota. Oba te zestawy to kontrast muzyki alternatywnie rockowej z czymś dużo cięższym i w obu pierwsze skrzypce gra niezwykły głos piekielnie zdolnego wokalisty. Lipali wracają właśnie po 4 latach przerwy (to naprawdę już tyle?) z szóstym albumem, którego recenzji w polskim internecie jest jak na lekarstwo. A szkoda, bo Mosty, rzeki, ludzie to fajna płyta o której można napisać kilka miłych słów.

Lipali podążają tą samą drogą, co ich wielu bardziej znanych, zagranicznych kolegów. Z wiekiem łagodnieją, szukają ciekawszych dźwięków, próbują wyrwać się z jazgotu. Raz wychodzi to lepiej, raz gorzej, ale już poprzednia płyta ekipy dowodzonej przez Tomka Lipnickiego pokazała trochę bardziej różnorodne oblicze. Wtedy do składu doszedł "ten czwarty". Tym razem zmienił się basista. Czy Lipali też się zmieniło?

czytaj dalejfsm
28 listopada 2019 - 21:25

Gatunek muzyczny nie istnieje. Recenzja płyty Sleep Token - Sundowning

Sleep Token, zamaskowany zespół, o którym w tym roku zrobiło się całkiem głośno w świecie cięższego grania, właśnie dotarł do mety rozpoczętego w czerwcu maratonu. O specyfice grupy i tym, jaki dokładnie plan przyświecał promocji albumu Sundowning, możecie przeczytać tu. W skrócie - od końca czerwca, co dwa tygodnie o zachodzie słońca, Sleep Token wypuszczał na świat jeden utwór (odcinek) z nadchodzącej płyty (serialu), aż właśnie uzbierało się ich 12 i dzieło zostało ukończone. Sundowning to jeden z najbardziej oczekiwanych przeze mnie albumów 2019 roku i z wielką przyjemnością zapraszam na recenzję.

Skoro sposób prezentacji muzyki był nietypowy, pozwólcie że moja recenzja też zacznie się nietypowo. Oto dwanaście obrazków będących swego rodzaju kadrami ze wszystkich odcinków składających się na ten sezon mrocznego grania. Sleep Token - Sundowning w 12 odsłonach:

czytaj dalejfsm
22 listopada 2019 - 12:38

Drugi sezon Castle Rock na półmetku - prawie recenzja

Ostatnie 3 lata są dla Stephena Kinga, króla książkowego horroru, bardzo łaskawe. Pomijając ciągle tworzone i wydawane powieści, ekranizacji jego dzieł ciągle przybywa, a ich poziom dawno wyskoczył poza standardowe średniactwo, które często nie trafiało nawet do kin. Serial Castle Rock wpisuje się w ten trend tłustymi literami, zostawiając widzów w stanie ciągłego podekscytowania i niepokoju.

Pierwszy sezon tej oryginalnej opowieści pożyczał sobie miejsca i bohaterów znanych z kart książek, ale dodawał do nich mnóstwo nowości i oferował świeżą historię opartą na klasycznych kingowskich motywach. Po 10. odcinkach historia została zamknięta, przyszedł czas na drugą odsłonę, której szósty odcinek wskoczy na ekrany już jutro. Śmiem twierdzić, że w tym momencie jest to rzecz lepsza od sezonu pierwszego i jeden z najciekawszych seriali z pogranicza horroru i dramatu.

czytaj dalejfsm
13 listopada 2019 - 16:39

Cios z Ukrainy! Recenzja albumu Jinjer - Macro

Ukraiński kwartet Jinjer działa na muzycznym rynku od dekady, ale dopiero ostatnie dwa lata muzycy mogą uznać za swego rodzaju eksplozję popularności. Tatiana i koledzy grają coś z pogranicza groove-, alternative- i heavymetalu z domieszką metalcore'u. Jakkolwiek by ich nie zaszufladkować, to i tak hałas będzie taki sam, a nierealny instrument wokalny liderki pozostanie równie niesamowity. Jinjer właśnie wydali świeżutki album zatytułowany Macro - sprawdźmy, o co w tym chodzi.

Ja Jinjer odkryłem ledwie rok temu, gdy za pomocą jednego kliknięcia zrealizowałem stereotyp męskiego samca - zobaczyłem foto zespołu z bardzo ładną dziewczyną i się zainteresowałem. Później okazało się, że YouTube oszalał na punkcie utworu Pisces z plyty King of Everything (swoją droga świetny numer, świetna płyta) - pojawiły się dziesiątki "reaction videos", w których profesjonaliści i amatorzy tak samo reagowali na głos Tatiany z łatwością przechodzący z pięknego śpiewu w demoniczne rejony. Teraz o zaskoczenie już trudno, więc Jinjer musieli udowodnić, że na swojej robocie znają się bardzo dobrze bez użycia sztuczek.

czytaj dalejfsm
2 listopada 2019 - 17:27

Recenzja filmu Zombieland: Kulki w łeb - wiecznie żywe trupy!

Od pewnego czasu te największe, najgłośniejsze filmy, bardzo często są jakieś takie "bardziejsze" - Joker to psychologiczny dramat, Ad Astra to sci-fi o filozofii samotności, Parasite to gatunkowy kocioł, To ma za sobą potęgę książki Stephena Kinga, a gdzieś w tym wszystkim majaczą jeszcze polskie produkcje historyczne. Nie oceniam tu jakości filmów, a zwracam uwagę na pewien niedobór. Coraz mniej (co nie znaczy, że mało) dostajemy wysokobudżetowych produkcji ze świetną obsadą, których sednem jest tylko i wyłącznie durna rozrywka. W tym roku, poza spin-offem Szybkich i wściekłych, wśród prostej rozrywki nie będącej kinem komiksowym, były tylko średnio oceniane filmy Stuber i Faceci w czerni. Dlatego też powinniśmy powitać drugą odsłonę Zombieland z szeroko otwartymi ramionami.

Zombieland: Kulki w łeb to kontynuacja, na którą czekaliśmy 10 lat - niespotykana rzecz w dobie wypluwania sequeli i rebootów, na które nikt nie czeka. Tymczasem Ruben Fleischer, dla którego pierwsza część filmu była pełnometrażowym debiutem, zdążył wrzucić do portfolio kilka mniejszych lub większych hitów, z Venomem na czele, i teraz może robić, co chce. Zechciał nakręcić kontynuację Zombieland i wydaje się, że film rzeczywiście jest efektem pasji, a nie sprawdzania księgowej tabelki.

czytaj dalejfsm
29 października 2019 - 19:39

Recenzja filmu Pralnia - Netflix bawi, uczy i wychowuje kolejne pokolenia

Mimo tego, że najprostsze skojarzenia bywają krzywdzące, to ta krótka recenzja zacznie się właśnie od czegoś takiego. Pralnia to krótszy, prostszy i gorszy Big Short. Zapewne pamiętacie niespodziewany hit w reżyserii Adama McKaya ze Stevem Carellem, Christianem Bale'em, Ryanem Goslingiem i Bradem Pittem. Twórcy w dynamiczny, efektowny i śmieszno-przerażający sposób rozprawili się w tym filmie ze światowym kryzysem finansowym z 2008 roku.

Pralnia idzie podobnym torem - podstawą dla scenariusza są prawdzie wydarzenia (tzw. kwity z Panamy, ujawniające istnienie tysięcy firm zarejestrowanych w rajach podatkowych, które były powiązane z jedną panamską kancelarią prawniczą), obsada jest równie efektowna, a na reżyserskim stołku siedzi podobnej klasy profesjonalista, Steven Soderbergh, znany m.in. z Ocean's 11, Erin Brokovich i Magic Mike. I wszystko tu jest ok, ale pod każdym względem trochę gorzej niż w Big Short.

czytaj dalejfsm
22 października 2019 - 18:52

Ctrl Alt Win! Recenzja gry Control

fsm ocenia: Control
90

Remedy Entertainment wie, w co ja lubię grać. Pomijając debiutanckie Death Rally z 1995 roku (które przecież też jest dobrą grą), wszystko, co wyszło spod ręki Finów, trafiło w moje gusta. Od Maksa Payne'a, przez Alana Wake'a, aż po Quantum Break. Każda ich gra ma u mnie przynajmniej 8/10, nie powinna więc Was dziwić widoczna obok ocena gry Control. Najnowsze dzieło studia Remedy to sprawdzony fundament przygodowej gry akcji TPP, na którym raz jeszcze zbudowano wyjątkowy tytuł.

Po ukończeniu głównego wątku fabularnego trudno jest mi do czegokolwiek się przyczepić. Control to bardzo przemyślana produkcja świetnie wykorzystująca autorski silnik studia do generowania niezwykłych pokładów "graczowskiej" satysfakcji przez przynajmniej kilkanaście godzin. Tylko w singlu. W grze nastawionej na fabułę. To prawdziwa perełka!

czytaj dalejfsm
16 października 2019 - 22:11

Nic śmiesznego - recenzja filmu Joker

Kurz po premierze Jokera już opadł. Najpierw wznieciły go rewelacje z festiwalu filmowego w Wenecji, gdzie film zdobył Złotego Lwa, a później przy okazji światowego debiutu było głośno o możliwych atakach w kinach i rzekomym zachęcaniu do przemocy zaprezentowanym w filmie. Wielu z Was Jokera z pewnością już widziało i wyrobiło sobie na jego temat opinię. Czy okaże się ona zgodna z moją?

Kinowe uniwersum DC nadal nie do końca wie, czym chce być. Początki były trudne, bo gonitwa za Marvelem na tym etapie była skazana na porażkę, a gdy filmy DC zaczęły klimatem przypominać to, co serwuje konkurencja, to opinie stały się pozytywniejsze, ale ani Aquaman, ani Shazam! nie doskakują jeszcze do poziomu Avengers i spółki. DC powinno skupić się na tym, co zrobił wcześniej Christopher Nolan - na poważnym podejściu do komiksowego dziedzictwa, co odróżni te filmy od pozostałych i da twórcom możliwość zaprezentowania zupełnie innej wrażliwości. Joker śmiało idzie w tym zdecydowanie właściwym kierunku.

czytaj dalejfsm
11 października 2019 - 15:41

Recenzja albumu Lecter - Lumen. Dobre, bo polskie?

Gdy robiłem sobie notatki podczas kolejnego odsłuchu albumu Lumen grupy Lecter, pojawiały się tam takie słowa jak "bas", "basowy", "rytm", "pulsuje", "pulsujący". Później przeczytałem sobie oficjalną notkę towarzyszącą wydaniu płyty - "(...) zespołowi przyświecała myśl, by stworzyć płytę rytmiczną, gęstą, wciągającą, wręcz taneczną. Miejsce gitary zastąpił bas i bit." Czyli wychodzi na to, że zadanie zostało zrealizowane z sukcesem, a gotowego dzieła słucha się bardzo miło.

Lecter, niegdyś znany pod nazwą Dr Lecter, to kwartet grający szeroko rozumianego alternatywnego rocka. Zespół jakich wiele, ale posiadający to nieuchwytne coś, co sprawiło, że się ich twórczością zainteresowałem. Lumen to trzeci pełnoprawny album w dyskografii, który temperuje gitarowe jazdy słyszane na płycie Wydostać, stawiając na dobrze bujające numery. Zakładam jednak, że większość z Was Lectera dotąd nie poznało - zapraszam więc na pierwsze spotkanie.

czytaj dalejfsm
4 października 2019 - 16:24

Zwycięstwo twórców, zwycięstwo widzów - recenzja filmu Parasite

Nie umiem odnaleźć jednej, głównej przyczyny, dzięki której koreańskie kino z taką łatwością łączy w ramach jednego filmu różne emocje i staje się w dużej mierze zrozumiałe dla zachodniego widza. Twórcy z tego kraju z powodzeniem zaliczają klasyczne azjatyckie straszaki (Opowieść o dwóch siostrach), melancholijne opowieści o życiu (Wiosna, lato, jesień, zima ...i wiosna) czy totalne kino zemsty (Oldboy albo I Saw the Devil), a nawet jeśli filmowcy romansują z Hollywoodem (Snowpiercer, Okja) to i tak wychodzi to przynajmniej dobrze. Parasite, najnowsze dzieło Bong Joon-ho, to kolejny sukces w zasadzie na każdym polu.

Informacja przekazywana od widza do widza mówi, że na seans Parasite najlepiej iść bez specjalnej wiedzy na temat fabuły, zupełnie w ciemno. Trudno jest osiągnąć taki stan umysłu, szczególnie że od premiery minęło już trochę czasu, ale spróbuję nie popsuć zabawy tym, którzy filmu jeszcze nie widzieli, a do recenzji mimo wszystko sięgną.

czytaj dalejfsm
28 września 2019 - 18:26

Rambo: Ostatnia krew - 5 pytań i odpowiedzi

John Rambo wraca po 11 latach nieobecności. Ostatnia krew jest reliktem filmowej przeszłości ocenianym zupełnie inaczej przez krytyków (słabe, niepotrzebne kino) niż przez widzów (ich oceny na stronach z recenzjami oscylują w okolicach 8/10). Film obejrzałem bez bólu, historia przeleciała szybko, a Rambo okazał się sobą. Nie napiszę jednak recenzji, tylko sam sobie zadam pytania i na nie odpowiem.

czytaj dalejfsm
24 września 2019 - 12:51

Recenzja płyty Korn - The Nothing. Znowu to samo, ale to przecież nic złego

Trzy lata czekaliśmy na nowy album dowodzonej przez Jonathana Davisa ekipy. Korn właśnie wydał krążek zatytułowany The Nothing, a fani poznali odpowiedź na pytanie "czy zaskakująco udana poprzednia płyta była wypadkiem przy pracy?". Ta odpowiedź to "wszystko wskazuje na to, że nie był to przypadek, bo 13. album w karierze Korna znowu jest całkiem niezły".

The Nothing powstawał w trudnym okresie - w roku 2018, po 4 latach od rozwodu i po wielu narkotykowych problemach, zmarła żona Davisa. Wokalista, niczym rasowy artysta, swoją żałobę i cierpienie przekuł w muzykę. Album traktuje więc o pustce i mrocznych stronach ludzkiej egzystencji. Wydawałoby się więc, że ma szansę być innym od poprzedników, prawda?

czytaj dalejfsm
18 września 2019 - 09:37

Recenzja filmu To. Rozdział 2 - let's kill this f*cking clown!

Prosta, efektowna i wulgarna odezwa użyta w tytule tekstu jest fragmentem wypowiedzi, jaką zaserwował Frajerom Richie Tozier w finale pierwszego rozdziału filmu To. Lato 1989 roku dało się bohaterom tej opowieści mocno w kość. Minęło 27 lat, dorośli bohaterowie są zmuszeni porzucić swoją codzienność i raz jeszcze zderzyć się z koszmarem.

Stephen King napisał powieść To jako potężną (ponad 1000 stron!) kronikę życia grupki mieszkańców miasta Derry, na których losy wpłynęła zła siła przybierająca postać klauna imieniem Pennywise. Książka na zmianę skakała między dzieciństwem a dorosłością siódemki bohaterów. Filmowcy podjęli słuszną decyzję, by te czasowe płaszczyzny oddzielić grubą kreską dwóch lat dzielących premierę obu kinowych rozdziałów. Dzięki temu zabiegowi opowieść zyskała na czytelności, a fabuła kontynuacji dostała rumieńców. Ale czy film jest lepszy od poprzednika?

czytaj dalejfsm
8 września 2019 - 18:25