The Walking Dead - 5 sezon za nami - Venom - 31 marca 2015

The Walking Dead - 5 sezon za nami

Zwieńczenie piątego sezonu „The Walking Dead” to zarazem dobry odcinek i słaby finał. Otrzymujemy kilka równorzędnych wątków skupiających się na bohaterach, ale akcji jest niewiele. Następuje fabularne rozwiązanie toczących się dylematów, ale brak jest wyraźnej kulminacji. Rozwiązuje się tajemnica „W” na czole zombie, ale stanowi ona - tylko i aż - fundament pod kolejne epizody. Z szumnie zapowiadanych 90 min, ostaje się minut 65 i scena po napisach, ale i tak jest to metraż niewykorzystany. Stoimy w miejscu. The Walking Dead zamienia się w „The Standing Dead”. Dalej już spoilerowo.

Conquer”, jak głosi tytuł, to pierwszy fałszywy akcent finału. „Podbój” kojarzyć się może z walką, starciem, na pewno z przelewem potu i krwi. Atak jest tymczasem planem awaryjnym dla Ricka i ekipy, a rozwiązanie podstawowe stanowi stara, dobra dyplomacja. I tak z pomocą kilku przypadkowych Szwendaczy, a także płomiennej przemowy, udaje się przekonać mieszkańców Alexandrii. To rozwiązanie spójne, ale jednocześnie w ciągu całego finału tylko przez kilka sekund odczuć można zagrożenie. Nikt z głównych bohaterów nie ginie (Reg obchodzi nas średnio, los Pete’a przesądzony był już dawno temu), a kluczowe odcinki „The Walking Dead” zwykle tym się charakteryzowały. Brak akcji rekompensowany jest skupieniem na psychologii bohaterów i tak najprościej podzielić można analizę finału. Jak prezentowały się poszczególne wątki?

 

Na pierwszy ogień złe pomysły:

- Glenn i Nicholas – animozje jakie powstały między tą dwójką musiały w końcu znaleźć swoje ujście. Dochodzi do klasycznej, męskiej dyskusji, gdzie prawy sierpowy to perswazja, a lewy prosty to rozsądek. Dlaczego Nick uciekł w las? Jakim cudem Glenn przeżył skoro leżał ranny i nacierało na niego trzech Szwendaczy? Dlaczego Glenn po raz kolejny oszczędza i pomaga Nicholasowi skoro ten zrobił absolutnie wszystko, żeby udowodnić jakim podłym jest człowiekiem? Glenn to równy facet, ale ciężko zrozumieć jest jego motywacje. Scenarzyści nie pomagają.

 - Sasha – łapka w górę kto ma dość cierpiętniczego zachowania Sashy. Czy bohaterka przeżywa ciężki okres? Tak. Czy zdążyliśmy to już zrozumieć. Tak. Siedem razy. Ale może jeszcze raz do tego wróćmy. Tym razem Sasha kładzie się w prowizorycznym grobie na stosie martwych (martwych-martwych) zombie. Tak, wiemy, Sasha pogodzona jest ze śmiercią. Nie radzi sobie. Jej rozterki są niepotrzebnie rozwleczone, ale może po starciu z Gabrielem wreszcie wyjdzie na prostą?  

- Gabriel – i skoro o księdzu mowa. Jeśli Sasha potrafi nużyć, to co powiedzieć o postaci Gabriela, który użala się nad sobą od pierwszej sceny w jakiej się pojawił. Użalał się w kościele, użalał się w lesie, użalał się na drodze, użalał się w słoneczny dzień i w deszczu, użala się dalej, kiedy w końcu jest bezpieczny i potrzebny. Skarży się na Ricka i towarzyszy, a sam w irytujący sposób zapomina zamknąć bramę i naraża społeczność. Raz traci wiarę, pali koloratkę i wyrywa strony z Pisma Świętego, a następnie staje przed Panem, gotowy na śmierć. Owszem, sytuacja w jakiej znajdują się bohaterowie potrafi wypaczyć logikę, ale postępowanie księdza nawet w takich warunkach niewiele ma sensu. Sceny z jego udziałem spokojnie mogły zostać wycięte.  

- Carol – ona tymczasem znajduje się na przeciwległym biegunie. Już dawno zatraciła resztki człowieczeństwa i praktycznie kwalifikuje się jako psychopatka. A to sterroryzuje dziecko, a to wpadnie z wizytą niosąc zapiekankę i nóż za pazuchą. Rzuca teksty o tym, że zabije, bo kogoś nie lubi, że dorośli w Alexandrii to dzieci i lubią bajki, że nie ufa nawet swoim. A całość okrasza szaleńczym, słodkim uśmiechem. Jej pragmatyzm i wola przetrwania zamieniły się w karykaturę grubą kreską pociągniętą, nie ma tu mowy o subtelności.    

 

Dobre pomysły to z kolei:

- Morgan – bohater, który pojawia się niewiele, ale jest świetnie sportretowany. Odkrywa w sobie wewnętrznego ninja i w ostatniej chwili ratuje Daryla i Aarona – to motywy lekko naciągane. Łatwo je jednak przyswoić dzięki charyzmie Lenniego Jamesa. „Bo życie jest cenne” w jego ustach i z enigmatycznym uśmiechem brzmi wiarygodnie. Ciekawie wypada również jego rozmowa z tajemniczą, nową postacią. Kiedy ostatnio spotykaliśmy go na dłużej, znajdował się w stanie skrajnego załamania. Widać, że przebolał śmierć syna, odzyskał stabilność umysłu i psychiczne zdrowie. Nie zabija, nawet takich szumowin jak dwaj napastnicy. Pomógł mu w tym Rick, teraz to on pomoże Rickowi.  

- Daryl i Aaron - panowie kontynuują próby werbowania kolejnych członków, co ostatecznie kończy się dla nich wpadnięciem w pułapkę. Ten wątek jest jedyną, solidną dawką akcji. Szwendacze pojawiają się oczywiście nagle i znikąd, ale jeśli coś się dzieje, to z reguły dobrze się to ogląda. Daryl otrzymuje również oficjalny laur „zombie killer of the week” za potrójny nokaut z użyciem łańcucha. Ucieczka z samochodu poszła im za łatwo, ale choć przez chwilę czuć było emocje.

- Rick – nareszcie odzyskał charakter. Można kwestionować sposób i środki jakie podejmuje, ale nie można kłócić się z jego logiką. Od kilkunastu epizodów Rick systematycznie się staczał, stawał się bezosobowy, wycofany. Teraz nareszcie działa, walczy, zakochuje się, faktycznie przejmuje dowodzenie. Razem z powrotem do wcześniejszego wyglądu, wraca jego motywacja. Jest bezkompromisowy i zdarza mu się pójść o krok za daleko, ale spotkanie z Morganem powinno ostatecznie przywrócić nam starego, dobrego Ricka Grimesa. Nieźle wypada też jego starcie z nieproszonymi gośćmi w Aleksandrii. Definicja mind-blowingu.  

- Michonne – pojawia się stosunkowo mało, ale jest bohaterką sceny po napisach. Przez chwilę mogliśmy wątpić w jej przywiązanie do grupy, ale powrót do katany daje nadzieję, że i Michonne wróci do bycia twardą, charakterną babką. To lubimy.

Po napisach rozgrywa się nie jedna, a dwie sceny. Ta druga to przede wszystkim złowieszcze „Wolves not far” i zapowiedź przeciwników na kolejny sezon. Ich psychotyczne motywy są nieźle nakreślone, a działania budzą grozę. Finał ostatecznie porządkuje więc kluczowe wątki i choć nie oferuje przełomu, to wylewa fundament pod przyszły sezon. Takie rozwiązanie nie stanowi mocnego uderzenia na zakończenie, nie wciąga, tak jak wciągać powinien finał, ale chociaż oferuje nadzieję na przyszłość. Może tym razem będzie na co czekać?  

 

Venom
31 marca 2015 - 02:58

Komentarze Czytelników (22)

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
31.03.2015 14:48
VenomP23
odpowiedz
VenomP23
37
Pretorianin

@Lupus007 - na pewno nie poznamy przyczyny, bo mówił o tym Kirkman, że nie chce jej podawać. Wtedy serial skupiłby się na tym aspekcie i poszukiwaniu lekarstwa, a nie na kondycji ludzkiej w takich warunkach. "Fear TWD" zaoferuje jednak ciekawą perspektywę pierwszych chwil po apokalipsie, tego nie mogę się doczekać :)

31.03.2015 16:46
claudespeed18
odpowiedz
claudespeed18
146
error

Ja mam pytanie.. czemu była mowa o 90 minutach? Będzie rozszerzona wersja odcinka?

[5] Ok, to teraz trudniejsze..

Gdzie Morgan nauczył się Bojutsu? Wcześniej nie wyglądało na to by potrafił, więc samouk + materiały video/pisma? Bo raczej wędrował samotnie.

Btw Daryl lepszy od Podbipięty to jedna z najbardziej przegiętych scen ale cóż.. magia filmu :)

31.03.2015 16:47
odpowiedz
zanonimizowany1081805
2
Chorąży

30 minut to reklamy.

31.03.2015 18:46
odpowiedz
Telo
24
Chorąży

Carol dodał bym do +, dobrze wygląda w roli psychopatki, aż upiekł bym z nią ciasteczka. Bardziej mnie wkurzała w roli rambo.

Natomiast do "-" dodał bym męża fightera, który zamiast korzystać z argumentów, nagle ni z tego ni z owego wpada i 'przypadkiem' idealnie poderżnął niczego winnego męża tej Deanny czy jak jej tam. Chyba tylko po to, żeby scenarzyści nie musieli się męczyć za dużo jak ją przekabacić na stronę Ricka.

Dodatkowo te czubki wilcze w ogóle mnie nie przekonują. Może rozwiną to jakoś w następnym sezonie, ale jak na razie to wyglądają na bandę poj... łbów, którym nie wróżył bym za długiego życia w takich warunkach.

Walka kijkiem dziadka murzynka też mnie nie urzekła, ale już przyzwyczaiłem się przymykać w TWD oko na takie klasyki.

31.03.2015 19:26
VenomP23
odpowiedz
VenomP23
37
Pretorianin

@claydespeed18 - tak jak pisze Stand-alone - zapowiadano finał na 90 min z czego 30 min okazało się być reklamami (w wersji na żywo) a samego odcinka zostało minut 65.

31.03.2015 19:42
odpowiedz
Mułek169
18
Legionista

Ten sezon jest już tak tragiczny, że każdy nowy odcinek oglądam w ciągu minuty przeglądając po prostu na szybko, zupełnie bezbarwne nowe postacie, słaba argumentacja i motywacja ich poczynań, naiwność, nuda, nieracjonalne zachowania chociaż to ostatnie świetnie obrazuje również działania naszych starych znajomych, od momentu jak wydało się, że wizja Waszyngtonu to ułuda, ten serial to coraz większa klapa, normalnie wieje nudą, sztucznym przedłużaniem i przegadanymi scenami rodem jak w fillerach w anime. I te ogrodzenie z prętami podpierającymi skierowaniami na zewnątrz, nawet mi się nie chce już wymieniań innych tego typu nielogiczności na przestrzeni całego serialu jak choćby z Gubernatorem celującym z Bullpupa przykładającym celownik optyczny do oczodołu z przepaską, scenę w której Eugene ostrzeliwuje jakimś mi nieznanym sposobem ciężarówkę, można by mnożyć te przykłady, tak samo jak głupie śmierci osób, które mają za sobą tak duży staż jeśli chodzi o survival... Było parę momentów ale to wszystko coraz bardziej sknocone i nudne... Oglądam już chyba tylko przez pryzmat pierwszych sezonów i z sentymentu, wszak Walking Dead nigdy nie było wybitnym serialem, aczkolwiek pierwsze sezony były czymś nowym, powiewem świeżości w gatunku... Szkoda się rozwodzić ;d

31.03.2015 22:31
odpowiedz
Astro2199926
21
inny na swój sposób

[8] Gratuluje wyczucia. Moze powiesz to 15 mln amerykanom którzy oglądają każdy następny odcinek z zapartym them. Rozumiem możesz wyrażać swoją opinię publicznie nie odboeram ci do tego prawa, ale ustalmy kilka rzeczy: - Tu nie chodzi o sam absurd tylko o kanon. Amerykanie tak mają im prościej tym lepiej. Typowy amerykański serial ma wzbudzać refleksje, a nie zmuszać do myślenia.
-Po drugie czy druga połowa ssezonu była naprawdę aż tak zła? Czego jej brakowało? Dramatycznych zgonów? No chyba nie. Nagłych zwrotów akcji? No nie powiedział bym. Wiec czego? Aa chyba już wiem wesołej jatki, nowych antagonostów i wiecznego ukrywania się. No człowieku ile można? Poza tym niedlugo przyjdzie kolej na Negana i jego pałkę wiec sielanka nie potrwa długo.
-Ostatnia rzecz trupy zaczynają nudzić. Jeszcze pare lat tamu mieliśmy wylew zombi dziś sytuacja jest dość stabilna. Potrzebny jest przeblysk świeżości, a Aleksandria jest idealnym rozwiązaniem tego problemu. Na jakiś czas przestuj w wesołej siekaninie i wiecznemu życiu w strachu. Są też tacy którzy chcą zrobić z tego tematu coś ciekawego tworząc np. filmy z zombi niebo zombi idealnym przykładem może być zNation, Izombi czy nasze polskie Puki śmierć nas nie rozłączy.

01.04.2015 02:11
odpowiedz
zanonimizowany669488
77
Generał

Ja odpuściłem w połowie 2 sezonu. Niektóre motywy, wybory bohaterów i droga fabuły były czasami tak absurdalne i naciągane, że w pewnym momencie nie dałem rady i skończyłem przygodę z TWD w połowie odcinka.

[9] -----> http://sjp.pwn.pl/sjp/refleksja;2573649.html hihi

01.04.2015 03:47
Madritian
odpowiedz
Madritian
24
Legionista

Bawią mnie takie analizy. Piszesz że bohaterowie cie denerwują, że akcji mało i że czasami dochodzi do mało spektakularnych rozwiązań sytuacji. Jak bym czytał wypociny pod kolejnym serialowym odcinkiem poparte sekundą przemyśleń.
Zaskoczę cie, to nie serial akcji (ona jest tłem), to nie serial o relacjach , to nie serial o bohaterach. To serial o ludziach, którzy rozwiązują sytuacje na swój sposób i próbują przetrwać, zbitek wszystkiego z niewymiernym dozowaniem. Jedni są męczący inni spolegliwi, a inni psychopatyczni. Życie takie właśnie jest i od samego początku serial aspiruje na pokazania tego że życie w akompaniamencie zombie apokalipsy dalej wypełnione jest psychopatami, ludźmi słabymi, irytującymi, czasami nudnymi. To własnie uwielbiam w tym serialu, że jest życiowy.
Tymczasem większość oglądających ciągle narzeka, a to akcji mało, a to za dużo rozterek psychologicznych, a to ten jęczy za dużo a to nikt nie umarł od kilku epizodów. No kurwa tyle sezonów i do tej pory nie wiecie co oglądacie.
Twórca komiksu i osoby odpowiedzialne za przeniesienie serii na ekran dokładnie wiedza co robią. Postacie są czytelne, maja wzloty i upadki, bywają na pierwszym planie albo usuwają się w cień. Mimo to dalej działają według swoich metod, swojego sposobu myślenia, zmieniają się na swój sposób. I ostatni epizod świetnie podsumował każdego bohatera w grupie. Jednocześnie świetnie podsumował założycieli obozu.
No ale dla was ważne są zombiaczki, kolorowe obrazki, dużo akcji. Zapominacie czasem że naturalne ujęcie buduje więcej wiarygodności niż intensywne napierdalanie widza bodźcami z ekranu. Dla was bardzo dobre zakończenie sezonu musi zakończyć się wjazdem walca na stado zombi przy salwie z automatów (przerysowując).
Dla mnie ten odcinek (w sumie to nawet cały sezon) był bardziej ambitny. Miał więcej napięcia i zmuszał do zastanowienia się nad bohaterami niż poprzednie sztampowe jatki i obrazy walki "dobra" ze "złem". Było w nim więcej życia, mniej "akcji". Mimo braku planu bohaterowie dalej dążyli do tego samego celu tylko swoimi drogami. Ostatni epizod idealnie to zobrazował.

Wybacz autorze, ale płytka recenzja. Nie zrozumiałeś tematu.
(no hate, no homo)

Jak kogoś uraziłem to nie przepraszam. Takie jest życie. Czasem człowiek się czuje urażony mimo że nie ma podstaw :D

01.04.2015 08:12
drenz
odpowiedz
drenz
61
Le réveil du lion

Dość durne wnioski. Jak napisał Madritian - to film o ludziach. Zombie jest tylko tłem. Ostatni odcinek 5 sezonu to właśnie potwierdził. Owszem, motyw z Sashą jest najbardziej naciągany, choć w sumie straciła niedoszła bratową, brata, potem gościa i w sumie jest sama. Serial dobrze się ogląda - a to w sumie jest najważniejsze.

01.04.2015 09:37
sajlentbob
odpowiedz
sajlentbob
129
Vetus Fungus

[11]---> prawie w 100% podpisuję się pod tym co napisałeś.
Ludzie w obliczu katastrofy, szaleństwo, upadek norm, osobiste traumy które powoli "skrzywiają" wszystkich bohaterów, rozpaczliwe próby zachowania normalności. Każda z postaci w serialu jest w mniejszym lub większym stopniu "złamana".

Z całym więc szacunkiem dla autora, jako komentarz do recenzji nasuwa mi się tylko jedno: Oh, really?

01.04.2015 12:22
VenomP23
odpowiedz
VenomP23
37
Pretorianin

Panowie wyżej, rozumiem wasze wnioski i ja to wiem. Chyba nie do końca się zrozumielismy - a pisałem lekko i z przymrużeniem oka. Piszę: Brak akcji rekompensowany jest skupieniem na psychologii bohaterów i może wyszło niejasno (że niby akcję cenię wyżej), ale ja nie mam co do tego wielkiego zarzutu - bo uważam odcinek za dobry, co też napisałem - tylko ostatecznie nie ma tutaj kulminacji - stąd jest mało "finałowy". Jak choćby finał House of Cards 3, który urywa w pół zdania. 65 min było w takim razie niepotrzebne.

Skupienie się na bohaterach i dramatycznej stronie życia w takim świecie to clou serialu od samego początku i ja za wzór odwoływał się będę zawsze do pierwszej serii Darabonta. Tam dramat był idealnie wymieszany z dynamiką - przez co takie głupotki jak zombie używający cegieł do wybicia szyby - nie raziły. Zachowania bohaterów były wiarygodne, mówili i robili coś co ja sam zrobiłbym w ich sytuacji. Teraz już jednak tak nie jest. No, nie w 100%. Wymieniam 4 dobre wątki (dorzucić można jeszcze Eugena i Abrahama) i nawet zgodzę się, że Carol też jest okej - to mi osobiście jej transformacja nie podchodzi. Są jednak głupie, rozwleczone, nienaturalne wątki jak Sasha, Gabriel czy konflikt Nicka i Glenna (ten ostatni mniej). Twórcy uderzają w strasznie niski kontekst i perypetie bohaterów wykładają nam łopatą - czego ja oczekuję, to więcej subtelności. Subtelności, albo drastyczności - don't tell me, show me. Najlepszy w tym sezonie odcinek to ten w którym ginie Noah i Aiden. Ich okropna śmierć wbija się w pamięci - obrazek mówi więcej niż tysiąc słów.

- - -
I jeszcze jedna ważna rzecz - wpis, jak zresztą widać w stopce, został dodany o 3:18, jako konsekwencja bezsennej nocy (choruję ostatnio). Więc zgadza się, nie jest ona przemyślana i generalnie następnego dnia uznałem, że niepotrzebnie to pisałem (choć jak widzicie celuję w lżejszy ton, więc nie wycofuję się z tego co napisałem, a krytykę biorę na klatę) także dlatego, że sam finał nazajutrz wydał mi się lepszy. To był naprawdę dobry odcinek i dobra druga połowa sezonu. Ba, nawet cieszą mnie takie komentarze, bo widać, że jesteście fanami TWD - podobnie jak ja, co może wydać się wam teraz naciągane. Chłonę uniwersum od komiksów, książek, przez gry i seriale. I już nie mogę doczekać się "Fear The Walking Dead".

01.04.2015 12:59
Madritian
odpowiedz
Madritian
24
Legionista

No dokładnie napisałem że niektóre wątki dodatkowo są przeciągnięte. To specjalny manewr, każdy wewnątrz czuje że Sasha i Gabriel odpierdalają manianę. Konfrontują dwóch pogodzonych ze śmiercią ludzi, nie bez powodu w ostatniej scenie ta dwójka się spotyka i dochodzi do walki. Budowanie ich psychopatycznego obrazu miało na celu pokazanie że mimo różnych przeżyć ostatecznie izolują się i popadają w obłęd. Są słabszymi jednostkami mimo że drogi Gabriela i Sashy były zupełnie odmienne. Jak dla mnie te sceny siedzą dokładnie tam gdzie miały.

Podobnie problem Glena i Nika. Glen przez wszystkie sezony unikał zabijania ludzi, zajmował się zwykle zbieractwem. W akcie obrony potrafił strzelić do człowieka, ale nigdy nie miał do czynienia z człowiekiem któremu musiał pomagać, a którego ostatecznie pragnął zabić. O mało nie zginał co przyparło go do muru. Mimo to dalej odstawił broń. Wszystko jest logiczne.

Co do dramatu i mieszanki dynamiki. Nie lubię się powtarzać ale zrobię to dla Ciebie. Ten serial naciska na aspekty codziennego życia, czyli pełny obraz. Nie na budowanie napięcia i wycinanie nudnych scen tylko na pokazanie historii bohaterów mniej lub bardziej lubianych. Swoją drogą "don't tell me show me - wybacz ale bohaterowie wypowiadają się tylko w kluczowych tematach, czasami wiele rzeczy przemilczają, właściwie to większość. Wiele sytuacji z życia codziennego rozwiązuje się w paradoksalny sposób, załamania nerwowe spowodowane utratą bliskich czy poczuciem winy też wyglądają różnie zależnie od bohatera. Dla mnie ich wątki są spójne, dialogi nie przesadzone, dużo rzeczy jest niedopowiedzianych.

Dobrze zrozumiałem twój wpis. Powiedziałeś że lubisz epizod, ale wyodrębniłeś przy tym sceny, które były dokładnie przemyślane przez reżysera, a których nie zrozumiałeś na moje oko.

01.04.2015 13:30
VenomP23
odpowiedz
VenomP23
37
Pretorianin

Zrozumiałem, zrozumiałem, tylko mi nie odpowiadają. Z Glennem okej, może być. Sashę pokazywano już jak strzela w lesie i nie przejmuje się zagrożeniem, jest pogodzona ze śmiercią, tutaj ten motyw powtarzają, a za symbolikę stosują to leżenie w grobie. Dla mnie takie przeciągnięcia są niepotrzebne, tobie odpowiadają, nie ma tematu.

(off: przy 16 odcinkach takie manewry muszą być stosowane. Nie przez przypadek wolę 1 i nawet 2 sezon gdzie liczba odcinków wynosiła odpowiednio 6 i 13. Jeśli spojrzeć całościowo na krajobraz telewizji to najlepsze seriale w 90% mają po 10-13 epizodów na sezon. Jest tylko kilka wyjątków).

Z Gabrielem jest podobnie, to że ma do siebie żal i że jest słabszy psychicznie było już wyraźnie zaznaczone. Nie było potrzeby się nad tym tak rozwodzić. Aspekty życia codziennego w świecie po apokalipsie zombie z założenia nie powinny mieć "nudnych" scen. I nigdzie takiego przymiotnika nie użyłem. Ba, nawet jestem mu przeciwny i irytuje mnie nazywanie np wspominanego już przeze mnie 3 sezonu HoC nudnym.

Bohaterowie bardzo często dywagują o swojej psychicznej kondycji, w każdym odcinku wyłapiesz przynajmniej kilka frazesów. Dla przeciwwagi - fantastyczny pod tym względem jest komiks, wyważony, precyzyjny, pozbawiony pustosłowia. Tutaj, dla przykładu, np w ostatniej scenie któregoś z wcześniejszych odcinków kiedy Carol mówi Rickowi o tym, że Pete bije Jesse. Reakcja Ricka, drgnięcie twarzy, napięcie mięśni - już tyle wystarczyło żeby widz zrozumiał, że Rick płazem mu tego nie puści i znając budowaną historię będzie chciał go zabić. Ale twórcy dorzucili jeszcze Carol werbalizującą to uczucie. Niepotrzebnie, bo wszystko było jasne. I to mi właśnie nie odpowiada.

IMO wypowiadanie się w "kluczowych tematach" takich jak poczucie winy, cierpienie, samotność, strach, kondycja psychofizyczna - powinno być opowiadane niewerbalnie, za pomocą gestów, mimiki, postawy, obrazu. A o codziennych sprawach bohaterzy powinny się wypowiadać, takich jak własnie survival, zdobywanie pożywienia itd itp.

Tak było na początku serialu, a im dalej wgłąb tym bardziej proporcje się odwracają. Przykład? Scena prania z 1 sezonu. Panie dyskutowały o tym, że tęsknią za swoimi wibratorami, mąż Carol rzucał jakieś kąśliwe uwagi i po samych twarzach i postawach wiedzieliśmy kto jak się czuje. Teraz jeśli ktoś czuje się źle, to powie, że czuje się źle. I jeszcze pokaże, że czuje się źle za pomocą cierpiętniczej miny. Jak choćby Eugene elokwentnie tłumaczący swoją nieprzydatność do tego świata.

Dla jednych to będą niuanse, niektórzy wolą rozrywkę z niskim kontekstem, ja wolę kontekst wyższy. Kwestia gustu, po prostu.

01.04.2015 14:28
VenomP23
odpowiedz
VenomP23
37
Pretorianin

PS. Właśnie zobaczyłem, że wpis ten trafił na stronę główną GoLa. Dziękuję za wyróżnienie :) Ze wszystkich tekstów jakie popełniłem akurat tym niespecjalnie chciałbym się chwalić. Także - Drogi Czytelniku - jeśli już tu zawędrowałeś - to zachowaj prima aprilisowy nastrój i zostaw swoje wrażenia w komentarzach :)

01.04.2015 15:47
Maverick0069
odpowiedz
Maverick0069
45
Konsul

Dokładnie tak jak kolega pisał absurdów w tym serialu jest bez liku, aż ciężko przebrnąc przez 2 sezon.

01.04.2015 15:52
Bezi2598
odpowiedz
Bezi2598
94
Legend

Bawi mnie to. Zawsze jak ktoś napisze jakiekolwiek słowa krytyki to zaraz jakiś fanboy pisze coś w stylu "to jest serial o psychologii bohaterów, a nie serial akcji" (czasami też pada "idź sobie transformersy obejrzyj"). Może przyjmijcie wreszcie do wiadomości, że nikt nie czepia się w jaki sposób twórcy podeszli do tematu apokalipsy tylko chodzi o samo wykonanie. A to miejscami leży w tym serialu.

01.04.2015 19:28
Madritian
odpowiedz
Madritian
24
Legionista

Co do zmiany w budowaniu wizerunku emocjonalnego faktycznie się zgadzam. W poprzednich sezonach było mniej dosłownie i było to bardziej przystępne, ale nie jest tak rażące tak jak to opisujesz. To jedyne do czego można się przyczepić w najnowszym sezonie.

Osobiście lubię powracanie do postaci Gabriela i mimo że jego problemy się ciągną i dalej nie może się z tym pogodzić, to dało się zauważyć jego zmianę w stosunku do ludzi. Zaczął gardzić już wszystkimi. Nawet jeśli to dalej wałkowany temat to mi idealnie pasuje, bo nie wszystkie zmiany zachodzą w przeciągu 2-3 epizodów. Samej postaci nienawidzę. Ktoś musi skamleć, jak w życiu. Podobnie jest z Sashą. Jak dla mnie to miłą zmiana w stosunku do postaci, które zwykle umierały kilka epizodów dalej jeśli były słabe.

Co do komiksu przeczytałem tylko serię na osi czasu pierwszego sezonu. Na ile dalej zmienia się narracja, nie orientuje się. Wiem natomiast że w serialu ciężko umiejscowić myśli czy retrospekcje z komiksów, może reżyser musiał podjąć decyzję w których scenach samo ujęcie wypada słabo. No ale nie będę go usprawiedliwiał. Jakby spojrzeć na to z dystansu, to faktycznie nie wypada to kolorowo (chociaż i tak chwała im że nie bawią się w czarno-białe ujęcia z przeszłości czy "przemyślenia").

W każdym razie dobrze że trochę rozjaśniłeś swoje zdane w komentarzach. Pozdrawiam :D

01.04.2015 20:56
odpowiedz
Mieszkopol
18
Legionista

Pierwsze odcinki rozgrywające się w nowej osadzie były przeciętne, brakowało tam tak naprawdę wszystkiego, lecz finałowy odcinek tego sezonu otworzył nam wiele nowych i ciekawych wątków, dał nam niezwykle emocjonujący odcinek i pokierował serial w dobrą drogę. Spotkanie naszego starego przyjaciela Morgana z Rickiem to jedna z najlepszych scen The Walking Dead.

02.04.2015 14:34
VenomP23
odpowiedz
VenomP23
37
Pretorianin

o oczekiwaniach wobec Fear The Walking Dead tutaj:

http://naekranie.pl/artykuly/czego-oczekiwac-po-fear-the-walking-dead

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze