Wielka Kolekcja Komiksów Marvela – Tomy 24 i 25. Ostateczny Marvel. - Czarny Wilk - 24 maja 2014

Wielka Kolekcja Komiksów Marvela – Tomy 24 i 25. Ostateczny Marvel.

W 2000 roku Marvel stworzył nową linię komiksów, w której zaprezentował odświeżone wersje klasycznych bohaterów, dostosowane do dzisiejszych czasów i pozbawione wieloletniego bagażu komiksowych doświadczeń. Imprint nazwany „Ultimate” okazał się wielkim sukcesem.

Tom 24: Ultimate Spider-Man – Moc i Odpowiedzialność

Pierwszą postacią, jaka doczekała się odświeżenia, był Spider-Man, za którego unowocześnienie wziął się Brian Michael Bendis (to ten od Upadku Avengers). Album Moc i Odpowiedzialność, w którego skład wchodzi siedem pierwszych numerów tej serii, opowiada doskonale znaną wszystkim historię ugryzionego przez pająka kujona, zyskującego nadnaturalne zdolności i boleśnie przekonującego się, że „z wielką mocą przychodzi wielka odpowiedzialność”. Choć Bendis na przełomie całej serii decydował się na naprawdę pomysłowe historie, to początki „ostatecznego” Petera Parkera są dość wierne jego korzeniom. Zmiany są raczej kosmetyczne – ot, pająk nie został napromieniowany, a powstał w wyniku zabaw genetycznych, za cały wypadek odpowiada Oscorp Corporation, zaś w okolicy Petera od samego początku kręci się Mary Jane. Jedyną większą zmianą na tym etapie jest redesign zafundowany Goblinowi, który niewiele ma wspólnego z tym klasycznym. Poza tym – jest to kolejne opowiadanie historii, którą wszyscy dobrze znają. Bardzo przyjemne opowiadanie – rysunki Bagleya są kolorowe i świetnie pasujące do młodzieżowych klimatów, a fabuła, mimo wtórności i tego, że doskonale wiemy, co się stanie, wciąga. No i nie można zapominać o największym atucie Bendisa, który właśnie w komiksach z serii USM ukazany jest w pełnej krasie – scenarzysta ma wielki dar do pisania żywych, młodzieżowych dialogów, dzięki którym tworzone przez niego postacie są wiarygodne, sympatyczne i charakterystyczne. Dzięki temu, chociaż Peter maskę przywdziewa po dobrych kilkudziesięciu stronach albumu, nie ma tu mowy o nudzie. Starzy komiksowi wyjadacze mogą być zmęczeni czytaniem po raz n-ty o tym samym (chociaż wcale nie muszą – sam jestem tego dobrym przykładem), ale dla „świeżaków” może to być świetna okazja na wstrzelenie się w komiksy. Jeśli chodzi o dodatki, to zafundowano nam trzy strony opowiadające o tym, jak rodziło się uniwersum Ultimate, okładkę alternatywną i galerię porównującą najsłynniejszych przeciwników Pająka – w wersji klasycznej i takiej, w jakiej pojawili się w nowym uniwersum.

Źródło obrazka: ComicsAuthority.com

Czy warto? Choć jest to opowieść, którą wszyscy doskonale znają, to opowiedziano ją w bardzo dobrym stylu. Warto.

Tom 25: Ultimates – Superludzie

O ile USM zaczynał dość wiernie, trzymając się oryginalnej genezy Spider-Mana, tak Mark Miller, tworząc odświeżonych Avengers od początku, poszedł na całość. Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego filmowy Nick Fury jest czarny i łysy, mimo że gdzie go wcześniej nie widzieliście zawsze był białasem? Podziękujcie Millarowi, bo to on wprowadził czarnego Fury’ego, notabene na długo przed premierą Iron Mana z Robertem Downeyem Juniorem rysowanego na podobiznę Samuela L. Jacksona. Zmiany sięgają dalej – tutejszy Kapitan Ameryka nie jest już harcerzykowatym ucieleśnieniem dobroci, ale prawdziwym twardzielem uważającym, że „spadochrony są dla panienek”. Wasp w wersji Ultimate jest mutantką, Thor hipisem (!), Banner zakompleksionym nerdem, a Pym… no okej, Pyma zmieniono o tyle, że jak był dupkiem, tak teraz jest dupkiem jeszcze większym. Millar pisze komiksy w filmowym stylu, sporo rzeczy urealniając, przy innych pozwalając sobie na to, by akcja była jak najbardziej atrakcyjna dla czytelnika. Stąd podstawy funkcjonowania zespołu są bardzo wiarygodne – ot, Fury tworzy drużynę złożoną z superludzi, którym większość czasu zajmuje zabawa w PR, a kiedy okazuje się, że niespecjalnie jest z kim walczyć, jeden z nich staje się zagrożeniem, które pozostali muszą zwalczyć. O czym oczywiście opinia publiczna nie wie. Samo życie. W komiksie znalazła się też jedna kapitalna scena, w której Ultimates rozmawiają o ewentualnej ekranizacji ich przygód i typują aktorów, którzy mogli by się w nich wcielić. Biorąc pod uwagę, że w momencie powstawania komiksu o Avengers Whedona nie było jeszcze mowy, czyta się to ze sporym uśmieszkiem na twarzy. Generalnie album Superludzie skupia się na przedstawieniu bohaterów i ukazaniu ich jako wypełnionych ludzkimi przywarami postaciami. Z zadania wywiązuje się wzorowo, chociaż akcji jest, nie da się ukryć, niewiele. Mimo wszystko warto się zapoznać z tą historią – zwłaszcza że kolejny tom Ultimates, znacznie bardziej naładowany akcją, czerpie garściami z zapoczątkowanych tu wątków i jako całość oba te tomiki stanowią wybitny rozdział komiksowej historii. Co się tyczy rysunków, to Bryan Hitch rysuje filmowo, dynamicznie i, co tu dużo mówić – bardzo przyjemnie dla oka. Chociaż pełnię jego kunsztu widać w scenach dużych starć, a tych za wiele w Superludziach nie było, to już tutaj daje on zapowiedź tego, jak dobrze będzie później. Jeśli chodzi o dodatki, to Hachette dorzuciło galerię bohaterów porównujących ich inkarnacje klasyczne oraz te z Ultimate Universe, dwie strony o Millarze, jedną o Bryanie Hitchu i galerię okładek.

Czy warto? Warto, choć jest to głównie budowanie gruntu pod kolejny album.

Ciekawostka: Marvel wydał animowaną adaptację Ultimates. Wierną komiksowi, choć mocno ugrzecznioną i skróconą. Nic wybitnego, ale obejrzeć można.

 

Jak umiera uniwersum Ultimate

Głównym założeniem uniwersum Ultimate było uwspółcześnienie historii bohaterów oraz stworzenie historii przyjaznych dla nowego czytelnika, pozbawionych wieloletniego balastu wydarzeń. Założenie udało się spełnić znakomicie, zaś dzięki zatrudnieniu do projektu wybitnych scenarzystów, komiksy z linii Ultimate cieszyły się wielką popularnością. W miarę upływu lat coraz jaśniejsze stawało się, że uniwersum przestaje spełniać swoją rolę miejsca przyjaznego nowemu czytelnikowi – jak by nie patrzeć, historia nowego świata coraz bardziej się rozrastała. Ultimate przestało być świeżym startem, a stało się jedynie wariacją na temat głównego świata zwanego 616. Co więc Marvel postanowił zrobić? Wstrząsnąć tym światem. Event zwany Ultimatum wybił całą gamę popularnych postaci, między innymi Cyclopsa, Wolverine’a, Wasp i Doctora Strange’a. Zaś, co ważne, w „ostatecznym” świecie zmartwychwstania nie były codziennością jak w 616. Tutaj trup pozostawał trupem. Wszystko ładnie i pięknie, gdyby nie to, że Ultimatum było komiksem wybitnie złym. Kiepsko napisanym, ze szczątkową fabułą i odrażającymi scenami. Kiepski sposób na restart uniwersum. No ale stało się, ci, którzy przeżyli, musieli radzić sobie w nowym świecie. Uniwersum na krótki moment zyskało drugi dech, słupki sprzedażowe wzrosły, ale nie trwało to długo. Postanowiono więc wstrząsnąć światem raz jeszcze. Tym razem trup był tylko jeden, ale za to jaki – Spider-Man. Wstrząs był tym większy, że, trzeba przyznać Bendisowi, ostatnie chwile Ultimate Petera Parkera napisał wybitnie, wyszedł z tego jeden z najlepszych komiksów ostatnich lat. Po śmierci Parkera nowym pająkiem został czarnoskóry Miles Morales. Ultimates po długich chudych latach trafili w ręce wybitnego scenarzysty Jonathana Hickmana, znanego z tego, że tworzy monumentalne, wielowątkowe opowieści rozpisane na dziesiątki numerów, a X-Men trafili w ręce Nicka Spencera, który też miał pomysły na zmiany. Rewolucja była udana, a świat Ultimate stał się naprawdę ciekawym miejscem… na jakiś czas. Jak tylko Marvel poznał się na Hickmanie, to go szybko awansował do „normalnych” Avengers, Spencera też wyniesiono z UU, na ich miejsce wskoczyli mniej uzdolnieni scenarzyści i nie upłynęło wiele czasu, a ponownie jedynym wartościowym tytułem w linii pozostał Spider-Man. Aktualnie przez „ostateczny” świat przewija się kolejna wielka katastrofa, po której czeka nas jeszcze jeden restart linii, ale mało kogo to jeszcze obchodzi – na tym etapie Ultimate jest poligonem doświadczalnym do testowania scenarzystów i bardziej radykalnych pomysłów, z których najciekawsze przeszczepia się później, bardziej lub mniej nieudolnie, do głównego uniwersum. Czarnego Nicka Fury’ego już przeniesiono, Miles Morales miał już okazję na spotkanie z klasycznym Peterem Parkerem i kwestią czasu jest jego przeprowadzka do 616, a imprint Ultimate… cóż, moim zdaniem prędzej czy później czeka go zamknięcie i zapomnienie. Ile razy można reanimować trupa?

Poprzednie części cyklu:


WKKM: Tomy 22-23

WKKM: Tomy 20-21

WKKM: Tomy 18-19

WKKM: Tomy 16-17

WKKM: Tomy 14-15

WKKM: Tomy 12-13

WKKM: Tomy 10-11 plus wywiad z korektorem Kolekcji

WKKM: Tomy 8-9

WKKM: Tomy 6-7

WKKM: Tomy 1-5


Okładki użyte w tekście pochodzą z nieoficjalnego fanpage'a kolekcji na Facebooku.

Jeśli spodobał Ci się mój wpis, byłoby miło, gdybyś zalajkował/a moją stronę na FaceBooku. Pojawia się tam sporo zawartości, która Jaskinię omija. Za korektę odpowiada Polski Geek, zachęcam też do odwiedzenia jego serwisu.

Czarny Wilk
24 maja 2014 - 14:07
Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
24.05.2014 20:02
ww1990ww
77
Konsul

Pym jak jeszcze większy dupek niźli klasyczny? To da się? Aczkolwiek powiem szczerze Pym u mnie zawsze się bił o ten tytuł z Richardsem.

24.05.2014 20:29
Czarny  Wilk
odpowiedz
Czarny Wilk
92
Bo jestem czarny

GRYOnline.plTeam

Powiem tak - legendarne slapnięcie Wasp jest niczym w porównaniu do tego, co jej zafundował w Ultimates ;)

24.05.2014 23:21
odpowiedz
ww1990ww
77
Konsul

Dobra teraz już wiem uderzenie żony w gniewie to jedno no ale poszycie jej armią mrówek i wprowadzenie jej we wstrząs anafilaktyczny niemalże? No to już jest szczyt.