Daredevil - król seriali o superbohaterach - Czarny Wilk - 23 kwietnia 2015

Daredevil - król seriali o superbohaterach

Miałem kilka pomysłów na to, jak zacząć tę recenzję. Chciałem napisać, że na Daredevila z jednej strony bardzo czekałem, z drugiej, przez nadmierne nakręcenie wyjątkowo obawiałem się rozczarowania. Myślałem, żeby wspomnieć, że z reguły adaptacje są albo wierne albo piękne, zaś nowy serial Netflixa zdołał połączyć obie te cechy. Zastanawiałem się nad tezą, że jest on tym dla seriali komiksowych, czym Mroczny Rycerz był dla filmów superhero. Ale wiecie co? Zamiast tego postawię na prostotę – to najlepszy serial o superbohaterze, jaki dotąd powstał.

O tym, kim jest Daredevil i jakie komiksy o nim warto przeczytać pisałem już ostatnio, zatem ponowne rysowanie całego tła fabularnego sobie odpuszczę. Dość powiedzieć, że stworzony przez Netflix trzynastoodcinkowy serial Daredevil jest pierwszym puzzlem większej układanki, w skład której w tym roku wejdzie jeszcze A.K.A. Jessica Jones, w przyszłym Luke Cage oraz Iron Fist, a całość zostanie zamknięta łączącym bohaterów tych czterech seriali Defenders. Mają rozmach. Ale po tym, co widziałem, jestem spokojny o całe przedsięwzięcie.

Serial skupia się na początkach bohaterzenia Matta Murdocka. Na szczęście typowego origin story jest tu niewiele, na dodatek rozłożone zostało na kilka retrospekcji pojawiających się w różnych momentach opowieści. Zaczynamy od tego, co dobre – dorosłego Matta, jeszcze nie w swoim ikonicznym stroju, kopiącego tyłki przestępcom. Jednocześnie, jako cywil otwierającego kancelarię prawniczą razem ze swoim najlepszym przyjacielem, Foggym Nelsonem. To dobry punkt wyjścia. Nie marnujemy czasu na dzieciństwo i trening (te kwestie załatwiają flashbacki), jednocześnie nie przechodzimy od razu do wymiatania – obserwujemy krok po kroku, jak miasto zaczyna poznawać nowego bohatera i jak on sam uczy się na swoich błędach. Historia pod tym względem mocno przypomina słynny komiks Batman: Rok Pierwszy.

Osią intrygi jest starcie Daredevila z Kingpinem, najpotężniejszym graczem półświatka przestępczego Hell’s Kitchen. Do samego Kingpina jeszcze wrócimy, póki co – intryga. Ta rozpisana została solidnie. Starcie toczy się na dwóch zazębiających się płaszczyznach – z jednej strony, jako zamaskowany bohater DD uprzykrza życie swojemu wrogowi niszcząc jego interesy i terrorem wyciągając kolejne strzępy informacji od pobitych wrogów, z drugiej, jako prawnik stara się doprowadzić do upadku grubej ryby przestępczego świata. Przy czym nie robi tego sam – pomagają mu wspomniany wcześniej Foggy, ich sekretarka Karen Page, oraz Ben Urich, stary dziennikarz śledczy. Przeciwnik nie pozostaje jednak bezczynny i razem z grupą swoich barwnych (zarówno jeśli chodzi o narodowość, jak i charakter) współpracowników równie skutecznie kontratakują. Sytuacja przypomina wyniszczającą wojnę, w której obie strony obrywają równie mocno. Są ofiary śmiertelne, są straty w cywilach, a ostateczne zwycięstwo jednej ze stron – pyrrusowe.

Karen Page początkowo wydaje się robić za typową damę w opałach, ale szybko udowadnia, że lepiej się z nią liczyć

To wyniszczające starcie jest podstawą rozwoju postaci, jakiemu poddane zostają w trakcie trzynastoodcinkowego seansu. Bo choć Daredevil jest tu postacią tytułową, to na szczęście tzw. supporting cast nie został zmarginalizowany. Foggy, Karen i Ben stanowią równie istotnych bohaterów, co Matt Murdock. Choć nie latają w trykotach i nie spędzają nocy na bijatykach, również wielokrotnie narażają swoje życie, wykazują się bohaterstwem, mają swój istotny wkład w historię. Posiadają też własne słabości i problemy, wewnętrzne konflikty. Ich wątki śledzi się z równym zainteresowaniem, co te związane z Mattem. Duża w tym zasługa aktorów. Charlie Cox to świetny Daredevil i bardzo dobry Matt Murdock. Elden Henson wykreował Foggy’ego jako znacznie bardziej interesującą postać od jego komiksowego oryginału. Karen Page zagrana przez Deborah Ann Woll to postać o której można powiedzieć wiele, ale na pewno nie to, że jest typową damą w potrzasku. No i Vondie Curtis-Hall jako Ben Urich – rzadki przypadek, kiedy zmiana koloru skóry postaci względem oryginału przeszła bez jakichkolwiek protestów. Jak się okazało, słusznie – wypadł świetnie.  No i jest jeszcze Rosario Dawson jako Claire Temple, pielęgniarka pomagająca Mattowi – chyba jedyna postać, z której można było wycisnąć nieco więcej, by nie służyła głównie jako deus ex machina do ratowania poobijanego herosa.

Przestępcy to zupełnie inna bajka. Jak dotąd filmowe uniwersum Marvela cierpiało na poważny deficyt ciekawie zarysowanych czarnych charakterów. Oczekiwałem, że tutejszy Kingpin to zmieni, jednak zamiast jednego ciekawego złoczyńcy, dostałem tychże znacznie więcej. Mamy tu na swój sposób sympatycznych braci z Rosji, jest tajemnicza starsza pani z azjatyckich stron, jest wiecznie narzekający na wszystko księgowy, w końcu znajdzie się też wierny powiernik i asystent Kingpina. Jest też Vanessa, sympatia głównego antagonisty, która zupełnie niespodziewanie okazała się jedną z najciekawszych czarnych charakterów w całym show.

Wilson Fisk to przestępca, którego Marvel Cinematic universe potrzebowało

No i wreszcie, jest on. Wilson Fisk. Kingpin, choć przydomek ten nie pada w serialu ani razu. Potężny i wpływowy człowiek, który ma jedno, konkretne marzenie – chce uczynić Hell’s Kitchen, dzielnicę, w którym się wychował, lepszym miejscem. Wyrachowany, inteligentny, potężny. Godny przeciwnik dla Matta Murdocka, z którym, co wielokrotnie bywa podkreślane, więcej go łączy niż dzieli. Obaj dążą do tego samego, robiąc to jednak zupełnie innymi metodami. Obaj pełni są szacunku dla siebie nawzajem. Wilson to jeden z najciekawszych złoczyńców w całym serialowym superhero. Jest zły, nie ulega to wątpliwości, ale jednocześnie jego cele wcale nie są złe. Wypełniony jest cechami zarówno pozytywnymi, jak i negatywnymi. Sprawia to, że jest on postacią, której można kibicować, tak jak kibicuje się Frankowi Underwoodowi w House of Cards czy Vito Corleone w Ojcu Chrzestnym. Vincent D'Onofrio wykreował świetnego złoczyńcę.

Kawał dobrej roboty wykonano odwzorowując uliczny, noirowy klimat historii. Pamiętacie chłodny niebieski kolor dominujący kolorystykę House of Cards, symbolizujący wyrachowanie głównego bohatera? Tutaj w podobny sposób wykorzystano zgniłą zieleń, wypełniając nią ekranowe Hell’s Kitchen i pogłębiając wrażenie zepsucia przezerającego tę dzielnicę. Muszę pochwalić również sceny walk i parkourowe -  ilość efektów specjalnych ograniczono w nich do minimum i to czuć. Są wiarygodne, z ciekawą choreografią, bezkompromisowo brutalne, mają też satysfakcjonującą długość. Szczególnie końcowe starcie z drugiego odcinka zapada w pamięć – długa, nakręcona jednym ujęciem bijatyka robi kolosalne wrażenie.  Jak dla mnie najlepsza scena walki w całym Marvel Cinematic Universe.

Większość serialu DD biega w czarnym wdzianku, dopiero pod koniec możemy zobaczyć w akcji ikoniczny, czerwony ubiór

Na zakończenie tej laurki dla nowego dziecka Netflix słowem o jednym, jedynym mankamencie serialowego Daredevila. Choć przedstawiona historia jest ciekawa i wciągająca, to jej niektóre fragmenty opowiadane są przez zdecydowanie zbyt długi czas. Część dialogów zdawała się ciągnąć znacznie dłużej niż powinna, tylko dlatego, że formuła puszczania całego sezonu na jeden raz im na to pozwalała. Niektóre rzeczy można by skrócić, inne usunąć – podejrzewam, że gdyby zamiast trzynastu odcinków zmontowano całość w jedenastu bądź dwunastu, serial by tylko na tym zyskał. Może to przy oglądaniu zniechęcić osoby przyzwyczajone do żywszego tempa akcji, jakie znajdą w innych produkcjach z podgatunku superhero.

Jest to jedyna wada tego serialu. Oprócz tego wszystko inne – historia, postacie, klimat, nawiązania do komiksowej mitologii postaci – wypadło doskonale. Oczekiwania miałem gigantyczne, a jednak nie odczułem ani krztyny rozczarowania. Zakończę tak, jak zacząłem - to najlepszy serial o superbohaterze, jaki dotąd powstał.

Czarny Wilk
23 kwietnia 2015 - 19:39

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
23.04.2015 21:59
Alex360
30
Chorąży

Zgadzam się w pełni z zachwytami, jednak dorzuciłbym coś co mnie raziło podczas seansu - akcja toczy się bardzo dwutorowo. Matt rzadko jest ukazany jako pełnoprawny adwokat, głównie lata po dachach i obija gęby, a Foggy i Karen nigdy nie mogą się do niego dodzwonić. To ta dwójka plus Ben robi za ludzkie alter ego tego serialu, bo sceny z udziałem Matta są zbyt rzadkie

23.04.2015 22:07
😊
odpowiedz
zanonimizowany970791
47
Generał

Najlepszy serial jaki kiedykolwiek oglądałem.

Z niecierpliwością czekam na drugi sezon.

23.04.2015 22:15
Miniu
odpowiedz
Miniu
186
Senator

Jak dla mnie najlepszy serial z tego gatunku. Wolal bym jednak by stroj z komiksu w ogole sie nie pojawil i by pozostano przy bardziej realistycznym wdzianku.

23.04.2015 22:24
Czarny  Wilk
odpowiedz
Czarny Wilk
77
Bo jestem czarny

GRYOnline.plTeam

@Miniu: Netflix przed premierą obiecywał, że zobaczymy stan pośredni pomiędzy czarnym strojem a tym ostatecznym. Z tego powodu zakładam, że zbroja z końcówki jest właśnie tym stanem pośrednim i jeszcze zostanie lekko zmieniona do czasu Defenders/sezonu drugiego. Chociaż i tak w samym serialu wypadła lepiej niż na pierwszym materiale promocyjnym ;)

@Alex360: Fakt, że Matt się za bardzo nie popisał w kwestii prawnej walki z Fiskiem i też mnie to lekko rozczarowało, ale trochę jednak go bez kostiumu w innych sytuacjach było - przede wszystkim w relacjach z Claire i księdzem.

24.04.2015 00:04
Scott P.
😐
odpowiedz
Scott P.
94
Generał

"Zamiast tego postawię na prostotę – to najlepszy serial o superbohaterze, jaki dotąd powstał."
Ja się z tym powyższym zdaniem zupełnie nie zgadzam. Naprawdę nie rozumiem zachwytów nad tym serialem. Niektóre pozytywne komentarze wywołują u mnie zdziwienie, a niektóre śmiech. Tak Daredevil ma swoje plusy,
+ dla ludzi odpowiedzialnych za casting,
+ za interakcje miedzy Mattem Murdockiem, a innymi postaciami,
+ za postacie Matta Murdocka, Foggego, Vanessy, Lelanda, Stick,
+ za sceny walki,
+ za niektóre dialogi,
+ za grę aktorską wyżej wymienionych postaci.
ale te plusy nie przysłaniają minusów.
- Wilson Fisk. Porównanie tej postaci do Vito Corleone i nazwanie go najlepszym złoczyńcą z MCU to raz źle świadczy o MCU, a dwa są to jedne z tych komentarzy przy których boki zrywam. Wilson Fisk w serialu Daredevil to człowiek który ma zespół Aspergera, jego siła fizyczna i umiejętność walki przedstawiona jest w formie "retard power". A origin story przywoływała na myśl Anakina Skywalkera. Jak ja widz mam odczuwać respekt przed tą postacią nie mam pojęcia. Tak samo nie mam pojęcia jak inne postacie z klubu Kingpina odczuwają przed nim respekt.
- Karen Page to jedna z najbardziej irytujących postaci. Pogrywała sobie z uczuciami Foggego i jest chodzącą śmiercią.
- Ben Urich to chodząca klisza. Bena Uricha pracuje w gazecie która jest kliszą, gazeta jest prowadzona przez klisze, jego życie osobiste to klisza i na koniec skończył jak klisza. Ludzie znający komiksy byli zaskoczeni tym jak skończył. Ja jako że ich nie znam nie byłem. Tak po prostu kończą klisze, a w szczególności klisze grane przez czarnoskórych aktorów.
- "Na szczęście typowego origin story jest tu niewiele." Ten cały serial przypomina film Robin Hood Ridleya Scotta, czyli jest jednym wielkim origin story.
- za część fabuły. Sposób w jaki klub Kingpina chciał zmienić Hell’s Kitchen w lepsze miejsce to jedna wielka klisza. Ostatnio widziałem ją w filmie Kula w łeb, ale nie tylko tam się ona pojawiła. Możemy ją zobaczyć m.in. w Batman TAS, w pierwszym Supermanie, w filmie Kruk.
- Kolorystyka nocy. Gdyby w Daredevil pojawił się Ray Stevenson to zaliczyłbym ją na plus, ale się nie pojawił, więc minus.
- za nieumiejętne posługiwanie się przemocą.
- za ostatni odcinek, a konkretnie za scenę na moście i za muzykę towarzyszącej tej scenie.
Moja ocena serialu Daredevil to 5/10 czyli ledwo średniak.

24.04.2015 00:13
A.l.e.X
odpowiedz
A.l.e.X
124
Alekde

W sumie zaczął się nieźle i z przytupem, od połowy równia pochyła w dół, finał na ocenę mierna z minusem, ostatecznie dałbym za całość 4/10. Postać Karen Page irytująca do bólu - źle zagrana, z bardzo irytująca bulwą w roli głównej, brakowało motywów odnośnie jej przeszłości (ćpania i xxx). Niestety nie doczekałem się Bullseye i jej śmierci (pozwoliłoby to na odetchnięcie od tej miernoty). Pozostali aktorzy trochę lepiej, ale nadal całość mierna. W zderzeniu z takimi serialami jak Gra o Tron to jak zderzenie ze rozpędzonym pociągiem. Generalnie strata czasu, zachwycają się chyba ci co urodzili się w czasach kiedy już nikt nie zachwycał się komiksami. Serial na poziomie czystej krwi - czyli balansujący na granicy +5s strzałka w prawo :)

24.04.2015 02:25
claudespeed18
odpowiedz
claudespeed18
146
error

Najlepszy serial Marvela - czerwony, u DC przoduje zielony, choć to nieco inna liga.*

spoiler start

Liga cieni

spoiler stop

02.05.2015 13:58
odpowiedz
zanonimizowany380842
107
Legend

Nic Arrowa nie przebije :) Żaden gów.... Flash ani Daredevil :)

02.05.2015 14:01
odpowiedz
zanonimizowany970791
47
Generał

Azazell3 - Arrow jest już nudny jak flaki z olejem. Nie równa się w żadnym stopniu z Daredevilem.

Drugi sezon Daredevila w 2016 roku. :)

02.05.2015 14:08
claudespeed18
odpowiedz
claudespeed18
146
error

Arrow oglądam od początku i faktycznie już jest nudne, naciągane i przewidywalne. Mogłoby się skończyć na tym sezonie. Dawniej to chociaż intrygi lub walki były fajne, dziś to 'kłótnia rodzinna' ;)

spoiler start

Czekam aż Ras i Deathstroke przejdą do good guys :D

A Moira i Sara ożyją

spoiler stop

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze