Recenzja The Last of Us - najlepszej interaktywnej opowieści mijającej generacji konsol - Czarny Wilk - 19 października 2013

Recenzja The Last of Us - najlepszej interaktywnej opowieści mijającej generacji konsol

Czarny Wilk ocenia: The Last of Us
90

Mam takie zawodowe zboczenie, że kiedy gram w jakąś produkcję, w głowie powoli zaczyna mi się już układać jej recenzja. Od czego zacznę, na czym się skupię, jaką wystawię ocenę. Po dwóch trzecich The Last of Us miałem już dość konkretny zarys – bardzo dobra oprawa, świetne relacje między bohaterami, emocjonujący scenariusz, a do tego solidny, tylko solidny gameplay. Takie uczciwe osiem na dziesięć. A potem zakończenie gry wytarło mną podłogę i cały plan szlag trafił.


Bo The Last of Us nie wypada traktować po prostu jako gry. To dla niej krzywdzące. Jako gra jest zaledwie bardzo dobre. Ale jako historia, jako doznanie sprawiające, że po jej ukończeniu zadajesz samemu sobie pytania, jako „generator emocji”, jak zwykł to określać mój znajomy (inna rzecz, że on to określenie traktował negatywnie), nowa gra studia Naughty Dog zasługuje na najwyższe noty.

Dlatego też nie będzie to typowa recenzja. O elementach growych wystarczy powiedzieć, że są solidnie zrealizowane. Że to TPS promujący skradanie i eksplorację, ale na niższych poziomach trudności umożliwiający również akcję w stylu rambo. Z fajnym systemem craftingu i bardzo dobrą pod względem technicznym oprawą graficzną. Gdzieś tam w tle przewija się nawet pasujący do tytułu jak Pinokio do tartaku multiplayer, na którego szkoda mi było realizować dołączony do gry kod. A, no i singiel jest dość długi, bo styka na kilkanaście godzin, można też pobawić się w maksowanie postaci i szukanie przeoczonych znajdziek w trybie New Game+. Tyle. Żadnych rewolucji, ot, solidnie zbudowana gra.

Którą osadzono w świetnie wykreowanym świecie, z żywymi, interesującymi postaciami oraz wokół których zbudowano odważną historię.

Witaj w piekle

Świat, który pozwolili nam zwiedzić projektanci ze studia Naughty Dog to kilka amerykańskich miast i  miasteczek oraz otaczających je połaci zieleni. Wizualnie blisko mu do filmu Jestem Legendą oraz jednej z najgorszych serialowych premier ostatnich lat, Revolution (której jedynym jasnym punktem był właśnie projekt pozbawionego elektryczności świata). Niegdyś tętniące życiem kolebki cywilizacyjne, zniszczone, zdewastowane, ponownie opanowywane przez naturę – pełne dzikich zwierząt, zarośnięte, na niższych kondygnacjach zalane przez wodę. Miejsca jednocześnie smutne i piękne, przepełnione melancholią, opowiadające swoją własną historię, czy to za pomocą znajdowanych tu i ówdzie notatek dawnych mieszkańców, czy po prostu wystrojem wnętrz.

 Z pięknem opuszczonych ruin nieodłącznie wiąże się niebezpieczeństwo stwarzane przez ich mieszkańców. Zezwierzęceni zarażeni, kierujący się pierwotnym instynktem, stanowią zagrożenie jedynie w większych grupach. Problemem są ci, którzy zachowali zmysły. Ostatni z nas. Kombinują, flankują, używają broni palnej. Starają się nas zabić, choć uniknięto typowego podziału na tych dobrych (czyli głównych bohaterów oraz towarzyszących im od czasu do czasu postaci) i złych (reszty świata). To są zwykli ludzie zmuszeni do walki o przetrwanie – popełniający straszliwe czyny nie dla przyjemności, ale z desperacji. Z zimnej kalkulacji, która jasno wskazuje, że zwiększa to szansę na przetrwanie. Wcale nie popełniający rzeczy straszniejszych od tych, do których posuwają się postacie pierwszoplanowe. Nikt tu nie jest jednoznacznie dobry ani jednoznacznie zły. Każdy stara się przeżyć i chronić swoich. Tylko tyle. Kupuję taką wizję końca świata.

Ostatni z ludzi

Główni bohaterowie dramatu to Noel i Ellie. On – zamknięty w sobie, przyzwyczajony do codziennej walki o przetrwanie, żyjący ze szmuglowania dla każdego, kto zapłaci. Ona – czternastolatka nie znająca innego życia od tego po wybuchu epidemii. Zgrywająca twardą i przyzwyczajoną do trudów, w głębi serca nadal jednak pozostała niepozbawiona dziecięcej wiary i naiwności. Los łączy ich losy i sprawia, że stają się kluczem do przyszłości tego, co pozostało z ludzkości. Wyruszają więc we wspólną podróż po zgliszczach Ameryki. Początkowo nieufni, wraz z upływem czasu i przeżywaniem kolejnych niebezpieczeństw zaczynają uczyć się na sobie polegać, otwierać przed sobą. Tworzy się między nimi relacja ojciec-córka i to właśnie chemia łącząca parę bohaterów, sposób w jaki twórcy powoli i wiarygodnie budują ich wzajemne relacje, jest głównym atutem gry. To nie walka z ocalałymi czy ucieczka przed zarażonymi stanowią najciekawsze momenty The Last of Us. Najbardziej w pamięć wpadają drobne, pozornie nieznaczne chwile. Jak dziecięcy zachwyt Ellie na widok stada żyraf.

Podczas podróży historia Noela i Ellie krzyżuje się z opowieściami postaci pobocznych. Każda z nich to osobny, mały dramat, którego zgłębianie jest równie ciekawe jak śledzenie wątku głównego. Zbzikowany odludek, próbujący ułożyć sobie spokojne życie brat Noela czy dwaj bracia starający się uciec z piekła – każdy z nich został świetnie nakreślony, na tyle żywo, by zaciekawić i wzbudzić sympatię, ale przy tym dość stonowanie, by nie popaść w przesadę. Nawet wrogowie, pozornie mięso armatnie, w pewnym momencie zyskują dodatkową głębię i przestają być tylko przeszkodą na drodze.

Toksyczna więź

Tym, co jednak wynosi The Last of Us na piedestał, jest finał historii. Skręca mnie, by go opisać, ale prawo recenzji jest nieubłagane, więc pozwolę sobie jedynie na krótki komentarz – zespół Naughty Dog to ludzie z jajami. Czegoś takiego się nie spodziewałem, nie kojarzę, bym wcześniej z równie oryginalnym zagraniem się spotkał, a już na pewno nie tak dobrze zrealizowanym. Dla tak zakończonych historii warto grać w gry. Dla opowieści, po których przez długie godziny zastanawiasz się i analizujesz to, co się stało.  

Po skończeniu The Last of Us coś sobie postanowiłem. Zagram w tę grę jeszcze raz. Ale dopiero wtedy, gdy doczekam się potomka. Mam wrażenie, że rodzice jeszcze mocniej docenią to, co udało się osiągnąć twórcom. A udało im się osiągnąć naprawdę wiele. To nie jest najlepsza gra tej generacji. Nie jest to nawet najlepsza gra na PS3. Ale z pewnością jest to jedna z najlepszych interaktywnych opowieści. Dowód, że gry naprawdę potrafią być czymś więcej niż tanią rozgrywką. I że odpowiednio wykorzystane jako medium mają znacznie większą siłę oddziaływania niż książki czy filmy. Dla takich tytułów warto być graczem.

Jeśli spodobał Ci się mój wpis, byłoby miło, gdybyś zalajkował/a moją stronę na FaceBooku. Pojawiają się tam informacje o moich tekstach nie tylko z GP, ale także prywatnego bloga oraz z GOLa. Za korektę odpowiada Polski Geek, zachęcam też do odwiedzenia jego serwisu.

Czarny Wilk
19 października 2013 - 20:16

Komentarze Czytelników (24)

Dodaj swój komentarz
Wszystkie komentarze
20.10.2013 11:44
odpowiedz
Czarny Wilk
55
Bo jestem czarny

@NewGravedigger:
Gra wyszła kilka miesięcy temu a nie rok, raz. To jest blog i nie ma tu musu pisać wyłącznie recenzji świeżych tytułów, dwa. Gra mnie trzepnęła jak mało która i to aktualnie mój główny kandydat na GOTY, więc postanowiłem poświęcić jej jakiś wpis, trzy. Cztery, tytuł bardziej jednoznaczny być nie mógł, więc wystarczyło w niego nie klikać, cztery.

@Kapela-rules:
Wiele z wymienionych przez Ciebie niedoróbek rzuciło mi się w oczy i gdybym pisał zwykłą recenzję, wspomniałbym o nich, ale jak pisałem w tekście, to nie jest i nie miała być typowa recenzja. Tym niemniej, te wady zaważyły na końcowej ocenie, są powodem dla którego gra nie dostała maxa.
Odnośnie zakończenia, to gdyby zakończyło się inaczej, jak dla mnie całość by na tym ostro straciła. Dostalibyśmy łzawą sztampę, zamiast tego ND rzuca nam w twarz brutalną akcję, która... ma sporo sensu. Po skończeniu gry czułem się dziwnie, bo zastanawiałem się, co bym zrobił w podobnej sytuacji i doszedłem do wniosku że mógłbym podjąć podobne decyzje. Świetną analizę tego, co miało tam miejsce, popełniono swoją drogą na Jawnych Snach, polecam zapoznać się z nią:
http://jawnesny.pl/2013/09/egoizm-rodzica-o-relacji-protagonistow-w-last-us/

20.10.2013 11:53
odpowiedz
mevico
39
Generał

Kapela-rules

Nie chodziło mi o przewidywalność fabuły bo to dla mnie nie jest zarzut (fabuła może być przewidywalna o ile nie jest nudna), ale braki w tej fabule. Wzorcowym przykładem jest Walking Dead gdzie fabuła jest w centrum i co chwile zaskakują nas nowe wydarzenia. Last of us fabularnie do pięt nie dorasta Walking Dead. A relacje między bohaterami nie są, w mojej ocenie, jakieś wyjątkowe. Znów można odwołać się do Walking Dead gdzie są one zdecydowanie lepiej zrealizowane.

20.10.2013 12:05
odpowiedz
alpha_lyr
7
Senator

Last of us fabularnie do pięt nie dorasta Walking Dead. A relacje między bohaterami nie są, w mojej ocenie, jakieś wyjątkowe. Znów można odwołać się do Walking Dead gdzie są one zdecydowanie lepiej zrealizowane.

Można się z tym zgodzić lub nie. Last of to jednak wciąż jedna z najlepszych gier zrealizowanych pod tym względem. Czy jest coś lepszego niż Walking Dead i TLoU ?

20.10.2013 12:16
odpowiedz
mevico
39
Generał

alpha_lyr

Uważam, że The Last of Us fabularnie nie wyróżnia się niczym szczególnym. Tomb Raider czy Sleeping Dogs są grami podobnego kalibru.

20.10.2013 12:28
odpowiedz
alpha_lyr
7
Senator

mevico
Uważam, że The Last of Us fabularnie nie wyróżnia się niczym szczególnym.
Fabularnie wyżej stały nawet niektóre gry na PSX. Nie ma to jednak nic wspólnego z genialną narracją i ładunkiem emocjonalnym którego nie posiadają ani Tomb Raider ani tym bardziej Sleeping Dogs. Na domiar złego ani jednej ani drugiej gry już nie pamiętam, po prostu nawet nie zapada w pamięć a w mojej ocenie jeżeli tak się dzieje, to gra jest kolejną, jedną z wielu, niczym nie wyróżniającą się produkcją jakich na pęczki. Last of uS to ich przeciwieństwo.

20.10.2013 12:47
odpowiedz
mevico
39
Generał

alpha_lyr

Myślę, że w złym miejscu szukasz źródła problemu. The Last od Us wzrusza bo taki był zamysł twórców, taka miała być historia. Jest masa filmów, które wzruszają bo taki był zamysł reżysera/scenarzysty. Rambo nie ma natomiast wzruszać tylko być widowiskowym, dlatego nie każdy scenariusz i sposób prowadzenia narracji można porównać.
Mi o wiele bardziej zapadły w pamięć niektóre sceny choćby z Call of Duty niż z The Last of Us, co nie oznacza, że oceniam The last of Us gorzej od Call of Duty.

20.10.2013 13:07
odpowiedz
reksio
150
Pies Pogrzebany

Kilka miesięcy to już za późno. Wbijcie sobie do głowy, że podstawową cechą recenzji jest AKTUALNOŚĆ.

20.10.2013 13:37
odpowiedz
Czarny Wilk
55
Bo jestem czarny

@reksio: Pardon, ale be-ze-dura. Według jakichkolwiek definicji słownikowych albo tego czego uczono mnie na studiach dziennikarskich. Aktualne to muszą być wiadomości, zajawki, nawet felietony o czym akurat często się zapomina. Ale recenzja może dotyczyć dowolnego dzieła artystycznego i data jego premiery nie ma tu nic do rzeczy.

20.10.2013 13:45
odpowiedz
reksio
150
Pies Pogrzebany

Nie wiem, w jakich piździałkowicach uczęszczałeś na studia dziennikarskie, ale może wypadałoby je w porę zmienić. Serio? Serio ma mnie obchodzić Twoje zdanie tak długo po premierze? Człowieku, wali mnie Twoje zdanie i tylko fakt, że pisałbyś o tej grze zaraz po premierze zmusiłby mnie do lektury. Jestem odbiorcą. Jestem wybredny i hejtuje. Nie uczyli Cię tego na dziennikarce?

20.10.2013 14:00
odpowiedz
Blackthorn
95
Senator

reksio -> Tyle, ze ta recenzja wyladowala na lamach bloga i nie jest to oficjalny artykul serwisu gry-online. Autorzy blogow maja prawo pisac o czym chca i kiedy chca. Zachowujesz sie jak gimbus, ktory nie ma bladego pojecia o regulach jakimi sie rzadza blogi.

20.10.2013 14:03
odpowiedz
NewGravedigger
108
spokooj grabarza

ale my mamy prawo wyrazić swoją opinię. I to robimy.

oburzanie się na to jest przejawem gimbustwa

20.10.2013 14:15
odpowiedz
r_ADM
174
Legend

@14
To nie ma znaczenia gdzie wyladowala recenzja. Zyjemy w swiecie, w ktorym 4 miesiace to szmat czasu i pisanie recenzji po takim czasie jest bezsensowne. Rownie dobrze moznaby pisac sobie do szuflady.

20.10.2013 14:22
odpowiedz
raziel88ck
118
Reaver is the Key!

r_ADM - Nie zgadzam się z tobą. Takie recenzje są potrzebne, ponieważ bywają bardziej wiarygodne. Graczom po tych paru miesiącach od premiery mija mydlący oczy hajp i zaczynają dostrzegać to, co w danym tytule gra, a co nie.

20.10.2013 14:25
odpowiedz
marcing805
107
PC MASTER RACE

Obok GTA 5 i przenośnego Donkey Konga na 3DS-a, jest to IMO najlepsza gra tego roku. Przyczepiać się można do wielu rzeczy: durnoty AI, niewidzialności Ellie, przewidywalnej fabuły. Ale to i tak nie zmienia faktu, że jest to świetna gra. Jest kompletnie inna niż Uncharted, który był samograjem, grą szybką, łatwą i przyjemną. W TLoU twórcy skupili się na gameplayu, cutscenki i QTE eliminując do minimum. Zrezygnowano z tej nieszczęsnej autoregeneracji zdrowia, gra stawia bardziej na skradanie niż akcję. Najlepsze w niej są te długie, spokojne i powolne przemieszczanie leveli w celu odnalezienia ciekawych znajdziek. A i same lokacje są zrealizowane fantastycznie.

20.10.2013 14:36
odpowiedz
r_ADM
174
Legend

@17
Bardziej wiarygodne od czego? Od ocen i opinii graczy, ktorzy przedyskutowali juz gre wzdluz i wszerz w tygodniach po premierze? Recenzja po takim czasie nikogo juz nie interesuje co latwo zmierzyc iloscia postow tu i w watkach o grze, ktore ukazaly sie zaraz po premierze.

20.10.2013 14:37
odpowiedz
Ghost2P
83
Still Alive

Przecież od dawna wiadomo, że pierwsze recenzje są kupione, więc sens mają takie po czterech miesiącach

20.10.2013 16:08
odpowiedz
Czarny Wilk
55
Bo jestem czarny

Swoją drogą, zdajecie sobie sprawę, że wchodząc, komentując, nabijacie mi wyświetleń, co się przekłada na większą popularność tekstu, co z kolei oznacza, że zachęcacie mnie tym samym do dalszego pisania o tym, co Was wkurza? To co, za tydzień recenzja Wormsów? Tych pierwszych oczywiście! ;)

21.10.2013 00:44
odpowiedz
Kapela-rules
68
stary wyjadacz

Pong byłby lepszy, jest bardziej hardcore

21.10.2013 01:23
odpowiedz
Blackthorn
95
Senator

To nie ma znaczenia gdzie wyladowala recenzja. Zyjemy w swiecie, w ktorym 4 miesiace to szmat czasu i pisanie recenzji po takim czasie jest bezsensowne. Rownie dobrze moznaby pisac sobie do szuflady.
Skoro ludzie moga pisac takie komentarze jak twoje to juz tym bardziej moga zabierac sie za recenzje tytulow kilka miesiecy od ich wydania. Deal with it.

To co, za tydzień recenzja Wormsów? Tych pierwszych oczywiście! ;)
Zrecenzuj Ponga :)

28.12.2014 01:31
odpowiedz
kotonikk
51
Wśród horyzontów

No widzisz, a ja pod koniec 2014 roku wchodzę i z przyjemnością czytam tą, i inne recenzje tej gry, bo właśnie teraz zamierzam w nią zagrać i cieszę się, że autorzy te recenzje napisali. I co zrobisz? Nic nie zrobisz. : ]

Dodaj swój komentarz
Wszystkie komentarze