Forfiter #14 Te stare dobre zabawki… - ROJO - 14 czerwca 2011

Forfiter #14 Te stare dobre zabawki…

Forfitery to mini-felietony. Mniejsze od Rojopojntofwiu, ale większe od Szybkiej rozkminy. Nie zawsze traktują o grach.

Każdy za bajtla miał jakieś swoje ulubione zabawki, których wyglądał pod choinką lub prosił o nie w ramach prezentu urodzinowego. Niektórzy zaczynali od gier elektronicznych, inni niekoniecznie. Ja jestem z tych „niekoniecznych”, albowiem moim umysłem zawładnęły ówcześnie tzw. action-figures G.I. Joe. Materialne, namacalne laleczki ruchomych żołnierzy, których to wirtualne odpowiedniki mamy dziś w każdej grze akcji. Kufer z szafy, figurki na koc, wyobraźnia w ruch…

Początki lat ’90. Wierni towarzysze Roja. Preludium do elektronicznych odpowiedników.

Z serii zabawek G.I. Joe wychodziły pojedyncze figurki, ich całe zestawy, przeróżne pojazdy, pakiety dodatkowego uzbrojenia i wyposażenia (DLC?), a nawet całe bazy. Drogie jak diabli, bawiące jak cholera. Schemat zawsze był podobny. Mały Rojcio miał czas na zabawę? Zamykał się w pokoju i nie było go przez godziny. Chore odgłosy zagłady wprawdzie niepokoiły resztę domowników, lecz radość z pozbycia się choć na chwilę bachora z ADHD - wygrywała. Co działo się w mojej mordowni? Pamiętam, że łóżko przygrywał włochaty czerwony koc. Wysypywałem na niego figurki z całą resztą osprzętowania. Budowałem prowizoryczne umocnienia, żołnierzom pozbawionych własnego oręża nakładałem na przedramię zatyczki od długopisów. Wracając jednak do narzuty - była tak fajnie zrobiona, że gdy czesało się ją pod włos – powstawał czerwony płomień. Idealny bajer imitujący pożar jakiegoś terenu wskutek koktajlu Mołotowa lub miotacza. To były czasy… Wyobraźnia robiła fabułę, żołnierze za NPC, rzeczywistość fundowała super grafę i silnik, ręce występowały w charakterze Joysticków, muzę stanowiły montowane wałki z kaset audio. Maksymalnie nieliniowa zabawa…

Teraz mamy Simsy…

Było kilka obozów. G.I. Joe, He-Man i Action-Man. Od najmniejszego do największego. Wiernym pozostałem pierwszej serii. Łatwiej było je przechowywać, operować nimi dłońmi, bawić się dwoma naraz. Reszta swą wielkością zabijała trochę klimat. Nie czułem ich. Nie ukrywam, że dodatkową kwestią zaporową była również cena. Całą zabawę nakręcały obejrzane filmy akcji, które to inspirowały mnie do wymyślania nowych scen na kocyku (świntuch!). Do dziś żałuję, że taki Matrix miał swoją premierę długo po tym, jak cała kolekcja wesołej armii Roja wylądowała w piwnicy. Do prowadzonych batalii doszedłby motyw zwolnionego tempa. Przy unikach, lecących pociskach czy walce wręcz. Ech…no cóż, szkoda. Ważne, że kilka bań (figurki, filmy, rysowanie) nakręcało się wzajemnie – inspirując każdy rodzaj i płaszczyznę funu.

LEGO. Kiedyś interaktywność na podłodze, dzisiaj na ekranie (klocki+film=gra).

Wszystko, co kiedyś nas bawiło, cieszyło, wypełniało czas wolny i było przy tym namacalnymi przedmiotami – mamy dziś w wirtualnych, elektronicznych, interaktywnych formach pod postacią gier komputerowych. Żołnierze (gry akcji), smoki (cRPGi), domki dla lalek (Simsy), LEGO (LEGO wszystko, SimCity), itp., itd. Zabawki się zmieniają, idea pozostaje. A u Was od czego zaczęła się przesiadka z realu w wirtual? Jaka retro-zabawka była Waszą ulubioną? Sentyment -> ON. Zapraszam. Zobaczmy czy mieliśmy podobnie:)

P.S. Jeśli podoba Ci się mój Blog, znalazłeś/-aś w nim coś dla siebie (jakiś stały cykl, konkretny dział, itp.) i posiadasz konto na Facebook'u, "Polub go" po prawej stronie pod moim avatarem. Z góry Ci za to dziękuje. Doceniam i pozdrawiam. ROJO

Forfitery:

#7 Dr House. Na czym polega fenomen serialu?

#8 Loading screeny

#9 D-Day made in USA

#10 Pięciowskaźnikowa zasada egzystencji wg Rojewskiego

#11 Obudowa przebudowa

#12 Czy sztuka współczesna skazana jest na szok? (Cz. 1) / (Cz. 2)

#13 Bunkry - podstawa defensyw (Cz.1) / (Cz.2) / (Cz.3)

ROJO
14 czerwca 2011 - 16:22

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
14.06.2011 17:37
ElNinho
154
STROH 80

Ja pamiętam szał na zbieranie miniaturowych żołnierzyków
coś takiego jak tutaj http://www.swistak.pl/a16586256,MINIATUROWE-ZOLNIERZYKI.html
w Lublinie był 1 (słownie JEDEN) sklep, w którym można się było zaopatrzyć w takie cuda - potem w piaskownicach budowało się umocnienia itp :)
a jaka rozpacz była, gdy "ginęły" przysypane piaskiem :D

14.06.2011 17:55
Harry M
odpowiedz
Harry M
131
Master czaszka

Taak G.I. Joe jak one się wyginały- zabawa nimi zlatywała szybciej niż przed kompem- było świetnie, a LEGO uwielbiam do dzisiaj bo tam to można być dopiero kreatywnym.

14.06.2011 17:57
raziel88ck
👍
odpowiedz
raziel88ck
139
Reaver is the Key!

Odkąd pamiętam, zawsze interesowały mnie samochody. Pamiętam jak w okolicach 1994 roku, mając niespełna 6 lat marzyło mi się aby mój tata miał VW Golfa I zamiast Fiata 126p. :P

Moją ulubioną marką było oczywiście Porsche z jedyną słuszną serią 911, najnowszy model mia oznakowanie (993).

Co to ma wspólnego z tematem? To, że uwielbiałem bawić się różnymi resorakami, szczególnie tymi przedstawiającymi prawdziwe modele aut. W pokoju zaś miałem dywan na którym widoczne były ulice jak i budynki etc. Oczywiście większych rozmiarów pojazdy również mnie interesowały, pamiętam zestaw plastikowych modeli VW Golfa I i dostawczego Mercedesa-Benz T1 z lawetą i białą nakładką na dachu i drabiną na tylnich drzwiach.

Jeśli chodzi o Lego to do dziś mam wszystkie modele, może wrzucę parę zdjęć, ale to później, bo niebawem wybywam.

Był też pewien okres, że lubiłem bawić się o zgrozo lalkami, a generalnie lubiłem zaglądać pod ciuszki, co w czasach przedszkola przerodziło się w podglądanie dziewczynek, rówieśniczek będących w łazience wraz z kilkoma kumplami.

Oprócz tego miło wspominam zabawki z kowbojami, żołnierzami, dinozaurami - szczególnie tymi ruchomymi, a także pojazdem KITT sterowanym na pilot, jak i dużym czołgiem na prąd. Miałem też swoją ciuchcie i tory po której jeździła.

Co do figurek, to pamiętam krokodyle i inne rzeczy z Kinder Niespodzianki.

Cóż moja pamięć zawodzi i niestety w tej chwili nie jestem sobie w stanie przypomnieć co jeszcze posiadałem.

O już mam, wielką ciężarówkę, na której jeździłem, rozpędzając siłą własnych nóg i równie duży motocykl. To jednak nie wszystko.

Generalnie nie miałem na co narzekać.

ROJO. - Dzięki Tobie zebrało mnie na sentymenty. :D

14.06.2011 18:13
Barthez x
odpowiedz
Barthez x
152
vel barth89

Ulubiona zabawka? Lego i to zdecydowanie :) Lubiłem też samochodziki.

14.06.2011 19:00
Scott P.
👍
odpowiedz
Scott P.
94
Generał
Image

Skoro mowa o zabawkach to taka mała rada. Nigdy nie dawajcie dzieciom zabawek, które nie są dla nich przeznaczone. Mi dziadek postanowił podarować zabawkę, która rozwinęłaby minie intelektualnie (szachy) a co takie głupi bachor jak ja zrobił poobklejał szachownice naklejkami a jak potem chciał naprawić swój błąd to oderwał naklejki z szachownicą. Z szachów zostały tylko pionki. Następnym razem podarował mi karty. Głupi bachor, co zrobił wychodził z kartami na podwórko, a na podwórku karty się pobrudziły, połamały, podarły i pogubiły. Swoją drogą żałuje tego po dziś dzień, bo to nie byle jakie karty były-->
Jakby ktoś wiedział jak odświeżyć te kary to z chęcią się dowiem.

14.06.2011 19:29
odpowiedz
gladius reloaded
0
Generał

Zdecydowanie klocki LEGO, praktycznie nieograniczone (no chyba, że ilością klocków) możliwości. Najfajniejsze oczywiście kosmiczne oraz wymarzony (i nigdy nie posiadany) duży statek piracki. I zamki rycerskie. G.I. Joe pamiętam, ale nigdy ich nie miałem, za to lubiłem oglądać w różnych katalogach. Poza tym figurki z Gwiezdnych Wojen, te polskie podróby odlane z jednego kawałka gumy, podróby z ruchomymi (i odpadającymi) rękami i nogami no i prawdziwe, które mało kto miał. Żołnierzyki obowiązkowo, zwłaszcza te malutkie w skali 1:72. Fajne to było, bo powszechnie dostępne i tanie. Duża paczka kosztowała 150 zł a mała 75 zł, pamiętam jak dziś. Z figurek to jeszcze He-Man, tego miałem nawet sporo. Poza tym kolega miał ciocię w Ameryce i dostał po kuzynach cały worek tych He-Manów z różnymi zbrojami, mieczami itp.

14.06.2011 19:40
ROJO.
👍
odpowiedz
ROJO.
131
Magia Kontrastu

Scott P. - W pas-partu i do szybki. Super, takie retro w sepii a'la Fallout/Bioshock:)

Gladius - (...)oraz wymarzony (i nigdy nie posiadany) duży statek piracki

Miałem go. To było coś. I'm ona boat MD! I'm on a boat!

14.06.2011 21:09
bajf
odpowiedz
bajf
68
Konsul

LEGO!

14.06.2011 22:03
przeszczep21
😊
odpowiedz
przeszczep21
22
Pretorianin

Od kiedy pamiętam dla mnie liczyły się tylko dwa rodzaje zabawek. Pierwszy to wszystko czym dało się malować lub rysować a drugi to plastelina (dosłownie tony plasteliny) Z tej drugiej udało mi się wyrosnąć natomiast pierwszą bawię się do dziś i cały czas sprawia mi taką samą frajdę jak w dzieciństwie :)

14.06.2011 22:15
😁
odpowiedz
gladius reloaded
0
Generał

[7] To musiałeś mieć wtedy mnóstwo najlepszych kolegów.

U mnie był taki jeden, którego niezbyt lubiano. Ale jak dostał Amigę, to nagle miał wielu kolegów.

14.06.2011 22:43
3dD1e
odpowiedz
3dD1e
114
Zuo market
Image

Dawno temu pozbyłem się moich starych zabawek. Najbardziej lubiłem klocki lego i plastikowe żołnierzyki. Armia robotów lego z przyszłości vs. zjednoczone siły plastikowych aliantów, nazistów i komunistów. Cała podłoga była zawalona. Teraz tylko się nudzę jak nie mam nic do roboty. Miałem też całkiem sporą kolekcję kapsli z pokemonami i Ju-Gi-Oh. Fajnie się tym strzelało :) Oczywiście nadal mam zabawki, ale bardziej dla dużych dzieci a mianowicie plastikowe modele do sklejania. Fajne zajęcie, ale czasem wnerwiam się przy tym straszliwie, jak np. jakaś część się połamie albo jakość części jest taka sobie. Model, który sklejam obecnie jest "made in korea" i jakość jest okropna. Instrukcja nie jest pełna, brakuje w niej podstawowych informacji a części często nie pasują.
Ten model skończyłem ostatnio. Też koreański. Efekt końcowy (jak dla mnie) świetny, ale wnerwiałem się przy klejeniu go co chwilę. Najgorsze były te osłony, bo przyczepić się ich prawie nie dało. ------>
Zdjęcie słabe bo z telefonu. No i nie widać, ale niechcący zrobiłem mu blond włosy a czarne brwi :D
Nie jestem jakimś poważnych modelarzem, ponieważ doświadczenia i kasy trochę brak (około stówy za jeden dobry model). Na koncie na razie mam 5 całkiem udanych, 2 nieskończone, 1 całkiem nie udany i 1 w trakcie tworzenia.

14.06.2011 23:16
ROJO.
👍
odpowiedz
ROJO.
131
Magia Kontrastu

3dD1e

Tez kiedyś pałałem sie modelarstwem, i też czołgów:) Pamiętam, miałem M1A2 Abramsa, Leoparda 2, Tygrysa, T-80 z reaktywnym pancerzem, Panterę i Shermanna. Niestety czas i jego ząb bywają bezlitośni...:(

15.06.2011 13:01
3dD1e
odpowiedz
3dD1e
114
Zuo market
Image

ROJO - No cóż, nie tylko czołgi sklejam. Raz jakiś samolot a raz czołg. Głównie z IIWŚ. Mam już Black Cat (skończony, ale jakoś nie jestem z niego dumny tak jak z innych), IŁ2 (nieskończony, ponieważ nie mam odpowiedniej farby), z czołgów mój pierwszy był Marder II (nieźle go pomalowałem, ale jako że byłem sporo mniejszy dziś wydaje się średni), Cromwell mk.IV (dokładnie taki jak tu, ale ja obkleiłem go na polaka :) http://www.internetmodeler.com/1999/april/armor/cromwell.htm ), Ostatnio ukończyłem Pz.Kfw. IV z dodatkowym pancerzem a teraz w robocie jest Sturmgeshutz Sdkfz. 167 (dokładnie taki http://www.forum.modelarstwo.org.pl/viewtopic.php?t=35527. To właśnie te modele są takie słabe w wykonaniu). Mam też Apache'a, ale robiłem go tak dawno temu i tak nieudolnie, że wolę się nim nie chwalić. Mam też jeden czołg nieskończony bo nie pomalowany, instrukcję dawno temu zgubiłem i nie wiem jaki to model. Mam też Jakiś bombowiec RAF'u, ale też niestety nie pamiętam jak się nazywa. Może ktoś inny go rozpozna? --->
No i przy okazji przypomniałeś mi, że miałem iść z tym niepomalowanym czołgiem do kantyny oficerskiej. Dzięki :)

15.06.2011 14:34
ROJO.
👍
odpowiedz
ROJO.
131
Magia Kontrastu

To ja dziękuję:) Bardzo fajna pasja:)

18.06.2011 10:00
dVk.
odpowiedz
dVk.
113
Legend

Zawsze namawiałem tatę na nowe LEGO. Tylko nimi się bawiłem... ;] Lubiłem budowac bazy i tylko bazy. Drugie co robiłem z LEGO to hokej ( XD). Przecinałem na pół patyczki higieniczne (do uszów). Początek obklejałem taśma, żeby kijek trzymał się w łapce ludka. Z klocków robiłem bramki. Jako krążek służyła mała piłeczka... ;)

18.06.2011 11:08
ROJO.
😃
odpowiedz
ROJO.
131
Magia Kontrastu

Ja byłem mniej kreatywny - robiłem z nich dzidy (idealnie trzymały się w łapkach:D)

19.06.2011 11:26
👍
odpowiedz
zanonimizowany777435
34
Senator

Ehh.....
Pamiętam (o dziwo dosyć dobrze ) czasy kiedy jeszcze byłem małym kurduplem....

O komputerze wtedy jeszcze nie było mowy , a gdy padał deszcz , była burza , czy też i inna anomalia pogodowa przychodziła w okolice i z "kojegami" nie można było na dwór wyjść to i zamykał się chłopiec w pokoiku , wyjmował spod łóżka tony plastikowych żołnierzyków , armat , dział , czołgów , drutów kolczastych , palisad , bunkrów i jeszcze wielu innych fortyfikacji , czy też jednostek wojskowych i inscenizował różnorakie bitwy z okresu II wojny światowej... ahh te czasy ;)
Jakby to było wczoraj , zapadło mi wiele obrazów bitew stoczonych z samym sobą i multum plastiku zawalającego mój własny kąt. Kiedy się nudziłem , co w domu było rzeczą bardzo częstą , to oczywiście chwytałem za pudła z moimi malutkimi towarzyszami i po prostu puszczałem wodze wyobraźni....
Jakże wiele scenariuszy się w głowie utworzyło , ileż to rodzajów potyczek miałem okazję przeprowdzić. A najlepsze było to , że to ja byłem tu największą gwiazdą ;) Rządziłem moimi podwładnymi , którzy bez szemrania wykonywali każdy mój ruch. Czułem się jakbym był w filmie , tyle że tu wszystko zależało ode mnie... i to właśnie było piękne.
Zabawy z plastkiowymi żołdakami miałem niemało. Pamiętam jeszcze rozłożone tapczany , poduszki spełniające rolę wzniesienia , druty kolczaste rozłożone przed puchowymi zagłówkami i oczywiście plastikowe bunkry umieszczone na poduszkach. Potem tworzyło się... oj tworzyło papierowe łódeczki , w których moi mali podobieczni płynęli po kanapowym łóżku na śmierć z ręki przeciwników pochowanych w bunkrach. Dobrze , że wtedy tego jednego wieczoru przez uchylone drzwi udało mi się obejrzeć Szeregowca Ryana... No bo sam tyle kreatywności przy tworzeniu całego D-dayu bym nie miał... No , ale mogę sie mylić. :)
Potem nastąpiło jeszcze wiele innych zabaw , czasem z bratem , czasem z tatą , przy których odłosy "PUF" i "RATATATATA" były na porządku dziennym :) Potem doszły jeszcze klocki lego , które ochoczo tłukły się ze swoimi starszymi odpowiednikami. Często też spełniały swego rodzaju formę bossów. Nierzadko cała grupka żołdaków z M1 Garand nie była w stanie całkowicie uśmiercić klockowego potwora. Oczywiście podczas większych potyczek pojawiała się też skala trafień.... Jeszcze do teraz pamiętam ciągłe kłótnie z bratem czy "ten tutaj" tylko stracił nogę i medyk go opatrzył , a może też wykrwawił się na śmierć. Czołg zabijał za "jednym razem" , a strzelec wyborowy mógł zostać zestrzelony jednie z odległości mniejszej nż 50 cm... Jak sobie to wszystko przypomnę , to aż się łezka w oku kręci. :)

Teraz już niestety wszystko poszło w niepamięć. Kiedy wyrosłem już z tych zabaw wszystko oddane zostało do młodszych kuzynów młodszych braci kolegów i w domu nie został ani jeden żołnierzyk. Oddając je przybyła do mnie cała masa wspomnień , może i też sentyment.... ale miałem wtedy nadzieję , nadzieję na to , iż i oni nawet teraz wśród doby komputerów zauważą piękno zabawy tak jak ja kiedyś. :)

20.06.2011 22:48
😜
odpowiedz
zanonimizowany777435
34
Senator

Ehh.... Niech to szlag. Sorry za podwójnego posta , ale jak widać pierwsza sytuacja z nadmiernym otwieraniem zakładek niczego mnie nie nauczyła... Nadmierne zmęczenie daje się we znaki. Potrzebuję więcej kawy...

More , more , more :D

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze