Czytałem ostatnio o przynajmniej kilku interesujących eksperymentach, które miały dowieść negatywnego wpływu gier na psychikę graczy. Jedne były planowanymi od dawna publikacjami, inne pojawiły się na fali niedawnych tragicznych wydarzeń w Stanach Zjednoczonych. Początkowo planowałem streścić któryś z nich. Zorientowałem się jednak, że zupełnie mnie one nie przekonują. Dlaczego?
Nieraz zdarza się, że czytając nawet najbardziej udany i interesujący artykuł, natrafiam na zdanie, wyraz lub wyrażenie, które absolutnie kompromituje czytany tekst i sprawia, że natychmiast tracę jakiekolwiek zaufanie czy sympatię do autora. Przedstawiam cztery najczęstsze i – w moim odczuciu – najbardziej ośmieszające błędy językowe, które widuję w polskich artykułach, nawet kilka razy dziennie.
Wczoraj był ostatni dzień Zimobrania, czyli wyprzedaży zorganizowanej na stronie sklepu Muve.pl. Nie ma wątpliwości, że gracze otrzymali parę interesujących ofert, niestety, tragiczna organizacja całej promocji sprawiła, że Zimobranie przypominało coś na wzór ubogiej krewnej wyprzedaży zagranicznych i robiło wrażenie, jakby jego organizatorzy chcieli, żeby jak najmniej osób kupiło gry po obniżonych cenach.
Steam, dla większości użytkowników, jest przede wszystkim aplikacją, która pozwala na uruchamianie gier zakupionych w dystrybucji cyfrowej. Można jednak zauważyć, że dla niektórych sama platforma stała się czymś na wzór gry, przejawia się to między innymi zbieraniem osiągnięć. Jak przy okazji każdego większego wydarzenia, tak samo w związku ze świąteczną wyprzedażą, do zdobycia jest odznaczenie. W tym przypadku: „Świąteczna Wyprzedaż Steam 2012”. Można się domyślać, że większość graczy je zignoruje, jeżeli jednak komuś zależy na zdobyciu pełnej odznaki (6/6), a nie uproszczonej (4/6), jedno z zadań może stanowić niemały problem.
Gra, którą najchętniej postawiłbym jako wzór, jak chciałbym, żeby wyglądała współczesna growa kontynuacja przygód Indiany Jonesa. Nawet jeżeli nie jest to najlepsza przygodówka ostatnich lat, z całą pewnością znajduje się w ścisłej czołówce.
Jak wyglądałby album, w którym najwięksi dyktatorzy świata zostaliby narysowani jako młode dziewczęta? Jeżeli kogoś nurtowało takie pytanie, specjaliści z Japonii niedawno udzielili odpowiedzi. Pośród kilkudziesięciu dyktatorów znalazł się nawet jeden Polak.
Wyobraźcie sobie specjalne, przypominające hełm urządzenie, dzięki któremu można przenieść się w świat gry MMORPG i czerpać z niej doznania za pomocą wszystkich pięciu zmysłów. Bohaterowie SAO są niezwykłymi szczęśliwcami, ponieważ udało im się zakupić rzeczone urządzenie i tytułową grę (Sword Art Online) w dniu premiery. Nie zwlekając ani chwili, równo z datą oficjalnego uruchomienia systemu, prawie dziesięć tysięcy osób zalogowało się do wirtualnej rzeczywistości świata Aincrad – do swojego nowego więzienia.
Zima atakuje ponownie. Tego wpisu nie było w planach, ale wasze komentarze pod poprzednim artykułem uświadomiły mi, jak oczywiste i interesujące growe zimy pominąłem. Ostatnia porcja dla ludzi poszukujących mroźnego klimatu w monitorze. Przedstawiam dziewięć (+1) najciekawszych zaproponowanych przez was gier, których brak w poprzednim zestawieniu kłuje po oczach.
Do początku kalendarzowej zimy - która ponad wszelką wątpliwość jest moją ulubioną porą roku - zostało jeszcze trochę ponad tydzień, ale jako że w wielu miejscach Polski możemy już zauważyć za oknami sporą warstwę białego puchu, postanowiłem zrobić krótkie zestawienie gier, w których ulokowane pośród śniegu poziomy zrobiły na mnie największe wrażenie.
Po grach, które ukazały się w roku 2012, spodziewałem się znacznie więcej. Niestety, ciągłe powielanie już zużytych rozwiązań, bazowanie na samej marce, a czasem po prostu zwyczajne niedopracowania, sprawiły, że lepiej będę wspominał rok poprzedni. Kilku tytułów jednak nie sposób przemilczeć, w ostatniej części mojego subiektywnego podsumowania przedstawiam gry, które uważam za najwybitniejsze tegoroczne produkcje. Jestem pewien, że jeżeli do jakiegolwiek tytułu z tego roku wrócę w 2013, będzie to któryś z przedstawionych poniżej.
Kontynuując rozpoczęty wczoraj wątek, przedstawiam cztery tegoroczne gry, które - moim zdaniem - w zupełności spełniły pokładane w nich nadzieje. Nawet jeżeli nie są to tytuły wybitne, zapewniły przynajmniej sporą dawkę dobrej zabawy i nie miałem odczucia, że okazały się czymś o kilka stopni słabszym, niż się spodziewałem.
Mamy już dziewiąty grudnia, jako że do końca miesiąca nie będzie miała premiery ani jedna gra, która choć trochę by mnie interesowała, uznałem, że jest to dobry moment na zrobienie subiektywnego podsumowania tegorocznych produkcji. Pod koniec roku 2011 spisałem sobie kilka tytułów, które uważałem za warte uwagi (liczyłem, że będą to gry 8/10), z czasem lista wzbogaciła się o kilka dodatkowych. Myślę, że warto teraz spojrzeć na nią jeszcze raz. Od razu rzucił mi się podział na trzy kategorie: 1) całkowite rozczarowania (6/10 i mniej), 2) spełnione oczekiwania (7-8/10), 3) perełki, które przerosły pokładane w nich nadzieje (9-10/10). Zaczynam od części pierwszej i przedstawiam gry, które były dla mnie największymi rozczarowaniami tego roku.
Według eksperymentu przeprowadzonego przez grupę badaczy z Uniwersytetu Luksemburskiego, ludzie, którzy dopuszczają się wirtualnych aktów przemocy, czują potrzebę realnego oczyszczenia się po zakończeniu rozgrywki. Doktor André Melzer sugeruje jednak, że gracze, którzy mają większe doświadczenie w wirtualnym zabijaniu, prawdopodobnie wypracowali sobie jakiś alternatywny sposób radzenia sobie z „moralnym kacem”. Czy jednak na pewno?
Pierwszy raz w Karatekę grałem gdzieś w okolicach 1991 roku. Gdy tylko zobaczyłem, że powstał remake, od razu postanowiłem go nabyć. Mówiąc w skrócie, to był jeden z najgorszych zakupów tego roku. Nowy Karateka jest produkcją naprawdę słabą, nawet jeżeli rozpatrujemy go jako remake.
Gra wygląda ładnie, a postacie sprawiają wrażenie żywcem wyciągniętych na przykład z animowanej wersji Mulan. Również muzyce trudno coś zarzucić. Prawdziwym problemem omawianej produkcji jest sama rozgrywka.
Nie chcę nikogo urazić swoim artykułem – tak, wiem, że jest to prawdopodobnie najgorszy wstęp, bo wielu osobom zapala się w głowie czerwone światełko i nagle czują, że mogą być obrażani, mimo że nie znają jeszcze drugiego zdania – ale od jakiegoś czasu zastanawiam się, czy mniejszą dojrzałość wykazuje tak zwany „gimbus” psujący zabawę, czy dorosły, który się na to wścieka?
W 1917 roku znany amerykański artysta estradowy, George Michael Cohan, napisał utwór zatytułowany Over There. Inspiracją do napisania piosenki było przyłączenie się Stanów Zjednoczonych do I wojny światowej. Over There zrobił bardzo przewrotną karierę, która sprawiła, że jego wymowa jest całkowicie odmienna od tej, którą miał w okresie tuż po powstaniu.
Jeżeli zechcemy wskazać najbardziej interesujące i przełomowe filmy dla rozwoju westernu, z całą pewnością nie może wśród nich zabraknąć Bez przebaczeni, niewybaczalne byłoby także pominięcie dzieł Sergio Leone i Sama Peckinpaha. Warto jednak zwrócić uwagę na jeszcze jeden utwór, jeden z pierwszych i prawdopodobnie najlepszych antywesternów, w dodatku powstały jeszcze przed najważniejszymi filmami Peckinpaha i Leone. Mowa o One-Eyed Jacks w reżyserii Marlona Brando.