fsm

/ Hammerzeit

najnowszepolecanepopularne

Popularne przez fsm

Wolfenstein: The Movie - recenzja filmu Operacja Overlord

Na najnowszy film reklamowany producenckim nazwiskiem J.J. Abramsa najlepiej byłoby iść nie mając zbyt dużej wiedzy na temat fabuły (choć będzie to bardzo trudne, a mój tekst w tym Wam nie pomoże). Jeśli choć trochę orientujecie się w XX-wiecznej historii, to tytuł Operacja Overlord powinien kojarzyć się jednoznacznie - alianci robią wjazd do Francji, by wyzwolić ją w łap nazistów. To początek końca drugiej wojny światowej. I tak też się ten film zaczyna: widzimy zestrachanych młodych żołnierzy lecących nad terytorium wroga. Zapowiada się solidny, nowoczesny film wojenny, prawda?

Prawda, ale przez jakieś 50 minut. Bo przecież Operacja Overlord to coś innego. To film, który w drugiej połowie staje się krwawą i niedorzeczną fantazją na temat eksperymentów przeprowadzanych w podziemnych hitlerowskich bazach. To w tym momencie rzecz najbliższa potencjalnej ekranizacji serii gier Wolfenstein. I bardzo dobrze!

czytaj dalejfsm
5 grudnia 2018 - 11:34

Netflix straszy seksem - recenzja filmu Cam

Cam to jedna z najnowszych pozycji w ofercie Netfliksa, która kusi widzów niegrzeczną tematyką i obietnicą wywołania skrajnych emocji. Z jednej strony mamy pikantny świat camgirls, gdzie nagość jest sprzedawana bez oporów, a z drugiej strony w grę wchodzi niemalże lynchowska historia o kradzieży tożsamości. Fajnie? Fajnie. Ale w sumie tylko tyle...

Jaki Netflix jest, sami dobrze wiecie - nadal ilość przeważa nad jakością. W przypadku filmu Cam wielkich oczekiwań nie miałem, choć po festiwalowych pokazach pojawiło się nieco pozytywnych opinii, więc liczyłem przynajmniej na niezłą zabawę. Tak też się stało, choć bez tej względnie kontrowersyjnej otoczki raczej nikt by o Cam nie mówił. Ale do rzeczy.

czytaj dalejfsm
29 listopada 2018 - 09:54

10 najlepszych głupich amerykańskich komedii, part deux

Zapraszam na temat majówkowy, lekki i przyjemny. Oto kontynuacja tekstu zrobiona na modłę porządnego hollywoodzkiego sequela. Minęły niemal 4 lata od premiery mojej listy 10 (a tak naprawdę 20) najlepszych głupich amerykańskich komedii, wpis nadal utrzymuje się wysoko na liście popularnych, trzeba więc iść za ciosem.

Temu panu Shaft czyści buty

Zasada obowiązuje ta sama - skupię się na kolejnym zestawie dobrych, śmiesznych i bardzo durnowatych komedii pochodzących z USA. Ostatnim razem zmuszony byłem dorzucić kilka tytułów na sam koniec, bo wyleciały mi z głowy (pozdrawiam komentujących i ich siostry). Tym razem oddam im sprawiedliwość i dorzucę kilka filmów, które udało mi się nadrobić przez ostatnie lata albo które powinny były wylądować już w poprzednim wpisie.

czytaj dalejfsm
2 maja 2017 - 13:56

Recenzja filmu Predator - przygody śmiesznego ufoluda

Ręka do góry, kto kocha Predatora? Kto uważa, że Ksenomorf to nędzny robal, a łowca jest prawdziwą gwiazdą tego uniwersum? Kto kocha historię Yautja i uważa, że pewnych świętości nie powinno się ruszać? Ok, to Wy wszyscy najpewniej znienawidzicie film Shane'a Blacka i uznacie go (skądinąd słusznie) za kolejny hollywoodzki zamach na klasyczną historię sprzed lat. Cała reszta zaś powinna dać Predatorowi szansę, bo to - za przeproszeniem - rajcowny film jest.

O kolejnym kinowym wcieleniu marki Predator mówiło się od dawna, ale dopiero teraz - po serii słabych zwiastunów i informacji o dokrętkach - gotowe dzieło ujrzało światło dzienne. Za kamerą stanął specjalista od pisania dobrych dialogów i tworzenia piętrowych, sensacyjnych intryg w komediowym sosie, twórca Kiss Kiss Bang Bang i Nice Guys. Shane Black już raz udowodnił, że lubi wstrząsnąć filmową puszką z colą, a potem zaoferować ją niczego nie podejrzewającemu fanowi i czekać na wybuch (Iron Man 3!) - teraz robi dokładnie to samo. Jesteście gotowi?

czytaj dalejfsm
21 września 2018 - 17:00

Recenzja płyty Basta. Nosowska tańczy, a ja razem z nią

Mam takie wrażenie, że każdy tekst o "nowej" Nosowskiej trzeba zacząć nakreślając obecną kondycję artystki - wspomnieć o gorzkich, ale zabawnych filmikach na Instagramie, zbudowanej na ich podstawie książce, o zawieszeniu działalności grupy Hey i ogromnych zmianach w prywatnym życiu wokalistki. I ja to rozumiem - przecież wszystko to bezpośrednio wpłynęło na kształt i brzmienie płyty Basta. A gdyby tak spróbować się od tego odciąć i napisać o krążku jako niezależnym muzycznym bycie?

Basta to siódmy solowy album Katarzyny Nosowskiej, na który fani czekać musieli ponad 7 lat. Wszystkie wydawnictwa sygnowane samym nazwiskiem wokalistki dosyć grubą kreską odcinały się od stylu Heya. Macierzysta formacja to rock, a później szeroko pojęta alternatywa, ale nadal mocno zakorzeniona w świecie gitar i perkusji. Nosowska zaś elektroniką stoi - z czasem te jasne różnice nieco się zatarły (płyty Miłość! Uwaga! Ratunku! Pomocy! Heya i UniSexBlues oraz Osiecka Nosowskiej leżały całkiem blisko siebie), ale Basta mówi jasno - jestem tak inna, jak to tylko możliwe, a wyraźny, syntetyczny rytm jest sednem mego brzmienia.

czytaj dalejfsm
14 października 2018 - 19:41

Recenzja filmu Kler - mało sacrum, dużo profanum

Jeśli tylko w Waszym mieście wyświetlany jest film Kler, jest szansa, że byliście już na seansie. Oczywiście pod warunkiem, że udało się bez problemu kupić bilet, bo wszystko wskazuje na to, że jakieś rekordy frekwencji obraz Wojtka Smarzowskiego pobije. A jeśli film widzieliście, to dobrze wiecie, że zwiastun oszukuje i heheszkowania jest mało, a jedyny punkt styku, jaki Smarzowski ma z Vegą, to spoglądanie krytycznym okiem na współczesną Polskę.

Kler z założenia jest kontrowersyjny, bo przecież opowiada o księżach, Kościele, łącząc to z polityką, grzesznością i czynami zakazanymi. I taka kontrowersja jest wodą na reklamowy młyn, bo wszystkie próby zakazywania czy publicznego szkalowania filmu muszą skończyć się reakcją odwrotną, niż zapomnienie lub obojętność. Polacy więc na Kler idą tłumnie, ale czy warto?

czytaj dalejfsm
30 września 2018 - 18:19

Recenzja płyty Emigrate - A Million Degrees. Czekając na Rammsteina

Wielu z Was zapewne wie, że jeden z gitarzystów zespołu Rammstein, Richard Z. Kruspe, wypełnia sobie czas poza macierzystą formacją robiąc muzykę pod szyldem Emigrate. A jeśli do tej pory nie wiedzieliście, to teraz macie okazję, by nadrobić trzy płyty tego zespołu, łącznie z najnowszą - A Million Degrees - której dotyczyć będzie ten tekst.

Fajnie jest, jeśli solowe projekty muzyków kojarzonych z danym gatunkiem, wychodzą poza oczywiste ramy i proponują coś więcej. Rammstein jest głośny, kanciasty, raczej pozbawiony finezji, wszystko tam jest metalowe i płonie (nowej płyty spodziewamy się w przyszłym roku i sprawdzimy, czy germańska zabawa trwa dalej). Emigrate proponuje muzykę łagodniejszą, bardziej radiową, ale nadal zanurzoną w rocku i - okazjonalnie - metalu. Czyli niby to samo, ale jednak inaczej. I tylko po angielsku. I Richard śpiewa. No i raczej nie dla zatwardziałych fanów R+.

czytaj dalejfsm
10 grudnia 2018 - 11:58

10 najlepszych głupich amerykańskich komedii (a tak naprawdę to 20)

Z okazji nadchodzącej premiery filmu Kac Vegas 3 (już 7 czerwca) stworzyłem ten tu oto wypasiony tekst o śmiesznych filmach. Bo śmiechem i radością należy się dzielić, a gdy ogląda się zabawny film i rechot jest wzmagany przez piwo i/lub rozbawionego kumpla siedzącego obok, to jest to rzecz zacna. Podzielę się więc z Wami dziesiątką najlepszych durnowatych komedii made in USA, z których czerpię radość przy okazji każdego seansu. Istotny jest fakt, że skupiam się tylko i wyłącznie na amerykańskich i głupkowatych komediach, zabraknie więc tu zarówno produkcji brytyjskich (w tym obowiązkowe zwycięzcy wszystkich tego typu rankingów - Świętego Graala - lub dzieł Edgara Wrighta) jak i filmów śmiesznych, ale nie pasujących do kategorii "stupid" (czyli zero braci Coenów lub Woody'ego Allena). Chodzi mi tylko i wyłącznie o piekielnie inteligentną głupotę, parodię i radosne produkowanie żartów, często o absurdalnym zabarwieniu.  

Główna dziesiątka to moje ulubione 10 propozycji, które zostały ułożone chronologicznie. Większość to tytuły bardzo znane, ale myślę sobie, że jest szansa na jedno lub dwa sympatyczne odkrycia. Potem zajmę się dziesiątką numer 2, gdzie będą zgromadzone specjalne wyróżnienia z krótkimi opisami. W obliczu rozkosznej, słonecznej aury trzeba się jakoś rozweselić, więc do dzieła!  

czytaj dalejfsm
28 maja 2013 - 22:40

Recenzja gry State of Mind - trójkątny cyberpunk

fsm ocenia: State of Mind
75

O grze State of Mind studia Deadalic nie słyszałem w ogóle. Dopiero bardzo entuzjastyczna recenzja z jednym z ostatnich numerów magazynu Pixel skłoniła mnie do zainteresowania się tym tytułem. Ciekawy styl graficzny i dobra historia miały przyćmić budżetowe niedostatki. Czy się udało?

Ocena obok mówi jasno - State of Mind to dobra gra. Przy okazji jednak mam wrażenie, że ogromny potencjał w niej drzemiący nie został do końca wykorzystany, co postaram się zaraz udowodnić.

czytaj dalejfsm
27 listopada 2018 - 12:10

Black Mesa - galeria świeżych (?) obrazków

Ach, Black Mesa. I nie mam na myśli placówki z uniwersum Half-Life, ale jeden z najbardziej oczekiwanych amatorskich (czy aby na pewno?) projektów, mających na celu wskrzeszenie i przywrócenie dawnej świetności oryginalnemu HL. Oczywiście dzieło Valve nadal wymiata i jest wspaniałe, nikt jednak nie obraziłby się ujrzeć tamtej gry w nowych szatach (będących czymś więcej, niż lekko zretuszowanym w wersji Source oryginałem). Black Mesa jednak od dłuższego czasu pozostaje w DNF-owym zawieszeniu - czyli będzie "when it's done".

czytaj dalejfsm
10 stycznia 2011 - 15:59

Recenzja płyty The Smashing Pumpkins - Shiny and Oh So Bright Vol. 1

The Smashing Pumpkins to ekipa, która nigdy nie zdobyła naprawdę wielkiej popularności, ale od lat trzymają się swego i grają i nagrywają, mimo dramatów i mimo ego lidera. Billy Corgan kiedyś był alternatywny i zadziorny, dzisiaj przypomina trochę łysego wujcia trzymającego się blasków minionej chwały. No i podobno jest strasznie przewrażliwiony na własnym punkcie. Ale udało mu się dogadać z większością oryginalnego składu (ich ostatnia płyta do świetna Machina z 2000 r., potem były przerwy, powroty i nagrania różnej jakości) i dynie oficjalnie wróciły z nową płytą. Album jest króciutki, ale za to ma ogromny tytuł - Shiny and Oh So Bright Vol. 1/LP: No Past. No Future. No Sun.

Osiem nowych utworów i 30 minut muzyki to niewiele, ale lepiej pozostawić słuchaczy z niedosytem, niż przeładować ich nadmiarem twórczości. Podobna taktyka nieźle sprawdziła się na poprzednim albumie (tam utworów było 9, ale jeden to takie truchło, że mogłoby go nie być) i daje radę również tym razem.

czytaj dalejfsm
21 listopada 2018 - 20:11

Recenzja filmu Kin - mały chłopiec z dużą giwerą

Na wakacjach w dalekich krajach bywa tak, że pada deszcz. Wtedy można np. pójść do kina na film, którego w Polsce nie grają (i przy okazji wstać przed sensem, bo puszczają hymn i pokaz slajdów wychwalający króla, a przecież zniewaga może oznaczać więzienie). Wybór padł na produkcję z fajnym zwiastunem, który widziałem jakiś czas temu nie przeczuwajac, że jednak doświadczę pełnej wersji tego dzieła. Mowa o filmie Kin, który łączy kino drogi, rodzinny dramat, gangsterskie porachunki i klimat sci-fi.

Produkcja jest debiutem bliźniaków Baker, którzy, niczym słynni Dufferowie od Stranger Things, chcą zawalczyć o serca i umysły szerokiego spektrum widzów. Ich Kin ma wyraźnie widoczne składniki sugerujące, że może się to udać. Szkoda, że box office zdaje się temu przeczyć. Ale do sedna!

czytaj dalejfsm
17 września 2018 - 12:51

Od lat to samo. Recenzja płyty The Prodigy - No Tourists

Jakie The Prodigy jest, każdy wie. Głośne, basowe, dynamiczne i szalone. W latach 90-tych brytyjski zespół rozwalił scenę muzyki elektronicznej i szybko stał się synonimem ambitnego podkładu dźwiękowego do każdej szanującej się imprezy (a The Fat of the Land to do dziś jeden z najlepszych albumów w ogóle). W 2009 roku Liam Howlett i koledzy zaliczyli taki porządny powrót po kruchym okresie na przełomie wieków ii wraz z albumem Invaders Must Die pokazali się z dobrej strony. W 2015 roku zrobili to samo, tylko wyszło im dłuższe i równie solidne coś (The Day is My Enemy). No i teraz znowu. No Tourists to album-ksero - część trzecia Invaders, i jednocześnie część druga The Day. Czy to dobrze?

10 nowych utworów, 37 minut muzyki, zero opierdzielania się. Nowe Prodigy zasuwa jak dobrze naoliwiona rave'owa, big beatowa, drum'n'bassowa maszyneria i udowadnia, że w tym gatunku lata 90-te mają się dobrze i nigdy nie znikną. Od pierwszego singla, otwierającego cały album kawałka Need Some1, wiadomo, czego oczekiwać i dokładnie to dostajemy.

ALE.

czytaj dalejfsm
5 listopada 2018 - 16:11

Bracia Coen i Netflix - recenzja filmu Ballada o Busterze Scruggsie

Ostatnie działania Netfliksa na rynku filmowym pokazują, że ktoś miał dosyć bycia kojarzonym z produkcjami ze średniej półki. Coraz więcej decyzji zakupowych i produkcyjnych powiązanych jest z dziełami naprawdę znanych twórców. Tylko w tym roku na platformie pojawiły się nowe dzieła Paula Greengrassa i Garetha Evansa, grudniu pojawi się Roma Alfonso Cuarona, a od dwóch dni Netflix chwali się świeżym produktem sygnowanym nazwiskiem Coen. Ballada o Busterze Scruggsie jest perłą w tegorocznej koronie streamingowego giganta.

Według oryginalnego komunikatu Netfliksa, Ballada początkowo miała być mini-serialem. Twórcy z kolei podobno od razu planowali zrobić ponad dwugodzinny film. Charakter produkcji byłby taki sam - nadal mamy do czynienia z sześcioma opowieściami osadzonymi na Dzikim Zachodzie, które nie są ze sobą powiązane fabularnie, ale dzielą ciekawe spojrzenie na kowbojski mit. Ktoś sobie dobrze wymyślił datę premiery - pół świata jest rozgrzane przez Red Dead Redemption 2, więc ochota obejrzenia czegoś w podobnym klimacie powinna być spora.

czytaj dalejfsm
18 listopada 2018 - 16:55

Spotify, Tidal, Deezer i Apple Music. Porównanie najpopularniejszych usług streamowania muzyki

Od kilku lat strumieniowe przesyłanie muzyki zamiast pokątnego jej szukania po ciemnych zakątkach Internetu jest nad Wisłą zupełnie naturalne. Nikt nie musi już zazdrośnie patrzeć w kierunku kolegów z zagranicy, którzy jakiś czas temu mieli do dyspozycji o wiele więcej opcji, niż Polacy. Zważywszy na popularność tego typu usług, ale też sporą liczbę dostawców muzyki wprost do ucha słuchacza, postanowiłem spreparować proste i czytelne porównanie czterech najpopularniejszych usług streamowania muzyki.

Sam od początku używam Spotify, które z hukiem weszlo na rodzimy rynek nieco ponad 3 lata temu. Ale skoro do dyspozycji jest także coraz śmielej poczynający sobie Tidal (jeszcze niedawno znany jako WiMP), doświadczony Deezer czy wyposażony w charakterystyczne owocowe logo (i takąż renomę) Apple Music, to może warto rozważyć wszystkie za i przeciw? A to przecież tylko część tego, co jest dostępne: w tekście nie będzie mowy ani o Google Music, ani microsoftowym Groove, które z pewnością mają swoich sympatyków także u nas. Zapraszam do lektury porównania.

czytaj dalejfsm
20 maja 2016 - 16:14