Rojopojntofwiu #34 Strach przed wielkim światem - ROJO - 11 lipca 2011

Rojopojntofwiu #34 Strach przed wielkim światem

Odpalamy solidnego, pełnoprawnego erpega z krwi i kości lub szybkiego H&S z potężnym światem. Setki lub miliony questów naraz, tysiące znaczników na mapie, armia potencjalnych rozmówców, masa miejsc pod eksplorację. Tona interaktywnych elementów, jeszcze więcej dylematów różnej maści. Wszystko owocuje murem wzniesionym z części składowych gier niemałych. Czasem ciężko go przeskoczyć, trudno to wszystko ogarnąć, przemóc się, wejść. Bywa przytłaczająco, wręcz zniechęcająco.

Każda gra ma pewną konstrukcję, własne zasady, reguły. Niektóre łapiemy intuicyjnie, inne odkryć musimy dzięki poradnikowi, instrukcji lub ostro sznupiąc w necie. Generalnie, gdy gramy nie od dziś – kumamy o co chodzi. Wiemy z czym dany gatunek się je, jak przyprawia i wydala. Bywa jednak, że mimo posiadanej wiedzy i gamingowego doświadczenia, jakaś gra może nas przerosnąć. Zmiażdżyć ilością np. przycisków, zależności, konsekwencji wyborów, możliwości, opcji niezbędnych do opanowania i używania, jak i takich czysto grę „urozmaicających”, momentami wręcz zbędnych, trywialnych, wrzuconych na siłę. Utrudniających odbiór programu jak i intuicyjne się w nim poruszanie. To jednak domena gier starych, retro-hardkorów, nie skażonych causalem (pamiętacie instrukcje do leciwych symulatorów lotniczych lub strategii? To były knigi!). Teraz w tej materii mamy wszystko wyjaśnione, dokładnie wytłumaczone i pokazane („questowa ścieżka” w Fable 2 i 3 jako symbol lenistwa). Nie na tym jednak chciałbym się skupić. Pragnę zwrócić Waszą uwagę na podobny lecz trochę inny mechanizm, pewne zjawisko odbiorcze, które nazwałem sobie „początkowym strachem przed wielkim, otwartym światem”.

Gra fundująca milusi start jak i wszystko potem. Kompletnie nie pasuje do dzisiejszych rozważań. Jest wręcz ich całkowitym zaprzeczeniem.

cRPG, premiera gry, brak jakichkolwiek poradników, zero spamu, całkowicie świeża sprawa. Odpalam, tworzę, kreuję, ustawiam, dostosowuje, zaczynam przygodę. Z początku luzik. Lokacja startowa zazwyczaj do wielkich nie należy (jaskinia, krypta, malutka wioska, czy jakakolwiek inna mini lokacja, nie fundująca zagubienia w wirtualnym świecie). Ogarnąć nowe realia łatwo, zaklimatyzować się, oswoić też nietrudno. Jest to jednak swoista cisza przed burzą, uśpienie naszej czujności i zmysłów. Pewne rozleniwienie, poczucie luzu i przeświadczenie: „Teraz będzie z górki”. Nic bardziej mylnego, to dopiero początek…

W Gothicu III rzucani jesteśmy na głęboką wodę od samego początku.

Na dzień dobry zawsze mamy jakieś mini-queściki, będące pretekstem do oswojenia nas ze sterowaniem, używaniem umiejętności głównych i pewnymi regułami panującymi w grze. Wybicie szczurów w piwnicy? Pogodzenie zwaśnionych kochanków? Podanie kloca drewna? Nazrywanie chwastów pod wywar? Skąd my to znamy, nie? Wszystko to dalej jest jednak pewnym preludium do chaosu, który to czeka na nas po otwarciu głównej bramy, aktywacji teleportera czy odsunięciu włazu. Widzimy landscape, potężny świat, zaczyna dominować świadomość, że wszędzie może być coś ciekawego do odkrycia, zbadania, wykonania, zabicia czy zaliczenia. Nie lubimy niczego przegapiać, czy pomijać istotnych kwestii. Gdzie udam się najpierw? Co odwiedzę w pierwszej kolejności? Jaki priorytet questów sobie ustawię, których to przybyło mi 20 w pierwszej większej mieścinie? Wchodzę do jednej, pojawiają się nowe, eksploruję drugą, nachodzą się kolejne. Niektóre przechodzą się same, inne kończą niepowodzeniem, wskutek pomieszania się konsekwencji różnych zadań i rozpierduchy ich zależności. Czy jak pójdę tam, to nie skasuje mi się to, czy jak tamto, to czy będzie fajniej, ciekawiej, korzystniej? Multum niewiadomych, domysłów, wiecznych dylematów.

Mapa świata i masa lokacji. Liczba kusi, intryguje. Gdy obszar gry jest potężny, zadajemy sobie sakramentalne pytanie: "Czy przejdę tę grę? Czy będzie na tyle interesująco wciągająca, że nie zabraknie mi chęci? Strach przed zależnością DUŻO=NUDNO występuje często. Jest też w pełni uzasadniony. Czy więc gry powinny być długie? Wielkie? Może lepiej gdy są mniejsze, a strawniejsze?

Tutaj właśnie pojawia się zasadniczy chaos. Z początku nie można ogarnąć całości. Wszystko zależy od tego, jak dana gra jest skonstruowana, a przygoda przemyślana. Jeśli zachęca do dalszej zabawy mimo pewnych początkowych schodów - jest ok (OPCJA NR 1). Gdy jednak powiela pewne toporne elementy - na dłuższą metę potrafi zniechęcić lub uraczyć nudą na tyle, że wręcz nie chce się jej ukończyć (seria Sacred, jej bazylion identycznych questów i świat, który po 20 godzinach zabawy odkryliśmy zaledwie w 7%) - OPCJA NR 2.

20 kilometrów kwadratowych powierzchni, 9 regionów głównych, 180 misji podstawowych, 550 zadań pobocznych, 215 poziomów rozwoju postaci, 200 lochów, 200 typów kreatur i 9 naczelnych bossów do ubicia. No i co z tego? Paw leciał po 5 godzinach.

Jak Rojcio sobie radzi w obliczu takich ciosów? Z reguły nie zniechęca się. Z pokorą i zrozumieniem przełyka pewne trudności. Ma na to plan. Stawia na spokojną eksplorację, krok po kroku w obrębie danej mapy i zaliczanie wszystkich questów mających swój początek i koniec w aktualnej lokacji. Lista zadań ładnie się czyści, dziennik przestaje straszyć, mapa powoli daje się zrozumieć. Maksymalna skrupulatność, exploring do granic możliwości danej chwili. Gdy zaczynasz rządzić światem, a nie on tobą - pojawia się właściwy fun i satysfakcja kategorii: "Podołałem/-am. Nic mnie już nie zagnie. Wiem jak grać." Wszystko oczywiście w przypadku OPCJI NR 1. Drugą gardzę.

Skyrim i 125 000 mil kwadratowych powierzchni wirtualnej. Oby ilość poszła w parze z jakością i atrakcyjnością.

Wspaniale, że niektóre gry (głównie cRPG takie jak Gothici, Eldery czy Falle) dają nam wolność i dużo swobody w ich poznawaniu. Potężne światy, masa zadań do wykonania, hordy przeciwników do ubicia, czy zakamarków do odkrycia. Czasem jednak co za duże to niezdrowe. By w gry bawiło się przyjemniej, powinny być one czytelne, przyjazne. Jestem nawet w stanie zaakceptować pewne uproszczenia (blokady lokacji, brak dostępu do krain, w których już wszystko się zrobiło, itp.) A Wy? Podzielacie? Negujecie? Doświadczacie w ogóle opisanego efektu pierwszej paniki?

P.S. Jeśli podoba Ci się mój Blog, znalazłeś/-aś w nim coś dla siebie (jakiś stały cykl, konkretny dział, itp.) i posiadasz konto na Facebook'u, "Polub go" po prawej stronie pod moim avatarem. Z góry Ci za to dziękuje. Doceniam i pozdrawiam. ROJO

Rojopojntofwiu:

#28 Każda gra to jakieś wspomnienia...

#29 Art pod artem

#30 Ten wspaniały '98...

#31 Dodajemy również grę!

#32 Szlaban

#33 Gazety komputerowe kontra serwisy informacyjne

ROJO
11 lipca 2011 - 17:52
Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
11.07.2011 19:23
Krysztal
odpowiedz
Krysztal
28
Legionista

Świetny tekst, kocham takie gry z wielkim otwartym światem, które dodatkowo nie nudzą długością i powtarzalnością. Pierwszy Baldur's Gate i ogrom lokacji na mapie, prawie niczym nieograniczony świat pierwszych trzech Gothiców. To było to co trzymało człowieka przy jednej grze nawet 100-200 godzin i w ogóle nie nudziło. Chociaż wspaniały TES III i IV, które także są wielkie i przez większość uważane za wspaniałe jakoś mnie nużą po przejściu/odkryciu 65% gry/świata. A na Fallouty 1 i 2 jestem byłem trochę za młody, więc odstawiłem na półkę, chyba pora wrócić na wakacje do tych świetnych gier. Do tego dochodzi replayability tych gier, ale to już dyskusja na inny temat.
Podsumowując popieram staroszkolną otwartość, wielkość i złożoność cRPGów i gier podobnych, szkoda, że współcześnie nie ma takich gier :<

11.07.2011 19:28
SpecShadow
odpowiedz
SpecShadow
87
Silence of the LAMs

Ostatnio bawię się w Panau (JC2), z usprawnioną liną zabawa nabiera rumieńców.

W Fallout3/NV nie podobał mi się świat. Niby po nuklearnej zagładzie a pustkowia widziałem tylko w NV i to tylko w niektórych miejscach :] Tak to ruiny, zgliszcza, skały... za dużo zawartości jak na "pustkowia".

Dodam, że lubię opcję szybkiej podróży z Obka/Falloutów nowych. Uwielbiam wszystko co przyśpiesza podróż, nieważne jak nienaturalny to środek.

Jakie gry mnie przytłoczyły światem? Te od DeepShadows - Xenus aka Boiling Point oraz Xenus 2 White Gold. Ich Precursor też nie mały (tak jak w Mass Effect podróż miedzy planetami jest ale obszar do zwiedzania - wielokrotnie większy).

11.07.2011 19:46
👍
odpowiedz
zanonimizowany579358
105
Senator

Świat w Morrowind może przytłoczyć gdzie nie ma nawet przejrzystego dziennika zadań. Questy gubią się na kolejnych stronach dziennika, więc trzeba wykonywać je na bieżąco, chyba, że ma się zainstalowany, któryś z dodatków: Tribunal lub Bloodmoon, które o poprawiają. Jednak w Morrowindzie sporo mapy odkryłem. Dotarłem do 77 poziomu i nie czułem się jakoś przytłoczony. Obliviona również przeszedłem, aczkolwiek tylko wątek główny postanawiając, że na poważnie podejdę do gry, gdy będę mógł uruchomić ją na pełnych detalach. W Gothikach 1, 2 i Noc Kruka również odnajdywałem się, gdzie szczególnie dużo zadań jest na początku. W "trójkę" niestety nie miałem okazji zagrać z powodu słabego kompa.
Gdy tak patrzę na Fallouta 3 to od oglądania gameplayów i screenów czuję się przytłoczony za sprawą chaosu obecnego w lokacjach - jestem estetą.
Tak szczerze mówiąc to bardziej przetłacza mnie świat w Fable i Baldur's Gate'ach, który podzielony jest na fragmenty. W Fable dochodzą do tego odradzający się przeciwnicy, a w Baldur's Gate dziennik oraz to, że nie wiadomo co robić, gdyż każdy przeciwnik jest dla drużyny za silny. Trzeba kombinować, bić wroga na raty, wracać odpocząć i z powrotem. Takie kombinowanie mnie często przytłacza. W Gotikach, Eldersach czuć, że postać się rozwija i w miarę grania pokonujemy coraz silniejszych przeciwników i wykonujemy kolejne misje.

11.07.2011 20:54
Artilio
odpowiedz
Artilio
47
Marimo

DoMo96 - Bo widzisz...ArmA to symulator, a nie zręcznościówka jak CoD i BF.

Co do artykułu, to jak zwykle świetny.

11.07.2011 21:07
Cayack
😊
odpowiedz
Cayack
57
Gospodarz Przystani

Nie byłbym sobą, gdybym się nie wypowiedział na taki temat :)

Nie występuje u mnie, jak to nazwałeś „początkowy strach przed wielkim, otwartym światem”. Wręcz przeciwnie, raczej jest to zadowolenie, że tyle tu będzie do zobaczenia i do odkrycia. Jestem fanem erpegów z otwartym światem, więc trudno by było inaczej. Jednak owszem, jest coś takiego, co może odstraszyć/zniechęcić na początku. Mianowicie kiedy mam otwarte wszystkie cztery strony świata przydałoby się, żeby choć ten pierwszy kierunek był wskazany. By człowiek nie tułał się bez celu, a potem wracał nie wiadomo ile czasu, bo akurat poszedł w złą stronę. W dzisiejszych grach to już raczej niespotykane, ale w starszych tak bywało. Najczęściej jednak gry zaczynają się w jakiejś mniejszej lokacji, w której nie ma problemu się odnaleźć. A po wyjściu z niej to już eksploracja pełną gębą :)

A to co naprawdę mnie wkurza, to gdy gra próbuje stworzyć iluzję otwartego świata, w rzeczywistości w wąskich przesmykach stawiając przeszkody nie do ominięcia (bo nie zrobiłeś jakiegoś konkretnego questa). Pal licho, gdy są to pojedyncze sytuacje, wtedy to nawet zrozumiałe. Nie do zniesienia jest, gdy gra serwuje takie sytuacje nagminnie. Udając otwarty świat, zamyka nas w sztucznych arenach.

12.07.2011 00:00
Notergen
odpowiedz
Notergen
22
Chorąży

Aż się szarpnę i napiszę. Do dziś gram w Sacred 2. Przeszedłem grę 4 postaciami i jakoś dalej nie mam odruchu wymiotnego...

12.07.2011 14:19
😍
odpowiedz
zanonimizowany654438
20
Chorąży

@Rojo, czy mi się wydaje czy piszesz jednym i tym samym schematem w każdym kolejnym wpisie? O takim:

Setki zdań, tysiące słów, wszystko nakłada się na siebie, przecinek obok przecinka, przecinek za przecinkiem. Komentarze, użytkownicy, kolejne teksty do przeczytania, kolejne teksty do napisania - łatwo sobie wyobrazić? Łatwo. Łatwo to zauważyć? Pewnie. Ciężko odnieść wrażenie schematu? Nie. Każdy tekst ma swoje słowa, konstrukcję, zdania. Każdy wpis to wyzwanie, formatowanie, zdjęcia, komentarze. Każdy komentarz, to nowe, nowatorskie, inne spojrzenie...

12.07.2011 14:30
ROJO.
😒
odpowiedz
ROJO.
149
Magia Kontrastu

Nie nazwałbym tego schematem. Jeśli chodzi Ci o styl, to taki już mam. Ludziom się podoba, mi daje satysfakcje i pewną łatwość w przelewaniu myśli na elektroniczny papier. Jeśli Ci się nie podoba, koli to w twe oko, rozumiem, szanuję i... szkoda. Pozdrawiam.

12.07.2011 16:40
raziel88ck
😊
odpowiedz
raziel88ck
158
Reaver is the Key!

Wielkie przestrzenie są bardzo sympatyczne pod warunkiem, że gra jest odpowiednia interesująca co widoczki, bo np. W Morrowindzie czy Oblivionie, większość terenów było zbliżonych do siebie, świat był w pewnym sensie pusty, a spacery po wielkim świecie nudne i ślamazarne, ponadto głupio zrealizowane questy dodatkowo potęgowały to nieprzyjemne uczucie. Zbyt małe tereny też są złe, bo ograniczają nie tylko wyobraźnię, ale i swobodę. Szczerze mówiąc w Wiedźminie było to całkiem nieźle rozplanowane, choć wolałbym prawidłową "piaskownice". Na szczęście świat był bardzo urozmaicony, ale tak jakby troszeczkę za mały. Jeśli miałbym podać przykład dobrze rozplanowanych miejsc to na pewno na ich czele staną takie serie jak Grand Theft Auto czy Assassin's Creed. Może nie każda odsłona pasuje do tego, ale kilka z nich jak najbardziej. Długie gry są okey o ile mają to coś oraz są przemyślanie zrobione, jeśli nie - to niestety nie ma przeproś.

Wybacz ROJO., że opuściłem się ostatnio w komentowaniu Twoich wpisów. ;)

12.07.2011 17:55
ROJO.
👍
odpowiedz
ROJO.
149
Magia Kontrastu

raziel88ck - W przypadku Twoich komentarzy lepiej późno niż wcale:)

12.07.2011 18:11
😊
odpowiedz
zanonimizowany777435
34
Senator

Ciekawy temat :)

Ishi's analise...

Nie wiem czy tylko mi sie tak wydaje , ale kazde Rojopojntofwiu , Szybka Rozkmina , czy inny twor wyplywajacy spod Rojowej reki ma taka konstrukcje , iz skutecznie trafia w czytelnika i mozna wrecz powiedziec , ze zawsze daje mozliwosc odzewu ze strony uzytkownika. Dotyczy "przyziemnych" spraw kazdego zjadacza gamingowego chleba , stad tez i nasuwa mi sie wniosek , ze taka forma wpisow jest moim skromnym , acz dostrzegalnym zdaniem bardzo trafna. Kazdy czytelnik ma bez problemu mozliwosc rozkminienia tematu na swoj sposob , a wiec mozna rzec ,ze zachodzi pewnego rodzaju interakcja na linii redaktor - czytelnik. Ktos z blogerowej braci rzuca temat , oddaje swoje uczucia (:P) i przemyslenia , a my odpowiadamy z takim zastrzezeniem , ze slowa nasze na wiatr rzucone nie sa...
Inni je dostrzegaja , czytaja , a potem dziela sie swoimi przemysleniami... To takie gamingowe forum romanum... Cos ci po lbie chodzi - powiedz to!

Niewielu blogerow taka strukture stosuje i wlasnie dla mnie jest to blogoslawienstwem , ze w ogole ktos taka powinnosc czyni :) Chodzi mi o to , ze najbardziej mi do gustu przypadaja te wpisy , ktore zostawiaja czytelnikowi wolna reke.... to jakby zapisana do polowy kartka , my mozemy wszystko dokonczyc wlasnymi slowami. Nie fajno gadac do sciany.... Niektorzy pisza , by pisac , inni z poczucia obowiazku , a jeszcze inni , bo to kochaja...

Tych trzecich szanuje najbardziej....
Moze i to , co pisze wyjasnione zostalo w Rojopojntofwiu (Art pod artem) , ale jak cos mi lezy na serduchu , to i sie w niecie wylewam (Lepiej od razu mnie zamknac...).

Podsumowujac: Komentarz zawsze pozostanie komentarzem , ale zawsze przyjemniej sie go pisze , gdy odnosi sie on do artu , ktory w jakis sposob zacheca czytelnika do wyrazenia swojej wlasnej opini na dany temat...

Skojarzenie? Szkolne wypracowanie...

Ogolem wszystko przedstawia ci belfer , a to , co zrobisz dalej , zalezy od ciebie :)

Rojopojntofwiu

Zawsze mimo wszystko jakis tam malutki klebiacy sie w serduchu straszek przed otwartytm swiatem mialem....

Kiedy wreszcie po poprzednim wyjsciu z domyslnego levelu sluzacego za intro , prolog , trening czy tez innymi slowy po prostu wstep do glownego "kotla" , roztaczal sie przede mna swiat... niezmierzony , nieprzemierzony , ze osmiele sie powiedziec dziewiczy , to od razu niezaleznie od skali , czy tez rodzaju RPGa reaguje calkowitym ujsciem krwi z twarzy ( no dobra po prostu mi blednie :). To jak pierwsze zblizenia z kobieta - jeszcze nie wiesz jak sie za to zabrac , ale jestes pewny swego i masz ta nadzieje , ze ci sie uda... (spoko , bez obaw , wiem z encyklopedi ;) Mimo ze z tym gatunkiem jestem za pan brat od dlugiego juz czasu , to po ujrzeniu wielkosci calego worlda wlasciwego musze zbiegac szczene z podlogi...

W takim przypadku mieszaja sie u mnie takie uczucia jak strach , niepewnosc , podziw , oczarowanie... Ogolem same watpliwosci zwiastujace tak czy siak w koncu skwitowanie calej sytuacji nierozlacznym ze mna od niepamietnych czasow zdaniem:

No to jedziem! :)

Wszystko , co duze nas przeraza - niezaleznie od tego czy to porcja frytek , stolica panstwa , ilosc stronnic maszynopisu niezbednych do pracy magisterskiej , czy tez wlasnie gra....

Ale jak wiemy czlowiek - istota rownie inteligentna jak zawzieta , na wszystko znajdzie rade. :) Jak mowi stare powiedzenie : Nigdy sie nie poddawaj. Moze i to glupie , iz uzywam go w tej sytuacji , ale kazdy szanujacy sie gamer wie , ze kazda gra stanowi jakies wyzwanie. Mniejsze , wieksze - nie wazne... Wazna za to jest ta cholernie duza satysfakcja , kiedy po dniach , czasem miesiacach , zarwanych nocach osiagamy swoj upragniony cel - mgla na mapie zniknela , a my skonczylismy RPGa w stu procentach...

Jam jest czlowiek dokladny , zeby nie rzec perfekcjonista :) Jesli cos robie , musi byc zrobione dokladnie... Jeszcze pamietam nieustajace przygotowania do Falloutowych , Oblivionowych , czy tez innych przygod... Wlasnorecznie sciagane mapy z internetu , spisy osob , ktore maja ciekawe questy , lista super lokacji , w ktorych mam kryjowki lub pozostawiany sprzet... Tak m to wlasnie ta wszechobecna magia pochlaniania swiata niczym smakowitego paczka... To wrazenie zaintrygowania gra wtedy nieustannie rosnie. No wlasnie - im dalej w las... ;) Takiem sposobem wszystkie lokacje w kazdej grze spod znaku Role-Playing ugiely sie pod krokami rycera , wastelandera , zmutowanego potworka , czy innego tworu sterowanego przez piszacego ten koment Ishiego z traskiem.... Nic nie zostalo opuszczone , suchej nitki nie zostawilem na kazdej chacie , kazdy szcur zostal zadzgany mieczem , czy tez potraktowany z blastera....

Taka natura , wiec co robic? :)

Odpowiedz sama cisnie mi sie na wirtualne usta :

GRAC
i milowac RPGi jak do tejze pory , bo to juz nie gry , lecz wyzwanie , ktorego podjecie samo w sobie jest oznaka odwagi...

odwagi prawdziwego gracza.

________________________________________________________________________________

Wiem , ze nic nie wiem - Sokrat... edit : Ishi

Wall of texty tez trzaskam ;)

12.07.2011 18:20
raziel88ck
😃
odpowiedz
raziel88ck
158
Reaver is the Key!

Ishimura12 - "Wszystko , co duze nas przeraza" - Mnie przerażają Twoje byczaste posty :D

12.07.2011 18:26
odpowiedz
Fett
195
Avatar

Ten pierwszy skrin to z czego ?

12.07.2011 18:30
leem230698
😉
odpowiedz
leem230698
109
Lewacki Wojownik

A teraz część druga śledzenia popularności ROJA.

Poprzednio mieliśmy do czynienia z praktycznie identycznymi obrazkami z podobizną ROJA. Tym razem napotkałem coś, co przekracza wszelkie oczekiwania. Otóż, oglądając ostatnio Zaklinacza Psów na National Geo jakie było moje zdziwienie gdy w napisach końcowych wyśledziłem termin "ROJO". Wierzcie na słowo, bo nie ma nikogo, kto wstawiłby creditsy. Niedowiarkom radzę przypadkowy program obejrzeć do końca.

12.07.2011 19:14
ROJO.
😃
odpowiedz
ROJO.
149
Magia Kontrastu

ROJO/ROHO oznacza bodajże po hiszpańsku czerwony. Było tam coś... czerwonego?

Fett - obrazek pod moim ryjem? Ten z widokiem i brama? Zwykła tapeta - z żadnej gry.

12.07.2011 19:18
leem230698
😁
odpowiedz
leem230698
109
Lewacki Wojownik

Nie, raczej nie. Żywa osoba. Czy my, czytelnicy, czegoś nie wiemy o Tobie?

12.07.2011 20:43
odpowiedz
ozoq
59
Generał

podoba mi sie jak ktos nie wstydzi sie mowic w ten sposob o swojej pasji jak Ishimura12. To tez wymaga pewnej odwagi, bo zawsze ktos moze Cie wysmiac za wylewnosc, ktorej sam pewnie nie rozumie.

13.07.2011 08:46
ROJO.
👍
odpowiedz
ROJO.
149
Magia Kontrastu

leem230698 - Obawiam się, że wiecie bardzo dużo:) Z komuchami nic wspólnego nie mam. Zaufaj mi:)

Ishi - jak zwykle klasa. Dalej jedziesz za euro? BTW: Zwróciłeś uwagę na bardzo istotny element. Mianowicie, chodzi mi o cały system przygotowawczy (mapy, spisy, tabele, staty, itp). Wszystko po to , by nic nam nie umknęło. Byśmy w miarę możliwościowi poznali dany świat w minimum 80%.

15.07.2011 14:14
george173
😒
odpowiedz
george173
38
Manga Maniac

Strach przed wielkim światem... Temat dla mnie...
Witam wszystkich. Nigdy nie zagrałem w żadną grę rpg, czy to stare fallouty czy jakieś nowe Wiedźminy. Nigdy. Mimo iż wszystko mi się podoba. Fabuła, świat (np. fallout i pustkowia), postacie, poprostu wszystko. To i tak niegdy nie zagrałem bo wielkość świata mnie przeraża. Jestem graczem, który kocha niektóre serie jak np. Prince Of Persia, Commandos. Ale co je łączy? Brak otwartego świata, dzięki czemu mogę zajrzeć w każdy zalążek świata i odnaleść wszystko co jest do odkrycia, wykonać wszystkie zadania nie pomijając żadnego. Poprostu nie lubie gdy coś mi umyka, a jeśli umknie to chcę zagrać jeszcze raz żeby znaleść/wykonać to co przegapiłem. Ale tego doczekują tylko gry które naprawdę bardzo mnie wciągają. Jest jeszcze jedna kwestia, gdy gram długo w jedną grę to zaczyna mnie ona nudzić, chyba że jestem nią tak onieśmielony że wiem że jest ona następną do której pewnie kiedyś wrócę. Taki Prince Of Persia Warrior Within którego za młodszych lat nie ukończyłem bo mi się wydawał za długi... Teraz gdy już jestem po (mam 21 lat, to nie tak dużo;)), wiem że wcale ta gra długa nie była i cieszę się że jednak dałem radę ją ukończyć. A erpegi? Nie wiem jakimi się rządzą prawami. Chciałbym zagrać, ale nie wiem czy mogę wykonać w miarę wszystkie zadania, czy będzie dużo dróg wyboru, ale wiem, że pewnie zostaną postaci, miejsca, których nie poznałem przy przechodzeniu gry bo poszedłem inną drogą... I właśnie o to chciałbym spytać Ciebie Rojo jak i innych. Jak się ustosunkować do takich gier żebym mógł w nie grać? Może siąść do niej z myślą o tym, że przejdę ją którąś z dróg i pozostawię samą sobie nawet gdybym miał do niej nie wrócić i nie poznać innych postaci i miejsc, a może przygotować się dokładnie, czyli grać trochę według poradnika, żeby poznać jak najwięcej postaci, odwiedzić jak najwięcej miejsc i wykonać jak najwięcej zadań? To jest moje pytanie do Was, mam nadzięję że pomożecie;)
PS. Tekst, jak zwykle pierwsza klasa i świetnie się czytało, szczególnie że poruszyłeś temat z którym mam straszny problem. Dzięki wielkie i za teksty i mam nadzieję za pomoc, ponieważ znam kilka erpegów i starych i nowych, które chciałbym spróbować zagrać.
Aha, i sorki za błędy które są i za taki jednolity tekst ale nie jestem przyzwyczajony do pisania tak dużych tekstów:) Pozdro!!;)

16.07.2011 16:22
Harry M
👍
odpowiedz
Harry M
150
Master czaszka

Co by tu pisać: Uwielbiam otwarte światy

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze