Wrobiona w magię - recenzja mangi - Froszti - 15 czerwca 2019

Wrobiona w magię - recenzja mangi

Domowa biblioteczka mangowa wzbogaciła się o kolejny tytuł z gatunku „magiczne dziewczynki”. Na temat mangi „Wrobiona w magię” można przeczytać w sieci wiele niekoniecznie dobrych opinii. Czy tytuł naprawdę nie ma do zaoferowania nic więcej niż tylko przykuwającą uwagę okładkę (szczególnie męskiej części społeczeństwa)?

Życie „magicznych dziewczynek” zdecydowanie nie jest łatwe i przyjemne. Fantazyjne stroje i super magiczne moce to tylko wierzchnia warstwa lukru. Pod nią znajduje się konieczność ciągłej gotowości do walki z przerażającymi przeciwnikami i masa stresu niewskazanego dla młodych dziewcząt. Do tego wszystkiego dochodzi bardzo krótka „magiczna kariera”, przecież teraz tak szybko się dorasta. Czasem jednak emerytowane „czarodziejki”, które dorosły muszą ponownie stanąć w obronie świata. Od momentu, kiedy Clan odwiesiła na kołek swój magiczny strój, minęło już 7 lat. Czas, w którym wydoroślała w szerokim tego słowa znaczeniu. Przestała być ona magiczną dziewczynką wielbioną przez tłumy a stała się dojrzałą nastolatką z naprawdę ciężkim charakterem, która odreagowuje na wszystkich dookoła swoje „traumatyczne” wspomnienia z czasów, kiedy walczyła za pomocą magii. Czas dzielony pomiędzy szkołę i opiekę nad młodszą siostrą, zostaje zaburzony przez pojawienie się w domu spasłego, dziwacznego i na dodatek zboczonego psa. Okazuje się, że jest to były towarzysz Clan, który był jej zwierzęcym opiekunem. Dziewczyna będzie zmuszona powrócić do swojej danej roli. Wracają jej nie tylko magiczne zdolności, ale również strój, który teraz stał się zbytnio przyciasne w niektórych miejscach.

Fabuła mang nie brzmi nazbyt porywająco i pod wieloma względami dość sztampowo i dokładnie taka jest. Biorąc pod uwagę specyfikę tytułu, nie można było wymagać od niego nazbyt wiele. Liczyłem na luźną komedyjkę ecchi, z dobrym delikatnie sprośnym humorem i zalążkiem znośnej historii. Czy „Wrobiona w magię” jest właśnie takim tytułem? Odpowiedź na to pytanie jest taka jednoznaczna i nie można w prosty sposób napisać, że tytuł jest dobry lub zły. Manga jest bardzo nierówna i bardziej wpasowuje się ona w ocenę mocno średnią z kilka plusami.

Nie mam nic przeciwko sprośnemu humorowi, o ile jest zabawny i będący dodatkiem do czegoś więcej. Pierwszy tom serii to jednak jeden wielki pokaz mangowej treści z „podtekstem” a jakakolwiek treść fabularna została zepchnięta tutaj na zupełnie boczny tor. Brak wyraźniejszej historii to tylko część problemów, z którymi boryka się początek serii. Obok kilku naprawdę śmiesznych momentów, wzbudzających uśmiech na twarzy, jest tutaj masa przeciętności oraz chwile, w których żarty mogą powodować pewien niesmak (zakładam, że mało kogo będzie bawić sprośny humor związany z małymi dziewczynkami, jeśli jednak ktoś taki jest zawsze można się leczyć). Początek drugiego tomu nie wskazuje na to, aby miało się coś w tej kwestii poprawić. Nadal mamy mnóstwo fanserwisu z domieszką bardziej dynamicznej akcji. Sytuacja zaczyna się znacznie poprawiać dopiero gdzieś pod koniec tomiku, kiedy to treść fabularna zaczyna odgrywać nareszcie poważniejszą rolę. Trzeci i ostatni tom to już całkowite porzucenie wszechobecnej „erotyki” na rzecz konkretniejszej treści. Zaczynają pojawiać się intrygi i pewne tajemnice sprawiające, że robi się naprawdę ciekawie. Ograniczenia objętościowe tomiku sprawiły jednak, że historia ta musiała zostać tutaj dość mocno skondensowana.

Na kilka słów uznaniu zasługuje pokazanie różnicy charakterów Clan i jej zwierzęcego towarzysza Buromira. Każde z nich inaczej podchodzi do życia i do powierzonych mu zadań, przez co nie bardzo potrafią się między sobą dogadać. Doskonale jednak wiedza, że pomimo dzielących ich różnic są zdani tylko na siebie i muszą razem współpracować. Jest to jeden z elementów komediowych tytułu, który naprawdę wzbudza uśmiech na twarzy czytelnika. 

Kompletnie niezrozumiałe będzie dla mnie, dlaczego autor nie zdecydował się na wcześniejsze rozwinięcie historii, która miała w sobie pewien potencjał. Gdyby już w tomie drugim bardziej skupić się na fabule, całość mogłaby wyglądać o wiele lepiej, nabierając większej głębi. Niestety stało inaczej i dlatego mamy do czynienia z przeciętnym tytułem, który mógł być znacznie lepszy. Na pewno jednak nie można napisać, że jest to zła manga. Ma ona całkiem niezły humor oraz wyrazistych bohaterów. Jednak przez nadmierne uwypuklenie „erotyki” i  zbyt późne rozwinięcie fabuły, staja się ona tytułem, dedykowanym tylko małej grupce odbiorców. Po mangę mogą sięgnąć jedynie czytelnicy, którzy są miłośnikami „ecchi” i nie oczekują od takich pozycji niczego nadzwyczajnego. Szkoda, bo odrobina więcej wysiłku ze strony autora i z przeciętnego tytułu można było zrobić naprawdę coś solidnego.

Radosław „Froszti" Frosztęga



Za udostępnienie mangi do recenzji dziękuję Wydawnictwu Waneko.

Froszti
15 czerwca 2019 - 10:40

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz